Strona główna/966 ROK. Europa nowych początków

966 ROK. Europa nowych początków

W ramach obchodów 1050-lecia chrztu Polaki od 11 do 13 marca 2016 roku odbył się, pod hasłem: Europa nowych początków. Wyzwalająca moc chrześcijaństwa, X Zjazd Gnieźnieński. Poniżej obszerne fragmenty audycji radiowej poświęconej tematowi. Dyskusję prowadził Bartosz Panek.

Bartosz Panek: Na stronie internetowej Zjazdu Gnieźnieńskiego można było wypełniać ankietę. Dała bardzo ciekawe wyniki. Z ponad 180 odpowiedzi na pytanie: Czy Europa potrzebuje nowego początku? – 71 proc. brzmi: Tak. Czy dzisiejsza Europa znajduje się w kryzysie? − niemal 92 proc. ankietowanych odpowiedziało: Tak. Co Pani, Pana zdaniem powinno być fundamentem odnowy Europy i dlaczego ten czynnik? − tutaj sprawa okazała się bardziej skomplikowana i przede wszystkim o tym będziemy rozmawiać. Gośćmi są: ksiądz dr hab. Michał Janocha, biskup pomocniczy diecezji warszawskiej, historyk sztuki, teolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego; dr hab. Krzysztof Wielecki, socjolog kultury, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego; Krzysztof Stanowski, prezes Fundacji Solidarności Międzynarodowej, wcześniej pierwszy Naczelnik Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, także wieloletni urzędnik państwowy. Zastanowimy się, czy Europa tego nowego początku potrzebuje. A może Stary Kontynent potrzebuje po prostu rewolucji? Może „nowy początek” to zbyt delikatne określenie?

prof. M. Janocha: Parę rewolucji już przeżywaliśmy w historii, od francuskiej po bolszewicką, i myślę, że to wystarczy.

prof. K. Wielecki: Sporo napisano o tym, jakie skutki przynoszą rewolucje. Nie ma czego zazdrościć tym, którzy je przeżyli. Natomiast czym innym jest próba przewartościowania tego, co się dzisiaj w Europie dzieje, budowania nowego porządku europejskiego na zmienionych zasadach. O tym warto rozmawiać.

K. Stanowski: […] Warto zauważyć, że przez ostatnie 400 lat w naszej części świata były dwa sposoby, żeby zostać bohaterem narodowym. Pierwszy polegał na tym, żeby zabić bardzo wielu sąsiadów. Drugi na tym, żeby to sąsiedzi zabili nas. Było kilku poetów, którzy też zostali bohaterami, żeby opowiedzieć te historie.

B. Panek: To jest nadal aktualne.

K. Stanowski: Czy jesteśmy więc niewolnikami historii? […] Warto przemyśleć, czy znając historię, szanując ją, pamiętając bohaterów − jestem wychowankiem KUL-u, człowiekiem, któremu tradycja jest bliska − musimy robić dokładnie to, co nas przodkowie i czy to jest najlepsza oferta dla naszych dzieci. Nie jestem tego pewien.

B. Panek: W tych odpowiedziach na pytania w ankiecie bardzo często pojawia się sformułowanie „należy powrócić do korzeni”. Do jakich korzeni? Czy do tych najgłębszych, do modelu ukształtowanego przez pierwsze wspólnoty chrześcijańskiego? Czy może na przykład do 1950 roku, do idei Roberta Schumana, Jeana Monneta i Alcide de Gasperiego?

prof. M. Janocha: Idee, o których pan redaktor wspomniał, polegają właśnie na powrocie do korzeni, bo Europa skonstruowana przez de Gasperiego i Schumana to jest Europa świadoma swoich tradycji i potrójnego korzenia grecko-rzymsko-chrześcijańskiego. Żyjemy w czasach, w których ten ostatni korzeń jest świadomie podcinany. W konstytucji europejskiej − pamiętamy burzliwą dyskusję na ten temat − chrześcijaństwa już nie ma. Myślę więc, że w tym kontekście powrót do początków, przemyślenie tego, co stanowi o substancji Europy, o jej podstawie − jest sprawą fundamentalną.

