Strona główna/ROZMOWA. Najlepsze książki o wojnie powstaną po jej zakończeniu

ROZMOWA. Najlepsze książki o wojnie powstaną po jej zakończeniu

Z Andrijem Lubką rozmawia Nikodem Szczygłowski

Rozmowa z ukraińskim pisarzem i wolontariuszem miała miejsce w Novej Goricy 4 września 2025 r. podczas festiwalu Mesto Knjige. W końcu ubiegłego roku pisarz postanowił, że zaciągnie się do wojska i zaprzestaje jedynie działalności wolontariackiej, dostarczając wojskowym parę dni wcześniej kolejne, czyli 415 auto na rzecz działań ZSU.

Nikodem Szczygłowski: Rozmawialiśmy 5 lat temu w Użhorodzie. Powiedziałeś wtedy, że kompleks ofiar mocno łączy nas wszystkich z Bałkanami. Sam przetłumaczyłeś wiele dzieł pisarzy z byłej Jugosławii, w tym poświęconych wojnie, w Chorwacji, w Bośni. W ostatnich latach temat ten był popularny na Ukrainie. Ludzie chętnie czytali te książki o tej – odległej – wojnie.

Andrij Lubka: Z wykształcenia jestem bałkanistą i zajmowałem się byłą Jugosławią. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Warszawskim dużo tłumaczyłem z języka chorwackiego i serbskiego na ukraiński. W ciągu ostatnich dziesięciu lat przetłumaczyłem sporo książek, między innymi prozę Dubravki Ugrešić, książki Miljenka Jergovicia i pisarza z Sarajewa Muharema Bazdulja, Faruka Šehića, weterana wojny w Bośni, Slobodana Šnajdera, oczywiście Vladimira Arsenijevicia, Iva Andricia i innych. Muszę powiedzieć, że po rozpoczęciu wojny – przypominam, że wojna w Ukrainie rozpoczęła się w 2014 roku wraz z okupacją Półwyspu Krymskiego i ogłoszeniem tak zwanych republik separatystycznych w Donbasie – w Ukrainie naprawdę znacznie wzrosło zainteresowanie wojną w byłej Jugosławii. Nie wszyscy dobrze rozumieli wówczas, że nie była to jedna wojna, lecz seria wojen w różnych częściach tej federacji. Wydaje mi się, że doświadczenie, jakie przeżyły państwa i narody byłej Jugosławii, było dla nas naprawdę bardzo istotne do 2022 roku. Zgadzam się więc, że w Ukrainie mieliśmy wtedy faktycznie coś w rodzaju bałkańskiego boomu.

Od 2014 do 2022 roku ukazały się wszystkie najważniejsze książki wszystkich najważniejszych pisarzy tego regionu. Wiązało się to przede wszystkim z doświadczeniem wojny i tym, że ci ludzie przeżyli to, co my przeżywamy dzisiaj. Trudno powiedzieć, że wszystkie te książki są optymistyczne lub humanistyczne, że są dobre, w gruncie rzeczy są one złożone, jak sam temat wojny, dla nas najważniejsze było to, że te wojny się skończyły. Badaliśmy więc to doświadczenie, próbując zrozumieć różne doświadczenia wojenne tych pisarzy. Niektórzy z nich, jak Faruk Šehić, byli weteranami wojennymi, inni, jak Dubravka Ugrešić, wyjechali za granicę i stali się uchodźcami. W każdym razie była to przede wszystkim kwestia przeszłości. Dawało nam to nadzieję, że pewnego dnia wojna skończy się również u nas i zacznie się normalne życie.

Wojna jednak nie tylko trwa nadal, ale osiągnęła całkowicie przerażający, diabelski wręcz poziom po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji. Dlatego też doświadczenia bałkańskie nie są już tak istotne i interesujące dla Ukrainy, gdyż sami przeżywamy teraz wyjątkowo straszne czasy. Porównywanie wojny w Ukrainie do wojen jugosłowiańskich straciło moim zdaniem sens, ponieważ w naszym przypadku jest to przede wszystkim wojną przeciwko wielkiemu imperium. Zawsze powtarzam, że nie jest to wojna Serbii i Chorwacji, lecz raczej wojna Imperium Osmańskiego i zbuntowanych prowincji. Nasz wróg jest znacznie silniejszy, głęboko zakorzeniony nie tylko na okupowanych terytoriach, ale ogólnie również w takich obszarach, jak kultura, mentalność narodu, kwestie historyczne, różne narracje, które ze sobą kolidują.

