Strona główna/Koniec wędrowania

Koniec wędrowania


W dniu 23 marca 1964 roku grupy złożone z urzędników MSW, Komendy Głównej MO i przedstawicieli lokalnych władz terenowych rozpoczęły lustrację zimowisk. Kontrolowano dokumenty, sporządzano spisy, a przede wszystkim – ostrzegano Cyganów o konsekwencjach wyruszenia na tegoroczną, wiosenną wędrówkę. Aby doprowadzić do osiedlenia Cyganów uruchomiono całą dostępną machinę karno-administracyjną. Od tej pory wędrówka i koczownictwo wiązały się z szeregiem utrudnień, których omijanie groziło natychmiastowym egzekwowaniem prawa. Gdyśmy już wyjechali, to milicja zaczęła nas prowadzić. Nie pozwalali prosić, ani wróżyć, nie pozwalali palić ognisk, nie było, na czym ugotować. Jak zapaliliśmy ognisko, dostawaliśmy kolegium – wspomina jeden z uczestników tamtych wydarzeń. Tak zakończył się polski rozdział Baro Drom (Wielkiej Drogi).

Baro Drom – wieczna wędrówka

Cyganie/Romowie[1] to lud wędrujący po całym świecie, nie na stepach, lecz wśród ludów cywilizowanych. Kultura Romów należy do dziedzictwa europejskiego, są oni obywatelami świata, narodem bez własnego państwa. Tylko do nich należy kwestia jego wyboru. Romowie identyfikują się ze swoją rozproszoną grupą, ale też ze społeczeństwem lokalnym, będąc spadkobiercami dwóch kultur: macierzystej i ojczystej.[2]

Wędrówki Cyganów są notowane przez kronikarzy od kilkuset lat. Do dziś Romowie nie zasymilowali się, zachowując własny język i obyczaje.[3] Przeszłość tego narodu niesie ze sobą wiele tajemnic. Przez długi czas nic o Cyganach nie wiedziano, o tym skąd pochodzą oraz jaki kraj reprezentują. Dopiero w XIX wieku językoznawcy, antropolodzy i badacze innych dyscyplin zasugerowali, że jest to lud przybyły z północno-zachodnich Indii. Hipotezy te doczekały się współczesnych potwierdzeń. Zasadniczym aktem ich wędrówki było przybycie przez Bliski Wschód do Europy, co jest jednym z najważniejszych i niepodważalnych faktów w historii. Dziś ten naród spotkać można w prawie każdym zakątku świata, a od pierwszego pojawienia się w Europie nieustannie wędrują po jej krajach.

Wieczna wędrówka ukształtowała w dużej mierze etos Cyganów. Potocznie Romowie tłumaczą swoje dawne wędrowanie w różny sposób, na przykład: „Ciągle szukaliśmy kraju mlekiem i miodem płynącego.”[4] Częste przemieszczanie się wynikało z konieczności zdobywania środków do życia, ale i z niechęci nie-Cyganów do życia w sąsiedztwie z Cyganami. Setki lat prześladowań i wytworzony w ciągu nich etos ucieczkowy sprawiły, że stosunkowo niewielu Cyganów zasymilowało się z resztą społeczeństwa.[5]

Cyganie wędrowali grupami liczącymi od kilkudziesięciu do kilkuset osób. O liczebności grup mówią skąpe i niepełne źródła historyczne.[6] Jednym z najistotniejszych elementów wyróżniających Cyganów spośród otaczającej ludności, a jednocześnie charakterystycznych dla ich kultury było koczowanie oraz  konieczność posiadania środków umożliwiających wędrowanie i życie w czasie wędrówki (dotyczy to nie wszystkich, ale znacznej większości).[7] Obyczaje wśród Romów na całym świecie nie są jednolite, a tradycja Romów wędrownych również ulega zmianom, na które niewątpliwie wpływ miał fakt osiedlania i zmiana trybu życia.

