Strona główna/Euromajdan i I Rzeczpospolita

Euromajdan i I Rzeczpospolita

Sposób w jaki Bruksela potraktuje Kijów pozwoli nam określić w jakim stopniu integracja europejska pozostaje zbieżna z ideą solidarności, a nie tylko sferą gospodarczych interesów. Odpowiedź na to pytanie zdefiniuje, w jaki sposób będziemy w przyszłości traktować swoją obecność w UE. Czy będzie to niezobowiązujące uczestnictwo w klubie ekonomicznym, czy funkcjonowanie w obrębie wspólnoty wartości, gotowej do obrony wartości, którym hołduje.

Wspólnota polsko-ukraińskich doświadczeń historycznych nakłada dziś na Polaków obowiązek, by dziejowe paralele łączące współczesną Ukrainę z I Rzeczpospolitą nie sięgnęły smutnego, XVIII-wiecznego finału. Aneksja Krymu budzi bowiem żywe skojarzenia z tradycją rozbiorów, które starły Polskę z powierzchni ziemi na 123 lata. Dlatego tak ważne jest, by działania polityczne Warszawy skoncentrowały się na źródle politycznego sprzeciwu, który swego czasu zogniskował się na centralnym placu Kijowa. Jest nim umowa stowarzyszeniowa z UE.

Wydarzenia, które nastąpiły w Ukrainie po szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie pokazują, że spuścizna wielonarodowej I Rzeczpospolitej jest nadal żywa nad Dnieprem. Ukazuje to już sama struktura Euromajdanu – tłumu postulującego przywrócenie naturalnego porządku prawnego, motywowanego głębokim przeświadczeniem, że ograniczanie władz obywatelskich przez władcę, który przeobraża się w tyrana jest niedopuszczalne (de non praestanda oboedientia) i należy na nie stanowczo zareagować. Był to więc ruch wyrosły z tradycji staropolskiego rokoszu, a minimalny wpływ liderów partii opozycyjnej na wspomnianą masę ludzką jedynie potęgował takie wrażenie.

Podobne odczucie historycznej wspólnoty budzi sukces Euromajdanu i przejęcie władzy nad krajem przez związane z nim ruchy polityczne (ale także jego aktywistów) po ucieczce ukraińskiego prezydenta do Rosji. Obszar państwa ukraińskiego (szczególnie jego północno-wschodnia granica) i poziom jego uzależnienia od Rosji budzą naturalne skojarzenia ze schyłkiem I Rzeczpospolitej. Gwałtowna próba reformy tego organizmu i zwrócenia go w stronę nowoczesnego Zachodu uderza natomiast we mnie, Polaku, w tę nutę, która gra w duszy ilekroć świętujemy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Nie do końca przecież legalną (stronnictwo prorosyjskie wyjechało na wielkanocną przerwę świąteczną i było nieobecne w Sejmie), podobnie jak nie do końca legalne było odsunięcie od władzy Wiktora Janukowycza. Ukraiński prezydent został przecież wybrany w demokratycznych wyborach, a pierwotne porozumienie z Euromajdanem nie zakładało jego natychmiastowej dymisji, co skądinąd skrzętnie wykorzystuje dziś rosyjska propaganda. Warto jednak pamiętać, że w tradycji europejskiej najwyższym suwerenem w państwie jest naród, natomiast w tradycji azjatyckiej „władza jest dana z nieba”. To właśnie dlatego Moskwa nie potrafi zrozumieć prawdziwej natury rewolucji, która dokonała się nad Dnieprem (stąd w pewnym sensie wynika także imperialny charakter uprawianej przez nią polityki). Realnych zmian chcieli bowiem przede wszystkim sami Ukraińcy i mieli do tego pełne prawo.

