Strona główna/Niepełnosprawnych życie pełne przeszkód

Niepełnosprawnych życie pełne przeszkód

Rodzajów niepełnosprawności jest bardzo dużo. Jej podstawowy podział to niepełnosprawność fizyczna i intelektualna. Zdarza się, że występują one razem, ale nie jest to regułą. W przeważającej większości niepełnosprawność intelektualna wiąże się z większą lub mniejszą niepełnosprawnością fizyczną, ale w drugą stronę takie zależności występują zdecydowanie rzadziej. Wśród różnych rodzajów niepełnosprawności fizycznej wyróżnia się niepełnosprawność narządów ruchu, wzroku i słuchu. Tu też możliwe są rozmaite kombinacje. Niniejszy artykuł będzie w przeważającej części poświęcony niepełnosprawności ruchowej, choć znajdą się w nim również odnośniki do problemów osób niewidomych i niesłyszących.

Nie ukrywam, że jednym z powodów, dla których zdecydowałem się tak uczynić, jestem ja sam. Otóż jestem od urodzenia osobą niepełnosprawną ruchowo. Choruję na dyschondroplazję, czyli rodzaj niedorozwoju kości, który powoduje, że od ponad dekady mierzę jedynie 126 centymetrów wzrostu, a do tego mam krótką szyję i krótkie kończyny. Skutkuje to dużymi trudnościami w poruszaniu się na dalekie odległości, a i chodzenie po schodach jest bardzo męczące, nie mówiąc już o tym, że po stopniach stromych, śliskich lub niewyposażonych w balustradę chodzić zwyczajnie nie mogę. Na dłuższych dystansach dla pieszego poruszam się albo elektrycznym „skuterkiem” inwalidzkim (po Zamościu, gdzie mieszkam), albo zwykłym wózkiem, pchanym przez inną osobę – najczęściej przez moją ukochaną dziewczynę.

Łatwo więc sobie wyobrazić, że na swej drodze spotykam mnóstwo różnorakich barier. Wysokie krawężniki to wręcz standard. Ze względu na nie często decyduję się jechać wózkiem elektrycznym po ruchliwej ulicy, a nie po chodniku. Wciąż jeszcze bardzo wiele jest przejść dla pieszych, na które nie ma zjazdów z chodników, a przecież takie zjazdy są pomocne nie tylko dla ludzi niepełnosprawnych, ale także choćby dla osób z dziećmi. Co więcej – takie rzeczy zdarzają się często w newralgicznych lub reprezentacyjnych punktach miasta.

Kolejna sprawa to tak zwane budynki użyteczności publicznej. Wprawdzie przeprowadza się dużo remontów przystosowujących je dla potrzeb osób niepełnosprawnych, ale to ciągle za mało. Nie tylko dlatego, że sporą część tych budynków stanowią zabytki, których zmiana wystroju zawsze stanowi problem konserwatorski. Dodatkowo mamy takie „kwiatki”, jak schody do Ośrodka Sportu i Rekreacji w Zamościu, które zbudowano z lastryka, co powoduje, że podczas mrozów lub silnych deszczy jest tam potwornie ślisko. Wydział cywilny Sądu Rejonowego mieści się w budynku pozbawionym jakichkolwiek podjazdów dla wózków, za to obficie zaopatrzonym w schody.

No i chyba koronna bariera architektoniczna Zamościa. Wstydzę się wręcz, że budowla będąca wizytówką mojego miasta, czyli Ratusz, jest tak niedostosowana do potrzeb ludzi mających trudności z poruszaniem się. Po pierwsze – nie ma tam żadnej windy, którą mogłaby wjechać na górę osoba na wózku. Ponadto tamtejsze schody wewnętrzne w kluczowym momencie nie mają zamontowanej barierki i są pokryte śliskim marmurem. Tak się zaś składa, że w ratuszu mieszczą się najważniejsze organa władz miejskich. Tu urzęduje prezydent wraz ze swymi zastępcami, tu ma swoje posiedzenia Rada Miasta, tu znajduje się Urząd Stanu Cywilnego i kilka innych istotnych dla mieszkańców instytucji. Paradoksalnie tylko tutaj niepełnosprawni mogą przed wyborami składać wnioski o przepisanie ich do obwodowej komisji wyborczej, której siedziba jest dostosowana do ich możliwości ruchowych. Od kilku lat mówi się o zmianie tego stanu rzeczy i kompleksowym remoncie, ale niestety tylko się mówi. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jedną z przeszkód jest zabytkowy charakter tego miejsca, ale tylko w przypadku dobudowania windy na zewnątrz budynku – zainstalowanie jej wewnątrz nie oszpeciłoby ratusza.