prof. K. Wielecki: Projekt zjednoczonej Europy, tej powojennej, to oczywiście rezultat doświadczeń wojennych. […]

B. Panek: I też konieczności porozumienia się między Francją a Niemcami, to było kluczowe.

prof. K. Wielecki: Tak, przyczyn było wiele, ale z całą pewnością na początku był to pomysł wypływający z katolickich inspiracji. Tyle że powrót [do korzeni] nie może polegać na tym, że odtworzymy rzeczywistość dawną, bo świat jest inny. Natomiast to spojrzenie, ten sposób rozumienia, po co jest integracja i na jakich zasadach oraz wartościach powinna być oparta, do tego być może warto wrócić. Zwróćmy uwagę, że dopóki Europa była taka, jak ją ojcowie założyciele pomyśleli, całkiem dobrze prosperowała. Kryzys zaczął się wtedy, kiedy weszła, moim zdaniem, w dewiację, kiedy od tych wartości odeszła. Kiedy zaczęła obowiązywać tylko jedna z opcji, myślę tutaj o liberalizmie. Oczywiście można z tą ideą dyskutować, to jest poważna propozycja, ja się z nią nie zgadzam, ale szanuję. Natomiast nie sposób nie zauważyć, że jeżeli się zawęża myślenie do jednej doktryny ekonomicznej, do jednej doktryny dotyczącej systemu wartości i sposobu rozumienia polityki, to ta doktryna zaczyna wekslować tak dalece, że coraz więcej osób […] nie mieści się w tym projekcie. Trzeba uznać, że opcja liberalna jest jedną z wielu. Nie mówiąc o tym, że w sytuacji wielkiego kryzysy ekonomicznego ta opcja jest niewydolna.

B. Panek: Co ma Pan na myśli, mówiąc o dewiacjach, które pojawiły się w ostatnich latach w Europie?

prof. K. Wielecki: […] Mówię jako socjolog. Widzę przełom cywilizacyjny, który od połowy lat 70. następuje. Nikt go nie zaplanował, nikt go też zatrzymać nie może. Nazywam to kryzysem cywilizacyjnym. „Kryzys” z greckiego oznacza przełom, punkt zwrotny, czyli może to prowadzić do czegoś dobrego albo niedobrego, ale zawsze przeżyć taki kryzys jest trudno. Można by tu zastosować porównanie do serfowania po fali. Takie odwrócenie się karty historii jest czymś w rodzaju fali oceanicznej: jedni się cieszą, kiedy fala jest wielka i szybka, bo potrafią się na niej utrzymać, ale innych ta fala zatapia. Otóż, dewiacją nazwałbym próbę poddania się tej fali, uznania, że stan tej zmiany jest normą i że ludzkość do tego dążyła. [Francis] Fukuyama ogłosił koniec historii. Oto […] osiągnęliśmy raj na ziemi, który miałby się lokować w Stanach Zjednoczonych połowy lat 70. i 80 [XX wieku]. A potem się okazało, że cykał zegar wielkiego kryzysu ekonomicznego […]. Krótko mówiąc, nie było to ani mądre, ani prorocze − myślę o tej orientacji nadającej porządek ładowi społecznemu w kilkudziesięciu krajach świata zachodniego.

B. Panek: Liberalna świecka demokracja, mówiąc najkrócej, jako ten najwyższy − Fukuyama o tym pisał − sposób zorganizowania społeczeństw i narodów?

prof. K. Wielecki: Tu chodzi o neoliberalną odmianę, bo liberalizm jest poważną orientacją, z którą można rozmawiać, natomiast neoliberalizm jest doktrynką ekonomiczną… Stoi za tym pewna koncepcja istoty ludzkiej, mianowicie homo oeconomicus, ale jest to myśl żałosna, redukująca człowieka tak niemożliwie, że nikt z nas tak naprawdę, łącznie z neoliberałami, nie zmieściłby się w tym projekcie.

