USA wobec Ukrainy w 2025. Rok obnażeń i rozczarowań
Andrzej Jaroszyński
„We live in a world, in the real world… that is governed by strength, that is governed by force, that is governed by power” (ang. „Żyjemy w świecie rządzonym przez siłę, która rządzona jest przez potęgę militarną, a ta przez potęgę państwa”)
Stephen Miller, główny doradca Białego Domu
Przełomowy luty
Druga kadencja prezydencka Donalda Trumpa rozpoczęta 20 stycznia 2025 stała się przełomem dla wojny rosyjsko-ukraińskiej. Punkt zwrotny nastąpił już w lutym, kiedy Trump ogłosił zakończenie wojny jako priorytet jego polityki zagranicznej.
Ten „miesiąc rozczarowania” dla Kijowa rozpoczęły wizyty w Europie ministra obrony (obecnie wojny) 11–12 lutego i wiceprezydenta 11–15 lutego. Szczególnie wystąpienia Pete’a Hegsetha nakreśliły zwrot w polityce administracji Trumpa (a właściwie samego Trumpa), a mianowicie, że nierealny jest powrót Ukrainy do granic sprzed 2014 roku oraz jej członkostwo w NATO. Natomiast gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy powinny być udzielone przez kraje europejskie poprzez stacjonowanie tam sił zbrojnych, ale bez stosowania 5. artykułu NATO. Te opinie sygnalizowały gotowość ustępstw wobec Rosji. Ameryka zaczęła więc schodzić z drogi sojuszniczej.
Ponadto, wiceprezydent USA zaszokował europejskich sojuszników w czasie monachijskiej konferencji na temat bezpieczeństwa stwierdzeniem, że dla Europy największego zagrożenia nie stanowią ani Chiny, ani Rosja, ale odejście Europy od własnych wartości, stosowanie cenzury, ignorowanie wyborców i prześladowanie chrześcijan. Nawoływał do niepopełnienia błędu polegania tylko na USA i postulował, aby Europa zintensyfikowała wzmocnienie swoich zdolności obronnych, a także wzywał do „rozsądnego porozumienia między Rosją a Ukrainą”.
Opinie Vance’a zakwestionowały więc filar transatlantyckiego sojuszu, podważając wspólnotę wartości (shared values), na której oparta była gotowość NATO do udzielenia pomocy Ukrainie.
W tym samym czasie (13 lutego) Donald Trump przeprowadził 90-minutową rozmowę z Władimirem Putinem, kończąc nieformalne moratorium na bezpośrednie kontakty amerykańsko-rosyjskie. Ani europejscy, ani ukraińscy partnerzy nie zostali uprzedzeni o tej rozmowie, co było oczywistym odejściem od zasad panujących wśród sojuszników. W konsekwencji tej rozmowy 18 lutego powołano grupę ekspertów w celu prowadzenia dalszych negocjacji, gdyż propozycja Moskwy – czyli zawieszenie broni, wybory prezydenckie i ostateczne porozumienie – nie została zaakceptowana przez stronę amerykańską.
Równolegle w Waszyngtonie pojawiły się głosy kwestionujące legalność obecnej prezydentury Zełenskiego, co miało stanowić przeszkodę w osiągnięciu trójstronnego porozumienia. Ponadto, Stany Zjednoczone nie zgodziły się nazwać Rosji agresorem w czasie obrad G7 i ONZ. Oznaczało to zmianę roli USA z kraju popierającego Ukrainę na rolę mediatora między Rosją a Ukrainą. Dalsze wypadki wskazują na przyjęcie przez Waszyngton bardziej prorosyjskiego niż neutralnego, a tym bardziej proukraińskiego, nastawienia.
Skandal w Białym Domu i umowa mineralna
Do historii dyplomacji 28 lutego 2025 przejdzie jako dzień upokorzenia sojusznika przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, który na oczach świata pokazał swoją szczerą do granic brutalności formę prowadzenia rozmów w obcesowym stylu, obnażając jednocześnie tragiczną sytuację Ukrainy, zależną od osobistej woli amerykańskiego przywódcy zafiksowanego na punkcie osiągnięcia pokoju za wszelką cenę. Świat był świadkiem upadku tradycyjnej dyplomacji opartej na zasadach dobrych manier, grzeczności i szacunku dla rozmówcy, szczególnie potrzebującego pomocy.
