GŁOS PROTESTU. Moje zaświadczenie o chorobie
Nestan Nene Kwinikadze
Z języka gruzińskiego przełożyła Magdalena Nowakowska
Urywam się wcześniej z demonstracji, żeby kupić prezenty pod choinkę dla dzieci; wszędzie korki, ulice są zablokowane. Ze sklepowej witryny błyska cekinowa marynarka. Aż oczy bolą. Nic z tego! W najbliższym czasie nie będzie żadnych błyszczących rzeczy. A jednak wchodzę do sklepu. Tylko czy teraz jest odpowiedni czas?! A jednak zdejmuję marynarkę z wieszaka, przeglądam się w lustrze, jest mi głupio i odwracam się sprawdzając, czy ktoś mnie nie widzi. Szybko wchodzę do przebieralni. Ściągam z siebie protestacyjny uniform: kożuch, bluzę i koszulkę. Zakładam marynarkę. Teraz wygląda jeszcze ładniej. Jakbym patrzyła z satysfakcją na kogoś innego. Ekspedientka mówi:
Oddam ją pani za pięćdziesiąt lari. Pierwszy taki rok, jak sięgam pamięcią, kiedy ludzie nie kupują przed Sylwestrem błyszczących rzeczy. To prawie darmo…- z uśmiechem mówi sprzedawczyni.
W nocy napiszę bloga o tym, co się tutaj dzieje. Dlaczego postanowiliśmy zginąć za ojczyznę. Prosta rzecz. Napiszę i zadedykuję ludziom, którzy odmówili sobie cekinowych błyskotek. Tekst będzie miał tytuł Nie.
Tego samego wieczoru rozłożyła mnie grypa. Przejmuję się, bo nie będę mogła chodzić na protesty. Nie będę też mogła pójść na zaplanowaną już dawno prezentację gruzińskiego wydania książki Hansa Pettera Gravera Nieustraszeni sędziowie, niesprawiedliwe prawo. Trzynaście historii o bohaterach wymiaru sprawiedliwości ominie mnie też udział w dyskusji panelowej Czy potrzebujemy (dziś) bohaterów w sądzie?. Powiadamiam organizatorów o zamiarze wysłania do norweskiego pisarza listu z prośbą, żeby odczytał go zamiast mojej wypowiedzi w trakcie panelu:
Nieustraszeni młodzi ludzie
Niesprawiedliwy reżim
Co wspólnego mogą mieć ze sobą sędzia i pisarz, prawo i literatura piękna? My, pisarze, nieustannie sięgamy po kłamstwo, wymyślamy, stwarzamy, wyobrażamy opowieści. Prawo to domena prawdy, w której rządzą fakty. Do rozpatrzenia sprawy sędziom konieczna jest jednak wrażliwość. Jak tworzy się w nas ta umiejętność? Czy wystarczy, że będziemy rozmawiać w domu lub w szkole o tym, jak stać się lepszym człowiekiem?
Nie! Ponieważ uczymy się przede wszystkim na przykładach. Potrzebne nam jest do tego doznanie jakiegoś szoku. A taki efekt potrafi stworzyć wyłącznie sztuka, a konkretnie literatura.
W Stanach Zjednoczonych zawód prawnika zyskał największą popularność po opublikowaniu Zabić drozda Harper Lee. Przyczyną tego była zawarta w powieści idea przewodnia, według której jeden człowiek może samodzielnie wydać walkę całemu systemowi w obronie drugiego człowieka.
Sędziowie którzy w faszystowskich Niemczech próbowali ograniczyć kompetencje SS a nawet pociągnąć do odpowiedzialności twórców obozów koncentracyjnych, tych, którzy w Brazylii odważyli się sprzeciwić wojskowej juncie, rumuńskich sędziów pokoju, którzy dali władzy odpór, bo próbowała zablokować procesy o korupcję… Czytam i jest mi wstyd. Trzynaście historii przytoczonych przez Hansa Pettera Gravera w innych czasach odczytałabym inaczej, ale dziś mam poczucie, że nie jestem w stanie zmierzyć się z tą książką, która w rzeczywistości jest kroniką wyjątkowych przypadków
W trakcie tych strasznych i trudnych dla nas dni na zlecenie władzy zatrzymano na ulicy lub we własnym domu, pobito, sponiewierano i osadzono w więzieniu naszych znajomych lub nieznanych nam osobiście dziennikarzy, poetów, tłumaczy, reżyserów, aktorów. Specnaz strzelał do protestujących z kapsuł wypełnionych trującym gazem, którym zapełniła się cała główna ulica Tbilisi i ścigał ludzi po całym mieście…
Sędzia przypuszczalne zna z twarze siedzących na ławie oskarżonych dwóch osiemnasto-, może dziewiętnastoletnich chłopców, którzy występowali w popularnym teleturnieju „Półka z książkami”. Sędzia też z pewnością był pod wrażeniem, że w ciągu minuty odpowiedzieli prawidłowo na wszystkie dziewiętnaście pytań, od Szekspira do Harry’ego Pottera.