B. Panek: I dlatego niektórzy z internatów postulują powrót do personalizmu, akcentując, że idee [Emmanuela] Mouniera też były w jakiejś mierze próbą odpowiedzi na wielki kryzys z 1920 roku. Inną sprawą, czy były odpowiedzią skuteczną.

prof. M. Janocha: Warto przypomnieć, że personalizm i w ogóle pojęcie osoby ludzkiej w historii myśli europejskiej zostały wprowadzony właśnie przez chrześcijaństwo. Historycznie rzecz biorąc, zaczyna się to od dyskusji nad osobami Trójcy Świętej. To jest fundament, z którego wyrasta Europa. Wydaje się, że jednym z przejawów kryzysu jest odejście od pojęcia osoby ludzkiej, które pojawia się w szeroko pojętym postmodernizmie czy dzisiaj nawet post-postmodernizmie. Pytanie o koncepcję osoby ludzkiej, która stoi u podstaw społeczeństwa i jednostki, dla Europy jest zawsze podstawowe. To są te trzy pytania, które Paul Gauguin zawarł w swoim słynnym obrazie: Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

K. Stanowski: Nasz profesor etyki na KUL-u, Karol Wojtyła, kiedy rozmawialiśmy z nim o harcerstwie, przypomniał słowa [Roberta] Baden-Powella, twórcy skautingu, który w 1935 roku, widząc rosnącą falę nacjonalizmów, obawiając się tego, że wielka wojna może powrócić, rzucił hasło: Szukajcie przyjaciół! I jeśli dziś Europa potrzebuje jakiegoś powrotu, […] to niewątpliwie chodzi o budowanie na wartościach i solidarności. Europa była konstruowana na pomyśle solidarności […]. I o tej solidarności mówi bardzo wielu moich przyjaciół. W ostatnich latach bardzo dużo pracowałem w Ukrainie, Białorusi, Gruzji, Azerbejdżanie, na obszarach aż do chińskiej granicy, i dla mieszkających tam ludzi, szczególnie dla tych na Majdanie, Europa to w pierwszej kolejności poczucie solidarności i wolności. I tym, co nas powinno łączyć w Europie, to z całą pewnością nie tylko układ z Schengen czy urzędnicy w Brukseli, ale przede wszystkim te wartości. […]

B. Panek: Inni powiedzą, Europa to także postawa obywatelska, która wyrasta z dziedzictwa greckiego i rzymskiego.

K. Stanowski: To znaczy chrześcijańska postawa, która zobowiązuje do tego, że jeśli mam poczucie, iż coś złego się dzieje, muszę się zaangażować. Jeśli widzę zło, nie mogę powiedzieć, że to kto inny je wyrządza, kto inny za nie odpowiada. I z drugiej strony − nie mogę się przyłączyć do przemocy, nie mogę zaakceptować zła, uczestniczyć w nim. […]

prof. K. Wielecki: Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście wartości chrześcijańskie powinny być podstawą […]. To oczywiście podlega dyskusji. […]

B. Panek: To też kwestia tego, na ile przyjmujemy, że wartości chrześcijańskie są uniwersalne.

prof. K. Wielecki: Właśnie, znowu socjologiczne trzy grosze dorzucę. Od dawna ludzie wiedzą, że bez wartości się nie da. I na przykład Thomas Hobbes [1588−1679] zalecał, żeby ludzie pooddawali część swoich wartości monarsze, bo ten, nawet jeśli będzie niesprawiedliwy, ustanowi zasady, a przecież wiadomo, że człowiek z natury człowiekowi wilkiem i ludzie się pozagryzają, jeśli władca nie będzie miał wolności wprowadzania porządku. Oczywiście, grozi to zjawiskami, których Europa doświadczyła aż nadto – różnymi formami totalitaryzmu i autokracji.