Jak doszło do tego bezprecedensowego wydarzenia? Otóż przed rozpoczęciem całego cyklu negocjacji z Kijowem, dotyczącego ewentualnego zakończenia działań zbrojnych, administracja Trumpa postanowiła zapewnić sobie uprzywilejowaną pozycję na rynku surowcowym w celu zabezpieczenia dostępu do rzadkich minerałów w Ukrainie koniecznych do produkcji z zastosowaniem wysokiej technologii. Trump tym samym chciał wprowadzenia nowego, czysto komercyjnego przedsięwzięcia, które zastąpić miało uprzednie programy, zawieszone w styczniu. W wypadku porozumienia w sprawie minerałów był to bardziej przykład polityki wymuszenia niż tradycyjnych negocjacji gospodarczych między sojuszniczymi krajami.
Już 3 lutego Trump sugerował połączenie dalszej pomocy wojskowej dla Ukrainy z ewentualną umową dotyczącą minerałów. Tydzień potem przedstawił (nie zawsze rzetelne) wyliczenie kwoty 500 miliardów dolarów jako zwrotu kosztów poniesionych przez USA na pomoc dla Ukrainy. Dnia 12 lutego sekretarz skarbu Scott Bessent przyjechał do Kijowa z projektem umowy, oczekując jej natychmiastowej akceptacji. Mimo nacisków i gróźb, prezydent Zełenski odmawiał zarówno ze względu na narzucone warunki finansowe, jak i traktowanie przychodów od wydobywania surowców jako rekompensaty za amerykańskie wydatki pomocowe, oraz ze względu na zobowiązania strony ukraińskiej, które były sprzeczne z procesem integracji Ukrainy z Unią Europejską i konstytucją państwa, a także z powodu braku gwarancji bezpieczeństwa.
Wreszcie po wielu rozmowach 30 kwietnia podpisano umowę o utworzeniu Amerykańsko-Ukraińskiego Inwestycyjnego Funduszu Odbudowy. Nowa instytucja będzie miała za zadanie pozyskiwanie kapitału w celu odbudowy i modernizacji Ukrainy oraz będzie zajmowała się finansowaniem projektów infrastrukturalnych, energetycznych i związanych z wydobyciem minerałów. Umowa zapewnia m.in. pełną ukraińską własność i kontrolę nad infrastrukturą, zasadę partnerską 50/50 oraz brak zobowiązań dłużnych Ukrainy wobec Stanów Zjednoczonych. Fundusz będzie zasilany przychodami wyłącznie z nowych koncesji.
Negocjacje USA–Ukraina–Rosja
Równocześnie do negocjacji w sprawie surowców mineralnych administracja Trumpa rozpoczęła intensywne negocjacje pokojowe, prowadzone niemal równolegle z Moskwą i Kijowem. W Rijadzie 18 lutego odbyły się pierwsze oficjalne rozmowy amerykańsko-rosyjskie bez widocznych rezultatów. Oficjalnie uzgodniono tylko poszerzenie personelu w ambasadach i rozważenie możliwości ekonomicznych i inwestycyjnych mogących nastąpić po zakończeniu wojny w Ukrainie. Element ekonomiczny stał się odtąd ważną częścią następnych kontaktów amerykańsko-rosyjskich. W dniu negocjacji Trump ogłosił, że Ukraina powinna dogadać się z Rosją, dodając uwagę o potrzebie nowych wyborów w Ukrainie, w której prezydent ma tylko 4% poparcia w kraju.
Kilka dni po niemającej precedensu kłótni w Gabinecie Owalnym, dnia 4 marca prezydent Zełenski publicznie okazał skruchę, stwierdzając, że spotkanie 28 lutego w Białym Domu było „niefortunne” i że Ukraina jest „gotowa jak najszybciej zasiąść do stołu negocjacyjnego”. W liście skierowanym do Donalda Trumpa zadeklarował także, że jest gotowy podpisać umowę surowcową ze Stanami Zjednoczonymi.