Sędzia za to nie jest w stanie wydusić z siebie ani jednej prawidłowej odpowiedzi…
Nie ma u nas w sądzie bohaterów.
Walczymy sami.
Panie Hans,
proszę opowiedzieć wszystkim o tym, z jakim poświęceniem walczą Gruzini.
Z wyrazami szacunku,
N.N.K.
Organizatorzy napisali , że list wywołał emocjonalną reakcję wśród byłych i obecnych sędziów, w których oczach było widać łzy.
Fala protestów nie ustaje. Oglądam manifestację w telewizji na żywo. „Puść go, to mój syn!” – krzyczy matka wyrywając nastoletnie dziecko z łap zamaskowanego typa ze specnazu.
Po twarzy płyną łzy i przypominam sobie moją matkę. Lubiła Wiktora Coja, łyżwiarstwo figurowe, czasopisma o modzie i macę. Przed snem smarowała sobie dłonie kremem do skóry suchej.
Kiedy byłyśmy z siostrą chore, matka słała nam łóżka przeznaczoną specjalnie na ten cel piękną koronkową pościelą. Wyjmowała z kredensu wyszukany serwis – filiżanki, spodeczki, talerzyki i łyżeczki. Obdarowywała nas prezentami.
Matka znała się na wszystkim… A jeszcze jak ktoś był zupełnym szczęściarzemi miał nieustraszonego ojca, który powtarzał ci, jaka jesteś piękna i mądra. Jego pocałunek dawał gwarancję nieśmiertelności – znaczył, że jesteś najbardziej pewną siebie księżniczką na świecie. Zastanawiam się, kiedy ta księżniczka stała się uczestniczką protestów.
Może już wtedy, w wieku 9 lat, kiedy sowieckie wojsko bestialsko mordowało manifestujących na głównej ulicy Tbilisi ludzi, głównie kobiety i młodzież? Czy kilka lat później, podczas puczu wojskowego?
W szkołach panował chłód, nie było ogrzewania, bo rosja zakręciła nam kurek. Lekcje angielskiego dawał mi korepetytor w sąsiedniej kamienicy. Przytulne życie szanownego pana Priestley, protagonisty z popularnego podręcznika, wkradało się do mojego rozchwianego bytu. W podręczniku był kominek, puszysty dywan, kot i papuga. Befsztyk i pudding. Był brat pana Priestley, który pracował w firmie ubezpieczeniowej oraz studenci pana Priestley.
A może wtedy, gdy zaczęła się wojna w Abchazji?
To wtedy przyjechała do nas do Tbilisi ciężarna żona mojego zabitego na wojnie chrzestnego z trzyletnim synkiem i żona przyjaciela mojego ojca z dwoma nastoletnimi dziećmi. Mieszkaliśmy wszyscy pod jednym dachem – nas czworo i pięcioro uchodźców. Dla wszystkich znalazło się miejsce w naszym niewielkim mieszkaniu.
Miałam wtedy 12 lat. Byłam wciąż księżniczką. Ale już smutną.
Moja matka myślała, że wojna się skończy i znów będziemy żyć normalnie. Ale myślała tak, dopóki rosyjski oficer, w wyniku sprzeczki, nie zastrzelił jej brata.
Po latach myślę, że moja matka zmarła tak młodo z żalu za bratem, a moja babcia niedługo potem, nie mogąc pogodzić się z utratą dwójki dzieci.
Mój status księżniczki przeniósł się na wyższy poziom. Wypełniłam wzorowy standard – półsierota , oczko w głowie i ukochana córeczka ojca. Mojej starszej siostrze dostała się rola opiekunki.