Każda wojna jest oczywiście wyjątkowa, ale dla mnie, jako eksperta „od Bałkanów” było naprawdę istotne to, jak społeczeństwo ukraińskie interesowało się wojnami w byłej Jugosławii, kiedy jeszcze trwały. Na tym przykładzie możemy bardzo dobrze zrozumieć, dlaczego obecnie społeczeństwa w Chorwacji, Słowenii, w innych krajach tak mało interesują się wydarzeniami na Ukrainie. Po drodze tutaj przypadkowo spotkana osoba w autobusie zapytała mnie: czy u was nadal trwa wojna?

Rzeczywiście, czy ona nadal trwa, czy już się skończyła? Wojna zniknęła z pierwszych stron gazet, zniknęła z pasków wiadomości i wiele osób ma fałszywe poczucie, że zbliża się jej koniec. Większość społeczeństwa, nawet ci, którzy doświadczyli wojny, zwłaszcza tutaj, w krajach byłej Jugosławii, po prostu przestała zwracać uwagę na Ukrainę. Ukraina ich już nie interesuje.

Tymczasem każdej nocy nas bombardują nas, chociażby wczoraj, dość intensywnie i daleko od linii frontu. Wojna trwa już wiele lat i przyzwyczailiśmy się do niej. Moim zdaniem to najgorsze, co mogło nas spotkać. Nadszedł moment, w którym przyzwyczailiśmy się, że wojna trwa już od lat, stała się częścią naszego życia i możemy o niej właściwie zapomnieć.

Czy nie wydaje ci się, że wtedy, na początku lat 90., wojna w Chorwacji lub Bośni była postrzegana w ten sam sposób? Przykładowo oblegany i płonący Vukovar również dla wielu był tylko obrazkiem w telewizji?

Absolutnie tak, i myślę, że wzorce, których obecnie doświadczamy i które widzimy w mediach, społeczeństwie, a także w polityce, w taki czy inny sposób przyzwyczaiły nas do wojny. W moim dzieciństwie, w latach 90., w Ukrainie niewiele osób interesowało się wojnami w byłej Jugosławii. Owszem, mówiono, że to bardzo źle, wyjątkowo straszne, ale nie było żadnego ruchu społecznego ani nawet silnego stanowiska politycznego ze strony Ukrainy jako państwa w tej sprawie, nie było po prostu większego zainteresowania, ponieważ wydawało się, że to gdzieś daleko. W rzeczywistości wojna od mojego rodzinnego miasta, jeśli weźmiemy pod uwagę północną granicę Bośni, oddalona była tylko o 600 kilometrów. Dochodziło tam do strasznych zbrodni wojennych, ale nasze społeczeństwo pozostawało wobec tego w większości obojętne.

Jakby to było gdzieś daleko, jakby to tylko jakoś samo się rozwiązało. Ktoś się tam z kimś pokłócił. Nie jest jasne, kto jest winny, a kto nie. Nie wszystko jest czarno-białe. To, co dziś widzimy i słyszymy w innych krajach w odniesieniu do Ukrainy, było dokładnie takie samo u nas w odniesieniu do wojny w Bośni lub Chorwacji. Mówimy o wojnach w krajach słowiańskich, które są nam bliskie, o wojnach w krajach, które 100 lat temu wraz z regionem, z którego pochodzę, stanowiły część wspólnego, jednego państwa.

Pamiętam rozmowy rodzinne o podróżach do Jugosławii pod koniec lat 80. Kiedy po raz pierwszy sam pojechałem do Suboticy, po powrocie zapytałem mamę: „Co pamiętasz z Suboticy?”. Piękna secesja, historyczna architektura, bardzo ładne miasto. Nic z tego nie pamiętała, ponieważ byli tylko na stadionie, gdzie był bazar, sprzedawali tam, kupili coś i wrócili. Dla nich był to jedyny punkt styczności z Jugosławią. Mimo to dużo mówiło się o tym, jak życie było tam o wiele lepsze niż w Związku Radzieckim i jak wielkim nieszczęściem jest ta wojna, embargo, uciskanie ludności i tak dalej. Ale mimo wszystko było to dla nich gdzieś „bardzo daleko”.

