Strona główna/Nie ma szans na porozumienie zwycięzców i ofiar

Nie ma szans na porozumienie zwycięzców i ofiar

II wojna światowa pozostaje wiodącym tematem polityki pamięci większości państw postsowieckich. Stopniowe „udomawianie” monolitycznego sowieckiego obrazu „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” przebiegało w różny sposób, ale często podobnymi torami. W przypadku Białorusi, Mołdawii czy Ukrainy można zauważyć ewolucję od prostolinijnych schematów narodowych początku lat 90. poprzez zróżnicowaną w natężeniu resowietyzację, aż do poszukiwania modelu narodu politycznego i tożsamości obywatelskiej. Rosja dokonała decydującego zwrotu w stronę patriotycznego dyskursu wojny jako podstawowego komponentu identyfikacji państwa w 1995 roku. W tym roku przypadała pięćdziesiąta rocznica Zwycięstwa, nastąpiło odsłonięcie pomnika na Pokłonnej Górze oraz wznowiono parady wojskowe na 9 maja. Próby stworzenia postsowieckich narodowych narracji wojny w sposób nieunikniony wymagały integracji z nowymi wątkami i nowymi grupami uczestników/ofiar wojny, a także rozwiązania problemów socjalnych weteranów różnych kategorii i grup, między którymi często toczyła się dość ożywiona walka o symboliczny kapitał i ulgi ustawowe.

Z historii statusu weterana w ZSRR

Pod koniec lat 40. po zakończeniu demobilizacji w Związku Radzieckim, uczestnicy wojny przestali istnieć jako prawnie określona grupa i zostali pozbawieni posiadanych wcześniej niewielkich ulg (z wyjątkiem inwalidów wojennych, których oficjalnie podawana ilość była celowo zaniżana, Bohaterów Związku Radzieckiego oraz Kawalerów Orderu Sławy trzech klas). Oznacza to, że na początku polityka państwa skierowana była na społeczną integrację milionów ludzi, którzy wrócili z wojny, a nie na ich statusowe rozróżnienie. Dochodziło do tego, że za zbyt otwarte odwoływanie się do własnych cierpień karano. Prześladowano na przykład żebrzących inwalidów wojennych jako „antyspołeczny element pasożytniczy”.

Odwrotnie niż w innych państwach, które brały udział w wojnie, w Związku Radzieckim nie wolno było zakładać stowarzyszeń kombatantów i inwalidów, a te, które spontanicznie powstały po zakończeniu wojny, zostały od razu zlikwidowane. Do połowy lat 60. dość typową reakcją kombatantów była niechęć do wspominania wojny, co można tłumaczyć m.in. brakiem adekwatnych sposobów wyrażania doświadczenia wojennego (z czasem te sposoby ukształtowały się pod wpływem literatury wojennej, filmów, opublikowanych pamiętników marszałków i generałów).

Oficjalna sowiecka wersja historii wojny (a w jeszcze większym stopniu system ulg ustawowych) nie uznawała nikogo, kto nie został zaliczony do sowieckich weteranów lub pracowników drugiej linii — cała ta grupa została praktycznie pozbawiona głosu. Wielu wojskowych, wziętych w niewolę niemiecką, po zakończeniu wojny trafiało do „rodzimych” obozów koncentracyjnych jako „zdrajcy ojczyzny”. Represjom poddana została duża część ludności z terenów okupowanych przez nazistów, jak również z terytoriów przyłączonych podczas wojny. W oficjalnej wersji wojny nie było miejsca dla wyjątkowej tragedii Żydów (Shoah) ani dla specyficznego doświadczenia nazistowskiej polityki eksterminacji innych grup narodowych (Romów, Tatarów krymskich). Wszystkie ofiary rasistowskiej polityki nazizmu określane są w książkach i w miejscach pamięci jako „pokojowi obywatele – ofiary faszyzmu”. Absolutnym tabu był temat sowieckich deportacji Tatarów krymskich, Czeczenów oraz innych narodów „zdrajców”. Historia ruchu partyzanckiego, czy działań Armii Czerwonej w Europie Środkowej pełna była przemilczanych wątków.