B. Panek: Chodziło o władcę ziemskiego czy niebieskiego?

prof. K. Wielecki: Hobbes miał na myśli władcę ziemskiego.

B. Panek: Ale jak dzisiaj to rozumieć, skoro żaden władca ziemski nie jest w stanie zapewnić nam bezpieczeństwa?

prof. K. Wielecki: Jest inny pomysł, który można wyprowadzić pewnie gdzieś od [Johna] Locke’a czy Johna Stuarta Milla. Mianowicie pomysł umowy społecznej, że oddajemy kompetencje władcze, czyli część swojej wolności, nie monarsze, tylko państwu. Państwu, które trzeba rozumieć jak coraz bardziej republikański organizm. Ale ta konstrukcja także zawiodła i na przełomie XIX i XX wieku Emile Durkheim zaproponował jeszcze inny rodzaj umowy społecznej. On, syn ortodoksyjnego rabina, ale niewierzący, postulował, żeby, jak ja to rozumiem, przyjąć, że Bóg jest. Durkheim sformułował teorię homo duplex, człowieka rozdwojonego, żyjącego pomiędzy sacrum i profanum. Rzeczywiste uczłowieczenie tego bydlęcia w człowieku, przepraszam, to nie mój język, może wieść wyłącznie przez sacrum. Problem polega na tym, że na przykład dzieci nie chcą się „uczłowieczać” przez sacrum, w związku z tym przeciąga się je na siłę przez szkołę, religię, wychowanie rodzinne. Coraz więcej ludzi odrzuca pomysł, że można się umówić co do obecności transcendencji, która uzasadnia istnienie wartości i sankcji społecznych. Jeżeli tylko dlatego, że tak się umówiliśmy, mamy żyć niewygodnie, to ja wolę żyć wygodnie.

B. Panek: Jak to pogodzić z zasadami państwa świeckiego? Robert Schuman i Alcide de Gasperi byli bardzo ważnymi politykami, ale nie kryli się ze swoją religijnością. Dzisiaj jest to nie do pomyślenia. To wręcz nie przystoi.

prof. M. Janocha: Co więcej i Schuman, i de Gasperi są w tej chwili kandydatami na ołtarze w Kościele katolickim, ale warto sobie uświadomić, sięgając głębiej do średniowiecza, że idea rozdziału Kościoła od państwa to jest idea Europy średniowiecznej, która się zaczęła od walki cesarza z papieżem o inwestyturę. To zjawisko nigdy nie osiągnie po tej stronie życie idealnej harmonii. Natomiast jest zupełnie nieobecne u naszych wschodnich sąsiadów, w kulturze bizantyńsko-ruskiej, która nie przeżyła walki papieża z cesarzem. Wschodnia koncepcja swego rodzaju symfonii władzy świeckiej i duchownej […] jest zasadniczo odmienna od wizji zachodniej.

B. Panek: Spotkanie papieża Franciszka i patriarchy Cyryla w Hawanie jest tego dowodem.

K. Stanowski: Skoro mówimy o wschodzie, […] to ja wspomnę o krymskich Tatarach, muzułmanach, religijnych ludziach, którzy, zdecydowawszy się na powrót ze strasznej deportacji, w tej deportacji w 1944 roku zginęła połowa wywiezionych, stworzyli system demokratycznych wyborów, niemających żadnej legitymizacji państwa. Stworzyli, od poziomu wioski do poziomu narodu, równoległy w stosunku do religii i państwa system demokratycznych procedur, które dziś, w skrajnie trudnej sytuacji ponownej okupacji Krymu przez Rosję, przygotowały ludzi, świadomych swoich wartości i świeckich powinności, do bezprzemocowego działania na rzecz dobra wspólnego. Wartości, które mogą być podstawą do wspólnego budowania, mają więc korzenie w różnych tradycjach i religiach […].