Ponieważ jestem osobą lubiącą podróżować, często korzystam ze środków komunikacji publicznej. Zacznijmy od transportu miejskiego. W moim mieście tabor autobusów stanowią w większości stare jelcze z wysokimi schodami, po których nie daję rady wchodzić (o schodzeniu nie wspomnę) bez pomocy innych osób. Oczywiście tabor jest sukcesywnie unowocześniany. Obecnie zamojski MZK ma na stanie około dziesięciu autobusów niskopodłogowych. Są one zaopatrzone w funkcję obniżania podłogi podczas postoju, ale tylko w części z nich można wysunąć klapę, umożliwiającą wjazd do środka pojazdu. Co więcej, dyrekcja otwarcie przyznaje, że preferuje zakupy autobusów bez takich klap. W większych miastach wygląda to zdecydowanie lepiej. Co prawda nadal można tam spotkać pojazdy starej generacji, ale są one w mniejszości, a zarządy tamtejszych przedsiębiorstw najczęściej biorą pod uwagę potrzeby wszystkich niepełnosprawnych pasażerów. Ułatwienia więc znajdą również osoby niewidome, dla których coraz częściej montowane są urządzenia zapowiadające głosowo następny przystanek. Większy problem to tramwaje, z których jeszcze większość to stare pojazdy z bardzo wysokimi stopniami. Z tego też powodu, będąc na przykład we Wrocławiu, staram się jeździć autobusami.

Nie bez powodu piszę zresztą o stolicy Dolnego Śląska, bo w tym mieście spotkamy wręcz kliniczny przypadek braku wyobraźni urzędników jeżeli chodzi o infrastrukturę przystankową dla niepełnosprawnych. Mam tu na myśli Rondo Reagana na Placu Grunwaldzkim, które w swym założeniu miało być wielkim autobusowo-tramwajowym centrum przesiadkowym miasta; można rzec – „minidworcem” z kilkoma peronami. Tyle tylko, że w wybranym i wykonanym projekcie kompletnie zabrakło podniesienia tychże peronów choćby o kilka centymetrów względem ulicy, co skutkuje potwornymi problemami przy wsiadaniu i wysiadaniu u osób gorzej się poruszających. Wprawdzie całość jest wyposażona w windy, dzięki którym można bezkolizyjnie przemieścić się z jednego peronu na drugi, ale to chyba jedyne udogodnienie. Poza tym jednak Wrocław jest bardzo ładnie dostosowany do potrzeb inwalidów, a Opera Wrocławska została nawet niedawno nagrodzona w pierwszej edycji konkursu „Polska bez barier”.

A teraz przejdźmy do podróżowania dalekobieżnego. Szczęśliwy ten, kto ma prawo jazdy i jest niezależny od poszczególnych przewoźników. Ci zaś niepełnosprawni, którym nie jest to dane, muszą zaś szczególnie starannie opracowywać plany swych podróży. Zdrowemu człowiekowi generalnie wszystko jedno czym i jak pojedzie. Niepełnosprawny musi uwzględniać nie tylko komfort jazdy ale i ewentualne przesiadki. Z tego też powodu dla wielu osób niepełnosprawnych, zwłaszcza tych mogących wstać z wózka, najlepsze jest podróżowanie koleją. Wprawdzie są tam pewne kłopoty z wejściem do wagonu, ale późniejsza jakość jazdy nie ma porównania z żadnym innym środkiem transportu. Człowiek nie jest skazany na przebywanie w tym samym miejscu. Może wstać, by rozprostować kości, a gdy jest odpowiednia przestrzeń, to nawet poleżeć. Jazda busem lub autobusem, to siedzenie nieustannie w tej samej pozycji. Nie bez znaczenia jest też możliwość skorzystania z toalet. Wprawdzie często narzekają na nie również zdrowi pasażerowie, ale na przykład w busach i większości autobusów WC nie ma, a jeśli już są, to kompletnie niedostosowane.

Niestety region zamojski od września ubiegłego roku został pozbawiony WSZYSTKICH połączeń kolei pasażerskiej.1 Nie będę tu dywagował nad sensownością tej decyzji ani nad intencjami spółki PKP Intercity, która tego dokonała, choć nawet zupełnie obiektywnie na to patrząc można mieć duże zastrzeżenia do tych działań. Skupię się wyłącznie na konsekwencjach dla osób niepełnosprawnych. Te są bardzo poważne. Ja jeszcze mogę sobie pozwolić na podróż w mękach autobusem do Rzeszowa, o ile akurat danego dnia może mi tam pomóc w przesiadce na pociąg przyjaciel, który chwilowo pracuje w stolicy Podkarpacia. Wiele innych osób jednak na taką podróż nie stać, przez co muszą zostać w domu. Działa to też w drugą stronę. Region Roztocza znany jest ze swych walorów turystycznych i leczniczych, ale na skutek likwidacji połączeń kolejowych wielu niepełnosprawnych, chętnych do przyjazdu w nasze strony, nie może tu przybyć.

Choć podróż pociągiem jest dla takich osób najodpowiedniejsza, to wciąż jeszcze w wielu miejscach muszą się one borykać z kompletnie niedostosowanymi do ich potrzeb dworcami. Bywa, że problemem jest dostanie się na peron, czego przykładem jest dworzec Rzeszów Główny, gdzie człowiek chory ma do wyboru albo przejść po kilkudziesięciu schodach w górę i w dół, albo trawersować tory, co jest przecież bardzo niebezpieczne. Inny przykład to dworzec w Katowicach, mający wprawdzie windy, którymi na peron mogą wjechać osoby niepełnosprawne, ale to windy towarowe. Krawędzie peronów są zaś dość znacznie oddalone od zajeżdżających wagonów, co również nie sprzyja bezpieczeństwu.