W konsekwencji takiej postawy przywódcy Ukrainy, 11 marca delegacje obu państw przeprowadziły w Arabii Saudyjskiej rozmowy. Wspólny komunikat opublikowany po spotkaniu powiadamiał o natychmiastowym odblokowaniu przez Waszyngton pomocy wojskowej i danych wywiadowczych dla Ukrainy oraz o gotowości Kijowa do wprowadzenia 30-dniowego rozejmu – pod warunkiem dołączenia do niego Moskwy. Decyzja ponownego udostępnienia Ukrainie danych wywiadowczych była komentowana jako krok w kierunku amerykańskiego zaangażowania w konflikt, mimo aktów nieprzyjaznych wobec przywódcy ukraińskiego, a otwartego podejścia do przywódcy rosyjskiego.
Rozmowy prowadzone w Arabii Saudyjskiej w lutym i marcu 2025 roku, podczas których przedstawiciele USA rozmawiali osobno z delegacją ukraińską i rosyjską, także nie zakończyły się sukcesem. Zmasowane ataki Rosji, które towarzyszyły tym negocjacjom, wyraźnie wskazywały, że proces negocjacyjny służył jedynie przedłużeniu działań wojennych.
Keith Kellogg 23 kwietnia spotkał się w Londynie z delegacją ukraińską po raz ostatni jako Specjalny Wysłannik Stanów Zjednoczonych do spraw Ukrainy i Rosji. Został on odsunięty od dalszych negocjacji jako zbyt proukraiński i proeuropejski w swoich poglądach. Jego celem było doprowadzenie do zakończenia wojny na Ukrainie w 2025 roku. W listopadzie Kellogg ogłosił odejście z administracji, co będzie oznaczać ostateczną utratę kluczowego obrońcy spraw ukraińskich w rządzie amerykańskim.
W 2025 roku odbyły się także dwie rundy negocjacji pokojowych Rosji z Ukrainą w Stambule w dniach 16 maja i 2 czerwca. Nie przyniosły one przełomu w sprawie zakończenia konfliktu. Uzgodniono tylko odzyskanie ciał poległych żołnierzy oraz wymianę jeńców. Strony wymieniły memoranda dotyczące zawieszenia broni. Treść rosyjskiego memorandum była dla Kijowa nie do przyjęcia, gdyż Ukraina miałaby zrezygnować z uczestnictwa w sojuszach wojskowych, wycofać swoje siły z obwodów częściowo okupowanych przez Rosję, a wspólnota międzynarodowa miałaby uznać rosyjskie zwierzchnictwo nad Krymem, Donbasem i innymi terytoriami zajętym przez Moskwę. Akceptacja warunków przedstawionych przez Rosję oznaczałaby faktyczną kapitulację Ukrainy, co było nie do przyjęcia dla Kijowa.
Prezydent Trump przywiązywał dużą wagę i dokładał starań w związku z wizytą prezydenta Rosji 15 sierpnia na Alasce. Putin był witany nie jako przeciwnik, ale przyszły partner, stąd też decyzja Trumpa o przerwaniu dyplomatycznego bojkotu krajów demokratycznych dotyczącego spotkań z poszukiwanym listem gończym przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Trump jednakże przyznał, że rozmowy z prezydentem Putinem nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Podczas szczytu Putin konsekwentnie stosował taktykę przerzucania odpowiedzialności za niepowodzenia procesu pokojowego na Kijów.
Miesiąc potem (18 sierpnia) doszło do kolejnego spotkania, w Waszyngtonie, tym razem między prezydentami USA i Ukrainy, w którym uczestniczyła również przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz część przywódców państw UE. Głównym tematem dyskusji było ustanowienie gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Uczestnicy spotkania poparli koncepcję przyznania Ukrainie w przyszłości ochrony, polegającej na rozmieszczeniu na terytorium Ukrainy wielonarodowych sił, których format i skład zostałby określony w późniejszym terminie.
Ta propozycja spotkała się z jednoznacznym sprzeciwem Moskwy. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył po spotkaniu w Waszyngtonie, że przyszłe porozumienie pokojowe musi uwzględniać rosyjskie interesy bezpieczeństwa, co może ewentualnie zapewnić status państwa neutralnego Ukrainie, zaś gwarancje bezpieczeństwa powinny zostać udzielone przez Rosję, Chiny oraz państwa zachodnie: Wielką Brytanię i Francję.
