Strona główna/Taniec ma głos – I Kongres Tańca, 27-29 kwietnia 2011

Taniec ma głos – I Kongres Tańca, 27-29 kwietnia 2011

Pierwsze wrażenia po Kongresie Tańca koncentrują się wokół wyliczenia niedostatków i wieloletnich zaniedbań w polskim tańcu. Właśnie tego należało się spodziewać. Strumień rozterek musiał w końcu znaleźć swoje ujście na forum publicznym, a wątpliwości zostać głośno nazwane. Wniosek po Kongresie jest prosty – wszystko zostało już wypowiedziane i w końcu nadszedł czas na działanie.

Na szczęście pośród narzekań odnoszących się do obecnej sytuacji tańca w Polsce, pojawiły się także liczne głosy pozytywne, nie ograniczające się do pesymistycznie zabarwionych wyliczeń i podsumowań, a wysuwające propozycje postępowania w najbliższej przyszłości. Przez ostatnie dwa lata taniec w Polsce systematycznie dochodził do głosu. Powstało Otwarte Forum Środowisk Sztuki Tańca, podczas Kongresu Kultury Polskiej 2009 padły ważne deklaracje ze strony Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w efekcie czego w minionym roku powołano Instytut Muzyki i Tańca – organizatora I Kongresu Tańca. Trzydniowe spotkania odbyły się w gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i były pierwszą okazją do konfrontacji tak wielu osób zainteresowanych sytuacją tańca w Polsce (ponad 350 zgłoszonych uczestników i około 800 unikalnych wejść na stronę z transmisją on-line).

Pośród głosów z publiczności dość często można było spotkać się z krytyką programu tematycznego: zapomniano o widzu oraz o rozważaniach na temat istoty tańca. Wydaje się, że w tym momencie jeszcze raz powinien zostać jasno przedstawiony cel I Kongresu Tańca. To cel ściśle pragmatyczny i elementarny – zdiagnozowanie i jednoznaczne nazwanie najważniejszych problemów, z jakimi na co dzień w pracy twórczej i teoretycznej spotykają się ludzie tańca. Aby móc reformować i przygotowywać widza, najpierw należy zrewidować własne położenie i rozwiązać najbardziej naglące problemy. Kongresowe rozmowy uwidoczniły istniejące braki, których uzupełnienie musi być podstawą dla wszystkich innych działań.

Spotkania pokazały także, że taniec wciąż poprzecinany jest granicami. Doceniając pokonanie przez środowisko wielu animozji, nie sposób nie zauważyć wciąż istniejącego niebezpieczeństwa podziałów. Głównych linii demarkacyjnych jest kilka: taniec współczesny – balet klasyczny, praktyk – teoretyk, twórca – widz. Dwie ostatnie są odwiecznym problemem spotykanym w każdej dziedzinie twórczości artystycznej, przyczyniają się do licznych napięć i niezrozumienia, które często utrudniają współpracę. Tendencje te najbardziej widoczne były w panelu poświęconym pracy teoretyków, kiedy po wystąpieniu prelegentek, niektórzy twórcy nie potrafili dostatecznie docenić wysiłków i ważkości pracy naukowej. A trzeba dodać, że z punktu widzenia osób zajmujących się tańcem od strony teoretycznej, jednym z najciekawszych referatów był występ Anny Królicy, która w oparciu o wydawnictwo podsumowujące Konferencję Metodologii Tańca w Hamburgu, autorstwa Gabrielle Brandstetter i Gabrielle Klein, podaje konkretny trop zbliżający nas do rozwiązana istniejącego od wielu lat problemu z językiem opisu tańca współczesnego. W tym miejscu otwiera się pole do działania dla Instytutu. Wyraźne zaznaczone problemy z dotarciem do fachowej literatury są tym, czemu Instytut może i chce zapobiec. Niezwykle cenne byłoby także podjęcie próby zlecenia przetłumaczeń kilku najważniejszych teoretycznych pozycji z literatury zagranicznej, co pozwoliłoby na zwiększenie świadomości krytycznej i możliwości opisu.