B. Panek: Wróćmy do integracji europejskiej. Koncepcja Schumana, de Gasperiego, także Adenauera jest bardzo mocno osadzona, można zacytować dziesiątki zdań, w ich religijności, ale równocześnie jest to koncepcja społeczeństwa otwartego […]. Oni nie postulują budowy państwa kościelnego. Twierdzą jedynie, że wspólnota powinna być oparta na podstawowych wartościach, w których wiara bardzo mocno gruntuje.

prof. M. Janocha: Myślę, że Zjazd Gnieźnieński może być okazją do przedyskutowania tych historycznych i obecnych modeli funkcjonowania państwa i Kościoła. Przecież one są dynamiczne i bardzo różne − od zupełnej separacji po twórczą współpracę. Tu nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich. Model tych stosunków zależy od historii danego narodu. Warto przypomnieć ten oczywisty fakt, że przecież rok 966 jest w Polsce datą konstytutywną zarówno dla początków Kościoła na naszych ziemiach, jak i państwa.

prof. K. Wielecki: […] Kościół dla swojego dobra powinien chronić autonomię i nie wchodzić bezpośrednio w mechanizmy rządzenia […]. Co nie znaczy, że wszystko wolno. Kościół stoi dzisiaj przed bardzo trudnym zadaniem. Nie sposób nie zauważyć, że w koncepcji społeczeństwa urządzonego przez neoliberałów dominuje postawa, mająca mocne ugruntowanie w bogatej filozofii postmodernizmu, oparta na filozofii z jednej strony dbającej o wolność człowieka, ale z drugiej właściwie pozwalającej na wszystko. […] Trzeba dodać, że czym innym jest poważna rozmowa wybitnych postmodernistów, w rodzaju Zygmunta Baumanna, a czym innym popularna czy wręcz wulgarna wersja postmodernizmu, z której wynika, że jak mam ochotę, to mam do tego prawo, bo każdy ma prawo do tego, na co ma ochotę. Wtedy kończy się jakakolwiek organizacja społeczna. [..].

B. Panek: Wtedy − jak pisze Giorgio Agamben – kapitalizm jako religia ze wszystkich sił dąży nie do odkupienia i nadziej, lecz do winy i rozpaczy. Nie bez znaczenia jest fakt, że Kościół jest teraz dużo słabszy niż był w czasach, do których wielu wypełniających internetową ankietę i wielu uczestników Zjazdu Gnieźnieńskiego chciałoby powrócić. […]

prof. M. Janocha: […] Chciałbym przypomnieć słowa papieża Franciszka, który z jednej strony przypomina nam o rozdziale tych dwóch światów, Kościoła i państwa, ale z drugiej − wzywa ludzi wierzących do tego, abyśmy uczestniczyli w rozwiązywaniu problemów, które stoją nie tylko przed jednostkami, ale i przed państwami. Tak rozumiem apel papieża, żeby każda wspólnota religijna, nie powiat czy samorząd, ale każda parafia znalazła sposób wsparcia lub przygarnięcia jednej rodziny uchodźczej. To jest ten sposób współistnienia − osobno, ale w poczuciu odpowiedzialności i uczestnictwa nie tylko w chwale państwa oraz władzy, ale przede wszystkim w byciu z ludźmi i pomaganiu im.

prof. K. Wielecki: To jest kolejny przykład, jak oderwanie się od wartości utrudnia rozmowę. Oczywiście fajnie byłoby, gdyby każda parafia przygarnęła chociaż jedną rodzinę uchodźczą, ale byłoby to o wiele łatwiejsze, gdyby ta rodzina chciała być przygarnięta, gdyby chciała mieszkać w Polsce, nie na przykład w Niemczech. […] Obowiązkiem wszystkich jest zastanowienie się nad losem uchodźców i znalezienie takiej formuły, która im będzie odpowiadała, a równocześnie pozwoli nam zachować nasze wartości. U źródeł musi leżeć chrześcijańska miłość. Katolikowi nie wolno pozostać obojętnym, ale musi inaczej myśleć niż urzędnicy w Brukseli, którzy proponują inteligentne rozwiązania, oparte na rzetelnych ekspertyzach, tylko nie ma w nich ducha sympatii, miłości, ducha, który skłoniłby do zgłębienia problemów uchodźców, nie zaś statystycznego porozrzucania ich po Europie. Ci ludzie nie chcą być tak potraktowani.

