Strona główna/Metody nauczania a struktura mózgu, czyli o tym, dlaczego szkoły powinny się otwierać na świat

Metody nauczania a struktura mózgu, czyli o tym, dlaczego szkoły powinny się otwierać na świat

Szkoła za wysokim murem czy szkoła otwarta?

Zamykając uczniów w swoich murach szkoła automatycznie ogranicza ilość dostępnych dla nich wzorców, a opierając nauczanie jedynie na odwołującym się do intelektu, werbalnym przekazie skutecznie pomija intuicyjne i przedrefleksyjne kanały zdobywania wiedzy. Droga do nauczania przyjaznego mózgowi prowadzić musi do otwierania się szkół na to, co dzieje się w ich otoczeniu, tzn. na życie. Takie formy współpracy mogą być realizowane na różne sposoby. Nauczycielom przywykłym do tradycyjnego, mocno zbiurokratyzowanego, sformalizowanego, przeracjonalizowanego i bazującego na drobiazgowym sterowaniu i kontroli uczniów, systemu nauczania, trudno wyobrazić sobie inne formy pracy. W szkole zawsze dominował przekaz werbalny, uczniowie siedzieli w ławkach i słuchali tego, co mówi nauczyciel. Celem była możliwie wierna reprodukcja podanych wcześniej treści.

Nauczanie przyjazne mózgowi wymaga zejścia z wydeptanej od wielu stuleci, znanej i wygodnej ścieżki i wytyczenia nowej, która lepiej odpowiadać będzie potrzebom XXI wieku. Różnica między tradycyjnym, a nowym modelem nauczania leży głównie w tym, że pierwszy opiera się na przekonaniu, że uczniowie są niesamodzielni, dlatego wszystkie decyzje trzeba podejmować za nich, podczas gdy drugi wychodzi z założenia, że rozwijanie samodzielności i autonomii możliwe jest tylko wtedy, gdy uczniowie traktowani będą jako pełnoprawne, samodzielnie myślące podmioty procesu dydaktycznego. Skutkiem określonego sposobu postrzegania ucznia przez dzisiejszy model edukacyjny jest konsekwentne wychowanie do niesamodzielności, przyzwyczajanie do czekania na polecenia, oduczanie przejmowania odpowiedzialności za własne działania. Wynikiem tego aktywną stroną w szkole jest głównie nauczyciel. Postulowany rozwój autonomii uczniów wymaga innej organizacji środowiska edukacyjnego, zupełnie nowych metod pracy i odmiennej niż dziś stosowana ewaluacji wyników nauczania. Wielu potrzebnych umiejętności nie da się zmierzyć poprzez zakreślenie w teście właściwej odpowiedzi.

Szukając nowego modelu szkół, trzeba zastanowić się, w jakim kierunku mogą one ewoluować. Rozbicie skostniałej skorupy obecnego systemu wymaga bowiem ze strony nauczycieli ogromnej kreatywności i innowacyjności, a z drugiej zmian na poziomie organizacji nauczania. Do konieczności zmian trzeba też przekonać będące dysponentami środków finansowych jednostki samorządowe. Jeśli uda się rozwinąć w szkołach wszystkie talenty i wykorzystać potencjał dzieci, ich beneficjentem będzie w pierwszym rzędzie lokalna społeczność.

Doświadczenia jako zbiór możliwych programów działania[1]

Mózg nie składa się z małych szufladek oddzielnie archiwizujących informacje i doznania z różnych sfer życia, ale stara się wszystko połączyć. Im więcej dendrytów i synaps łączących neurony, tym lepiej. Efektywność szarych komórek zależy właśnie od ilości wzajemnych powiązań między nimi. Dlatego nowe treści powinny być wprowadzane w możliwie szerokim kontekście. Niepowiązane z sobą fakty i fakciki nie tworzą wiedzy. Ta w nauczaniu przyjaznym mózgowi postrzegana jest jako sieć.