Jak Twoim zdaniem zmieniło się ogólne rozumienie kultury na Ukrainie po lutym 2022 roku? Wiele osób odeszło od szeroko rozumianej kultury.

To bardzo interesujące pytanie i jeden zaskakujących paradoksów. W ostatnich latach w Ukrainie wiedziemy życie kulturalne, które jest całkowicie przeciwne do tego, co ludzie kojarzą z wojną. Wojna to zniszczenie, powoduje spustoszenie, upadek, prymitywizację, degradację. Z drugiej strony, dla kultury ukraińskiej jest to prawdopodobnie najlepszy czas od czasu uzyskania niepodległości. To czas, kiedy masz poczucie, że to, co robisz, co piszesz, co grasz w teatrze, spotyka się z niesamowicie dużym odzewem wśród widzów, czytelników, masz poczucie, że ludzie autentycznie tego potrzebują.

Był krótki okres, mniej więcej od lutego do końca wiosny, może do końca lata 2022, kiedy kultura faktycznie nie funkcjonowała w sensie, w jakim ją rozumiemy, ponieważ wiele osób zostało zmuszonych do ucieczki, opuszczenia swoich miejsc pracy. Wiele osób uciekły przed ostrzałem, przed wojną, opuściło swoje miejsca pracy. Życie jednak toczyło się dalej. Pamiętam, był kwiecień 2022 roku, minęło półtora miesiąca od rozpoczęcia pełnej inwazji – i zacząłem dostawać mnóstwo telefonów z prośbą zorganizowania wysyłki ukraińskich książek, zwłaszcza dla dzieci, za granicę, dla uchodźców, którzy wyjechali do innych krajów. Mieszkam właściwie na granicy, więc podjąłem się tego zadania. Na początku były to 2–3 pudła książek, potem już wożono autokarami, a potem przekroczyło to ramy prywatnego transportu i przeszło w zupełnie inne wymiary. Od jesieni 2022 roku, wszystko zaczęło się powiększać, a w kolejnych latach nakłady książek na Ukrainie w zasadzie się podwoiły. Około pięciu do siedmiu milionów, nie ma dokładnych danych, ludzi opuściło Ukrainę, wiele osób straciło swoje domy, straciło możliwość zarobkowania, milion służy w wojsku, istnieje wiele innych potrzeb, ale ogólnie życie kulturalne na Ukrainie rozwija się.

W moim rodzinnym mieście przed wojną były dwie księgarnie, teraz jest ich siedem.

Świadczy to jedynie o tym, że popyt na książki znacznie wzrósł. Jest to jeden z rodzajów działalności, który dobrze funkcjonuje na Ukrainie, pomimo trudnej sytuacji gospodarczej związanej z wojną.

Kolejny przykład – obecnie praktycznie nie da się kupić biletów na spektakle teatralne. Bilety, zwłaszcza w Kijowie, trzeba wykupić z wyprzedzeniem półtora do dwóch miesięcy przed spektaklem.

Nasze największe teatry, jak np. kijowski teatr im. Iwana Franki, wprowadziły w zeszłym roku elektroniczny system identyfikacji, aby zapobiec podwójnej odsprzedaży biletów. Mimo to, po wprowadzeniu nowego systemu, w ciągu pierwszych 13 minut sprzedano 800 biletów. I to pomimo tego, że zawsze istnieje ryzyko, że przedstawienie nie odbędzie się lub zostanie przerwane lub odwołane, jeśli ogłoszony zostanie alarm lotniczy. Dlaczego w ogóle ludzie przychodzą na przedstawienie, skoro jest niebezpiecznie? Przez długi czas nie mogłem tego zrozumieć. Dlaczego w czasie wojny kultura w paradoksalny sposób zyskała większe znaczenie niż przed wojną? Otóż przed wojną była przede wszystkim rozrywką, zabawą, rodzajem gry, można było pójść do teatru i spędzić miły wieczór. Rosyjska inwazja w lutym 2022 roku pokazała, że kultura jest nie tylko bardzo ważnym elementem życia całego społeczeństwa, ale także jednym ze sposobów terapii psychologicznej. Kultura pozwala nam na refleksję, gdyż gdy idziemy do teatru i oglądamy przedstawienie, dzięki temu możemy na chwilę zapomnieć o strasznej rzeczywistości na zewnątrz, podobnie gdy czytamy książkę możemy zanurzyć się w innym świecie. Kultura daje nam jednak również możliwość przeżycia innego doświadczenia, pozwala nam pozostać ludźmi w tym nieludzkim czasie.