Z kolei pierwszy przywołany podział na taniec współczesny i balet klasyczny znajduje znacznie szersze odzwierciedlenie w całej strukturze Kongresu. Opozycja ta została już w dużej mierze pokonana, pomocne okazały się obecne tendencje w sztuce zmierzające ku hybrydyzacji i nakładaniu form oraz ogólne potrzeby środowiska tanecznego, które skłoniły jego przedstawicieli do dialogu i współpracy. Mimo to, podczas omawiania zagadnień w kolejnych panelach widoczne były elementarne różnice w problemach, z jakimi borykają się tancerze baletowi i tancerze niezależni. Najistotniejszym zagadnieniem dla środowiska baletowego jest potrzeba zbudowania programu reorientacji zawodowej tancerzy w związku ze zniesieniem wcześniejszych emerytur (obecnie wiek emerytalny 65 lat dla mężczyzn i 55 lat dla kobiet, przed zmianą ustawy dla tancerzy był to wiek odpowiednio 45 lat i 40 lat, przy czym w Europie kariera tancerza baletowego trwa średnio 15 lat) oraz po części kwestia statusu profesjonalnego tancerza i szeroko dyskutowanego systemu edukacji. Pozostałe problemy odnosiły się przede wszystkim do tańca współczesnego jako zjawiska wciąż nowego i niedostatecznie rozpoznanego i to właśnie niemu poświęcona była większość paneli. Ta dysproporcja przełożyła się także na liczbę przedstawicieli obydwu środowisk.

Większość problemów związana jest z technicznymi aspektami pracy i barierami instytucjonalnymi. Środowisko taneczne cierpi z powodu permanentnego braku miejsca. Problem dotyczy zarówno dostępu do sal prób oraz scen, jak i braku siedzib koordynujących działania indywidualnych twórców. Większość grup tanecznych korzysta, o ile jest to możliwe, z miejsc udostępnianych przez domy i centra kultury. Są to jednak często miejsca współdzielone, nieprzystosowane technicznie do tańca i nie gwarantujące niezbędnego dla rozwoju świadomości społecznej prestiżu.

Szerzej rozumiany brak miejsca to także brak instytucji wspierających rozwój tancerza. Taniec współczesny nie posiada własnej sieci placówek, które zagwarantowałaby mu ciągłość i stabilność. Niezwykle istotna, podkreślana podczas dyskusji przez wielu pojedynczych twórców, jest sytuacja tancerza niezależnego jako osoby, której obowiązki wykraczają daleko poza sam taniec. Jak pokazują lata praktyki, twórca niezależny w Polsce musi poradzić sobie nie tylko z trudnymi warunkami pracy, ale jest jednocześnie organizatorem, menadżerem, zajmuje się reklamą, grantami, a nawet sprawami technicznymi. Sytuacja taka w ostateczności często prowadzi do zupełnie niepotrzebnego i przedwczesnego wypalenia zawodowego.

W tym miejscu nasuwa się prosty wniosek. Prosty tylko i wyłącznie na etapie jego wypowiadania, bo, jak wiadomo, z realizacją zazwyczaj wiąże się mnóstwo problemów. Istnieje wyraźna potrzeba budowy sieci domów tańca, które umożliwią tancerzom właściwą pracę twórczą i odciążą ich w kwestiach związanych z promocją, administracją czy zapleczem technicznym. Centra choreograficzne to na pewno rozwiązanie, które przyczyni się także do wzmocnienia sieci kontaktów, edukacji społecznej i współpracy międzynarodowej. Budowa takiej sieci jest oczywiście poważnym przedsięwzięciem, które wymaga olbrzymich nakładów pieniężnych, dużej determinacji oraz przede wszystkim czasu. W tym kontekście bardzo ważne dla tańca staje się to, jak w chwili obecnej można zmienić sytuację. Potrzebne jest więc stworzenie formuły spełniającej funkcję pomostu, co pozwoli na zrównoważony rozwój tej dziedziny sztuki. Na drodze ewolucji doprowadzić to może taniec do realizacji stawianych sobie podczas Kongresu celów.

Jednym z ciekawszych pomysłów jest wykorzystanie istniejących już przestrzeni, w tym − teatrów dramatycznych. Faktyczne otwarcie się na współpracę mogłoby stać się owym pomostem, a włączenie spektakli tanecznych do repertuaru teatrów (co zdarza się dziś głównie na scenach impresaryjnych) przyczyniłoby się także do rozwoju świadomości społecznej oraz dotarcia do nowej publiczności. Niestety, już podczas Kongresu pomysł ten spotkał się z bardzo uprzejmym i niemal automatycznie wypowiedzianym kontrargumentem – dbając o zdrowie tancerzy, tak naprawdę nie można udostępnić przestrzeni teatrów dramatycznych, bo są one nieodpowiednie dla potrzeb tańca. W kontekście trzech dni rozmów, podczas których przedstawiane były kwestie adaptacji przestrzeni postindustrialnych oraz warunki, w jakich dzisiaj pracują i wystawiają swoje choreografie tancerze, wydaje się on cokolwiek nie na miejscu i pokazuje niestety, że bez dobrej woli i otwarcia zewnętrznego środowiska uzyskanie pewnych efektów może być bardzo trudne.