Jednak szkoły oparte zostały na innym, nieułatwiającym nauki, modelu. Tu wszystko podzielone zostało na przedmioty, a realizowane w ich ramach treści, zdają się nie mieć z sobą żadnych punktów stycznych. Również suchy i pozbawiony emocji sposób prezentowania wiedzy nie ułatwia mózgowi zadania. W szkołach jest też coraz mniej, mocno aktywizujących sieci neuronalne, działań artystycznych. Jak pokazują badania neurobiologów, aktywne zajmowanie się różnymi dziedzinami sztuki ma ogromny wpływ na rozwój mózgu. Warto też pamiętać, że zebrane w dzieciństwie doświadczenia stanowią zbiór możliwych do wykorzystania w przyszłości programów działania. Mówiąc inaczej, możemy wybierać w życiu tylko spośród takich scenariuszy, które znamy.

Duża grupa dzieci, również tych z dużych ośrodków miejskich, nawet przez wiele lat życia, może nie mieć kontaktu z kulturą wysoką. W zależności od zebranych doświadczeń i dostępnych wzorców, w ich plastycznych i łatwo poddających się zewnętrznym wpływom mózgach może powstać albo niewiele, albo bardzo dużo programów stanowiących pulę możliwych zachowań. To, z czym dziecko ma kontakt i co może poznać, determinuje przyszłą drogę jego rozwoju. Ścieżki neuronalne, jakie dzięki systemom neuronów lustrzanych powstają w pierwszych latach życia, stanowią swoisty fundament. Od jego jakości i stabilności zależy, co można będzie na nim w przyszłości wybudować. Dlatego dzieci i młodzież powinny mieć kontakt z wieloma różnymi aspektami życia i wzorcami zachowań. Sami nauczyciele, nawet najlepsi, to dla neuronów zdecydowanie zbyt mało, pełne wykorzystanie potencjału mózgu wymaga stymulującego i zróżnicowanego środowiska edukacyjnego.

Dlatego badacze mózgu postulują odejście od czysto zwerbalizowanego sposobu nauczania, pobudzającego mocno w szkole eksploatowany hipokamp i poszukiwanie metod włączających do procesu uczenia się, dużo efektywniejsze struktury korowe. „Dla dziecka uczenie się nie oznacza zdobywania wiedzy lub umiejętności, ale zbieranie odpowiadających jego poziomowi rozwoju doświadczeń.”[2] Pełne wykorzystanie potencjału uczniowskich mózgów wymaga zastosowania w nauczaniu wielu różnych kanałów poznawania świata. Tylko w ten sposób mogą ujawnić się różne talenty, jakimi natura obdarzyła dzieci.

Warsztaty teatralne jako przykład nauczania przyjaznego mózgowi

Przykładem nauczania przyjaznego mózgowi mogą być warsztaty teatralne, które można zrealizować jako projekt edukacyjny. Głównym celem jest rozwinięcie sprawności pisania, poznanie dramatów z literatury polskiej i światowej, specyfiki pracy teatru i różnych aspektów działalności twórczej. W ramach projektu mogą być realizowane treści programowe z zakresu języka polskiego, języków obcych, historii, wiedzy o społeczeństwie, sztuki, muzyki i informatyki. Zadaniem uczniów jest napisanie i wystawienie jednoaktówek, które wezmą udział w międzyszkolnym konkursie. Najlepsze zostaną wystawione w prawdziwym teatrze. Każdy z tekstów może mieć jednego lub wielu autorów. Wybór tematu można pozostawić uczniom[3] lub określić go z góry. Trwające kilka miesięcy warsztaty mają pomóc uczestnikom w realizacji zadania, a wśród osób wspierających ich pracę i służących radami, powinni znaleźć się zarówno nauczyciele, jak również ludzie teatru.

Warsztaty mogłyby rozpocząć się zaproszeniem autora dramatów, aktorów lub reżysera do szkoły. Jeszcze lepszym miejscem na rozpoczęcie współpracy i nawiązanie kontaktu byłby teatr. Wspólne spotkania i rozmowy powinny nie tylko poruszyć odpowiedzialne za świadomą, logiczną i zwerbalizowaną formę nauki, struktury hipokampa, ale również związany z przedsłownym, intuicyjnym i spontanicznym postrzeganiem świata, układ neuronów lustrzanych. Tradycyjna lekcja polega zazwyczaj na przeczytaniu i omówieniu wybranego utworu. Tekst poddany zostaje drobiazgowej analizie, a uczniowie poznają także informacje na temat jego autora i epoki, w której powstał. Cały przekaz ma charakter czysto werbalny, a to oznacza, że wykorzystany zostaje jedynie jeden, z wielu możliwych kanałów umożliwiających naukę.