Podczas spotkania w Waszyngtonie prezydenci Trump i Zełenski oraz towarzyszący im przywódcy europejscy ustalili, że kolejnym etapem w negocjacjach pokojowych powinno być spotkanie Zełenski–Putin, a w dalszej kolejności – rozmowy trójstronne z udziałem amerykańskiego przywódcy. Rozbieżności dotyczyły najpierw miejsca spotkania. Po odrzuceniu Moskwy, Kijowa, Genewy i Ankary, zaproponowano Budapeszt, ale w końcu do spotkania nie doszło.
Naciski Trumpa wobec Ukrainy – ale nie Rosji – stawały się coraz ostrzejsze. Trump oświadczył 16 września, że relacje między przywódcami Rosji i Ukrainy są tak napięte, że sam będzie musiał wystąpić jako bezpośredni mediator, oraz zapowiedział, że wezwie Zełenskiego do zawarcia układu z Rosją, nie przedstawiając jednak żadnych warunków porozumienia. Wydawało się, że amerykański prezydent planuje wyjaśnić rozbieżne interesy Rosji, Ukrainy i USA w czasie bezpośredniego kontaktu z prezydentem Rosji. Budapeszt wypłynął więc powtórnie w połowie października jako miejsce szczytu Trump–Putin. Prezydent Zełenski był skłonny dołączyć do rozmów, jeśli przyjęłyby formę trójstronnego spotkania. Dnia 22 października Trump odwołał spotkanie z powodu odmowy przez Rosję wycofania się ze swoich radykalnych roszczeń wobec Ukrainy.
Wydawało się, że negocjacje inicjowane przez Waszyngton utknęły w martwym punkcie Jednakże nieoczekiwanie w czasie rozmów z Ukrainą 21–22 listopada w Genewie delegacja USA przedstawiła 28-punktowy plan pokojowy. Jego nieprofesjonalna i pełna sprzeczności forma zaskoczyła opinię publiczną, której część podejrzewała, że dokument jest tłumaczeniem z języka rosyjskiego. Treść dokumentu odrzucił Zełenski, który określił go jako „wybór między utratą godności albo utratą kluczowego partnera”. Plan został też skrytykowany przez przywódców europejskich, kongresmenów demokratycznych oraz ekspertów.
Opisany jako memorandum, zakłada natychmiastowe zawieszenie broni po zgodzie stron i wycofaniu wojsk do wskazanych stref. Kluczowe miałoby być zawarcie porozumienia o nieagresji między Rosją, Ukrainą i Europą oraz ramy dialogu Rosja–NATO z udziałem USA. Kijów ma zobowiązać się m.in. do nieprzystępowania do NATO, ograniczenia liczebności wojsk do 800 tysięcy żołnierzy oraz oddania Rosji części terytorium. W zamian strona ukraińska mogłaby liczyć na gwarancje bezpieczeństwa, które są zbliżone do tych, które obowiązują w ramach NATO.
Grudzień upłynął na częstych konsultacjach w Berlinie i Miami, w konsekwencji których zredukowano pierwotny 28-punktowy plan do 20 punktów. Obejmują one m.in. blokadę członkostwa Ukrainy w NATO, ograniczenie liczebności ukraińskich sił zbrojnych do 600 tysięcy żołnierzy, zamrożenie linii frontu w obwodach chersońskim i zaporoskim, zgodę Ukrainy na utratę Krymu, Ługańska i Doniecka, możliwość akcesji Ukrainy do UE, powrót Rosji do G8, Amerykańsko-Ukraiński Inwestycyjny Fundusz Odbudowy Ukrainy uzyskany z dochodów z wydobycia surowców strategicznych. Prezydent USA 28 grudnia rozmawiał telefonicznie z Putinem, a następnie spotkał się z Zełenskim w Mar-a-Lago. Na późniejszej konferencji prasowej Trump i ukraiński przywódca podkreślali dalsze postępy. Jak mówił Zełenski, byli całkowicie zgodni co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa; plan odbudowy był finalizowany. Nie podano żadnych konkretów ani nie ujawniono stanowiska Rosji. Nadal nie jest jasne, kiedy – i czy w ogóle – zostanie osiągnięte porozumienie. Dnia 28 grudnia „The New York Times” ujawnił kulisy wewnętrznych sporów w rządzie Trumpa, które jednakże nie wpłynęły decydująco na wyniki negocjacji, ponieważ głos prezydenta był zawsze rozstrzygający.
