Strona główna/2010/12 nr 29

KULTURA ENTER 2010/12 nr 29

Informacje o okładce

PROTESTUJEMY

W wieczór powyborczy 19 grudnia odbyła się demonstracja w proteście przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów prezydenckich na Białorusi, w której wzięło udział ok. 20 tys. osób. Podczas demonstracji doszło do – najprawdopodobniej sprowokowanego przez służby specjalne – szturmu na siedzibę rządu. Milicja wykorzystała to jako pretekst do ataku na opozycję. Demonstranci zostali brutalnie rozpędzeni, aresztowano co najmniej 640 osób, w tym siedmiu kontrkandydatów urzędującego prezydenta. Szykany objęły także współpracujących z naszym miesięcznikiem dziennikarzy radia Racja i telewizji Belsat. Protest miesięcznika Kultura Enter w sprawie szykan władz Białorusi wobec dziennikarzy radia Racja i telewizji Belsat

Lublin, dnia 20 grudnia 2010 r.

W wieczór powyborczy 19 grudnia odbyła się demonstracja w proteście przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów prezydenckich na Białorusi, w której wzięło udział ok. 20 tys. osób. Podczas demonstracji doszło do – najprawdopodobniej sprowokowanego przez służby specjalne – szturmu na siedzibę rządu. Milicja wykorzystała to jako pretekst do ataku na opozycję. Demonstranci zostali brutalnie rozpędzeni, aresztowano co najmniej 640 osób, w tym siedmiu kontrkandydatów urzędującego prezydenta. Szykany objęły także współpracujących z naszym miesięcznikiem dziennikarzy radia Racja i telewizji Belsat.

Działania władz wymierzone przeciw wszystkim poszkodowanym uważamy za naruszenie podstawowych praw i swobód obywatelskich, gwarantowanych przez konstytucje cywilizowanych i demokratycznych państw, oraz gwarantowanych przez prawo i konwencje międzynarodowe w szczególności prawa do wolności wyrażania poglądów i przekonań. Jednoznacznie nie zgadzamy się na to.

Redakcja miesięcznika „Kultura Enter”

Zachęcamy również  do podpisywania międzynarodowej petycji domagającej się do białoruskiego prezydenta zmian i zagwarantowania praw człowieka.

______________________________________________________________

Raport Ośrodka Studiów Wschodnich z sytuacji na Białorusi

Władze białoruskie wracają do polityki represji

Wybory prezydenckie na Białorusi 19 grudnia, które po raz czwarty pozwolą Aleksandrowi Łukaszence sprawować urząd prezydenta, zostały uznane przez OBWE za niespełniające standardów demokratycznych. Powyborcza wielotysięczna manifestacja opozycji została brutalnie rozpędzona przez milicję, co świadczy o tym, że widoczne w ostatnich kilku miesiącach złagodzenie polityki represji wobec opozycji było grą taktyczną ze strony białoruskich władz skierowaną w stronę Zachodu w sytuacji konfliktu z Rosją. Po uzyskaniu gwarancji rosyjskich, prezydent Łukaszenka poczuł się na tyle silnie, że postanowił zademonstrować, iż nie dopuści do nawet ograniczonego pluralizmu politycznego i zwiększenia swobody działania opozycji. Stawia to dalszą współpracę pomiędzy UE i Białorusią pod poważnym znakiem zapytania i tym samym zawęża pole manewru w polityce zagranicznej Alaksandra Łukaszenki.

