Strona główna/Piękne miasto po prostu się opłaca

Piękne miasto po prostu się opłaca

Magdalena Kawa: Dlaczego warto dbać o kulturę przestrzeni?

Przemysław Filar: Wystarczy spojrzeć na Barcelonę, aby przekonać się, że prawie każdy chce żyć w pięknym mieście.

Wolność kończy się tam, gdzie następuje ingerencja w czyjąś przestrzeń. Coraz większa liczba reklam powoduje – co dostrzegli niektórzy ich twórcy – brak reakcji odbiorców, ludzie uodparniają się na chaos. A piękne miasto po prostu się opłaca – choćby ze względu na wpływy z turystyki, przyciąganie nowych mieszkańców. Zrównoważony rozwój oznacza compact city tzn. miasto gęste, wielofunkcyjne, gdzie wszędzie blisko, auto jest niepotrzebne, a dokoła mamy mnóstwo rozrywek. Takie miasto jest też tańsze, bo nie trzeba budować całej infrastruktury tzw. modelu amerykańskiego, czyli estakad, węzłów, długich wodociągów czy linii energetycznych.

Dbacie o kulturę przestrzeni we Wrocławiu. Działacie od kilku lat, macie na koncie wiele zrealizowanych akcji w tym zakresie. Jak jesteście odbierani w swoim mieście przez samych mieszkańców. Czy uważają was za „pośredników” pomiędzy urzędnikami a mieszkańcami?

Staramy się promować idee, które często wśród samych mieszkańców budzą kontrowersje. Wiele osób myśli, że rozwiązaniem ich problemów, i receptą na udane życie, jest samochód i domek za miastem. Tymczasem ta idea na Zachodzie upadła, tam powraca się do tego, by być „mieszczaninem”, by żyło się dobrze w samym mieście. Staramy się wypromować taką ideę. Ostatnio skupiliśmy się na temacie zrównoważonego transportu. Chcemy, aby w centrum miasta funkcjonował jedynie ruch pieszy, a tym samym by stało się ono atrakcyjne i do mieszkania i do życia. Chodzi nam o uatrakcyjnienie przestrzeni publicznej. Chcielibyśmy zmienić zwyczaj, że ludzie wsiadają do aut pod domem i jadą do centrum handlowego, by tam spędzić wolny czas. Wtedy miasto umiera. W Katowicach przeraziło mnie, że w niedzielę mieszkańcy wsiadają do samochodu i jadą na krakowski rynek. Trzeba pokazać ludziom w jaki sposób funkcjonuje Berlin, Zurich, Barcelona. Tam nie jest problemem to, że każdy na kawę idzie piechotą, a nie wsiada do samochodu.

Wracając do pytania. Zaczynamy być może nie popularni, ale rozpoznawalni. Kojarzeni z robienia czegoś dla miasta, i dlatego zwracają się do nas ludzie, którzy chcieliby robić coś podobnego.

Pochodzisz z Wrocławia?

Nie, jestem z Kołobrzegu, do Wrocławia przyjechałem po studiach. Zastanawiałem się nad miastem, gdzie można żyć z przyjemnością.

I wybrałeś Wrocław ponieważ ma opinię miasta, w którym żyje się z przyjemnością?

Sam to musiałem sprawdzić. Bo czym innym jest PR, czym innym rzeczywiste życie. Szukałem miejsca, gdzie z jednej strony zapewnię sobie kwestie podstawowe – i nie zawsze są to pieniądze. A z drugiej strony chciałem znaleźć miasto, które zapewni mi rozwój i pozytywnie na mnie wpłynie. Zaktywizuje na tyle, że będę wiedział, że nie jest to miasto skończone i będę mógł coś dla niego zrobić, mieć wpływ na jego rozwój. No i przyjechałem do miasta, które słabo znałem, a po jakimś czasie ze znajomymi postanowiliśmy zacząć coś robić na jego rzecz. Podobnie jak ja część moich kolegów nie jest z Wrocławia. To miasto przyciąga do siebie ludzi, którzy chcieliby żyć w mieście fajnym do życia, założyć tam rodziny. I choć nie jest tam łatwo żyć, bo to miasto, które dopiero niedawno zaczęło dynamicznie się rozwijać i boryka się z problemami takimi jak ogromne korki, wierzymy, że możemy wspólnie sprawić, że będzie lepiej.