Na froncie utrzymywał się krwawy impas. W ciągu ostatniego roku Rosjanie zdobyli mniej niż 1% powierzchni Ukrainy i nie osiągnęli żadnego operacyjnego przełomu. Natomiast, szczególnie w okresie negocjacji, zdecydowanie zwiększyli ataki na infrastrukturę energetyczną oraz ludność cywilną, której straty wzrosły o 31%. Straty te były więc o wiele większe niż w okresie administracji Bidena. Jedyną przyczyną takiej eskalacji na niewojskowe obiekty był brak zdecydowanej reakcji Waszyngtonu, która spowodowana jest zmianą polityki wobec Rosji i w konsekwencji Ukrainy. Nie miała więc przełomowego znaczenia dla amerykańskich decyzji politycznych sytuacja na polu walki i w Ukrainie, ale perspektywa przyszłych zysków po ustaniu walk. Putin był i jest tego w pełni świadomy.
Pomoc wojskowa i cywilna
Według dyrektora ds. polityki obronnej w Royal United Services Institute, Malcolma Chalmersa, na początku 2025 roku Stany Zjednoczone dostarczały 20% wojskowego wyposażenia dla Ukrainy, 25% pochodziło z Europy, a 55% produkowano w samej Ukrainie. Jednakże wkład amerykański był najważniejszy i najbardziej nieodzowny dla wojska Ukrainy. Na początku roku fundusze amerykańskiej pomocy z poprzedniej administracji wynosiły ok. 3,8 miliarda. Dostawy ze stanów ulegały jednakże stopniowemu wyczerpaniu ze względu na brak przyznania nowych funduszy na cele zbrojeniowe w 2025 roku. Dopiero 14 lipca prezydent Donald Trump – po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem – zapowiedział, że Stany Zjednoczone sprzedadzą państwom sojuszu uzbrojenie, które następnie będzie mogło być przekazane Ukrainie.
Kraje NATO plus Kanada zadeklarowały 2,8–3,1 miliarda dolarów w ramach mechanizmu Prioritised Ukraine Requirements List na zakup amerykańskiej broni dla Ukrainy na rok 2025. Ponadto rząd amerykański zatwierdził transakcje sprzedaży Ukrainie w ramach Foreign Military Sales w wysokości do 2 miliardów dolarów. Zdaniem sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, „Europa i Kanada są na dobrej drodze do zakupu amerykańskiej broni dla Ukrainy o wartości 4,3 miliarda euro w tym roku” („Euronews”, 3 grudnia 2025 roku).
Oprócz potężnego wkładu na cele militarne, w 2024 roku Ukraina otrzymywała pomoc cywilną na sumę 5,5 miliarda dolarów w ramach Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego. Fundusze tej organizacji zostały zamrożone w styczniu 2025 roku, w tym także te, z których czerpano pomoc finansową i organizacyjną dla Ukrainy.
Kongres
Mimo posiadania przez Republikanów minimalnej przewagi w Kongresie, polityka Trumpa wobec Ukrainy nie spotkała się ze zdecydowanym, czyli ponadpartyjnym, sprzeciwem. Nie ujawniły się także spory wśród kongresmenów opozycyjnych na temat postawy w sprawie ukraińskiej. Zresztą w Partii Demokratycznej nie powstała żadna alternatywna opcja, podobnie jak nie ma to miejsca w elitach opinii publicznej.
Właściwie w pracach legislacyjnych przeszła w Kongresie jedna ustawa, w której zabezpieczono w niewielkim stopniu interesy walczącej Ukrainy, tzn. ustawa o wydatkach na obronność na rok 2026. Ustawa przewiduje, że z całego budżetu, wynoszącego ok. 901 miliardów dolarów, 400 milionów dolarów przeznacza się na pomoc militarną dla Ukrainy na rok 2026 i kolejne 400 milionów dolarów na rok 2027. Litwa, Łotwa i Estonia otrzymują 175 milionów dolarów. Ponadto ustawa uniemożliwia redukcję liczby żołnierzy amerykańskich w Europie poniżej 76 tysięcy przez okres dłuższy niż 45 dni. Kongres przeznaczył także miliard dolarów dla Tajwanu, 1,5 miliarda dla Filipin, a także ok. 600 milionów dolarów dla Izraela, niezależnie od corocznego wsparcia w wysokości 3,8 miliarda dolarów. Na tym tle gest wobec Ukrainy ma charakter czysto symboliczny. Notabene Amerykanie w swoim budżecie zapisali pół miliarda dolarów na rozbudowę baz w Powidzu, Drawsku Pomorskim, Łasku i Wrocławiu.