Niedemokratyczne wybory

Według wstępnych oficjalnych danych (po przeliczeniu 99% głosów) urzędujący prezydent uzyskał 79,67% poparcia, a poszczególni kandydaci opozycji – wynik rzędu 1-3%, co wydaje się mało prawdopodobne biorąc pod uwagę np. październikowe badania opinii publicznej niezależnego ośrodka NISEPI, dające najsilniejszemu kandydatowi opozycji Uładzimirowi Niaklajeuowi 17%. OBWE/ODIHR w swoim wstępnym raporcie uznało wybory za niespełniające standardów (aczkolwiek stwierdzono pewien postęp), zwłaszcza na etapie liczenia głosów. Stwierdzono, że w ponad 50% obserwowanych komisjach wyborczych liczenie głosów odbywało się nieprawidłowo, a w wielu miejscach obserwatorów nie dopuszczono do procesu obliczania głosów. Również opozycja zakwestionowała oficjalne wyniki wyborów, zarzucając władzom masowe fałszerstwa i manipulacje, w tym wykorzystywanie tzw. przedterminowego głosowania, podczas którego urny wyborcze przez kilka dni znajdowały się w komisjach pod nadzorem milicji. Ponadto, według oceny opozycji (choć opartej na mało reprezentatywnej próbie ankietowanych) poparcie dla Alaksandra Łukaszenki nie przekroczyło 50%, w związku z czym powinna odbyć się druga tura.

Rozprawa z opozycją

W proteście przeciwko sfałszowanym wynikom, w wieczór powyborczy 19 grudnia odbyła się demonstracja, w której wzięło udział ok. 20 tys. osób (a więc podobnie jak podczas wyborów prezydenckich w 2006 roku). Podczas demonstracji doszło do – najprawdopodobniej sprowokowanego przez służby specjalne – szturmu na siedzibę rządu. Milicja wykorzystała to jako pretekst do ataku na opozycję. Demonstranci zostali brutalnie rozpędzeni i jednocześnie aresztowano co najmniej 640 osób, w tym siedmiu kontrkandydatów urzędującego prezydenta. Wcześniej, jeszcze w drodze na manifestację jeden z nich – Uładzimir Niaklajeu został dotkliwie pobity przez milicję, a następnie porwany przez nieznanych ludzi ze szpitala. 20 grudnia trwały w sądach Mińska masowe rozprawy przeciwko uczestnikom manifestacji. Najważniejszym aresztowanym politykom przedstawiono zarzut „zakłócania porządku publicznego”, zagrożony karą od 5 do 15 lat pozbawienia wolności. Niektórzy działacze opozycji (w tym dwaj kandydaci na prezydenta Ryhar Kastusiou oraz Dzmitrij Us) zostali wypuszczeni na wolność, lecz jednocześnie miały miejsce kolejne aresztowania. Wieczorem kilkudziesięciu opozycjonistów ponownie wyszło na centralny plac Mińska, lecz również i tym razem zostali rozpędzeni przez milicję, a część aresztowano. Prezydent Łukaszenka oświadczył, że aresztowani opozycjoniści są „bandytami i dywersantami” oraz zadeklarował, że jest gotów do rozmów z rozsądnie myślącą opozycją i spotkał się z jednym z kandydatów na prezydenta Jarosławem Romańczukiem, który z kolei oskarżył innych przywódców opozycji o zbytni radykalizm.

Strategia Alaksandra Łukaszenki

Sekwencja wydarzeń (zob. Aneks) w centrum Mińska wieczorem 19 grudnia wskazuje na to, iż brutalne rozpędzenie demonstracji opozycji było zaplanowanym działaniem, a nie spontaniczną reakcją ze strony władz. Alaksandr Łukaszenka mógł prawdopodobnie uzyskać ten sam cel, tj. rozejście się opozycji, bez użycia siły. Wydaje się, iż decyzja o użyciu siły wobec protestujących była ze strony Łukaszenki wyraźnym sygnałem politycznym zarówno na wewnętrzny, jak i zewnętrzny użytek. W aspekcie wewnętrznym chodziło o zademonstrowanie, iż złagodzenie represji wobec opozycji w toku prezydenckiej kampanii wyborczej nie zmienia istoty polityki reżimu, której głównym celem jest utrzymanie niepodzielnej władzy Alaksandra Łukaszenki. W ten sposób nomenklatura i organy siłowe otrzymały jasny sygnał, iż autorytarny system władzy pozostaje bez zmian.