Właściwie prócz typowego dla społeczności romskiej wędrowania (do niedawna powszechnego, obecnie już prawie zanikłego) niezwykle istotną cechą jest podleganie społeczności zwyczajowemu prawu (w grupie Polska Roma[8]romanipen). Pieczę nad jego przestrzeganiem sprawuje zazwyczaj cieszący się dobrą opinią, wybieralny przywódca. Cyganie wędrujący oraz ich potomkowie, w odróżnieniu od Cyganów osiadłych (w grupie Polska Roma określanych jakoBergitka Roma) zachowali też dawny układ społeczny – tradycyjną strukturę plemienną.[9]

Historia osiedlania

Mimo ogromnych prześladowań podczas drugiej wojny światowej oraz strat w liczbie populacji tego narodu Cyganie nizinni po wojnie nadal podróżowali niezmiennie koczując w lasach, na polach i pastwiskach, zaglądając do miast jedynie podczas większych targów i uroczystości, aż do momentu ostatecznego zakończenia cygańskich wędrówek taborami w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Na początku ubiegłego stulecia rządy poszczególnych krajów zainicjowały akcje zmuszające Cyganów do zmiany typowego dla nich, wędrownego trybu życia. W większości krajów próby te osiągnęły skutek. Okres osiedleń Cyganów-wędrowców przypadł na czasy rządów totalitarnych w Europie Środkowowschodniej (choć Cyganów między innymi z tego powodu prześladowano również w innych krajach), gdyż dla żadnego z totalitaryzmów pozostawienie jakiejś grupy mieszkańców kraju poza kontrolą nie było możliwe do zaakceptowania, tyle że różnie określane były doraźne cele, a inaczej je realizowano. W społeczeństwie zorganizowanym, o uporządkowanych rolach i miejscach poszczególnych grup, Cyganie zakwalifikowani zostali jako element aspołeczny i w zgodzie z obowiązującym prawem poddano ich najrozmaitszym postaciom szykan i represjom. [10]

Po II wojnie światowej, po latach hitlerowskiej eksterminacji pozostało w Polsce zaledwie 14-15 tysięcy Cyganów. Powrócili oni do dawnego sposobu życia. Odżyły i rozwinęły się cygańskie wróżby, na leśnych szlakach pojawiły się tabory. Historia nie była dla nich łaskawa także po ustaniu działań wojennych. Władze Polski Ludowej uznały wszystkich Cyganów za element kryminogenny i wprowadziły w stosunku do nich szereg radykalnych posunięć.[11] Działania wstępne, zmierzające do osiedlenia i „produktywizacji” Cyganów rozpoczęły się przeprowadzeniem w grudniu 1949 roku spisu ludności cygańskiej. Już w owym okresie około 25 procent Cyganów prowadziło osiadły tryb życia; ogromna ich większość to mieszkańcy Podkarpacia, przedstawiciele grup z dawna już nie wędrujących.[12] W Polsce pierwszą akcję osiedleńczą zorganizowano w 1952 roku na mocy uchwały Prezydium Rządu (nr 452/52) W sprawie pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły tryb życia.[13] Był to radykalny program zobowiązujący resorty i administrację państwową do zajęcia się losem Romów. Poparto go szeroką kampanią propagandową. Lecz akurat ten zabieg okazał się mało skutecznym pociągnięciem wobec powszechnego wśród tej grupy analfabetyzmu lub lęku przed słowem pisanym na ich temat. Zakrojona na dłuższy czas akcja – zwana też produktywizacyjną – przyniosła skromne efekty, skorzystali z niej głównie Romowie osiadli, którzy przenosząc się ze wsi do miast, uzyskali możliwość zdobycia pracy, mieszkania i wykształcenia.[14] Niewiedza aparatu władzy obróciła się przeciwko niemu. Często występującym zjawiskiem wprowadzającym w błąd, bywało okresowe zgłaszanie się dość licznych grup Cyganów deklarujących chęć osiedlenia się na stałe. Zdarzało się to na ogół jesienią, a po kilku miesiącach, na wiosnę, okazywało się, że chodziło tylko o spokojne przezimowanie pod dachem z zamiarem wyruszenia na wędrówkę, którą rozpoczynali, gdy tylko ociepliło się, opuszczając nagle miejsca zamieszkania i podjętej pracy, nieraz znikając nocą.[15]