B. Panek: Biurokracja zabija wartości. Dlatego bardzo często Kościół jako instytucja jest mocno krytykowany.

prof. M. Janocha: W Kościele zawsze było napięcie pomiędzy braterstwem i domem, a pierwiastkiem instytucjonalnym i hierarchicznym. Kościół jest jednym i drugim. Kiedy zwycięża pierwiastek instytucjonalno-hierarchiczny, Kościół oddala się od Ewangelii i jest przedmiotem słusznej krytyki. Im bardziej hierarchia służy wspólnocie, […], tym bardziej zbliża się do Ewangelii. Charyzmat papieża Franciszka polega na tym, że w sposób bardzo radykalny o tym nam przypomina.

B. Panek: Czy kryzys wiary wynika z kryzysu Kościoła?

prof. M. Janocha: […] Powiedziałbym, że kryzys Kościoła trwa od dwóch tysięcy lat. Niewątpliwie dzisiaj w Europie Kościół przeżywa głęboki kryzys, natomiast można powiedzieć, że niesłychanie się rozwija się na innych kontynentach. Być może powinniśmy odzwyczaić się od europocentryzmu.

prof. K. Wielecki: Kryzys Kościoła jest powodem odchodzenia ludzi od wiary. Ten kryzys ma wiele wymiarów. Z całą pewnością Kościół nie radzi sobie z przełomem cywilizacyjnym […]. Ale też religia, trzeba to powiedzieć, ze swoimi wartościami i wymaganiami przysparza współczesnemu człowiekowi cywilizacji zachodniej licznych problemów. Trzy grosze psychologiczne dorzucę. […] Czytałem raport, z którego wynika, że w kręgu cywilizacji zachodniej 42 proc. ludzi cierpi na depresje. […] Ludzie gubią się w tym przełomie cywilizacyjnym i koncentrują na sobie. To jest regresja, wracamy do egocentryzmy, do tego, co jest ostoją tożsamości, do własnego ja. W rezultacie, jeśli ktoś od nas wymaga, byśmy miłowali bliźniego, to nie rozumiemy, niby dlaczego mielibyśmy to robić.

[…]

B. Panek: Ostatnie pytanie, które kończy, ale i otwiera dyskusję. Czy chrześcijaństwo jest nadal atrakcyjnym projektem – pozwolę sobie użyć korpo-języka?

prof. M. Janocha: Odpowiem słowami Aleksandra Mienia [1935−1990], kapłana prawosławnego zabitego przez tak zwanych nieznanych sprawców: mówią, że chrześcijaństwo się kończy, a ono właściwie ciągle się zaczyna. Chrześcijaństwo ma w sobie nieprawdopodobny potencjał, […]. A gdyby tak biblijnie zdiagnozować sytuację, można by użyć słów proroka Jeremiasza: „opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny popękane”[i].

K. Stanowski: Pracując wśród muzułmanów w Uzbekistanie i Azerbejdżanie widziałem bardzo wielu ludzi nawracających się. Obserwowali przyjeżdżających z Polski katolików i odnajdywali drogę do Boga. Nie dokonywali konwersji na katolicyzm, nie, oni, widząc ludzi mówiących o zupełnie niereligijnych sprawach, rozumieli, że jest coś takiego jak świat wartości, że jest Bóg i wracali do swojego Kościoła. Jeśli tak się działo pod wpływem katolików z Polski, to znaczy, że chrześcijaństwo to wciąż atrakcyjna propozycja. Jeśli na Majdanie ludzie stali na mrozie i przez kilka miesięcy pozwalali do siebie strzelać, po to żeby dołączyć do Europy, takiej jak oni ją widzą, do chrześcijańskiej Europy, tam było przecież wielu duchownych, to znaczy, że to dla nich był ważny projekt.

