Strona główna/Czas architektury tymczasowej

Czas architektury tymczasowej

W historii zachodniej architektury konstrukcje tymczasowe obecne są już od czasów średniowiecza, a ich rozkwit przypada na okres baroku, gdzie efemeryczne budowle były narzędziem propagandy świeckiej lub religijnej. Konstrukcjom tymczasowym zaczęto przyznawać tytuł dzieł architektonicznych wraz z pojawieniem się pierwszych wystaw światowych w XIX wieku. Wtedy też ukształtował się pierwszy charakterystyczny typ architektury tymczasowej: szklane pawilony, lekkie obiekty o stalowym szkielecie. Dzisiaj efemeryczność w architekturze przyjmuje wiele postaci.

Tymczasowość architektury może być zarówno zaletą i wadą. Jej krótkotrwałość pozwala na odważne eksperymenty. Bez konieczności dostosowania się do przyszłych ewentualnych zmian można radykalnie dopasować się do konkretnego momentu, chwilowych potrzeb. Wadą tymczasowości obiektów prowizorycznych jest zaś to, że przez nią często nie przykładamy wagi do ich wykonania. Łatwo zignorować istnienie czegoś, co ma za chwilę zniknąć, choć przez tą chwilę nam towarzyszy i tworzy przestrzeń. Rzecz chwilowa jest poślednia, marginalizowana. Mając na uwadze jej dobre i złe strony zastanowię się, jak architektura tymczasowa wpływa i mogłaby wpływać na nasze otoczenie.

Czy architektura może być tymczasowa?

Na początku pojawia się problem definicji. Bo czy architekturą można nazwać coś, co z założenia istnieje tylko tymczasowo? W potocznym rozumieniu architektura utożsamiana jest z trwałością. Takie skojarzenie wynika z potrzeby bezpieczeństwa, którego zapewnienia oczekujemy od obiektów architektonicznych. To także nasz bagaż kulturowy. Zachodnia cywilizacja stawiała sobie solidne kamienne lub ceglane pomniki. Wytrzymałość i trwałość były i wciąż są jednymi z najważniejszych wartości. Konstrukcje nietrwałe, wznoszone z takich materiałów jak drewno czy glina, uważane były za gorsze, przynależące do innej kategorii.

W końcu Firmitas to jedna z części witruwiańskiej triady (Fenustas, Firmitas, Utilitas – Piękno, Trwałość, Użyteczność). Jednak, mimo że napisany ponad dwa tysiące lat temu traktat O architekturze ksiąg dziesięć nadal stanowi ważny argument w dyskusji o architekturze, dziś jej definicja jest znacznie szersza. Zmienia się wraz ze przekształcającym się światem i ludzką mentalnością. Trudno w dzisiejszych czasach ciągłych zmian pominąć aspekt tymczasowości.

Architektura (potrzeby) chwili

Liczna grupa budynków wznoszonych na chwilę (choć czasem istniejących lata) to schronienia lub inne obiekty, które powstają bez udziału architektów, najczęściej bez planów. Drażnią oko estety, wprowadzają „bałagan” w uporządkowaną strukturę miasta, a jednocześnie są najwierniejszym odbiciem rzeczywistych ludzkich potrzeb. Mimo, że lekceważone w dyskusji o architekturze, są ważnym fenomenem w przestrzeni miejskiej. W nielegalny sposób mieszka 10% ludzi na świecie. I choć zjawisko to najsilniej występuje w krajach trzeciego świata, „tymczasowa architektura” mieszkaniowa kryje się w każdym polskim mieście, choć niezauważana lub skutecznie wypierana ze świadomości przez jego pozostałych mieszkańców.

