Strona główna/Otworzyć drzwi

Otworzyć drzwi

Jest środek tygodnia, majowe popołudnie. Pogoda w sam raz na spacer albo grę w piłkę, mimo to część uczniów została po lekcjach w szkole. Wchodzę do klasy w lubartowskim liceum, w której spotykam grupę młodzieży ze Szkolnego Klubu Wolontariusza „Anioły z II LO”. Uczestniczą w warsztacie na temat sztuki żydowskiej i polskiej prowadzonym przez moderatorów z Ośrodka „Brama Grodzka-Teatr NN” z Lublina. Uczniowie pracują w dwuosobowych zespołach. Porównują reprodukcje obrazów, szukają żydowskich i chrześcijańskich motywów w twórczości artystów z grupy Jung Idysz, wycinają zdjęcia kibuców, PGR-ów i izraelskich miast. Na koniec zajęć na arkuszu papieru pakowego tworzą kolaż przedstawiający plan idealnego miasta, gdzie Żydzi i Polacy mogliby żyć drzwi w drzwi szanując swą kulturę i religię.

Gdy warsztat dobiega końca, prowadzący podaje adres internetowy projektu PORTALublin i zaprasza młodzież na spotkanie z uczniami z Izraela latem w Lublinie. Po kilku dniach zgłasza się prawie cała klasa.

„Anioły z II LO” pół roku temu zainteresowały się żydowską tożsamością miasta. Jest to już ich drugie spotkanie z kulturą żydowską. Grupa rozpoczęła od uczestnictwa w cyklicznym programie edukacyjnym „Przywróćmy pamięć” Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, w ramach którego przygotowała wystawę, prezentację multimedialną i wycieczkę śladami Żydów lubelskich. Klub działa w szkole od kilku lat. Powstał jako forma aktywności pozalekcyjnej i szybko pozyskał wielu chętnych. W roku 2003 i 2008 Klub Wolontariusza była nagradzany na Lubelskiej Gali Wolontariatu.

– To miłe, że są związani z miejscem, w którym żyją i czują się za nie odpowiedzialni – mówi Justyna Świderska-Niedobit, opiekunka koła – Zaczynali od działalności charytatywnej i ekologicznej, spotykali innych młodych wolontariuszy z innych krajów. W tym roku zaintrygował ich cmentarz żydowski i jego losy. Zgłosili się do projektu FODŻ a teraz myślą o wymianie z młodzieżą izraelską.

O warsztatach i spotkaniach polsko-izraelskich dowiedzieli się od zaprzyjaźnionych wolontariuszy z Ośrodka „Brama Grodzka-Teatr NN”, którzy od listopada 2009 roku starają się pomagać szkołom na Lubelszczyźnie w rozwijaniu współpracy z Izraelem.

Inicjatorką warsztatów była Milena Migut, która obecnie koordynuje projekt PORTALublin. Milena jest wieloletnią wolontariuszką i współpracowniczką Bramy Grodzkiej, w roku 2007 odbyła roczny wolontariat w Autonomii Palestyńskiej, gdzie wraz z ortodoksyjnymi rabinami działała na rzecz pokoju w Izraelu. Już od jakiegoś czasu myślała o stworzeniu rodzaju poradnika dla nauczycieli zainteresowanych polsko-izraelskimi spotkaniami młodzieży. Na profilu PORTY na Facebooku znajduję notatkę: „Chodzi o to, aby młodzież polska i izraelska miała możliwość spotkania się w Lublinie, żeby nie byli od siebie odgrodzeni ochroniarzami i nauczycielami. Oprócz wspólnych warsztatów musi też istnieć internetowa platforma spotkania”. Dziś grupa ma około 90 przyjaciół z Polski i Izraela.

W listopadzie 2009 Milena zachęciła swoich znajomych i przyjaciół interesujących się judaicami do współtworzenia programu warsztatów dla młodzieży licealnej.

Milena M.: Wycieczki z izraelskich szkół często odwiedzają Lublin, ale rzadko widzimy je w towarzystwie polskich grup. Jest wiele szkół organizujących spotkania, ale jest też tyle samo szkół, które nie wiedzą jak dotrzeć do izraelskiego partnera. Chcieliśmy zbudować help desk, coś w rodzaju zestawu narzędzi do nawiązywania współpracy. Stąd nasza nazwa. Idealną sytuacja, to taka, w której my już w ogóle nie będziemy potrzebni, a szkoły same znajdą w Internecie partnera i scenariusz spotkania czy wymiany

Pierwsze warsztaty PORTYLublin zrealizowano dzięki funduszom na projekty kulturalne Urzędu Miasta Lublina oraz sponsoringowi NBP. Udało się, krok po kroku, organizować nowe spotkania. To ośmieliło zespół do kontynuacji działań. Na początku 2010 roku Akademia Orange zaakceptowała projekt, w ramach którego stworzono sześć scenariuszy, stronę i grupę na Facebooku, Flickrze, Twitterze i zakładkę do strony Ośrodka, a przede wszystkim rozpoczęto nowy cykl warsztatów dla szkół z Lubelszczyzny i Izraela.