B. Panek: Powinniśmy zatem spojrzeć na chrześcijaństwo tak jak muzułmanie patrzą na islam?

K. Stanowski: Ale też tak jak muzułmanie patrzą czasem na chrześcijaństwo. I uświadomić sobie, że […] religijny terroryzm, który kojarzymy dziś z Bliskim Wschodem, przez lata był obecny na przykład w Irlandii Północnej. Powinniśmy pamiętać i próbować rozmawiać i o tych pięknych, i tych trudnych kartach historii.

prof. K. Wielecki: Mogę tylko powiedzieć, że dla mnie chrześcijaństwo jest bardzo atrakcyjną propozycją. Zupełnie nie wiedziałbym, jak w tych trudnych czasach zachować radość ducha i kondycję psychiczną bez katolicyzmu, ale mam świadomość, że dla wielu moich znajomych, w tym tych, których bardzo szanuję i lubię, taką propozycją nie jest.

Panek: Na pewno pięknie będą różnić się także uczestnicy Zjazdu Gnieźnieńskiego.

Zapis dyskusji (obszerne fragm.) z audycji O wszystkim z kulturą, wyemitowanej 7 marca 2016 roku na antenie radiowej Dwójki. Prowadzenie: Bartosz Panek, Goście: ks. biskup prof. Michał Janocha, Krzysztof Stanowski, prof. Krzysztof Wielecki. 

Wszystkie przypisy w kwadratowych nawiasach pochodzą od redakcji.

[i] Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody – Księga Jeremiasza, 2, 14.

Trzy filary kultury europejskiej: demokracja ateńska. Na fot. ostrakon (ostraka), gliniane naczynie służące jako rodzaj karty do głosowania, z imieniem Temistoklesa (ok. 482 p.n.e.), znalezione w poblizu Akropolu w Atenach. Fot. za: Wikipedia

Trzy filary kultury europejskiej: demokracja ateńska. Na fot. ostrakon (ostraka), gliniane naczynie służące jako rodzaj karty do głosowania, z imieniem Temistoklesa (ok. 482 p.n.e.), znalezione w poblizu Akropolu w Atenach. Fot. [za: Wikipedia]

Trzy filary kultury europejskiej: prawo rzymskie. Na fot. - Łuk Tytusa w Rzymie, z napisem Senatus Populusque Romanus, w skrócie SPQR. Ta łacińska formuła, tłumaczona jako "senat i lud rzymski" pełniła funkcję godła państwowego. Fot. Alexander Z. [za: Wikipedia]

Trzy filary kultury europejskiej: prawo rzymskie. Na fot. - Łuk Tytusa w Rzymie, z napisem Senatus Populusque Romanus, w skrócie SPQR. Ta łacińska formuła, tłumaczona jako "senat i lud rzymski" pełniła funkcję godła państwowego. Fot. Alexander Z. [za: Wikipedia]

Trzy filary kultury europejskiej: chrześcijaństwo. Na fot. - Ichthys (Ichtys), w jęz. starograckim 'ryba', symbol pierwszych chrześcijan i Jezusa Chrystusa. Fot. za: Wikipedia

Trzy filary kultury europejskiej: chrześcijaństwo. Na fot. - Ichthys (Ichtys), w jęz. starograckim 'ryba', symbol pierwszych chrześcijan i Jezusa Chrystusa. Fot. [za: Wikipedia]

Paul Gauguin, Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? (1897–1898).

Paul Gauguin, Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? (1897–1898).

19 marca 1958 w Strasburgu – Robert Schuman idzie na pierwsze posiedzenie Europejskiego Zgromadzenia Parlamentarnego, przekształconego potem w Parlament Europejski. Fot. za: Wikipedia

19 marca 1958 w Strasburgu – Robert Schuman idzie na pierwsze posiedzenie Europejskiego Zgromadzenia Parlamentarnego, przekształconego potem w Parlament Europejski. Fot. [za: Wikipedia]