Dla wielu osób oznacza to również wzmocnienie tożsamości ukraińskiej, zwłaszcza dla mieszkańców dużych miast na wschodzie kraju, gdzie tradycyjnie wielu było rosyjskojęzycznych. Dla nich czytanie książek po ukraińsku stało się okazją do szybszego i łatwiejszego przejścia na język ukraiński w życiu codziennym, wzbogacenia swojego słownictwa i wsparcia w ten sposób kultury ukraińskiej. W rzeczywistości jest to także krystalizacja tożsamości, ponieważ to właśnie kultura dowodzi, dlaczego nie jesteśmy Rosjanami, dlaczego chcemy żyć na tej ziemi, dlaczego ważne jest dla nas bronienie ideałów, które, jak się okazuje, są ważne nie tylko dla nas.

Chciałbym podać jeszcze jeden taki przykład.

Chersoń – miasto na południu, w pobliżu Morza Czarnego, które zostało zajęte w pierwszych dniach inwazji w lutym 2022 r., a jesienią tego samego roku zostało wyzwolone przez armię ukraińską. Miasto jest podzielone rzeką Dniepr, największą rzeką Ukrainy. W pobliżu Morza Czarnego jest bardzo szeroka – od jednego do dwóch kilometrów. Armia ukraińska zajęła część miasta położoną po prawej stronie rzeki. Tam powrócili ludzie, tam powróciło coś w rodzaju życia, bo nie można tego nazwać normalnym życiem.

Pamiętam nasze pierwsze wystąpienie pisarzy w wyzwolonym Chersoniu. Byliśmy tam wtedy razem z Iryną Ciłyk i Serhijem Żadanem. Rosjanie znajdują się na drugim brzegu rzeki, kontrolują przestrzeń powietrzną nad miastem i właściwie nie można się po nim poruszać – najlepiej tylko w nocy, przyciskając się do ściany budynku i poruszając się pod drzewami. Ze względu na ciągle ataki dronów jazda po mieście możliwa jest z prędkością nie mniej niż 100 km na godzinę. Dzisiejszy Chersoń to miasto, które Rosjanie zamienili w coś w rodzaju ludzkiego safari, gdzie trwa polowanie na ludzi przy pomocy dronów.

Wieczór literacki w Chersoniu był bardzo dziwny, ponieważ odbywał się o godzinie 11 rano i nic go nie zapowiadało, gdyż w każde miejsce, gdzie gromadzą się ludzie, natychmiast leci rakieta. Każdy mieszkaniec Chersoniu mógł zaprosić na to czytanie wierszy tylko osoby, do których ma stuprocentowe zaufanie i zna osobiście. Kiedy tam dotarliśmy, zabrano nas do schronu znajdującego się w piwnicy lokalnego teatru, okazało się, że było tam pełno ludzi, tak dużo, że z trudem mogliśmy wejść na scenę.

Szczególnie zaskoczyła mnie ilość odświętnie ubranych osób – mężczyzn w białych koszulach, kobiet w pięknych sukniach wieczorowych. Zrozumiałem za chwilę, że być może wcale nie przyszli oni posłuchać poezji. Być może nawet nie czytali wcześniej naszych książek. Była to bardzo niezwykła publiczność. Zrozumiałem wtedy jedną bardzo ważną rzecz – dla tych ludzi, którzy muszą żyć pod ziemią, ukrywać się w nocy, przemykać gdzieś pod murami, pod drzewami, cały czas bać się o swoje fizyczne przetrwanie, świadomych, że w każdej chwili może spaść bomba lub nadlecieć dron, już samo przybycie na ten wieczór kultury było czymś w rodzaju buntu. Był to rodzaj buntu, który dawał im poczucie, że nie są tylko myszami, tylko istotami biologicznymi, które owszem, ukrywają się, żyją pod ziemią, są zagrożone i szukają sposobu na przetrwanie, ale właśnie ten sposób, poprzez przybycie tutaj manifestują swoją ludzką godność. Ci ludzie udowodnili, że nie można zniszczyć w nich człowieczeństwa, że w tych strasznych warunkach udział w wieczorze poezji jest dla nich ważny, ponieważ daje im to poczucie pełni, świadomości swojej prawdziwie ludzkiej natury.