Nauczyciele powtarzają, że największym problemem przy wymianach jest znalezienie szkoły w Izraelu. Często bez pomocy organizacji pozarządowej lub osobistych kontaktów nie sposób dotrzeć do dyrektorów szkół i zachęcić ich do wymiany.

Rok 2008 miał przynieść duże zmiany w stosunkach polsko-izraelskich. Wizyta premiera Tuska w Izraelu rozbudziła wiele nadziei na ożywienie kontaktów między obydwoma krajami w dziedzinie gospodarki oraz wymian młodzieży. Powoływano się na bardzo dobre przykłady takich wymian z młodzieżą niemiecką. W połowie roku 2009 na stronie MEN pojawiła się informacja o możliwości zgłaszania się do rządowego programu wymian zaplanowanego na lata 2009-2011. Niestety, kolejny raz okazało się, że ani MEN ani Izraelska Rada Wymiany Młodzieży nie udziela pomocy przy szukaniu szkół partnerskich i że „preferowane będą projekty «pełne» tzn. takie, w których partnerzy po obydwu stronach nawiązali już ze sobą kontakt lub kontynuują istniejącą współpracę.”

Justyna Ś-N.: Brak izraelskiego partnera to początek i koniec myślenia o każdej wymianie. To niemal przysłowiowy „paragraf 22”, bo większość szkół szuka pomocy na stronie ministerstwa często właśnie po to, by dowiedzieć się, jak takiego partnera znaleźć i trafia na kolejny problem nie do przeskoczenia już na starcie.

W tej sytuacji nie ma mądrych. Organizacje pozarządowe pozyskują środki na prowadzenie warsztatów, ale nie są w stanie sfinansować kosztów podróży ani pobytu żadnej z grup. Nie dysponują też listą izraelskich szkół gotowych do współpracy przy podobnych projektach. Jak zatem radzą sobie ze znajdowaniem chętnych?

– PORTALublin ma to szczęście, że działa w ramach dobrze znanej instytucji. – tłumaczy Milena – Wycieczki z Izraela odwiedzają Bramę Grodzką, znają jej działalność. Dzięki temu często korzystają też z oferty warsztatów, bo informacja o projekcie widnieje na stronie internetowej Ośrodka.

Dla liceów w małych miastach sytuacja okazała się patowa. Szkoły mają możliwość zgłoszenia się do programu wymian, ale brakuje im pomocy przy pozyskaniu partnera. Ośrodek nie może się zgłosić do programu ministerialnego, choć przyjmuje izraelskie wycieczki. Rozsądek podpowiadałby połączenie sił. I tu pojawia się kolejny problem. Program wycieczek do Polski jest często objęty klauzulą bezpieczeństwa, przez co sami organizatorzy czasem do ostatniej chwili nie wiedzą, z jaką młodzieżą będą pracować podczas warsztatu.

Milena M.: – Grupy izraelskie mają zwykle bardzo napięty grafik, więc tym bardziej doceniamy, że do programu pobytu w Lublinie chcą jeszcze dorzucić spotkanie z nami. Gdy przyjeżdżają do Ośrodka to często widzą nas po raz pierwszy i muszą trochę „z marszu” zintegrować się z polskimi uczestnikami. Jeśli są w stanie wygospodarować dla nas tylko 2 godziny z programu swojej wycieczki, to powinniśmy wykorzystać ten czas w stu procentach. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale od czegoś trzeba zacząć. Kto wie, może uznają, że byliśmy na tyle sympatyczni, że zechcą tu powrócić.

Coraz częściej pojawiające się w prasie historie o agresywnym zachowaniu pracowników ochrony i awanturach wszczynanych przez izraelską młodzież w polskich hotelach i schroniskach nie ułatwiają pracy przy wymianach. Na starych antysemickich uprzedzeniach wyrastają nowe antyizraelskie stereotypy i fobie. Pod artykułami o współpracy Polski i Izraela „życzliwi” internauci coraz częściej zostawiają niewybredne komentarze ostrzegające przed bojówkami młodocianych Żydów atakujących polskich przechodniów. Po obu stronach coraz bardziej oczywista staje się potrzeba nowoczesnych wymian młodzieżowych podejmujących dialog z przeszłością i współczesnością. W materiałach edukacyjnych umieszczonych przez PORTALublin na stronie Akademii Orange i Ośrodka „Brama Grodzka-Teatr NN” (www.brama.teatrnn.pl) znaleźć można scenariusze warsztatów na temat przedwojennych sztetli, Holocaustu i żydowskiego Lublina, ale także życia społecznego i kulturalnego w dzisiejszym Izraelu. Czy dwugodzinne spotkanie wystarcza, by choć krótko podyskutować na tematy interesujące tych młodych ludzi?