Potem pojawiły się gruzińskie dowody osobiste i narodowa waluta. Zdałam na dziennikarstwo filmowe. Chyba wtedy wciąż jeszcze byłam księżniczką. Potem wszystko się zmieniło. Pojawiła się możliwość, żeby wyrazić swoje myśli w jakiejś formie. Za własne pieniądze kręciliśmy studenckie filmy. Robiliśmy festiwale. Dużo podróżowałam. Dużo czytałam. Pisałam do teksty do czasopism. Pisałam książki.
Podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008, księżniczka w czwartym miesiącu ciąży dwa razy dziennie odwiedzała szpital, przedwczesne bóle porodowe były wynikiem stresu i szoku.
To, co było dojmującą tragedią dla moich rodziców, we mnie zamieniło się w nienawiść. Nigdy nie udało mi się przezwyciężyć tego uczucia. Nie pomagały książki ani filmy. Myślę, że nie mieliśmy nigdy ani czasu, ani komfortu, aby uporać się z tą nienawiścią. Teraz stała się częścią nas.
W tamtych latach ludzie doznali takich krzywd, że moja historia na ich tle brzmi tylko jak smutna piosenka.
Ale to nie jest piosenka.
To jest choroba. Taka, która każe ci bezustannie wypierać ze świadomości wszystko, co wiąże się z tamtymi wydarzeniami, bo one są tylko dekoracją dla bólu i tragedii.
Ponieważ wszyscy są już martwi i wszyscy zginęli z ręki tego samego wroga.
Gorączka się obniża. Trochę mi lepiej. Czemu postanowiliśmy zginąć za ojczyznę? Piszę bloga:
Nie!
Zdarzenia w Gruzji nie da się zrozumieć bez zrozumienia, czym dla Gruzinów jest idea patriotyzmu. Były momenty, kiedy patriotyzm tracił na aktualności, to znów przybierał formy graniczne, ale zawsze był obecny.
Nikt jeszcze nie dowiódł, co tak naprawdę warunkuje w ludziach miłość kraju: dramatyczna przeszłość, historie poległych przodków, kronika walk o niepodległość, doświadczenie wojny, wspomnienia z dzieciństwa, pojęcie przynależności do większej zbiorowości, poezja, kuchnia, czy jeszcze coś innego.
Faktem jest, że dla zmęczonych wyzwaniami współczesnego świata, zamienionych w tanią siłę roboczą, pięknych i delikatnych młodych Gruzinów i Gruzinek, to uczucie okazało się tak silne, jak w czasach najbardziej zaciętych historycznych walk.
Doświadczenie, które jest rówieśnikiem naszej niepodległości, kiedy społeczeństwo samo organizuje fundusze na jakiś cel: na pacjentów onkologii, na pomoc ludziom, którzy stracili dach nad głową, na wsparcie samotnych starszych osób, na pomoc Ukrainie… Społeczeństwo, które dzieli się dostępem do internetu z nieznanymi sobie uczniami w górskich wsiach, które oddaje potrzebującym swoje ubrania i za darmo uczy angielskiego dziecko sąsiadów. Społeczeństwo ludzi rozdzielonych migracją zarobkową, które dźwiga zarówno ciężar tęsknoty matek za dziećmi, jak i smutek dzieci wychowywanych z dala od matki, takie społeczeństwo w momencie próby wykazuje się niewiarygodną zdolnością do samoorganizacji.
Samozwańcza władza poszukuje lidera protestów. Szuka i nie znajduje. Dlatego, że lidera nie ma. Społeczeństwo organizuje się bez liderów i bez udziału partii politycznych, a bezkompromisowe „Nie!” jest paliwem protestu.
Tak, jakby to nie epoka ukształtowała społeczeństwo, ale refleksja nad samoorganizacją społeczną ukształtowała epokę.
Demonstranci mówili dziś, że nie mają ani majątków, ani nieruchomości. Jedyne, co mają do stracenia, to przyszłość i dlatego będą walczyć do końca.
Nie pójdą z nikim na żadną ugodę.
I młodzi, i starzy, chwycili los za gardło i nie zamierzają odpuścić.
Podjęli decyzję, że ich kraj ma żyć.
To wyraźna deklaracja sprzeciwu.
Ta postawa jest głośniejsza od ideologii i propagandy, głośniejsza od bandy niegodziwców i populistów.
To są żniwa wolności.
Kultura Enter
2025/03 nr 115