W Lublinie można ją znaleźć m.in. nad Bystrzycą. Najczęściej uczęszczana lubelska trasa rowerowa biegnie wśród osiedli, o których istnieniu większość mieszkańców w ogóle nie wie. Zabudowania za byłą cukrownią wydają się nie pasować do obrazu miasta XXI wieku. Niektóre ze stojących tam domów przypomina zbitkę przybudówek z niepotrzebnych nikomu materiałów, rozbudowywaną na wszystkie strony w ramach możliwości. Są to jednak zabudowania w większości zadbane. Widać, że ich mieszkańcy będący jednocześnie projektantami i budowniczymi dołożyli wszelkich starań, żeby jak najlepiej urządzić swoje otoczenie. Inne jeszcze nieprojektowane konstrukcje tworzą architekturę targowisk, które dopisują się do krajobrazu miejskiego często w nieakceptowany i nieharmonijny sposób. Z drugiej strony, niejednokrotnie są one z kolei intrygującym obrazem kreatywności i różnorodności mieszkańców.

Trudno wyobrazić sobie, że te samowolne struktury mogłyby zintegrować się z projektowanym miastem. Jest to jednak możliwe, ale wymaga od architekta umiejętności dialogu. Przykładem mogą być tutaj mieszkania socjalne zaprojektowane przez Chilijską grupę Elemental w slumsach w Iquique. W miejscu chaotycznej prowizorycznej zabudowy architekt zaproponował kwartały, tworzące modułowe jednostki. Każda składała się z części bazowej i szkieletu, który stwarzał możliwość rozbudowy wedle potrzeb i gustów użytkownika. Zachowany został w ten sposób indywidualny charakter osiedla, a jednocześnie podniesiono w nim bezpieczeństwo i standard życia.

Prowizoryczne konstrukcje tworzone we własnym zakresie bez architektów i planistów współtworzą miejską przestrzeń. Często są niezauważane i marginalizowane, ale niewątpliwie stanowią jej część. Warto wejść z nimi w dialog, postarać się o włączenie ich do projektowanej struktury na równych prawach. Budowane według potrzeby chwili, ciągle zmieniane, mogą też stanowić obszerne źródło wiedzy o tym, co rzeczywiście jest ludziom potrzebne. Mogą być również inspiracją dla architektów starających się nadać swoim projektom jak najbardziej „ludzki” wymiar.

Architektura wyczekiwania

Innym aspektem tymczasowości w architekturze są etapy powstawania budynku. Z punktu widzenia architektonicznej wartości obiektu zwykle nie interesuje nas proces jego powstawania tylko ostateczny efekt. Architekci chwalą się błyszczącym budynkiem, ale mało który eksponuje dokumentację jego wznoszenia. Właśnie dlatego, że to forma przejściowa jest tymczasowa, to znaczy nieważna. Odwracamy od niej wzrok i ignorujemy jej obecność. Chyba, że budynkiem staje się jego wieczna poczwarka, tzn. przejściowy etap zamienia się praktycznie w formę ostateczną, a ta staje się tak natarczywa, że nie możemy dłużej pozostawać wobec niej obojętni.

Jednym z wielu przykładów tego typu jest lubelski Teatr w Budowie. Etap przejściowy jego powstawania jest trwałym elementem krajobrazu dla co najmniej dwóch pokoleń. Podobnie szkielet hali sportowej w wąwozie na Czubach czy niedokończony wiadukt – podobne przykłady można by wyliczać długo. Czy takie obiekty, których budowa zatrzymała się na pewnym etapie rozwoju, można awansować do tytułu formy architektonicznej? Czy może powinniśmy ignorować tę przejściową fazę budynku? Z pewnością warto dostrzec piękno niedokończonego obiektu. Na tym oparł swój pomysł Bolesław Stelmach, zwycięzca konkursu na projekt Centrum Spotkania Kultur. Zamiast zmienić „teatr w budowie” w teatr nareszcie zakończony i pozwolić zapomnieć o niechlubnym etapie historii tego budynku, uwypuklił on tę jego cechę. Zaprojektowany obiekt nadal sprawia wrażenie niedopowiedzianego, pozostał w nim element wyczekiwania na to, co wydarzy się za chwilę. Stara konstrukcja budynku nie została w pełni zakryta, dzięki czemu możemy podziwiać elementy wznoszonego przez już 36 lat budynku, współgrające z jego nową odsłoną. Jeśli obiekt w tym kształcie powstanie, pozwoli zachwycać się nie tylko nowym gmachem, ale całą historii Teatru w Budowie i uwrażliwi na okres „pomiędzy”.