Brak miejsca do prezentowania efektów swojej pracy przyczynia się do braku regularności wystąpień scenicznych − spektakle stają się chwilowymi bytami, które nie mają szansy na dojrzewanie i ewolucję podczas kolejnych pokazów. Z tą sytuacją wiążę się symptomatyczne zjawisko. Polskim życiem kulturalnym rządzi syndrom festiwalu. Na przykładzie tańca jest to szczególnie widoczne, choć podobne mechanizmy zauważyć można także na wielu innych płaszczyznach zarówno sztuki, jak i życia społecznego. Czas festiwalu staje się często tym, na co nakierowane zostają całe wysiłki lokalnego środowiska. Dochodzi tu do niebezpiecznego odwrócenia funkcji. Festiwale są cenną i inspirującą formą, która wzbogaca, daje możliwość kontaktu z zespołami z całego kraju i świata, ale ma to sens tylko wtedy, gdy zachowana jest odpowiednia kolejność. Jeśli organizatorem festiwalu jest dana grupa artystyczna, jak często się zdarza, ważne by na pierwszym miejscu w jej aktywności była własna twórczość. W Polsce dochodzimy czasem do paradoksalnej sytuacji, kiedy kulturalną mapę wypełniają niemal same festiwale, a zespoły i wierna, wciąż ta sama publiczność, znajdują się w nieustannym festiwalowym tournée.

Poprawa sytuacja tańca w Polsce to przede wszystkim kwestia systematycznej pracy. Dotychczasowe działania i osiągnięcia dają nadzieję na sukces. Tym, czego potrzebuje środowisko taneczne w Polsce, jest dostrzeżenie własnych słabości i atutów oraz umiejętne czerpanie z dorobku bardziej rozwiniętych tanecznie krajów. Mówiąc o budowaniu centrów choreograficznych czy tworzeniu narzędzi do opisu teatru tańca, mamy na myśli umiejętną adaptację istniejących wzorców do polskiej rzeczywistości, a nie ich sztuczne i nieprzemyślane przeszczepienia. Odżegnywanie się od osiągnięć innych krajów nie jest jednak w obecnej sytuacji najlepszym pomysłem. Uczenie się od bardziej doświadczonych pozwala uniknąć metody prób i błędów, a także odkrywania rzeczy już odkrytych, na co dziś nie można sobie pozwolić. Pomimo dysproporcji w liczbie zgłaszanych problemów pośród końcowych postulatów widać duże zrównoważenie, które cieszy, bo obejmuje wszystkich twórców tańca.

Polskie środowisko taneczne jest skrajnie egocentryczne i w tym wypadku, w momencie konstytuowania się własnej tożsamości grupowej, trzeba traktować to jako atut. Przewijające się wielokrotnie podczas Kongresu hasło lobby staje się niezmiernie istotne. Ludzie tańca muszą tworzyć skuteczną grupę nacisku, skuteczną głównie poprzez swoją atrakcyjność – twórczą, artystyczną, ale także komercyjną – tak, by wraz z licznymi organizacjami pozarządowymi skutecznie walczyć choćby o niezbędne ułatwienia prawne. Należy uważać, aby świat polskiego tańca nie stał się tworem zbyt hermetycznym, aby nie zamykał się jedynie na swoje działania. Dla pełnego sukcesu potrzebna jest także współpraca, docenianie i zauważanie problemów innych środowisk twórczych.

Podczas Kongresu wyraźnie zabrakło osób z zewnątrz, tak by wypowiedziane wątpliwości i postulaty trafiły także do przedstawicieli teatru dramatycznego czy władz samorządowych i instytucji publicznych. Pozostaje mieć nadzieję, że etap wewnętrznej dyskusji przechodzi w etap negocjacji ze środowiskiem zewnętrznym oraz praktycznych realizacji wstępnie nakreślonych postulatów. Taniec zdobył głos, czas go umiejętnie wykorzystać w dialogu.

Marta Zgierska