W 1956 roku stworzono Sowiecki Komitet Weteranów Wojny (jako jeden z instrumentów komponentu propagandowego „zimnej wojny”, który sami weterani starali się wykorzystać do obrony własnych interesów). Komitet Weteranów w pełni rozwinął działalność w latach 60. W 1965 roku dzień 9 maja został ustanowiony państwowym świętem Zwycięstwa. „Wielka Wojna Ojczyźniana” faktycznie zastąpiła „Wielka Rewolucję Socjalistyczną” jako ideologiczna podstawa sowieckiego ładu. Począwszy od roku 1965, lista gwarantowanych przez państwo ulg uzupełniana była co pięć lat, tj. do kolejnej rocznicy. Punkt kulminacyjny przypadł na rok 1978, w którym zinstytucjonalizowana została kategoria „uczestnika Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Postanowienie to nie było rezultatem nacisku weteranów na państwo lecz inicjatywą odgórną, ukierunkowaną na stworzenie bazy społecznej coraz mniej pewnego swej siły reżimu komunistycznego. Od tego momentu osoby uprawnione do nazywania siebie weteranami, zmieniły się w dobrze zorganizowaną wspólnotę o określonym statusie — jedną z niezaprzeczalnych ostoi sowieckiego systemu politycznego. Spośród ulg posiadanych przez członków tej wspólnoty należy wymienić m.in. zmniejszoną opłatę za mieszkanie, prawo do bezpłatnych przejazdów w komunikacji miejskiej i międzymiastowej, dopłaty do emerytury, prawo pierwszeństwa w leczeniu itd.

Ponieważ znaczna część ulg zaczęła obowiązywać praktycznie 30 lat po zakończeniu wojny, wielu uczestników działań zbrojnych nie zdążyło z nich skorzystać. Według obliczeń Marka Edele, wśród osób walczących w latach 1939-1946, ludzie w wieku 30-40 lat stanowili 49,6%, weteranów I wojny światowej było 27,5%, natomiast młodzieży, która szła na front wprost ze szkół — 22,9%. Można dodać, że na czele organizacji weteranów prawie zawsze stali generałowie (nigdy zaś — szeregowi żołnierze) i to oni byli głównymi beneficjentami ulg państwowych.

Czasy gorbaczowskiej pierestrojki charakteryzujące się szybkim obniżeniem standardów życia i liberalizacją sfery publicznej, rozpad Związku Radzieckiego oraz bolesna postkomunistyczna transformacja zostały przez większość weteranów odebrane jako okres katastroficznego zaniku ich statusu społecznego oraz rujnacji kapitału społecznego. Od połowy lat 90. w każdym z państw postsowieckich coraz wyraźniej i bardziej autonomicznie kształtuje się polityka wobec weteranów sowieckich i innych grup uczestników/ofiar wojny, które powoli wchodzą na scenę polityczną.

Ulgi ustawowe w postsowieckiej Ukrainie

W spadku po czasach komunistycznych Ukraina odziedziczyła nie tylko współczesne granice, strukturę etniczną i społeczną, system przemysłu i gospodarki rolnej, ale też w dużej mierze paternalistycznie myślące społeczeństwo mające wysokie oczekiwania odnośnie pomocy społecznej ze strony państwa. Za czasów ZSRR, pomimo oficjalnych deklaracji równości społecznej, istniał szeroko rozwinięty system ulg i preferencji dla określonych grup (w pierwszej kolejności pracowników państwowego aparatu partyjnego). System ten obejmował specjalne szpitale, specjalne ośrodki wypoczynkowe, a także możliwość kupowania towarów deficytowych. Przy przechodzeniu do gospodarki wolnorynkowej system ulg zaczął być wykorzystywany jako zamiennik systemu zabezpieczenia socjalnego.

We współczesnej Ukrainie ustanowiono 136 rodzajów wypłat, ulg, dopłat i dotacji. Najliczniejszymi grupami korzystającymi z ulg są:

– weterani wojenni (2,8 mln, 6,1% ludności);

– „dzieci wojny” (6,1 mln, 13,2%);

– osoby, które ucierpiały podczas katastrofy w Czarnobylu (1,9 mln, 4,1%);

– inwalidzi (2,6 mln, 5,6%);

– weterani pracy, czyli osoby, które w momencie odejścia na emeryturę miały 40 lat stażu pracy w przypadku mężczyzn i 35 lat — w przypadku kobiet (prawie 4,6 mln, czyli 10% ludności państwa).

Do tej listy warto dodać 10,5 mln emerytów (13,2% ludności), mających prawo do ulgowych przejazdów, a także niezamożnych obywateli, którym państwo pomaga w zabezpieczeniu potrzeb mieszkaniowych i komunalnych — są to prawie 3-4 mln osób (do 8% ludności).

Kategoria społeczna „weterani wojenni” składa się na Ukrainie z kilku grup:

– uczestników działań zbrojnych (w latach 90. kategorię tę rozszerzono na weteranów wojny w Afganistanie w latach 1979-1989, uczestników interwencji na Węgrzech w 1956 r. oraz w Czechosłowacji w 1968 r., sowieckich wojskowych na Kubie, uczestników operacji pokojowych ONZ oraz innych działań zbrojnych poza granicami Ukrainy);

– inwalidów wojennych;

– uczestników wojny (osoby, które urodziły się przed 1932 r. i pracowały podczas wojny na drugiej linii).