To bardzo ważne. Właśnie dzięki kulturze toczy się prywatna walka, bunt, osobista wojna każdego z nas o ludzką godność, o to, żeby nie zamieniono nas w zwierzęta. Kultura jest tą nadbudową, która w ludzkiej świadomości, w psychice daje nam poczucie, że jesteśmy ludźmi. Daje nam poczucie godności i tego, że nie żyjemy tylko biologicznie, ale że dzieje się z nami coś znacznie głębszego i ważniejszego. I wydaje mi się, że właśnie w tym tkwi źródło wielkiego renesansu kultury ukraińskiej, którego dziś doświadczamy.

Myślę, że należy jeszcze raz podkreślić, że w tej wojnie chodzi również o tożsamość, o kulturę. Nie tylko i nie tyle o terytorium, ale właśnie o kulturę. Dowodem na to jest fakt, że w ciągu tych trzech lat wiele elementów kultury ukraińskiej zostało fizycznie zniszczonych. Armia rosyjska atakuje muzea, biblioteki na okupowanych terytoriach, niszczy książki, fizycznie zabija ludzi związanych z kulturą ukraińską.

W Chersoniu, o którym wspomniałem, Rosjanie przed wycofaniem się i ucieczką z miasta przed nacierającą armią ukraińską okradli całe muzeum sztuki, zabrali stamtąd wszystkie obrazy. Na wszystkich okupowanych terytoriach jedną z pierwszych rzeczy, które robią, jest zmiana nazw ulic na jakieś radzieckie lub rosyjskie. We wszystkich bibliotekach niszczą ukraińskie książki. Jest to czystka, która odbywa się na poziomie symbolicznym, kulturowym.

W 2022 roku Rosjanie zabili ukraińskiego poetę Wołodymyra Wakulenkę. Był pisarzem dla dzieci, pisał wiersze, książki dla dzieci i był takim dziwnym typem, hipisem, punkiem. Pochodził z niewielkiej miejscowości Kapitoliwka, niedaleko Iziuma w obwodzie Charkowskim, która została zajęta w pierwszych dniach inwazji. Był znany w kręgach literackich, ale raczej nic poza tym, był raczej niszową postacią w kulturze i z pewnością nie był rewolucyjnym przywódcą ani trybunem, którego słuchałyby miliony.

Mimo to, po wkroczeniu armii rosyjskiej najpierw szukano ukraińskich żołnierzy, a następnie osób związanych z ukraińską kulturą. I chociaż Wołodymyr Wakulenko nie miał wpływu na nic i nie był zbyt znany w Ukrainie, to właśnie on znalazł się na ich liście. Znaleźli go w jego rodzinnej wsi, zabrali na przesłuchanie, a następnie zabili. Dopiero po wyzwoleniu znaleziono jego grób. Został zabity strzałem w głowę, tylko dlatego, że pisał dziecięce wiersze w języku ukraińskim.

W tym sensie chodzi oczywiście o tożsamość. W tym samym obwodzie Charkowskim bezpośrednim uderzeniem rakietowym, a więc nie był to przypadek, zniszczono małe wiejskie muzeum Hryhorija Skoworody, ważnego ukraińskiego filozofa pochodzącego z tego regionu. Rosjanie bez żalu wydali kilka milionów dolarów na rakietę aby zniszczyć małe wiejskie muzeum. Nie ma muzeum – czyli nigdy nie było tu też żadnych Ukraińców. To praktyka ludobójcza, usuwa się wszystko, co związane jest z Ukrainą i jej kulturą.

Niszczy się wszelkie ślady, wszystkie nazwiska, zgodnie z tą zbrodniczą logiką takie działania mają pomóc okupacji. Dlatego kultura ukraińska znajduje się obecnie pod ogromną presją właśnie na okupowanych terytoriach, w strefie działań wojennych. Kultura jest pierwszym celem, ma taki sam priorytet jak cele wojskowe. Jednocześnie kultura ta jest w stanie się rozwijać, zdobywać nowych czytelników, konsumentów, nowych autorów.