Realnym efektem pierwszego etapu akcji osiedleńczej było zatrudnienie pewnej liczby Cyganów osiadłych oraz zameldowanie w stałych siedzibach części Cyganów wędrownych – głównie w miastach i miasteczkach na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Zameldowanie takie nie zawsze oznaczało osiedlenie się, częściej przydział dachu nad głową dawał cygańskim rodzinom trwałe miejsce, z którego mogły wyruszać na sezonowe wędrówki i dokąd powracały przed nadejściem zimy.[16]

To była pierwsza, zorganizowana akcja, która praktycznie nie osiągnęła założonego celu. Według Jerzego Ficowskiego – również przyczyniła się do bardzo złych tendencji. Sprzeciw wobec wędrówek cygańskich rzemieślników, docierających ze swymi usługami – kotlarskimi lub kowalskimi – nawet do zapadłych zakątków kraju, zaczął się stopniowo przyczyniać do ostatecznego zaniku tradycyjnych cygańskich profesji.[17] Poza tym wszystkim otwierała się prosta droga do pasożytnictwa, która wiązała się z kontaktami ze światem przestępczym, co wyniszczało dodatkowo tę grupę.

Akcja przeprowadzona została nieumiejętnie, bez jakiejkolwiek podstawowej wiedzy o kulturze i tradycjach cygańskich. Krytycznej oceny rezultatów uchwały 452/52 dokonało m.in. Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu już w lutym 1953 roku. W piśmie skierowanym do prezydiów rad narodowych stwierdzono: „Faktyczna realizacja tych wytycznych sprowadza się niejednokrotnie do żywiołowej i krótkofalowej akcji przez aparat prezydiów rad narodowych w wypadku przybycia na ich teren wędrującej czy też wpół osiadłej grupy cygańskiej, polegającej na skierowaniu Cyganów do pracy i przydziale pomieszczeń mieszkalnych”.[18]

Wobec całkowitego niepowodzenia pierwszej, powojennej akcji osiedleńczej rząd zadecydował podjąć nowe kroki w celu wyeliminowania koczownictwa Cyganów. Tę szeroko zakrojoną akcję, zmierzającą do ostatecznego osiedlenia koczujących Cyganów, poprzedziła analiza efektów uchwały z 24 maja 1952 roku. Na posiedzeniu Kolegium Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zwołanego na 5 lutego 1964 roku, stwierdzono mizerne efekty uchwały, a właściwie zaniechano jej realizacji. Zdecydowano, iż w tej sytuacji należy podjąć bardziej rygorystyczne kroki, z wykorzystaniem ogólnie obowiązujących przepisów administracyjnych.

Postanowiono przede wszystkim podjąć próbę ewidencji koczowników, ustalenia ich liczebności, miejsc zimowego postoju, wydać im odpowiednie dokumenty tożsamości, poddać wszystkim badaniom lekarskim, zobowiązać do podjęcia stałej pracy, a ich dzieci posłać do szkół.[19] 23 marca grupy urzędników Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW, Komendy Głównej MO i przedstawicieli lokalnych władz terenowych przeprowadziły lustrację zimowisk. Tak zakończył się kolejny etap wielkiego zamiaru ówczesnej władzy osiedlenia wędrownych Cyganów w Polsce.

Jak się okazało zdecydowane podejście do tej kwestii i konsekwentne działania w celu zaniechania koczownictwa doprowadziło do definitywnego końca cygańskich wędrówek. Raz na zawsze zakończył się etap kilkuset wiecznej tradycji, który po dzień dzisiejszy jest bodajże najbardziej charakterystycznym elementem rozpoznawczym tej kultury.