Z upływem czasu uczestników wojny jest na Ukrainie coraz mniej — z prawie 4,5 mln pięć lat temu, ich liczba zmniejszyła się do 3,2 mln w 2006 r., 2,9 mln — w 2007 r., a na początku 2008 r. liczyła już jedynie 2,6 mln osób. Pod względem regionalnym w 2006 r. najwięcej weteranów wojennych mieszkało w obwodzie Donieckim (306 tys. osób), w obwodzie Dniepropietrowskim (245 tys.) i obwodzie Charkowskim (192 tys.).

Spośród milionów ludzi posiadających status weteranów samych uczestników działań zbrojnych jest niewielu. Na dzień 1 stycznia 2004 r. było ich nieco ponad 371 tysięcy. Najmłodsi uczestnicy działań zbrojnych mają już ponad 80 lat i, biorąc pod uwagę krótką średnią długość życia na Ukrainie (62 lata w przypadku mężczyzn i 73 — w przypadku kobiet) oraz zły stan systemu opieki zdrowotnej, ilość osób, które walczyły na frontach nie może przekraczać kilkudziesięciu tysięcy. Największą grupę weteranów stanowią „uczestnicy wojny” (ponad 2,5 mln osób), czyli ludzie którzy w latach 1941-1945 pracowali na drugiej linii. Do tej kategorii należą też osoby, które w latach 1941-1945 odbywały karę w więzieniach lub obozach, osoby, które po 9 września 1944 r. zostały przesiedlone na terytorium Ukrainy z terenów innych państw oraz członkowie rodzin osób, które należą do jednej z wymienionych grup. Wszystkie kategorie „weteranów wojny” mają na Ukrainie zagwarantowane przez państwo następujące ulgi: bezpłatne leki, bezpłatne leczenie sanatoryjno-szpitalne; 75-procentową zniżkę na opłacenie mieszkania i usługi komunalne; bezpłatny przejazd wszystkimi rodzajami transportu miejskiego, zwolnienie z płacenia podatku dochodowego od całego dochodu, i w końcu — symboliczną coroczną pomoc materialną, której kwota waha się między 55 a 450 hrywien.

Co jakiś czas rozlegają się głosy, by usystematyzować prawo „ulgowe” i ograniczyć ilość osób uprawnionych do różnego rodzaju przywilejów. Należy podkreślić, że w obecnej chwili na Ukrainie 28% ludności zalicza się do jakiejś kategorii ulgowej, a na ich potrzeby socjalne przeznaczane jest 21% produktu krajowego brutto. Jednak państwo nie czyni żadnych realnych kroków w kierunku wspomnianego uporządkowania problemu, z powodu polityzacji wszystkich sfer polityki społecznej oraz traktowania ulg jako instrumentu do zdobycia przychylności w kolejnych wyborach. Jaskrawym przykładem może być „Ustawa o zabezpieczeniu socjalnym dzieci wojny”, którą w przededniu Pomarańczowej Rewolucji podpisał Leonid Kuczma. Prawo to nadało status „dzieci wojny” wszystkim obywatelom Ukrainy, którzy 1 września 1945 roku nie ukończyli 18 lat. W ten sposób pod koniec 2004 r. prawie 8 milionów Ukraińców otrzymało następujące ulgi: 10-procentowy dodatek do emerytury, prawo do subsydiów mieszkaniowych, prawo pierwszeństwa w otrzymaniu pracy oraz zachowanie pracy podczas redukcji etatów a także prawo do pierwszeństwa w otrzymaniu ziemi. Pomimo absurdalności tego postanowienia (w budżecie państwa chronicznie brakuje środków na reformy strukturalne), pozostaje ono w mocy do dnia dzisiejszego.

Problem statusu weteranów UPA

Ukraińskie podziemie narodowe działało do końca lat 50. na terytoriach obwodów przyłączonych do ZSRR po 1939 r. wskutek sowiecko-niemieckiej agresji na Polskę. W ramach działań ukierunkowanych na zwalczanie tego ruchu oraz sowietyzację Zachodniej Ukrainy w ciągu kliku lat po wojnie zabito 153 tys., aresztowano 134 tys. i deportowano w głąb ZSRR ponad 203 tys. mieszkańców regionu. Innymi słowy represjom poddane zostało ponad 10% ludności obwodów Zachodniej Ukrainy. Fakt ten odcisnął trwałe piętno na pamięci historycznej miejscowej ludności, której sympatie do Ukraińskiej Powstańczej Armii, według samych działaczy UPA, spowodowane były raczej pobudkami narodowymi i patriotycznymi, niż poparciem dla jej programu politycznego bądź socjalnego.