A jak mieszkańcy Wrocławia odbierają Lublin? U nas Wrocław ma bardzo pozytywny odbiór, nowoczesne i otwarte miasto, szybko rozwijające się, z tysiącami nowych inwestycji, niskim bezrobociem i tysiącami turystów.

Od razu chcę zdementować pogląd, że Wrocław jest idealny. Bo nie jest. Jak każde miasto ma swoje plusy i minusy. Wrocław w wielu dziedzinach powinien się wzorować na innych miastach. Lublina do tej pory za bardzo nie znałem, myślałem, że to zwykłe miasto na wschodzie Polski. Ale także od Lublina powinniśmy się uczyć, choćby czystości Starego Miasta – niemal nie widać u was reklam, które są plagą Wrocławia.

A co ze zdegradowanymi dzielnicami, których pewnie nawet we Wrocławiu nie brakuje. Jak działać, jeśli sami mieszkańcy nie chcą niczego zmienić, albo jeśli proponowane zmiany są wbrew nim (mam tu na myśli np. konflikt mieszkańcy Augustowa a obrońcy Rospudy).

We Wrocławiu jest sporo zapuszczonych dzielnic, ale patrząc z perspektywy innych miast w Polsce nasze miasto radzi sobie z tym całkiem dobrze. Choć też są problemy – np. natury społecznej. W kilku takich miejscach osiedlono narkomanów i kryminalistów tuż obok samotnych matek z dziećmi. Z drugiej strony miasto stara się coś z tym zrobić. Powstały np. w urzędzie miasta mapy rewitalizacji miasta. Oczywiście, że pojawiają się problemy. Przykładowo jeśli rewitalizuje się dzielnicę w centrum to wiadomo, że pojawią się tam knajpki, a mieszkańcy będą narzekać, że nie mogą już zaparkować samochodu pod swoim domem. Trochę to przypomina sytuację na krakowskim Kazimierzu, gdzie już się nie da mieszkać. Trzeba dodać, że Wrocław prowadzi program „Stu kamienic” – co roku remontowanych jest sto kamienic i te remonty rzeczywiście widać.

Zaś co do typowych „gett biedoty”, wzorowałbym się na holenderskich programach. Niewielu wie, że tam kiedyś były ogromne problemy, ale teraz mamy udokumentowane rozwiązania, choćby BIJLMERMEER REDEVELOPMENT.

Jak odnosisz się do pomysłu zaangażowania wykluczonych z jakichś powodów (emerytów, więźniów itd.) do tego typu działań? Jest to ogromna siła przerobowa i jednocześnie sposób na ich integrację z głównym nurtem życia społecznego. Wiesz jak to wykorzystać?

To jest tak naprawdę jedyne wyjście, od tego trzeba zacząć. Należy wdrażać grupy wykluczonych w odbudowę miasta. W Holandii istnieje ciekawy model – nawet w apartamentowcach część mieszkań jest komunalna, losowana wśród biedniejszych rodzin. I okazuje się, że pozwala to wyciągnąć tych ludzi z patologii, zamiast tworzyć getta (w których u nas żyją także bogaci). Nie wyobrażam sobie, aby moje dzieci żyły za kratami, bez placu zabaw, poruszając się po mieście tylko autem – to po prostu przerażające! Miasto zmusza nas wszystkich do kompromisu, tworzą je wszystkie grupy społeczne. Nie bez powodu największe tygle, jak Nowy Jork czy Londyn przyciągają tysiące mieszkańców.

Jaki jest cel waszych działań, idealna sytuacja, do której chcecie doprowadzić? Może jest jakiś działający model, który chcecie skopiować we Wrocławiu?

Nie ma sytuacji idealnej, bo miasto ciągle się rozwija, zależy nam, aby robiło to dobrze.

Co do modelu to jest wiele doświadczeń z rozwoju miast Europy Zachodniej, uczymy się na ich błędach, jak choćby na przykładzie wyburzania i rewitalizowania blokowisk.

Czy w swoich działaniach powracacie do działalności przedwojennego centrum upiększania miasta?