A wiesz, dlaczego jeszcze kultura jest tak ważna? Gdyż jest bramą, przez którą możemy komunikować się z innymi społeczeństwami, narodami. Mowa o naszej dyplomacji kulturalnej, o prezentacji ukraińskiej sztuki, za granicą odbywa się wiele koncertów, wystaw ukraińskich artystów, jest to jeden ze sposobów opowiedzenia innym o sobie.

Musimy bronić interesów Ukrainy i przekazywać prawdę o tym, że wojna wciąż trwa, że każdej nocy dochodzi do strasznych zbrodni wojennych, że bombardowane są miasta, cele cywilne, domy mieszkalne, teatry. Nie zawsze i wszędzie możemy to robić za pośrednictwem polityków, i to właśnie kultura może przekazać te informacje. Paradoksalnie, ludzie ze środowisk kulturalnych cieszą się znacznie większym zaufaniem tam, gdzie polityka już nie działa. I to jest jeden z ważnych instrumentów prawdy.

Myślę, że się ze mną zgodzisz w tym, że tę rolę pełnią również tłumaczenia i tłumacze. Rozpoczęliśmy tę rozmowę od tego, że na początku, 10 lat temu, było wiele tłumaczeń chorwackich i bośniackich pisarzy, którzy opowiadali o swoich doświadczeniach wojennych. Czy uważasz, że teraz może nastąpić odwrotny proces?

Oczywiście. Choć wydaje mi się, że tak właściwie już się stało jakiś czas temu i obecnie jest to proces, który już słabnie. W latach 2022–2023 zainteresowanie kulturą ukraińską było bardzo duże, na wszystkich głównych scenach, miejscach spotkań w Europie zawsze dbano o to, aby obecny był również głos artystów z Ukrainy. Obecnie, przede wszystkim dlatego, że wojna trwa już tak długo, następuje pewien spadek zainteresowania, ale biorąc pod uwagę doświadczenia krajów jugosłowiańskich, mogę powiedzieć, że w rzeczywistości czeka nas ponowny wzrost zainteresowania Ukrainą po wojnie. Uważam, że najlepsze ukraińskie książki o wojnie zostaną napisane po jej zakończeniu. Kiedy gasi się pożar trudno jest zebrać myśli i zrozumieć, co się dzieje. Po zakończeniu wojny powstaną najlepsze nasze teksty, które o niej opowiadają i zostaną przetłumaczone na inne języki. Doświadczenie krajów jugosłowiańskich ponownie nam pokazuje, że otrzymamy nową falę ambasadorów kultury ukraińskiej, a będą to dzieci naszych migrantów i uchodźców, którzy wyjechali do innych krajów i tam pozostaną, niektórzy z nich dołączą do intelektualnych elit tych krajów. Jest to bardzo długi proces, mówimy o pokoleniach, o 10, 15, 20 latach, ale na pewno tak się stanie.

Mówisz, że najlepsze książki dopiero powstaną, a czy te już napisane jakoś wpływają na obecne realia?

Opowiem anegdotę. Właściwie to prawdziwa historia. Jednego z głównych bohaterów mojej książki „Karbid” – o życiu na pograniczu i kontrabandzie – opisałem na podstawie prawdziwej osoby, w książce ta postać nazywa się Ikar. Był to człowiek zajmujący się przemytem, wykorzystujący do tego małe aparaty lotne, które przelatywały przez granicę, przenosząc w ten sposób kontrabandę, drony jeszcze wtedy nie istniały. Ten prototyp mojego bohatera był znany, ponieważ został złapany na gorącym uczynku, opublikowano jego zdjęcie, wszczęto przeciwko niemu postępowanie karne. Znałem tę historię, wiedziałem, że istnieje taka osoba, miał całą małą flotę tych paralotni, które latały między Ukrainą a Węgrami, a później ludzie w regionach przygranicznych zaczęli używać w tym celu dronów, gdy tylko się pojawiły. U nas granica bardzo często przebiega w terenie bez żadnego na to powodu, często dzieli to samo miasto lub wieś. Można więc było często sterować dronem nie wychodząc z domu, przelatywał on przez granicę, przewoził kartony papierosów i wracał. Kiedy zaczęła się wojna, zorganizowałem bardzo interesujące spotkanie między ukraińską armią a przemytnikami z Zakarpacia, w celu wymiany doświadczeniami. Na początku inwazji wśród wojskowych było bardzo mało specjalistów, wojsko natomiast potrzebowało właśnie tego, co jest potrzebne do przemytu. Dron musi latać nisko nad granicą, aby nie został wykryty przez radary, musi mieć dodatkową baterię, aby mógł dostarczyć ładunek i wrócić. Całą tę praktyczną wiedzę mieli już przemytnicy, i to oni nauczyli ukraińskich żołnierzy, jak takie drony mogą być wykorzystywane na linii frontu.