Na przełomie lat 80. i 90. odwoływanie się do antysowieckiej działalności UPA stało się jednym z najważniejszych akcentów ideologicznych. Wtedy też zaczęto stawiać pomniki Stepanowi Banderze i innym dowódcom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, co miało na celu desowietyzację przestrzeni miejskiej. Ponieważ budowa pomników leży w gestii samorządów, niepotrzebne było pozwolenie z Kijowa. Do wyboru właśnie Stepana Bandery na głównego bohatera, choć zabrzmi to paradoksalnie, przyczyniła się sowiecka propaganda, która nadawała mu rolę antybohatera numer jeden. Desowietyzacja miała się odbyć analogicznie według zasady radykalnej zmiany znaku minus na plus. I jednym z jej (możliwe, że nieświadomych) przejawów stało się wznoszenie Banderze pomników w stylistyce pomników sowieckich generałów i partyzantów.

Ale lokalny szacunek do Bandery i UPA nie rozwiązywał problemu statusu prawnego weteranów tej organizacji oraz oficjalnego uznania bądź nie uznania przez państwo ich udziału w walkach. Nie rozwiązywał tej sprawy również punkt 16 listy osób należących do uczestników „działań wojennych”, w ustawie „O statusie weteranów wojny i gwarancjach ich socjalnego zabezpieczenia” z 22 października 1993 r. Punkt ten nadawał status weteranów „żołnierzom Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy brali udział w działaniach zbrojnych przeciwko niemiecko-faszystowskim najeźdźcom na tymczasowo okupowanym terytorium Ukrainy w latach 1941-1944, którzy nie dokonali czynów przeciwko pokojowi i ludności oraz zostali zrehabilitowani zgodnie z ustawą «O rehabilitacji ofiar represji politycznych na Ukrainie»”. To znaczy prawo nadało status tym żołnierzom UPA, którzy walczyli przeciwko „niemiecko-faszystowskim” najeźdźcom, natomiast w żaden sposób nie odniosło się do antysowieckich działań partyzantów, w szczególności po 1944 roku.

Pierwszą komisję parlamentarną w celu zbadania działalności podziemia narodowego stworzono jeszcze w 1991 r., jednak jej zbyt gloryfikujące podejście i całkowicie bezkrytyczne wnioski co do historii UPA (przygotowane przez historyka Wiktora Kowala) nie zostały przyjęte przez komunistyczną większość (warto przypomnieć — tę samą, która uchwaliła wszystkie podstawowe akty niepodległości Ukrainy). W 1997 r. już za czasów prezydenta Leonida Kuczmy, który starał się prowadzić politykę „wielowektorowości”, nie tylko w zakresie polityki zagranicznej, ale i historycznej, w celu prawnej oceny działalności UPA stworzono Komisję Rządową, a przy niej — Grupę Roboczą historyków ze Stanisławem Kulczyckim na czele. We wnioskach stwierdzono, że charakter ideologii OUN był w założeniach autorytarno-nacjonalistyczny ale też wzywano do „odbudowy sprawiedliwości historycznej” oraz oficjalnego uznania żołnierzy UPA za weteranów wojennych. W lipcu 2004 r. kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi, rząd zaproponował parlamentowi, by nadać żołnierzom UPA status weteranów. Posłowie tej propozycji nie przyjęli, co z cała pewnością świadczy, że prezydent Kuczma nie był dostatecznie zainteresowany takim postanowieniem.

Kolejny prezydent — Wiktor Juszczenko, który doszedł do władzy dzięki Majdanowi (na którym, przypomnijmy, powiewały też czerwono-czarne flagi UPA), poczynił próbę rekonceptualizacji obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja, wezwał weteranów do pogodzenia się i zaproponował wizję wojny, w której Ukraińcy walczyli po dwóch stronach frontu, ale o wspólną sprawę — „niepodległą Ukrainę”. Być może, mając na względzie ten cel strategiczny, prezydent w pierwszych latach swojej kadencji nie naciskał na rozwiązanie problemu prawnego statusu żołnierzy UPA. A po kilku latach, kiedy poziom zaufania do jego osoby istotnie spadł, poruszanie tej kwestii w parlamencie było skazane na porażkę.