Nauczanie przyjazne mózgowi powinno mieć charakter holistyczny i opierać się na modelu propagowanym już w XVIII wieku przez Johanna Heinricha Pestallozziego. Jego zdaniem nauka powinna aktywizować nie tylko umysł, ale również ręce i serca uczniów. Metody neuroobrazowania potwierdzają słuszność tez sformułowanych przez szwajcarskiego pedagoga i pokazują, że właśnie ten sposób nauki pozwala na pełne wykorzystanie potencjału mózgu. Dlatego tak ważne jest, by już pierwsze spotkanie nie ograniczało się do słów. Co innego czytać dramat, a co innego widzieć przedstawienie na scenie. Jeśli na jednej szali położymy szkolną analizę lektury, a na drugiej wizytę w teatrze, udział w próbach, rozmowy z aktorami lub reżyserem, zapach sceny, widok zakulisowych zabiegów personelu technicznego, światło teatralnych reflektorów, muzykę i przede wszystkim ludzi, których można tam spotkać, to nietrudno wyobrazić sobie, że w obu przypadkach aktywizacja struktur mózgowych jest zupełnie różna. „Najsilniejszym motywatorem jest drugi człowiek”[4], twierdzi niemiecki neurobiolog, Joachim Bauer. Jednak owo spotkanie z teatrem nie ma czynić z uczniów jedynie biernych odbiorców sztuki. Tej roli młodzi ludzie doświadczają w szkole nazbyt często. Doświadczenie uczy, że okazjonalne organizowanie tzw. „wyjść do teatru” często nie przynosi pożądanych rezultatów. Celem warsztatów jest zaproszenie uczniów do odegrania możliwie aktywnej roli. To oni mają napisać i wystawić własną jednoaktówkę, a dorośli mają im w tym jedynie pomóc. Zanim sami wejdą w rolę twórców, najpierw będą musieli przeczytać kilka utworów, które posłużą im za wzór. Jednak cel takiej lektury jest zupełnie inny niż w przypadku tradycyjnych lekcji, a przez to czytelnik zwraca uwagę za wiele różnych szczegółów.

Jeśli w czasie pierwszego spotkania uda się nawiązać dobre relacje, jeśli nie będzie to kolejna impreza, w której uczniowie mają tylko siedzieć i słuchać, a gość będzie prawdziwą osobowością zdolną do przekazania własnych fascynacji i roztaczającą pozytywną aurę, to w uczniowskich głowach z pewnością odezwą się lustrzane neurony. Dzięki zjawiskom współbrzmienia i dostrajania u części z nich obudzi się silna motywacja do pracy. Wśród uczestników projektu z pewnością znajdą się osoby, które zdecydują się na napisanie własnego dramatu i odegranie go na scenie. Poznając bliżej osoby pełniące w teatrze różne role, młodzież będzie miała szansę poznania również innych rodzajów pracy. Doświadczenie pokazuje, że im większą sferę wolności mają uczniowie i im więcej od nich zależy, tym mocniej angażują się w pracę.

W warsztatach mogą wziąć udział uczniowie z jednej lub kilku szkół. Zwieńczeniem byłoby ogłoszenie otwartego konkursu na napisanie jednoaktówki. Autorzy najlepszych dostaliby możliwość wystawienia własnych sztuk w prawdziwym teatrze. To oczywiście również wymagałoby wsparcia fachowców i pewnych nakładów finansowych. Ale przecież samorządy dysponują środkami przeznaczonymi na popularyzację kultury. Taka współpraca między osobami zaangażowanymi w teatr, a młodzieżą powinna przynieść korzyści obydwu stronom. Uczniowie będą mogli zobaczyć, jak wygląda droga powstawania dramatów, poznać życie teatru i zdobyć doświadczenia, których nie oferuje typowy szkolny przekaz. U niektórych osób być może obudzi się chęć kontynuowania tej przygody. Po napisaniu własnej sztuki inaczej czyta się dramaty napisane przez innych autorów, a doświadczenie w graniu na scenie pozwala inaczej patrzeć na pracę aktorów. Próba oddania fenomenu teatru za pomocą słów, nie może wywołać w mózgu tak intensywnego procesu uczenia się, jak własne uczestnictwo.