Z kolei dla społeczeństwa pacyfikacja demonstracji miała być czynnikiem odstraszającym przed jakimikolwiek wystąpieniami ulicznymi. Można to również interpretować jako prewencyjne ostrzeżenie przed ewentualnymi protestami na tle socjalnym, jakie mogą się pojawić w przypadku prawdopodobnych w przyszłym roku reform gospodarczych i zmniejszenia ulg socjalnych.

W aspekcie zewnętrznym głównym adresatem jest Zachód, w tym przede wszystkim Unia Europejska. Łukaszenka pokazał, iż będzie samodzielnie określał warunki i obszary współpracy z UE, niezależnie od stanowiska drugiej strony. Jednocześnie wydaje się, że wydarzenia 19 grudnia mają być również sygnałem dla Kremla, iż białoruski system władzy jest na tyle skonsolidowany, że tylko Łukaszenka może być partnerem dla Rosji. W związku z tym żadne ewentualne próby wspierania części białoruskiej opozycji lub poszukiwania poparcia w prezydenckim otoczeniu nie przyniosą spodziewanych rezultatów.

Wydaje się, iż jedną z przyczyn, dla których Alaksandr Łukaszenka zdecydował się na demonstrację siły, było poparcie, jakie uzyskał przed wyborami od strony rosyjskiej. 9 grudnia podczas szczytu w Moskwie przywódcy Rosji, Białorusi i Kazachstanu podpisali siedemnaście porozumień o utworzeniu Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej (WPG) – nowej struktury integracyjnej, powstałej z inicjatywy Kremla. Prawdopodobnie w zamian za podpisanie ważnych dla Moskwy porozumień Białoruś uzyskała preferencyjne warunki dostaw ropy naftowej w przyszłym roku. Subsydia te wyceniane są przynajmniej na 2 mld USD. Ponadto, wypowiadając się 20 grudnia nt. białoruskich wyborów prezydenckich, prezydent Rosji Dmitirj Miedwiediew uznał je za wewnętrzną sprawę Białorusi, co można uznać za przejaw politycznego wsparcia ze strony Moskwy.

Wnioski

Wydarzenia w dniach 19-20 grudnia oznaczają zerwanie z obserwowaną od kilku miesięcy polityką ograniczonej demokratyzacji. Wydaje się, iż jest to powrót do starych praktyk reżimu czyli działań skierowanych przeciwko opozycji, niezależnym organizacjom społecznym oraz wolnym mediom na Białorusi.

W aspekcie międzynarodowym powrót białoruskiego prezydenta do polityki represji jest korzystny dla Rosji, utrudnia bowiem dalszą współpracę pomiędzy UE i Białorusią – zarówno w ramach Partnerstwa Wschodniego, jak i na innych płaszczyznach (np. pomocy makroekonomicznej i wsparcia refom). Jest to również sprawdzian dla Zachodu, bowiem brutalne działania wobec opozycji stawiają Brukselę przed koniecznością zrewidowania dotychczasowej polityki wobec Mińska, tak aby podjąć adekwatne działania i zarazem nie doprowadzić do ponownej izolacji Białorusi.

Jednak zaistniała sytuacja w najtrudniejszym położeniu stawia sam reżim, bowiem w razie ponownego kryzysu w relacjach z Rosją (czego nie można wykluczyć) Alaksandr Łukaszenka będzie miał znacznie bardziej ograniczone pole manewru i tym samym będzie zmuszony zrealizować przynajmniej część żądań Moskwy, od lat dążącej do przejęcia kontroli nad białoruską gospodarką.

Marta Jaroszewicz, Kamil Kłysiński

Aneks

Wydarzenia w centrum Mińska z 19 na 20 grudnia br.