Po pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2010 r., w których zdobył 5,45% głosów, Wiktor Juszczenko niespodziewanie nadał Stepanowi Banderze tytuł „Bohatera Ukrainy”. Wydarzenie to wywołało nawałnicę negatywnych reakcji poza granicami Ukrainy (przede wszystkim w Polsce, Rosji i w Izraelu), a nawet prośbę Parlamentu Europejskiego do nowego prezydenta Wiktora Janukowycza, by zweryfikował postanowienie poprzednika. Co istotne, ani decyzja prezydenta Juszczenki, ani postanowienie donieckiego sądu o jej niezgodności z prawem, nie rozwiązały ani prawej, ani symbolicznej kwestii obecności podziemia narodowego we współczesnym ukraińskim obrazie II wojny światowej. Nie przyczynił się też do rozwiązania wspomnianych problemów podpisany w ostatnich dniach prezydentury dekret prezydenta Juszczenki z 28 stycznia 2010 r. „O uczczeniu uczestników walki o niepodległość Ukrainy w XX w.”, wzywający rząd do opracowania projektu ustawy „O statusie prawnym uczestników walki o niepodległość Ukrainy w XX w.”. Pytanie, dlaczego wezwanie to pojawiło się dopiero w ostatnich dniach prezydentury Juszczenki, można uznać za retoryczne.

O ile o problemie uznania przez państwo statusu prawnego i przyznaniu ulg decyduje najwyższa władza prawodawcza — parlament, o tyle wprowadzenie w życie prawa z 1993 r. oraz inicjatywy odnośnie określonej pomocy materialnej poszczególnym grupom społecznym, zależą od woli miejscowego samorządu. Dlatego na ulgi oraz gwarancje socjalne dla byłych żołnierzy UPA istotny wpływ ma podejście do tematu samorządu w danym regionie Ukrainy. Na przykład we Lwowie weterani UPA (w mieście mieszka ich prawie 590) co miesiąc otrzymują dodatek do emerytury — 500 hrywien z budżetu miasta, są też zwolnieni z opłat komunalno-mieszkaniowych. We wsiach obwodu lwowskiego, gdzie możliwości budżetowe są skromniejsze, dopłaty do emerytury wahają się w granicach od 50 do 200 hrywien. W sierpniu 2005 r. Wołyńska Rada Obwodowa uznała UPA za stronę-uczestnika II wojny światowej, a jej weteranów — „za bojowników o wolność i niepodległość Ukrainy na terytorium Wołynia”. Adekwatnie uchwalono ulgi analogiczne do ulg dla weteranów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, ale z budżetu samorządowego. 17 czerwca 2009 r. obwodowa rada w Tarnopolu zarekomendowała ustanowienie w ramach własnego budżetu obwodowego dodatku do emerytury dla weteranów UPA w wysokości 100%. Tak więc wielkość wsparcia dla weteranów UPA zmienia się w zależności od regionu i możliwości władz samorządowych. Natomiast wśród samych byłych upowców co jakiś czas rozbrzmiewają głosy, że w niepodległej Ukrainie byli żołnierze UPA, czy byli więźniowie polityczni w dalszym ciągu mają o wiele niższe pensje niż pracownicy KGB, czy innych sowieckich organów karnych.

Organizacje kombatanckie i ich rola w ukraińskiej polityce

Organizacja Weteranów Ukrainy, na czele której aż do śmierci stał generał wojska, poseł Rady Najwyższej z ramienia Komunistycznej Partii Ukrainy Iwan Herasymow, pozostaje bastionem sowieckiego punktu widzenia historii wojny i w sposób niedwuznaczny występuje jako jeden z retranslatorów politycznych haseł KPU. W październiku 1996 r. w Kijowie odbył się zjazd założycielski alternatywnego Wszechukraińskiego Związku Weteranów II Wojny Światowej, na którym opowiedziano się za „odcięciem od proimperialnych działań i planów odrodzenia Związku Radzieckiego Organizacji Weteranów, na czele której stoi towarzysz Herasymow” oraz za „zjednoczeniem w wysiłkach wszystkich weteranów, którzy szanują i wspierają Konstytucję Ukrainy, jej niepodległość, a tym samym sprzyjają konsolidacji ukraińskiego społeczeństwa”. Na czele nowego związku stanął uczestnik wojny, walczący w szeregach Armii Czerwonej, słynny fizyk teoretyczny, znany ze swych wystąpień patriotycznych, poseł Ihor Juchnowski (przez dziesięć lat, do 2006 r., stał na czele Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej). Wszechukraiński Związek Weteranów zadeklarował swoje „propaństwowe” stanowisko i wspierał ideę prezydenta Juszczenki odnośnie pojednania weteranów wojennych. Mimo, że nowy związek ustępował prokomunistycznej Organizacji Weteranów zarówno pod względem liczebności, jak i wpływów, udało się dzięki niemu osiągnąć pewien pluralizm wystąpień kombatanckich w sferze politycznej.