„Czasoprzestrzenne dziury” w mieście wykorzystuje działające na pograniczu architektury i sztuki niemieckie biuro Umschichten. Nazwa przetłumaczona na polski znaczy „zamieniać miejscami, przegrupowywać”. Ich projekty korzystają z działek, do których są już plany i wstrzeliwują się w martwy okres wyczekiwania na ich realizację. Nawet materiały, z których korzystają są pożyczone. Tak działał projekt PopUp! w Stuttgarcie. Podczas gdy ważyły się losy działki, Umschichten zorganizowało na jej terenie własną budowę. Z belek do deskowania konstrukcji żelbetowych zbudowano plac ze sceną, ławkami i basenem, który dodatkowo przez miesiąc nieustannie przetwarzano.

Architekci-artyści z tego biura często tworzą impresje na temat miejsc, zwracając szczególną uwagę na ich kondycję w konkretnym momencie. Tego typu „stopklatką” historii budynku, który miał być adaptowany na centrum kultury, była instalacja poprzedzająca jego przebudowę. Po demontażu okien i drzwi wewnątrz, stworzono z nich konstrukcję, która „wylewała się” przez okno na ulicę.

Architektura w czasach ciągłego ruchu: nomad, narzędzie dialogu, katalizator.

Tymczasowość architektury nie musi być kłopotliwa, lecz może stanowić jej atut, ponieważ odzwierciedla ducha naszych czasów, których znakami są chwilowość i zmienność. Odwołuje się do nich tzw. architektura wędrująca, będąca odpowiedzią na coraz większą mobilność ludzi. W większości jej przykładów to obiekty o trwałej formie, których chwilowość polega na krótkim postoju w danym miejscu, ich okresowym oddziaływaniu na przestrzeń.

Razem z digitalizacją, większą dostępnością do najnowszych osiągnięć technicznych oraz tendencją do personalizacji używanych przez nas przedmiotów, a także naszego otoczenia, coraz częściej wzywa się do zerwania z arbitralnym kształtowaniem przestrzeni miejskiej na rzecz włączania do tego procesu mieszkańców. Przy realizacji tych postulatów świetnie sprawdza się właśnie architektura tymczasowa. Jako przykład podać można proces powstawania otwartej biblioteki osiedlowej w Magdeburgu, której twórcom w 2010 roku przyznana została prestiżowa nagroda The European Prize For Urban Public Space.

Zanim wzniesiono ostateczną budowlę, w docelowym miejscu i rzeczywistej skali, powstał jej prototyp stworzony wspólnie z mieszkańcami ze skrzynek po piwie. Do czasu zgromadzenia funduszy na budowę funkcjonowała tam biblioteka tymczasowa. Dzięki temu mieszkańcy poczuli, że jest ona ich własnością, społecznym dobrem, a architekci mogli dogłębnie poznać rzeczywiste potrzeby użytkowników i uwzględnić je w ostatecznym projekcie.