Relacje

Cyganie/Romowie siłą zostają pozbawieni tradycyjnego sposobu życia, który pozwalał im żyć swobodnie, choć w ciężkich warunkach. Większość z nich nie wyobrażała sobie innego egzystowania ani zakończenia wędrówek. Romowie byli przekonani o tym, że wraz z końcem wędrowania ich kultura zniknie, nie będzie istniała. Świadczy o tym charakterystyczna niechęć do podejmowania osiadłego życia oraz teraźniejsze wypowiedzi niektórych koczowników: To była zbrodnia wobec naszej kultury, zamordowali ją. To nie było tyle złe, co hańbiące, to było jak zabrać matce dziecko, które kocha. Tam w taborze, to było niesamowite przeżycie był ruch, bawiliśmy się, były rozmowy, tańce, starzy, młodzi, wszyscy. Ludzie przychodzili sobie wróżyć. Myślę, że starzy dali by radę wrócić, ale ci młodzi to już nie.[20]

Pozbierane przeze mnie relacje Romów, pomimo upływu czasu są świadectwem wydarzeń, które jak się okazuje stały się dla niektórych doświadczeniem dotkliwym, definitywnie poddającym zmianie życie wędrowców, ich dzieci i  kolejnych pokoleń. Tak więc ocena historii z udziałem Romów i państwa trwać polskiego może jeszcze wiele lat, a kwestiami godnymi rozstrzygnięć są wspomnienia, wśród których wiele z przyczyn naturalnych odchodzą w zapomnienie.

A. B.: Moja mama, jak dowiedziała się, że jej nie wolno do lasu jechać, to usiadła na podwórzu i ponad dwie godziny płakała. Ona nie zdawała sobie sprawy jak może żyć, jeżeli ciepło, lato jest, a ona musi w domu siedzieć, ona nie wierzyła, że tak ma być, nie wierzyła, że coś takiego nadejdzie. Nikt nie wierzył, że to nadejdzie.[21]

AH: Śmiano się z takich, którzy się osiedlili, mówili, że taki sprzedał cygaństwo, że niepoczytalny jakiś był.[22]

BH: To było na wiosnę. Już mieliśmy wyjechać, niektórzy Cyganie już powyjeżdżali. Gdyśmy już wyjechali to nas milicja zaczęła prowadzić, nie pozwalali prosić, ani wróżyć, nie pozwalali palić ognisk, nie było, na czym ugotować. Jak zapaliliśmy ognisko, dostawaliśmy kolegium.[23]

ML: Brakowało nam tej przestrzeni, była rzeczka, to przy rzeczkach byliśmy, nawet wyjeżdżaliśmy gdzieś niedaleko, do Wieliczki, miejscowości Winnica, tam rozbijaliśmy namioty, paliliśmy ogniska. Cały czas milicja nam kolegium dawała, no i my musieliśmy sobie jakoś przepowiedzieć do rozumu, że już koniec, bo płacić i płacić, to nie było sensu, a jeszcze płacić za to.[24]

ML: Romowie, niektórzy bardzo młodzi nie mieli dokumentów, dowodu, nie raz zatrzymywani przez policję za coś, szli do kryminału, nie potrafili się wytłumaczyć, nikt ich nie bronił. Ja musiałem wyrobić sobie dowód, jak już miałem 18 lat, bo nie można było chodzić bez dowodu.[25]

MK: W naszej kulturze jest zakaz wykonywania takich rzeczy, dlatego wielu Romów jak nie chciało zamiatać ulic, to szli do więzienia.[26]

AM: Osiedlali nas z największą hołotą, w barakach, w bardzo złych warunkach. Milicja nas bardzo źle traktowała, ciągle nas sprawdzali, czy mamy dokumenty; bywało, że nas bili.[27]