Na początku 2022 roku, od początku inwazji, nie byłem już tylko pisarzem piszącym książki, a kiedy rozpoczęła się inwazja, nie pisałem nic. Rozczarowałem się pisaniem i chciałem zająć się praktyczną pomocą. Przez jakiś czas pomagałem ładować leki i pomoc humanitarną do pociągów jadących z Użhorodu do Charkowa, gdzie je odbierała ekipa Serhija Żadana. A potem, zupełnie nieoczekiwanie dla mnie, stałem się wolontariuszem, które organizował i przewoził na potrzeby wojska auta z zagranicy.

Wiąże się z tym kolejna anegdotyczna, bardzo zakarpacka historia. Na Wielkanoc 2022 zadzwoniłem więc do mojego przyjaciela, który był już na wojnie na Wschodzie, i powiedziałem mu: „Jesteś tysiąc kilometrów stąd, abyś miał poczucie kontaktu z domem, z Zakarpaciem, z naszymi tradycjami, kupiłem 100 kilogramów kiełbasy i chcę ją przesłać do was, abyś rozdał całej twojej jednostce, tak aby każdy miał na Wielkanoc tę domową kiełbasę, zgodnie z naszą zakarpacką tradycją wędzoną na dymie z owocowych drzew”. On mi powiedział: „Słuchaj, super pomysł, ale na wojnie mamy trochę bardziej praktyczne potrzeby niż kiełbasa. Na przykład bardzo potrzebuję samochodu terenowego, na bezdroża, pickupa z napędem 4×4, który może jeździć po lesie, po polu. Czy mógłbyś mi pomóc?”

Wtedy, 22 kwietnia, zacząłem zbierać pieniądze, aby kupić mu taki pickup, i opublikowałem na Facebooku, że zbieram pieniądze na samochód dla mojego przyjaciela. Kiedy opublikowałem ten post na Facebooku, zacząłem tak często otrzymywać SMS-y z banku o przelewach na konto, że telefon wibrował właściwie bez przerwy. Następnego dnia rano miałem już pieniądze na dwa samochody. W większości byli to ludzie, których w ogóle nie znam, moi czytelnicy, ludzie, którzy znali mnie z książek, występów na festiwalach, którzy po prostu śledzili mnie na Facebooku.

Od tego czasu ta historia trwa nadal i większość swojego produktywnego czasu poświęcam właśnie wolontariatowi. W ciągu tych trzech lat rosyjskiej inwazji zebrałem ponad 2 miliony euro i kupiłem ponad 400 terenówek, pickupów, minibusów, ciężarówek i pojazdów ratowniczych dla ukraińskiej armii. Ponad 60 razy wraz z moim zespołem wyruszyłem na linię frontu i dostarczyłem te pojazdy bezpośrednio żołnierzom walczącym na wschodzie kraju. Z jednej strony jest to historia o wolontariacie, z drugiej strony jest to również historia o kulturze, ponieważ ludzie, którzy mi pomagają, którzy wspierają naszą działalność, to ludzie ze środowiska kultury, ludzie, którzy są w większości moimi czytelnikami.

Jest to również wielka opowieść o tym, jak w trudnych, niespokojnych, strasznych czasach ludzie znacznie bardziej ufają osobom ze środowiska kultury niż ze świata polityki. Oznacza to, że kultura jest dziś w Ukrainie elementem budującym zaufanie. I właśnie dlatego kontynuuję swoją działalność wolontariacką.

Kultura Enter 2026/01
nr 117 (4. ROK WOJNY)

Andrij Lubka z linii frontu.