Poruszę jeszcze jedną rzecz, która stanowi problem – ludzką bezmyślność, mającą swe korzenie chyba jeszcze w poprzednim ustroju. Nie chodzi mi tylko o istną plagę na naszych parkingach, jaką jest zajmowanie miejsc oznaczonych „kopertą” przez osoby w pełni sprawne. Nie idzie mi też jedynie o tworzenie placówek handlowo-usługowych bez tworzenia wygodnych do nich wejść. Otóż nieraz spotykałem się z sytuacją, w której kierowca autobusu zajeżdżając na przystanek zatrzymywał pojazd w dużej odległości od krawężnika, co już ludziom zdrowym bardzo utrudniało wejście i wyjście z autobusu. Osoby niepełnosprawne mają wtedy jeszcze ciężej. Inna niedogodność spotkała mnie w Rzeszowie, gdy przesiadałem się z pociągu na autobus do Zamościa i chciałem w międzyczasie skorzystać z toalety. Tak się składa, że szalet stojący między tamtejszymi dworcami jest umiejscowiony częściowo pod ziemią, ale ma kabinę z dla osób niepełnosprawnych, do której można zjechać specjalną windę. Musiałem stać przez kilka minut czekając, zgodnie z instrukcją, z wciśniętym przyciskiem do przywoływania dźwigu, zanim jakaś pani poinformowała mnie, że on i tak nie działa. Trzeba więc było schodzić niezwykle ostrożnie po zamarzniętych schodach do owego przybytku, którego administrator beztrosko powiedział mi: „Tacy jak pan to tu rzadko przychodzą, to i nie zgłaszałem tej windy do naprawy, ale teraz chyba powinienem to zrobić”.

Oczywiście, jeżeli chodzi o dostosowanie przestrzeni miast do potrzeb osób niepełnosprawnych, ostatnie lata przyniosły i tak spory postęp. Bariery architektoniczne systematycznie się likwiduje, coraz więcej osób zna język migowy, na krawędziach chodników i na schodach zaczyna się już montować tak zwane „bąbelki”, a obecnie wręcz standardem jest instalowanie sygnałów dźwiękowych w sygnalizacji świetlnej, co bardzo pomaga osobom niewidomym. Coraz częściej stosuje się jaskrawe oznaczenia, na przykład na schodach, pomocne dla ludzi niedowidzących, lepsze są też możliwości turystyczne osób niepełnosprawnych (vide ogromnie pomocny Przewodnik po Krakowie dla osób mających problemy z poruszaniem się, gdzie niemal każdy obiekt wart obejrzenia jest opisany również ze szczegółami potrzebnymi dla turystów z grupą inwalidzką, takimi jak np. ilość schodów albo szerokość drzwi). Niemniej, w dalszym ciągu do zrobienia jest jeszcze bardzo wiele.

Musimy sobie uświadomić, że osoby niepełnosprawne są zdolne do rzeczy naprawdę pożytecznych dla ogółu. Muszą tylko mieć możliwość ich realizacji. Wielu o to walczy. Za przykład mogę podać Kasię Wolińską z podzamojskiego Szczebrzeszyna, chorującą na zespół Jadassona. Jest to „zestaw” kilku poważnych schorzeń, że wymienię tu tylko zaawansowaną osteoporozę powodującą łamliwość kości, niedowład połowiczny lewostronny, porażenie nerwu twarzowego, krzywicę hipofostatemiczną czy ameloblastomę żuchwy. Kasia praktycznie ciągle musi być na wózku, a mieszkanie na drugim piętrze bez windy nie ułatwia jej wychodzenia z domu. W tym roku zdaje maturę i za cel postawiła sobie pójść na studia, aby zdobyć wykształcenie, dzięki któremu mogłaby pracować na rzecz innych. Tyle, że zarazem wie doskonale, iż w tym celu musi zamieszkać w dużym mieście; najlepiej w Warszawie, gdyż tam miałaby relatywnie najlepsze warunki do życia między innymi pod względem infrastruktury. Dlatego właśnie, za pośrednictwem Fundacji „Normalna Przyszłość”, usiłuje pozyskać pieniądze na zakup mieszkania w stolicy, które będzie dostosowane do jej możliwie samodzielnego życia. Trzymam za nią kciuki, bo wiem, że naprawdę chce to osiągnąć nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich tych, którym swoją pracą będzie mogła się przysłużyć w przyszłości. Takich osób niepełnosprawnych jest więcej, tylko trzeba ich zrozumieć i im pomóc.

Robert Marchwiany

1Autor jest miłośnikiem kolei i jednym z najaktywniejszych członków Grupy Obrony Kolei na Roztoczu. Rozmowa z nim na portalu Ekolublin.pl