TK: Ja, jak się osiedliłam to miałam jakieś dwadzieścia lat, w barakach mieszkaliśmy, na ulicy Kozienickiej (Radom). Nasza rodzina tam mieszkała, a dużo mieszkało gdzie indziej, a zanim tam się sprowadziliśmy to mieszkali tam Romowie austriaccy, którzy się sami osiedlili, a potem pojechali na Śląsk. Myśmy tam zamieszkaliśmy w 1967 albo 68. roku. Jak nawet tam zamieszkaliśmy, to przyjeżdżali do nas i się zatrzymywali Romowie.[28]

Wozy relikty

Pozostawione wozy cygańskie typu wagonowego, arcydzieła sztuki snycerskiej, z czasem niszczały, do dzisiaj zachowało się jedynie kilka, za sprawą wielokrotnie cytowanego w mojej pracy etnografa, cyganologa, dyrektora Muzeum Okręgowego w Tarnowie Adama Bartosza. Wspomina on: Wraz z etnografem Pawłem Lechowskim wędrowaliśmy po kraju w poszukiwaniu, głównie, wozów cygańskich. Zgromadziliśmy sporą dokumentację fotograficzną tych wozów, które nie używane, dożywały swych dni, niszczejąc w różnych miejscach Polski, tam, gdzie osiedli ich właściciele. Wozy w miarę sprawnie udało nam się kupić.[29] Tak oto ten popularny środek lokomocji, opisuje były koczownik: Robiono wozy do cyrku i dla Cyganów. Okienka miały często witraże, najdroższe były na dachu, oberlufty miały szkła kolorowe. Dla koniucha był duży, piękny, wybijany fotel z ozdobami, tzw. „fotel królewski”. Spało się w środku na tapczanie albo sofie pod pierzyną puchową. Dzieci po jednej albo drugiej stronie wozu, rodzice na podłodze. Był piecyk, żelaźniak – na jedną fajerkę, rura wychodziła przez dach wozu. Okna były rozsuwane, wóz zrobiony był z klepek sandałowych, które nie przepuszczały wilgoci, a były lekkie i piękne. Zwierzęta na wozie były wyrzeźbione z drewna – lwy albo koniki morskie z tyłu wozu, to taki zwyczaj już był z dziada pradziada. Dach drewniany był, pokryty ocynkowaną blachą w kolorze miedzianym. Za taki wóz można było „kamienicę kupić.”[30]

Jak można się domyślać z powyższego opisu, posiadanie takiego wozu wiązało się z poniesieniem ogromnych kosztów jego zakupu, więc nie każda rodzina mogła sobie na taki wydatek pozwolić. Biedny Cygan to miał żelaźniak, słomę na spanie, pałąk mocował, płachtę zarzucał i pod tym spali z rodziną.[31]

Nie raz to jak Cygan biedny był, to i na piechotę musiał chodzić, albo wozem bez budy jeździł, a spał pod namiotem.[32]

Tuż po osiedleniu wozy nie spełniały już ważniejszej funkcji w życiu Romów: My nasz ostatni wagon sprzedaliśmy do muzeum w Tarnowie, inni je palili, z czasem niektóre pozostawione wozy niszczały.[33]

Sprzedawali wozy, często do cyrku, ludzie kupowali. W każdym dużym mieście to było, że ludzie wykorzystywali na taksówki te wozy, jak kiedyś samochodów nie było. Porobili w środku siedzenia, jak w bryczkach i dowozili ludzi ze stacji do domów. Nie było problemów ze sprzedażą takich wozów. Nie raz Romowie i mieszkali zaraz po osiedlaniu w takich domach, albo rąbali na palenie.[34]

W latach siedemdziesiątych po raz ostatni można było zostać naocznym świadkiem wędrówek cygańskich, przez wiele wieków będących niepowtarzalnym zjawiskiem, gloryfikowanym przez artystów, ubarwianym przez opowieści i mity. Niestety po dziś dzień zachowało się zaledwie kilka reliktów tamtych czasów. W trakcie natłoku tych nieuniknionych zdarzeń prawie nikt nie myślał nad zachowaniem „na pamiątkę” choćby jednego wozu, najczęściej jednak były to już rzeczy zupełnie nieużyteczne. Na swojej drodze spotkałam wielu dawnych wędrowców, ich opowieści są unikatem, świadectwem ogromnych przełomów, o których świadomość jest nieznaczna. Osiedlanie to wielka zmiana w perypetiach tej ogromnej pod względem liczby, największej mniejszości narodowej bądź etnicznej[35] w Europie.