Klamrę historycznych skojarzeń zamyka reakcja Rosji na próbę unowocześnienia Ukrainy – jest nią interwencja wojskowa i zabór części jej ziem. Brak gwałtownego sprzeciwu międzynarodowego na aneksję Krymu, niezrozumienie na Zachodzie sprawy tak oczywistej w naszej części świata jak próba zbudowania imperium ze stolicą w Moskwie przez Władimira Putina, budzą w Polakach naturalny odruch solidarności z Ukraińcami. Tym bardziej, że najbardziej prestiżowe ośrodki analityczne nad Wisłą (np. OSW) nie wykluczają na chwilę obecną dalszych „nabytków” terytorialnych Kremla. Rosyjska armia dyslokowana wzdłuż północno-wschodniej granicy z Ukrainą w pełnej gotowości wyczekuje okazji do dalszej eskalacji napięcia i „bratniej interwencji” w Charkowie, Doniecku, pewnie także Odessie, tak by połączyć Krym z separatystycznym Naddniestrzem. Obiektywnie rzecz ujmując szanse na taki obrót sytuacji nie są jednak wcale aż tak duże. Uszczelnienie granicy z Rosją przez władze w Kijowie pokazało rzeczywistą skalę poparcia wschodnich obwodów dla państwa ukraińskiego. Jest ono zadziwiająco duże! To moim zdaniem jeden z największych sukcesów Euromajdanu.

Wspólnota doświadczeń historycznych nakłada dziś na Polaków obowiązek, by dziejowe paralele nie sięgnęły smutnego finału, jaki spotkał I Rzeczpospolitą. Dlatego tak ważne jest, by z jednej strony ograniczyć nabytki terytorialne Rosji, a z drugiej sięgnąć politycznie do genezy sprzeciwu, który zogniskował się na centralnym placu Kijowa. Opierał się on początkowo na żądaniu podpisania umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą i Unią Europejską, a dopiero później, wraz z brutalnymi działaniami Berkutu, jego postulaty ewoluowały w kierunku zmiany władz centralnych.

Próby wyhamowania wrogich wobec państwa nad Dnieprem działań Rosji oraz zbudowania szerokiej osłony gospodarczej dla nowych władz w Kijowie to zadania dla polskiej dyplomacji niesłychanie ważne, ale – jakkolwiek byśmy na nie nie spojrzeli – doraźne. Strategicznym celem naszego MSZ powinno być doprowadzenie do jak najszybszego podpisania pełnego pakietu dokumentów wchodzących w skład wynegocjowanej przez Ukrainę i UE umowy stowarzyszeniowej. Jej polityczna część już została wdrożona, ale w przypadku części gospodarczej – zgodnie z głosami dobiegającymi z Brukseli – będzie to możliwe tuż po wyborach prezydenckich nad Dnieprem. Szansa na sfinalizowanie tego strategicznego porozumienia, które może w perspektywie długoterminowej określić geopolityczne realia w naszej części świata, są duże. To moim zdaniem kolejna – obok utrwalenia identyfikacji narodowej mieszkańców wschodniej Ukrainy – zasługa Euromajdanu (a właściwie pochodna działań tego ruchu). Kolejna, ale nie ostatnia.

Większość MEP-ów podkreślała podczas apogeum protestów wymierzonych w Wiktora Janukowycza, że nigdy wcześniej w historii Unii Europejskiej żaden naród, tak jak Ukraińcy, nie dał swoją postawą świadectwa wartościom, na których zbudowano wspólnotę polityczno-gospodarczą starego kontynentu. W tym sensie Euromajdan wykracza swoim znaczeniem poza Ukrainę, czy geopolityczny obszar „Międzymorza” i dotyka sedna integracji europejskiej. Sposób w jaki Bruksela potraktuje Kijów pozwoli nam określić w jakim stopniu integracja europejska pozostaje zbieżna z ideą solidarności, a nie tylko sferą gospodarczych interesów. Odpowiedź na to pytanie zdefiniuje zatem to, w jaki sposób będziemy w przyszłości jako Polacy traktować swoją obecność w UE. Czy będzie to niezobowiązujące uczestnictwo w klubie ekonomicznym, czy też funkcjonowanie w obrębie wspólnoty wartości, wspólnoty gotowej do obrony wartości, którym hołduje.

Piotr Maciążek – analityk serwisu „Defence24.pl” oraz ekspert Fundacji Energia dla Europy. Zajmuje się tematyką polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej oraz kwestiami związanymi z bezpieczeństwem energetycznym. Autor licznych publikacji specjalistycznych, komentator telewizyjny i radiowy.