Nowa strategia bezpieczeństwa (NSS)
Autorzy grudniowego dokumentu (czyli Trump) uważają, że Europa powoli traci swoją historyczną tożsamość i kulturę, czyli jest przedmiotem tzw. civilizational erasure (wymazania, zanikania cywilizacji europejskiej). Uważają też, że Europa musi nie tylko zrezygnować z drogi liberalizmu, ale wziąć odpowiedzialność za własną obronę. NATO nie może być już sojuszem, który ciągle się rozszerza. Bezpośrednio Ukraina wymieniona jest tylko jeden raz, a mianowicie w zdaniu: „Szybkie zakończenie działań wojennych na Ukrainie leży w kluczowym interesie Stanów Zjednoczonych”. NSS krytykuje także rządy europejskie z powodu ich „nierealistycznych oczekiwań wobec wojny” oraz z powodu traktowania Rosji w obliczu wojny z Ukrainą jako „egzystencjalne zagrożenie”. Dokument akceptuje więc Rosję, Chiny i państwa Bliskiego Wschodu, jakimi są, ale nie Europę, którą chce widzieć na podobieństwo własnych wyobrażeń.
Ukraina nie znalazła się również wśród „zdrowych państw” Europy centralnej, wschodniej i południowej. Dokument jednakże nie mówi o tym, że Ukraina także podlega procesowi „cywilizacyjnego wymazania” – być może dlatego, że taki cel przyświeca Rosji w wojnie z Ukrainą.
Lobby ukraińskie
Lobby ukraińskie sprowadzało się w 2025 roku głównie do akcji prowadzonych pod auspicjami American Coalition for Ukraine, bez widocznego uzyskania poparcia w Kongresie i społeczeństwie amerykańskim. Co charakterystyczne, proukraińskie lobby zmieniło argumentację polityczną o wspólnocie interesów strategicznych na rzecz argumentacji moralnej. Innymi słowy, lobby ukraińskie apelowało bardziej do serc niż do amerykańskich interesów, zdając się nie pamiętać znanych słów Johna Quincy’ego Adamsa (1767–1848), wybitnego dyplomaty i współautora koncepcji izolacjonalizmu amerykańskiego, który stwierdził, iż Ameryka jest życzliwym doradcą wszystkich krajów pragnących wolności i niepodległości, ale przede wszystkim obrońcą i rzecznikiem własnych interesów.
Opinia publiczna wobec wojny w Ukrainie
O poparcie dla działań prezydenta Donalda Trumpa w związku z wojną rosyjsko-ukraińską zapytano w najnowszym sondażu The Economist/YouGov z 25–29 grudnia. Wyniki nie są jednoznaczne. Otóż 27% Amerykanów sądzi, że Rosja wygrywa wojnę, a 44%, że żadna ze stron. Tylko 6% głosowało za przewagą Ukrainy. Wsparcie dla udzielenia amerykańskiej pomocy militarnej spadło do 29%, a 30% jest za przerwaniem tej pomocy. W październiku 35% głosowało za, a 21% przeciwko, w tym 50% Republikanów i 14% Demokratów. Z drugiej strony, 49% nie aprobuje polityki Trumpa, a 30% popiera jego działania wobec wojny rosyjskiej w Ukrainie. Komentatorzy utrzymują, że powyższe statystyki są także wynikiem swoistego sprzeciwu wobec prezydentury Trumpa jako takiej.