(wg czasu białoruskiego)

19.00 – 20.00 – w kierunku Placu Październikowego, wyznaczonego na miejsce powyborczej manifestacji, zmierza m.in. kolumna, licząca ok. 100 osób pod przywództwem jednego z głównych kandydatów opozycji Uładzimira Nieklajewa. Na opozycjonistów napada grupa nieoznakowanych funkcjonariuszy. Nieklajeu – jak i wielu innych – zostaje dotkliwie pobity, a następnie odwieziony do szpitala z podejrzeniem wstrząsu mózgu oraz urazu czaszki. Późnym wieczorem państwowa telewizja pokazuje rzekomo odebrane jego zwolennikom „wyposażenie” do walk ulicznych.

20.00 – 21.00 – na Placu Październikowym gromadzą się zwolennicy opozycji, których liczebność według różnych ocen wynosi od 10 do 20 tys. Wśród protestujących jest większość kontrkandydatów Łukaszenki: Ryhar Kastusiou, Andrej Sannikau, Jarosław Romańczuk, Mykola Statkiewicz, Witali Rymaszeuskij. Mykoła Statkiewicz rzuca hasło podejścia pod Administrację Prezydenta (znajduje się na skraju Placu Październikowego), jednak tłum po napotkaniu blokady milicyjnej skręca w stronę Placu Niezależności, przy którym znajduje się siedziba rządu, parlamentu oraz biura Centralnej Komisji Wyborczej.

21.00 – 22.00 – Demonstracja przenosi się na Plac Niezależności. Jak na razie nie widać większych sił porządkowych i nikt nie zatrzymuje demonstrantów, a przed budynkiem rządowym nie ma szpaleru OMON-u. Milicja przez zainstalowany na samochodzie megafon ostrzega przed konsekwencjami udziału w nielegalnej demonstracji. Jednocześnie grupa niezidentyfikowanych osób usiłuje podejść do głównego wejścia budynku rządowego; organizatorzy ostrzegają uczestników demonstracji przed prowokacją.

22.00 – 23.00 – Według niektórych ocen liczba demonstrantów osiąga ok. 40 tys. osób (jednak bardziej realna wydaje się liczba 20 tys.). Grupa demonstrantów usiłuje sforsować drzwi budynku rządowego, jednak po ich wyłamaniu natykają się na przygotowaną przez OMON barykadę z mebli biurowych. Andrej Sannikau i Mykoła Statkiewicz usiłują przedrzeć się do budynku, w celu poprowadzenia negocjacji z przedstawicielami władz. Do akcji wkracza milicja, usiłując odepchnąć większość demonstrantów od siedziby rządu. Organizatorzy po raz kolejny ostrzegają przed prowokacją służb i nawołują do powstrzymania się przed konfrontacją z milicją.

00.00 – 01.00 – Na placu pojawia się coraz więcej formacji porządkowych. W wyniku negocjacji pomiędzy organizatorami a dowódcami OMON uczestnicy demonstracji zaczynają się stopniowo rozchodzić. Pomimo to, siły porządkowe przystępują do brutalnej akcji pacyfikacyjnej. Wiele osób, w tym kobiety, zostaje pobitych. Obrażenia odnoszą również dziennikarze, w tym również korespondenci zagranicznych mediów. Demonstracja zostaje rozproszona, a część jej uczestników (ok. 500 osób) zatrzymana i wywieziona z placu do aresztów w specjalnych ciężarówkach. Jednocześnie pozostali uczestnicy są wyłapywani na terenie miasta. W sumie, w różnych okolicznościach zatrzymanych zostaje 7 z 9 kontrkandydatów Alaksandra Łukaszenki, poza Jarosławem Romańczukiem oraz Wiktarem Tereszczenko.

W następnych godzinach mają miejsce najścia na mieszkania prywatne działaczy opozycji oraz biura niezależnych organizacji. Aresztowane zostają kolejne osoby. Ze szpitala – pomimo złego stanu zdrowia – zostaje uprowadzony Uładzimir Nieklajeu (jak się potem okazuje, był przewieziony do aresztu śledczego).