O charakterze współpracy (a dokładniej jej braku) tych dwóch organizacji świadczyć może ich reakcja na wspominane już postanowienie Juszczenki o nadaniu tytułu „Bohatera Ukrainy” Stepanowi Banderze. W odezwie Organizacji Weteranów, napisanej językiem sowieckiej propagandy, stwierdzono, że „we współczesnym świecie nie ma chyba państwa, gdzie tak otwarcie zachęcałoby się do nacjonalistycznego faszyzmu i podważało, w dodatku w 65 rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem, decydującą rolę, jaką odegrał naród radziecki, a w tym — ukraiński”. W odezwie będącej odpowiedzią Wszechukraińskiego Związku Weteranów, napisanej w podobnie nieprzejednanym propagandowym duchu, podkreślano, że konkurencyjna organizacja „reprezentuje wyłącznie weteranów-kolaborantów — wiernych popleczników krwawej totalitarnej partii komunistycznej martwego już Sojuzu, tych samych wiernych «leninistów i stalinistów», którzy usiali Ukrainę grobami w latach głodu i masowych mordów”.

Jednak zasadniczo udział organizacji kombatanckich w politycznym życiu Ukrainy jest dość ograniczony. W odróżnieniu od sąsiedniej Rosji, czy Białorusi, gdzie „apelem weteranów” tłumaczono dogłębną rewizję szkolnych podręczników historii, a nawet prześladowania niewygodnych dla władzy czasopism, stron internetowych i dziennikarzy. Wielomilionowa grupa „weteranów” na Ukrainie jest raczej społecznie bezkształtna i bierna, choć to właśnie w jej imieniu Partia Komunistyczna na 9 maja 2010 r. rozwieszała w Ługańsku plakaty ze Stalinem, a w Zaporożu postawiła pomnik „wodzowi narodów”, który podczas kontroli prokuratorskiej okazał się być „elementem ozdobnym” komitetu obwodowego KPU. Jako wcześniejszy przykład nacisków politycznych w imieniu weteranów można podać chyba tylko przywrócenie do podręczników szkolnych terminu „Wielka Wojna Ojczyźniana” (dyskusja parlamentarna na ten temat odbyła się w połowie lat 90.) Ale zabieg ten nie wpłynął na ogólny schemat interpretacyjny podręcznika, dość konsekwentnie zorientowanego na konwergencję sowieckiej i narodowej narracji wojny. Spowodowało to jedynie dość groteskowy terminologiczny zamęt w rodzaju „narodowe podziemie w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

Tak jak nie istnieje jedna organizacja weteranów sowieckich, tak nie ma i jednego związku weteranów UPA. Tym bardziej, że od czasów wojny do dziś istnieją różne, często antagonistyczne organizacje, które podchodzą od dwóch frakcji OUN — banderowskiej (która zawsze miała opinię rewolucyjnej i bardziej radykalnej) i melnykowskiej (umiarkowanej i bardziej kompromisowej). Jest też zrozumiałe, że ilość weteranów UPA nie przewyższa kilku tysięcy osób, mają oni jednak poważny symboliczny kapitał w oczach części ukraińskiego społeczeństwa. W przededniu wyborów prezydenckich w 2010 r. Wszechukraińskie Bractwo OUN-UPA wystąpiło z odezwą, w której nawoływano naród ukraiński i wszystkich „patriotycznych” kandydatów na prezydenta, by zjednoczyć się wokół kandydatury Wiktora Juszczenki, który jako jedyny, według nich, „zdolny jest do sprawiedliwego przeciwstawienia się Miedwiediewowi i Putinowi oraz zagwarantowania Ukrainie niepodległości”. W tej odezwie mieści się bezpośrednia krytyka Oleha Tiahnyboka — najbardziej radykalnego pod względem retoryki kandydata na prezydenta, który podczas kampanii intensywnie powoływał się na walki UPA i jednocześnie starał się wykorzystać na Ukrainie antyimigracyjne hasła skrajnie prawicowych polityków europejskich tamtego okresu. Autorzy odezwy wyrażali niezadowolenie, że Tiahnybok nie potrafi zrezygnować z własnych ambicji na korzyść Juszczenki. Jednocześnie sztab Tiahnyboka rozpowszechniał inną „Odezwę weteranów UPA do Ukraińców”, która wzywała do głosowania wyłącznie na Tiahnyboka, który jako jedyny ze wszystkich kandydatów okazał „prawdziwy szacunek” UPA. Wystarczy dodać, że na wyborach prezydenckich Oleh Tiahnybok otrzymał 1,43% głosów.