Wymyśliliśmy, że stworzymy organizację, która będzie się zajmowała przestrzenią publiczną, aktywizowaniem mieszkańców, partycypacją społeczną i dyskusją publiczną na ten temat. Z jednej strony chcemy pamiętać o historii tego miasta, nie chcemy się od niej odcinać. Z drugiej, zdajemy sobie sprawę, że to miasto musi się rozwijać, dlatego nie koncentrujemy się jedynie na tym, by odbudować stare kamienice, ale chcemy iść do przodu. Warto pamiętać o dziedzictwie Wrocławia, który był nie tylko polskim miastem, ale i czeskim, austriackim, niemieckim, i dać mu przez to jakiś impuls do rozwoju.

A skąd bierzecie pieniądze na swoje działania?

Nasze stowarzyszenie nie potrzebuje pieniędzy, opieramy się wyłącznie na pracy społecznej.

Skoro w TUMW pracujecie jako wolontariusze, czym się zajmujecie na co dzień?

Jestem grafikiem komputerowym, wśród nas są zarówno studenci, przewodnicy miejscy… i wielu innych. Chcemy, aby każdy komu Wrocław leży na sercu, miał wpływ na jego rozwój.

Działalność waszej organizacji w dużym stopniu opiera się na kontaktach z urzędnikami? Jak wygląda wasza współpraca?

Nie jest w stu procentach idealnie. Ale staramy się nie być postrzegani jako organizacja, która jest przeciwko urzędowi. Rozumiemy, że urzędnicy, którzy pracują od dziesięciu lat i nie mieli tak naprawdę do czynienia z organizacjami społecznymi, mają pewną rezerwę. Dlatego staramy się pokazać, że możemy im zaoferować konkretną pomoc, która spowoduje, że wszyscy na tym zyskają. Że to nie jest gra, w której ktoś przegrywa. Tutaj wygrywają wszyscy, bo ci urzędnicy też mieszkają we Wrocławiu i to, że to miasto będzie lepsze, tak samo im pomoże.

Jak ich przekonać do tego, że warto działać razem?

Krok po kroku. Najlepiej poprzez pokazanie im zrealizowanych już przez nas działań oraz dobrych przykładów ze świata.

W Polsce zakończyła się druga edycja programu „Masz głos, masz wybór”, który też zachęca do partycypacji społecznej, patrzenia władzy na ręce. Jak odnosisz się do tej akcji? Wasza organizacja nie bierze udziału w tej akcji.

Odcinamy się od polityki i działamy tak, by być odbieranymi pozytywnie. Może nie zawsze do końca nam się to udaje, ale staramy się. Nie jest sztuką tylko krytykować i patrzeć władzy na ręce. Lepiej ich przekonać do tego, że wspólnie coś dobrego dla Wrocławia zrobimy.

Współpracujecie z innymi środowiskami niż urzędnicy?

Tak, z innymi organizacjami. Ekologicznymi, środowiskiem rowerzystów. Ale także z branżowymi jak Stowarzyszenie Architektów czy inne organizacje miłośników miasta. Wielu starszym organizacjom czasami brakuje impulsu do działania. Dla nas bardzo ważny jest efekt synergii, dlatego nie zamykamy się na innych.

Myślisz, że byłaby możliwa współpraca miasta z tzw. think thank-iem biorąc pod uwagę, specyfikę działania władz miejskich:procedury, przetargi, działania są wydłużone w czasie?

Obie strony muszą pójść na kompromis. My musimy się nauczyć procedur, a miasto dopuścić nas do dyskusji. Wszyscy na tym wygrywają!

A jak wam się układa współpraca z mediami?

Próbujemy sami do nich dotrzeć. Wśród nas jest dziennikarz, co trochę ułatwia.

Przede wszystkim ludzie mediów nie są często zaznajomieni z tematami, które nas fascynują, więc należy zacząć od zarażenia ich naszymi pomysłami, opowiedzieć, na czym nam zależy i dlaczego warto pracować nad naszymi miastami.

W Lublinie panuje ożywienie kulturalno-obywatelskie w związku ze staraniem się miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Jak myślisz jak długo da się ten rozruch i pospolite ruszenie utrzymać? Co zrobić, żeby zapał nie zgasł?

Potrzeba właśnie do tego projektu zaangażować zwykłych ludzi. Hiszpańska Cuenca postawiła na młodych ludzi, którzy angażują się w budowę galerii na ESK, więc ich zapał pozostanie po 2016, gdy będą dalej pracować w swych teatrach, galeriach.

Rozmawiała Magdalena Kawa

Kultura Enter
2009/01 nr 66