Nauczanie przyjazne mózgowi a odkrywanie talentów

Ktoś, kto napisze własną sztukę być może uzna, że ma do tego talent. Jedni odnajdą się jako autorzy, inni jako scenarzyści, twórcy kostiumów, muzyki, a jeszcze inni zajmą się reklamą, ulotkami i plakatami lub organizacją całego przedsięwzięcia. Praca nad przygotowaniem spektaklu może stać się świetną sytuacją pozwalającą na odkrycie wielu różnych talentów, których prowadzący tradycyjne lekcje nauczyciel nawet by nie podejrzewał. Jeśli udział w warsztatach nie zakończy się zdobyciem nagrody, to zysk i tak może być ogromny, bo napisanie własnej sztuki i przygotowanie spektaklu stymulują mózg do wytężonej pracy, której skutkiem są zmiany w sieci neuronalnej. Takie efekty możliwe są tylko wtedy, gdy neurony intensywnie przetwarzają impulsy, a to oznacza, że zachodzi proces efektywnej nauki. Ważne, by uczniowie mieli poczucie, że zrobili coś dobrego i ważnego i by praca sprawiała im przyjemność. Z punktu widzenia mózgu istotny jest nie końcowy produkt, ale proces, czyli działania, dzięki którym w mózgu mogły powstać nowe połączenia neuronalne.

Dzięki takim projektom zyskuje też sztuka, bo na podstawie zebranych doświadczeń i przeżyć w mózgach młodych ludzi powstają nie tylko nowe dendryty, ale i nowe programy działania. Można nawet powiedzieć, że przeżyte doświadczenia zamieniają się w połączenia neuronalne, które stanowią pulę możliwych zachowań na przyszłość. Dlatego tak ważne jest jak najwcześniejsze, aktywne uczestnictwo w działaniach artystycznych. Kontaktu ze sztuką trzeba się uczyć wtedy, gdy mózg w naturalny sposób chłonie nowości i gdy jest otwarty na wszystkie możliwości. Wtedy teatr zostaje w naturalny sposób włączony do repertuaru możliwych zachowań.

Animatorzy kultury zapraszają często artystów z różnych stron świata, są to z pewnością wartościowe inicjatywy, ale warto pamiętać, że w każdej szkole i każdym mieście czeka na odkrycie wiele różnych talentów. Dzisiejszy model edukacyjny rzadko daje im szansę rozwoju, dlatego warto zastanowić się, jak zorganizować nauczanie, by tego potencjału nie marnować. Od tego, jak go wykorzystamy, zależy nie tylko przyszłość lokalnych społeczności, ale również całego kraju.

Marzena Żylińska

Stary Toruń, wrzesień 2011.


[1] Bauer, Joachim, Empatia. Co potrafią lustrzane neurony, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 2008, str. 30.

[2] Herrmann, Ulrich, Gehirnforschung und die neurodidaktische Revision schulisch organisierten Lehrens und Lernens, w: „Neurodidaktik. Grundlagen und Vorschläge für gehirngerechtes Lehren und Lernen”, Weinheim und Basel, Beltz Verlag, 2009, str.172.

[3] Zdaniem autorki bardzo ciekawym tematem dla sztuk tworzonych przez uczniów byłaby szkoła, zarówno ta obecna, którą znają, jak i szkoła marzeń.

[4] Bauer, Joachim, Erziehung als Spiegelung, w: „Neurodidaktik. Grundlagen und Vorschläge für gehirngerechtes Lehren und Lernen”, Weinheim und Basel, Beltz Verlag, 2009, str. 110.



Piszemy o tym:Marzena Żylińska, Doświadczenia a struktura mózgu