Inne kategorie ofiar wojny

W piosence Bułata Okudżawy napisanej w roku 1970 do filmu „Dworzec Białoruski” w genialny sposób uchwycona została jedna z głównych idei sowieckiego obrazu wojny: „I potrzebne jest nam jedno Zwycięstwo, / Jedno na wszystkich, cena nie gra roli”. Ten właśnie zwrot — „cena nie gra roli” – niezwykle trafnie pokazuje miejsce ofiar na mapie wojny. Cena Zwycięstwa, stosunek dowodzących do życia szeregowych żołnierzy — to tematy, które nie należały za czasów ZSRR do najchętniej poruszanych. O ofiarach wśród ludności cywilnej mówiono głównie w kontekście okrucieństwa niemieckiego reżimu okupacyjnego. Przy tym, jak już wspomniano na początku, nie było w tej narracji miejsca dla specyficznej żydowskiej, czy romskiej pamięci o polityce nazistowskiej. A już tematy represji wobec mieszkańców okupowanych terytoriów po odnowieniu władzy radzieckiej, czy masowych deportacji w latach 1944-1946 i stosunku ZSRR do sowieckich jeńców wojennych pozostawały całkowicie przemilczane.

Wiadomo, że na przymusowe roboty do Trzeciej Rzeszy wywieziono nieomal 6 mln ludzi, z których 2 mln 175 tys. było obywatelami ZSRR, a 1 mln 662 tys. — obywatelami Polski. W 1994 r. stworzono w Niemczech specjalny Fundusz, który miał wypłacać rekompensaty byłym ostarbeiterom. Od lipca 2001 do grudnia 2006 468 tysięcy obywateli Ukrainy otrzymało rekompensatę finansową od niemieckiej Fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość”. Dawni więźniowie obozów koncentracyjnych i gett dostali po 15 tys. euro, więźniowie obozów i więzień od 5 do 12 tysięcy, przymusowi robotnicy w przemyśle po 4300, a przymusowi robotnicy w gospodarstwach wiejskich po 1500 euro. Dla większości osób, które otrzymały tę pomoc materialną, była ona ważnym wsparciem w warunkach transformacji ekonomicznej na Ukrainie. Choć dało się też słyszeć protesty przeciw stopniowaniu ofiar i przeciw różnicom w wysokości rekompensat przyznawanym dawnym obywatelom ZSRR i obywatelom innych państw (szczególnie, że wypłaty dla polskich ostarbeiterów były pięciokrotnie wyższe).

Były także próby rozszerzenia wypłat przewidzianych przez ustawę o Fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość” na specyficzną grupę ofiar nazizmu, jaką są sowieccy jeńcy wojenni. Związek Radziecki nie podpisał Konwencji Genewskiej z 1929 roku o prawach jeńców wojennych, a rasistowska ideologia nazizmu uznawała Słowian za „rasę niższą” i dlatego los 3 milionów jeńców wojennych z Armii Czerwonej był przerażający: ponad półtora miliona zginęło z głodu lub wskutek nieludzkiego traktowania w niemieckich obozach koncentracyjnych. (Ci, którym udało się przeżyć, po wojnie ponownie trafili do obozów, tym razem sowieckich). Do sądu administracyjnego w Berlinie trafił pozew o ponowne rozpatrzenie sformułowania ustawy, zgodnie z którym „przebywanie w obozach jenieckich nie jest podstawą do otrzymania rekompensaty” (co znamienne z pozwem nie wystąpiła organizacja jeńców wojennych, tylko grupa rosyjskich i niemieckich historyków oraz prawników), ale procesu nie udało się wygrać. Innymi słowy — sowieccy jeńcy wojenni pozostają chyba najbardziej wiktymizowaną i najmniej uznawaną grupą ofiar nazizmu.

O ile dawni ostarbeiterzy otrzymali pomoc z Niemiec i z Austrii (Austriacy w 2006 r. przeznaczyli 25 milionów euro na program zapraszania na naukę potomków ofiar przymusowej pracy w Rzeszy), a ofiary Holokaustu do tej pory otrzymują regularną pomoc z USA, Niemiec i Izraela, o tyle pytanie o rekompensaty dla ofiar sowieckiej deportacji Tatarów krymskich nawet nie zostało jeszcze zadane. Na Ukrainie do tej pory nie uchwalono ustawy o odzyskaniu praw przez osoby deportowane ze względu na przynależność narodową, co sprawia, że kwestie własności ziemskiej, polityki oraz kultury są na Krymie szczególnie drażliwe. Sytuację pogarsza wzrost poczucia obcości i braku zaufania pomiędzy głównymi grupami narodowymi półwyspu: rosyjskojęzyczną większością, w skład której wchodzą (jak wskazują badania socjologiczne) zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy oraz krymsko-tatarską mniejszością, która uzyskała pozwolenie powrotu na Krym z miejsc deportacji (przede wszystkim z Uzbekistanu) dopiero pod koniec lat 80. Sytuacja ofiar powojennych „wymian ludności” pomiędzy Polską i Związkiem Radzieckim różni się głównie tym, że ludzie ci po rozpadzie ZSRR nigdy nie powrócili do dawnego miejsca zamieszkania.