Agnieszka Caban


[1] Współcześnie bardziej prawidłowym jest używanie określenia Romowie, natomiast w odniesieniu do przeszłości, w nawiązaniu do historii Romów często używa się określenia Cyganie. Nazwa Romowie nie odnosi się jednak do wszystkich osób pochodzenia cygańskiego. Więcej na ten temat w: A. Bartosz, Nie bój się Cygana, Sejny 2004.

[2] A. Mirga, Romowie w XXI wieku. Studium polityczne, Kraków 1998, s. 24.

[3] T. Pobożniak, Cyganie, s. 3.

[4] H. H., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[5] J. Milewski, Romowie Polscy – Rys historyczny, w: Romowie, bliskie spotkania, red. Jacek Milewski, Suwałki 2003, s. 23.

[6] Tamże.

[7] L. Mróz, Wozy cygańskie, „Polska Sztuka Ludowa”, 1979, nr 2, s. 85.

[8] Polska Romaszczep polskich Cyganów nizinnych, jego przybycie do kraju datuje się na XV wiek. Od tej pory grupa ta porusza się w granicach państwa polskiego, a język, którym posługuje się ten szczep posiada wiele słów zaczerpniętych z języka polskiego

[9] W tym przypadku Cyganie osiadli stanowią grupę nie prowadzącą koczowniczego trybu życia od setek lat, w odróżnieniu do grup koczowników, których tryb życia uległ zmianie dopiero w ciągu ostatniego półwiecza. Grupy wędrowne które dotarły do Polski to Polska Roma, Kelderasze i Lowarzy. L. Mróz,Cyganie, Warszawa 1971, s. 131; A. Bartosz, Nie bój się Cygana, Sejny 2004, s. 170-197.

[10] L. Mróz, Kulturowe skutki akcji osiedleńczej, w: Stanęły wozy kolorowe, pod red. A. Bartosz, Tarnów 1996, s. 10-11.

[11] P. Krzyżanowski, Akcja osiedleńcza ludności cygańskiej w PRL, „Dialog Pheniben”, 1996,  nr 2, s. 13.

[12] J. Ficowski, Cyganie w Polsce. Dzieje i obyczaje, s. 47.

[13] A. Bartosz, Wozy zatrzymane siłą, w: Stanęły wozy…, s. 5.

[14] Tenże, Nie bój się…., s. 148.

[15] J. Ficowski, Cyganie w Polsce…, s. 48.

[16] Tamże, s. 49.

[17] Tamże.

[18] W. Kondusza, Legniccy Cyganie, Romowie, Legnica 2006, s. 16.

[19] Cyt. za A. Bartosz, Wozy zatrzymane… s. 5

[20] G.B., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[21] I.H, wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2006 r.

[22] A.H., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[23]G.B., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[24] M.L, wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[25] M.L. ,wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[26] M. K., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[27] A.M, wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[28] T. K, wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[29] A. Bartosz, Cygańskie wozy…,„Spotkania z Zabytkami”, 1984, nr 1, s. 30-31.

[30] R. K., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[31] R. K., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[32] R. K., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[33] M. K, wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[34] T. K., wywiad przeprowadzony przez autorkę w 2007 r.

[35] Różnie się podaje – w Polsce od 2005 roku jest to mniejszość etniczna.

Kultura Enter
2009/08/09 nr 13/14