Architektura chwili może działać jak katalizator aktywujący procesy odnowy zaniedbanych obszarów w mieście. W oczekiwaniu na „twarde” projekty rewitalizacyjne, przed procesem ostatecznej degradacji takich miejsc mogą je chronić właśnie realizacje tymczasowe. Taką rolę ma spełniać Nomadic Museum – wędrująca galeria sztuki, którą można rozmontować i ponownie złożyć w innym miejscu. Pierwsza wersja galerii zbudowana z towarowych kontenerów i papierowych tub zaprojektowana została przez japońskiego architekta Shigeru Bana i inżynierów z Buro Happold. Instalowano ją na portowych nadbrzeżach Nowego Yorku, Santa Monika i Tokyo, gdzie wniosła nową jakość – nieobecną tam wcześniej sztukę – ożywiając w ten sposób przemysłowe okolice. Podobna idea przyświecała twórcom KontenerART – mobilnego ośrodka twórczego, w którym rolę pracowni pełnią blaszane kontenery. Miejsce jest otwarte, zarówno na twórców, jak i odwiedzających. Kontener ART od 2008 roku osiadał w różnych lokalizacjach w Poznaniu. W tym roku ożywia pasywne do tej pory rejony dzielnicy Chwaliszewo i starego koryta Warty.

Tymczasowe rozwiązania są idealne do prezentacji współczesnej sztuki: dążącej do niekonwencjonalnych rozwiązań, szokującej, szukającej nowych form kontaktu z odbiorcą. Pomysłem berlińskiej grupy Public Art Lab było stworzenie wędrującego i nieustannie zmieniającego się muzeum, które w 2004 przemierzało ulice Berlina, a następnie trafiło do Wiednia i Barcelony. Do współpracy zaproszono artystów, którzy z modularnych elementów sami tworzyli scenerie dla swoich ekspozycji.

Eksperymenty z prowizorycznymi budynkami odpowiadają także nowoczesnym modelom edukacji poszukującej nowych form partycypacji, autoekspresji i dialogu. Obiektem, który powstał w oparciu o te założenia jest Aula Abierta. Studenci architektury, Akademii Sztuk Pięknych i innych dziedzin zainteresowani miejską tematyką potrzebowali interdyscyplinarnego miejsca spotkań, gdzie mogliby poszerzać swoje zainteresowania i dzielić się nimi z odbiorcami. Z pomocą architekta Santiago Cirugeda zbudowali swoją siedzibę z materiałów uzyskanych z rozbiórki pobliskiego magazynu. Aula służy do dziś.

Trudno przekonywać do tymczasowości w kraju, w którym prowizoryczność jest aż zbyt dobrze znanym i nielubianym elementem codziennego życia. Ale właśnie dlatego warto ją odkryć i nadać jej nowe znaczenie. Tam, gdzie może stanowić potencjał, powinniśmy postarać się go wydobyć. Jeśli zaakceptujemy konieczność istnienia konstrukcji chwilowych i zaczniemy tworzyć je z równą starannością, co obiekty stałe, słowo „prowizoryczny” może zyskać zupełnie inny wydźwięk. Warto czerpać inspirację z efemerycznych obiektów, ich elastyczności i spontaniczności. W końcu sami jesteśmy takimi obiektami.

Małgorzata Spasiewicz

Dom nad Bystrzycą. Źródło: archiwum autorki.

Targ przy ul. Ruskiej. Źródło: archiwum autorki.

Domy socjalne w Iquique Chile. Forma rozbudowywana przez mieszkańców. Elemental / Alejandro Arvena. Źródło: www.archdaily.com

Szkielet hali sportowej, wąwóz na Czubach. Źródło: archiwum autorki.

Przęsła niedokończonego mostu, osiedle Widok. Źródło: archiwum autorki.

Teatr w Budowie. Źródło: archiwum autorki.

Projekt Umschichten. Zamrożona w czasie wyprowadzka z budynku przed jego przebudową. Źródło: www.Umschichten.de / Weigand & Lendzinski / Foto: David Graeter.

Nomadic Museum. Źródło: www.burohappold.com

KontenerART. Mobilne centrum kultury we wrocławskim Chwaliszewie. Źródło: www.kontenerart.pl

Mobiles Museen Berlin. Źródło: www.museumsandmedia.wordpress.com

Aula Abierta. Miejsce spotkań miejskichaktywistów w Granadzie zrobieone z elementów rozbieranej hali. Źródło: http://www.recetasurbanas.net