Wnioski

II wojna światowa pozostaje głównym wydarzeniem dla historycznej samoświadomości współczesnego społeczeństwa ukraińskiego. Rozpad ZSRR oznaczał jednocześnie rozpad oficjalnego jednolitego obrazu wojny, do którego alternatywy tworzą się dopiero teraz. We współczesnej Ukrainie istnieje kilka grup weteranów oraz/lub ofiar wojny różniących się między sobą liczebnością, aktywnością polityczną, kapitałem symbolicznym oraz wielkością uzyskiwanych ulg państwowych.

Większość weteranów, zarówno sowieckich, jak i UPA jest przeciwna utrwalaniu humanistyczno-wiktymizacyjnego obrazu wojny: chcą widzieć się bohaterami — zwycięzcami, a nie ofiarami walki systemów politycznych. Jednocześnie obie grupy uważają, że poniosły materialną i moralną porażkę. Współczesna Ukraina jest zbyt daleka od wizji państwa, za które przelewali krew żołnierze Armii Czerwonej i bojownicy UPA. Ba, każda z grup uważa, że to właśnie ona jest upośledzona, podczas gdy druga grupa otrzymuje zbyt wiele ulg i uwagi ze strony państwa. Demonstracyjnie odrzucają propozycję rozpoczęcia dialogu ze stroną przeciwną (oczywiście, są pojedyncze wyjątki, ale tylko potwierdzają regułę); i organizacje weteranów Armii Czerwonej, i Bractwa Wojaków UPA prezentują zadziwiające przywiązanie do propagandowej retoryki czasów wojny. W tej kwestii są do siebie bardzo podobne.

Poprzez archaiczność retoryki, a jeszcze bardziej poprzez własny brak konsolidacji, organizacje weteranów nie odgrywają widocznej roli w ukraińskiej polityce. Próby instrumentalnego wykorzystywania „odezw weteranów” czy „żądań weteranów” do rozwiązywania pewnych politycznych kwestii mają na Ukrainie o wiele mniejsze znaczenie, niż w Rosji czy na Białorusi, gdzie kontrolowane przez państwo monolityczne struktury weteranów pełnią ważną funkcję w legitymizacji poszczególnych decyzji tamtejszych reżimów politycznych.

Ogólnie rzecz biorąc, weterani wolą unikać prezentowania się w kategoriach ofiary (chyba że w kontekście współczesnych niskich gwarancji socjalnych). Właśnie to nierzadko powoduje niechęć do ostarbeiterów: „my broniliśmy państwa i dostajemy nędzne grosze, a oni pracowali na wroga i kąpią się w złocie”. Dawni ostarbeiterzy, ofiary Holokaustu czy sowieccy jeńcy wojenni są praktycznie nieobecni w przestrzeni publicznej Ukrainy. Narodowo zabarwiona pamięć Żydów czy Tatarów krymskich o latach wojny jest podstawą tożsamości tych grup, ale pozostaje poważny problem z integracją tej pamięci (warunkiem wstępnym jest nierzadko jej przełożenie) z ukraińską narracją o II wojnie światowej.

Ta narracja formuje się stopniowo, jest pełna sprzeczności, jednak analizując wszystkie lata niepodległości, można wyodrębnić kilka cech stałych. Jedną z nich jest wiktymizacja. Na poziomie oficjalnej samoprezentacji Ukrainy elementy obrazu narodu — ofiary dwóch totalitaryzmów przeważają nad elementami obrazu jednego ze zwycięskich państw. Ukraińskie podręczniki szkolne świadomie przeciwstawiają zbrodnie i pomyłki kierownictwa partyjnego i sowieckich dowódców cierpieniom i heroizmowi zwykłych obywateli. Bardzo problematyczna z historycznego punktu widzenia teza o „jedności narodu ukraińskiego w czasie wojny” ma na celu ukształtowanie na Ukrainie narodu politycznego. A sprzeczne procesy owego formowania, w państwie, w którym nie funkcjonuje typowy centralno-europejski schemat „jeden język — jedna religia — jeden naród” są jednym z najciekawszych politycznych i kulturalnych fenomenów dzisiejszej Europy.

Andrij Portnow, Tetiana Portnowa

Tłumaczenie z języka ukraińskiego Justyna Marciniak

Krytyka, listopad-grudzień 2010 r.