Zamiast wniosków
Rok 2025 odbył się więc pod znakiem ciągłych, czasami burzliwych, negocjacji i rozmów zmierzających do zakończenia wojny ukraińsko-rosyjskiej. Amerykanie rozmawiali z Ukrainą z pozycji sprzedawcy, próbując zmusić Ukraińców do przyjęcia rosyjskich warunków. Natomiast Putina traktowali jako ważnego gracza i przyszłego sojusznika. Po wstrzymaniu bezpośredniego militarnego wsparcia dla Kijowa na początku tego roku Waszyngton zaczął popierać terytorialne zakusy Rosji, planując jednocześnie wielkie zyski z kontraktów z Kremlem oraz obecnych i przyszłych inwestycji w Ukrainie.
Przegląd polityki USA wobec Ukrainy w 2025 roku dobrze ilustruje przełom dokonany przez prezydenta Trumpa zarówno jeśli chodzi o cele i narzędzia polityki zagranicznej USA, jak i styl czegoś, co dawniej nazywano dyplomacją. Fenomen Trumpa wydaje się być czymś kompletnie nowym, prawie rewolucyjnym na tle dotychczasowej historii działań zewnętrznych Waszyngtonu, a także innych krajów Zachodu.
Z tradycyjnych celów polityki zagranicznej USA: power (siła państwa), prosperity (zamożność), peace (ład międzynarodowy) i principles (zasady) Trump kompletnie odrzucił dotychczasowy porządek międzynarodowy i świat wartości (B. W. Jentleson, American Foreign Policy, 2014). Tylko potęga państwa i jego dobrobyt wyznaczają interes narodowy, który w konsekwencji stoi wyżej od prawa międzynarodowego. Znajduje się też daleko od tradycyjnego komponentu amerykańskiej obecności na świecie, czyli walki o wolności, prawa człowieka i współpracę międzynarodową. W przypadku Ukrainy Trump nie interesuje się przyczynami wojny, zniszczeniami i nieprzestrzeganiem praw wojennych przez Rosjan oraz tragicznym losem ukraińskiej ludności cywilnej, w tym porywanych dzieci. Obojętne są mu też aspiracje Ukraińców do zachowania własnej suwerenności i tożsamości. Natomiast Putin to dla Trumpa nade wszystko przywódca wielkiego, niepokonanego kraju, który jest dla USA okazją do pomnożenia zamożności i wpływów – oraz ewentualny przyszły partner w konfrontacji z Chinami. Natomiast nieważne są los i kondycja społeczeństwa rosyjskiego i egzekwowanie odpowiedzialności za zbrodnie wojenne popełnione przez państwo, na którego czele stoi człowiek z nakazem aresztowania wystawionym przez Międzynarodowy Trybunał Karny.
Wobec tego dla Trumpa Ukraina, kraj nieznany i ignorowany, jest po prostu przeszkodą w osiągnięciu celów politycznych, zaś jedyna umowa, jedyna rzecz warta dalszych działań, to korzystanie z ukraińskich surowców, żyznej ziemi i zysków pochodzących z jej odbudowy.
Działania wobec Wenezueli, Danii oraz Europy potwierdzają ten ograniczony do potęgi państwa i jego dominacji ekonomicznej zakres amerykańskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Z jednym jednakowoż wyjątkiem, a mianowicie amerykańską zbrojną operacja ratującą nigeryjskich chrześcijan w czasie Bożego Narodzenia, niezwykłą akcją wbrew praktyce działań politycznych USA ostatnich dekad.
Z nowymi aspiracjami na arenie międzynarodowej idzie w parze styl uprawiania polityki. Nieprzewidywalna ekonomizacja idzie w parze z nieprzewidywalną prywatyzacją prowadzenia polityki. Bowiem Trump uprawia politykę osobistą, opartą na personalnych animozjach i chimerycznych nieraz relacjach, pełnych mściwości i małostkowości. Świetną tego ilustracją są stosunki Trumpa z prezydentem Zełenskim. Ze strony amerykańskiego przywódcy to akty pamiętliwości i złośliwości. Trump w czasie pierwszej kadencji próbował nakłonić Zełenskiego do oczerniania Joe Bidena (ówcześnie kandydata na urząd prezydencki). Od tego czasu ta ilość inwektyw, zniewag, półprawd i kłamstw ma na celu poniżenie Zełenskiego i ukazanie go jako właściwie niegodnego partnera dla gospodarza Białego Domu.