Milena M.: – To trudny wybór, zwłaszcza, że nie mamy okazji poznać tej młodzieży wcześniej, zorientować się jaki tematyczny warsztat byłby dla niej najciekawszy. Jedyne co możemy zrobić, to zadbać, by na każdym warsztacie była równa liczba Polaków i Izraelczyków, zintegrować ich poprzez wspólną pracę nad tematem. Zachęcamy ich do pozostawiania adresów mailowych i korzystania z naszego profilu na Facebooku. To pozornie mało, ale po wiosennym warsztacie w liceum plastycznym w Lublinie do profilu PORTALublin dołączyło ok. 60 osób, czyli można powiedzieć, że spotkały się tam dwie klasy z obu krajów. Nie wiadomo, czy to spowoduje napływ kolejnych zgłoszeń, ale pierwszym pozytywnym efektem, jest to, że uczniowie z obu krajów zaczęli tam ze sobą czatować i rozwijać tematy, na które zabrakło czasu podczas spotkania.

Kiedy Lublin opuszczają autokary z izraelskimi uczniami, Lubartowskie liceum wciąż czeka na odpowiedź z ministerstwa.

Justyna Ś.-N.: Wysłaliśmy zgłoszenie do ministerstwa, ale bez wskazania ewentualnego izraelskiego partnera. Problem w tym, że nie dostaliśmy ani pozytywnej ani negatywnej odpowiedzi. Kontaktowałam się z innymi szkołami aplikującymi do programu i ich sytuacja jest taka sama. Ministerstwo nie opublikowało jeszcze listy zaakceptowanych zgłoszeń ani nie informuje nikogo o odmowach.

Mimo pierwszych trudności Justyna postanawia nie rezygnować z pomysłu wymian. Temat żydowskiej przeszłości miasta spotkał się z dużym zainteresowaniem młodzieży, a warsztat, mimo braku izraelskich współuczestników, zainspirował pytania o współczesne prądy w judaizmie i wieloetniczność społeczeństwa izraelskiego.

W sierpniu dzwonię do Justyny, by spytać o wrażenia z łączonych polsko-izraelskich warsztatów w Lublinie. Z deklarowanych 35 osób zostało o jedną trzecią mniej. Była obawa odwołania warsztatu, ale idea spotkania wygrała z przejściowymi trudnościami. „Anioły z II LO” przywiozły swoją prezentację o żydowskim Lubartowie, uczestniczyły w zmodyfikowanym warsztacie a na koniec razem z Izraelczykami jak dobrzy znajomi poszły na spacer po Lublinie.

Justyna Ś,-N.: To jest potencjał, którego my, dorośli nie powinniśmy bagatelizować. Młodzież jest ciekawa siebie nawzajem, a takie spotkania uczą ich więcej niż niejeden wykład, film, artykuł. To być może mały symboliczny krok, ale ważne jest, by nie rezygnować, dążyć do realizacji wymian i zachęcać nowe pierwsze klasy.

Zastanawia mnie, czy szkoła może liczyć na wsparcie ze strony miasta. W Lubartowie od prawie dziesięciu lat nie wymyślono dobrego sposobu na upamiętnienie terenu po żydowskim cmentarzu w centrum miasta, brakuje tablicy informacyjnej o zniszczonej podczas wojny synagodze. Pięć lat temu w bibliotece miejskiej dzięki staraniom ówczesnego dyrektora – Marka Danielkiewicza, zorganizowano wystawę „Pamięć Żydów z Lubartowa”, ale od tego czasu nikt nie kontynuował podobnych inicjatyw poświęconych przedwojennej społeczności żydowskiej Lubartowa. W przestrzeni publicznej miasta historia nie istnieje. W miejsce wyburzanych pomników planuje się „inwestycje” w postaci kolejnych sklepów, a jeszcze niezrujnowane miejsca pamięci porasta trawa. Skoro biznes i doraźna korzyść wypierają pamięć o wielokulturowej tożsamości miasta, czy warto jeszcze podejmować temat o „niepewnym targecie”?

Justyna Ś.-N.: To jest dla mnie największym zaskoczeniem, bo obawiałam się, że spotkamy się z niechęcią lub podejrzliwością. A często pierwsza reakcja brzmi: „No wreszcie! Wreszcie ktoś się tym zainteresował.” To bardzo ważny głos ludzi stąd. Kiedyś myślałam, że ten temat jest trudny i trochę niechciany, ale chyba jednak coś się zmienia w nastawieniu ludzi. Może nie jest to na co dzień widoczne, ale ludzi naprawdę ciekawi historia Żydów lubartowskich. Są tu Lubartowianie, którzy chcą znać także tę część swojej lokalnej historii i może dzięki naszej inicjatywie zaczną o niej chętnie rozmawiać.

Mimo, że Justyna i jej uczniowie są wciąż na początku drogi, jest w nich werwa i ciekawość. Będą kontynuowali poszukiwania szkoły partnerskiej. Jeśli nie uda im się za pośrednictwem MEN-u lub organizacji pozarządowych, będą szukać osobistych kontaktów przez wolontariuszy i ich przyjaciół w Izraelu. Te pół roku nie poszło na marne, młodzież poznała swoich rówieśników, wymieniła się adresami. To dobry zaczyn na przyszły rok. Gdy po wakacjach wrócą do szkoły, być może przekonają młodsze klasy, że przeszłość miasta może coś wnieść w ich współczesność.

Jakub Wydrzyński

Kultura Enter
2010/08 nr 25