Ten osobisty sposób prowadzenia polityki dotyczy także preferowanie osób znajomych lub celebrytów do pełnienia funkcji urzędowych, także w dyplomacji. Uczynienie partnera golfowego Steve’a Witkoffa i zięcia Jareda Kushnera głównymi negocjatorami pokojowymi z władzami zarówno Rosji, jak i Ukrainy, świadczy także o braku zaufania do profesjonalistów i ekspertów.
W stanach byli oczywiście niewykształceni prezydenci, ale wtedy polegali na świetnych doradcach i starali się „dokształcać”, sprawując jednocześnie swój urząd. Trump to burzliwy i chorobliwie zapatrzony w swoje wybujałe ego biznesmen, niecierpiący „przemądrzałego” świata intelektualistów, akademików, dziennikarzy. Stąd też stare zasady grzeczności, dyskrecji, tolerancji i równości wobec zasad, a także przestrzeganie ceremoniału wyrażającego szacunek dla partnera – szczególnie sojusznika – okazały się przestarzałymi i niepotrzebnymi utrudnieniami w prowadzeniu dyplomacji z pozycji siły wobec słabszych i wybiegów wobec silnych. Zabieranie tłumaczowi notatek po ważnym spotkaniu to jedno z niewielu ujawnionych nowych narzędzi pracy dyplomatycznej.
Z drugiej strony trzeba przyznać, że bezpośredni, plebejski styl Trumpa odznacza się pewną szczerością, której unikała tradycyjna dyplomacja. Potrafi on publicznie powiedzieć Zełenskiemu, że „nie ma on żadnych kart”, a Europejczykom, że w sprawach bezpieczeństwa „jeżdżą na gapę”, są niewdzięczni wobec zasług Ameryki i że powinni ratować kontynent przed upadkiem cywilizacyjnym. W tym sensie Trump odarł stosunki transatlantyckie z udawania i zaklinania rzeczywistości. W podobnym niedyplomatycznym języku Trump wypowiadał się o ONZ i NATO. Obecnie strony mają bardziej realistyczny obraz wzajemnych stosunków.
Oczywiście, bezpośredni ton prezydenta kończy się, gdy wypowiada się na temat wielkich graczy. Jak każdy hałaśliwy kupiec, Trump boi się konfrontacji z równymi, a tylko w walce ze słabszymi preferuje użycie obcesowego języka – a wobec niektórych wysokiej technologii i sił specjalnych – dla osiągnięcia szybkiego sukcesu militarnego.
Trumpa „obnażanie” działań na scenie międzynarodowej oznacza rozczarowanie w tej części świata, która zawierzyła USA siłę demokracji oraz jej wsparcie i ochronę na świecie. Szczególnie społeczeństwo w Ukrainie, najmłodszym w Europie państwie z prozachodnimi aspiracjami i wiarą w potęgę Ameryki, może czuć się rozczarowane i zawiedzione. Pierwszy rok drugiej kadencji to okres, w którym po raz pierwszy amerykański prezydent zrezygnował świadomie z przywództwa nad wolnym światem. Na szczęście polityka amerykańska nie jest absolutnie konsekwentna i długofalowa. Stany Zjednoczone bowiem w dalszym ciągu udzielają niezbędnych informacji wywiadowczych armii ukraińskiej i sprzedają jej, poprzez europejskich płatników, sprzęt wojskowy i amunicję. Czyżby Waszyngton zmierzał do maksymalnego osłabienia Rosji przed ostatecznym wyniszczeniem Ukrainy?
Smutne, że losy świata w erze niezwykłego postępu technologicznego, edukacyjnego i społecznego zależą głównie od trzech graczy ignorujących międzynarodowy ład oparty na prawie i konwencji dyplomatycznej. Graczy, którzy łamią podstawowe prawa człowieka i jego naturalne wolności. Dla których pokój oznacza podział wpływów i zysków.
Prezydent Zełenski wyraził nadzieję, że po zawarciu porozumienia prezydent Trump przyleci bezpośrednio do Kijowa i w ten sposób zademonstruje, że bezpieczeństwo kraju zostało rzeczywiście zapewnione. Oby.
Lublin, 24.01.2026
Kultura Enter 2026/01
nr 117 (4. ROK WOJNY)

