KIJÓW. Miasto – carpe diem
Wiaczesław Łewycki
Z języka ukraińskiego przełożyła Natalia Kich
Aby poczuć atmosferę dzisiejszego Kijowa, warto odwiedzić stację metro Łukjaniwska. Niedaleko stąd znajdują się liczne budynki, w tym również mieszkalne, które bez przerwy ostrzeliwane są przez rosyjskie rakiety i drony. Pawilon tej stacji prawie cały połatany jest cienkimi płytami z drewna, które zakrywają miejsca uszkodzeń. Ogólnie wygląda to na niezbyt stabilną konstrukcję ze sklejki w dzielnicy obok centrum miasta… A jednak nie panują tutaj ani strach, ani uczucie pustki: pasażerowie ciągle przemieszczają się do pracy, szkoły, czy pobliskiego fast food’u, a sprzedawcy gazet, czy kwiatów uparcie pracują.
Podobny impuls można zaobserwować we współczesnej ukraińskiej literaturze beletrystycznej o Kijowie. Jest na nią teraz zdecydowany boom. Z jednej strony – to naturalny rezultat długotrwałego naturalnego procesu, obejmującego różnorodne sfery. Już od początku lat 2000. zainteresowanie się tematem ukraińskiej urbanistyki staje się coraz bardziej widoczne, a nie tylko wyczuwalne na poziomie intuicyjnym. W ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci nabrały obrotów badania literaturoznawcze dotyczące stolicy Ukrainy, pojawiły się również liczne antologie, które stosunkowo łatwo można znaleźć w księgarniach (zamiast zalegania w magazynach bibliotek, jak to często dzieje się z niestandardowymi inicjatywami). Wraz ze wzrostem liczby wydawnictw to właśnie powieści o Kijowie autorstwa takich ukraińskich pisarzy, jak Iwan Neczuj-Łewycki oraz Walerian Pidmohylny, okazały się niezawodną, popularną i zawsze aktualną klasyką. Z perspektywy historycznej Kijów udowodnił, że jest czymś więcej, aniżeli tylko oficjalnym centrum administracyjnym. Podczas Rewolucji Godności w latach 2013–2014, a także w momencie powstrzymywania armii wroga na początku rosyjskiej pełnoskalowej inwazji w 2022 roku, miasto uzyskało wymiar symboliczny – serca wolnej i pełnej wigoru Ukrainy. Warto podkreślić, iż przyjęło się to pomimo rosyjskiej propagandy oraz jej obsesji na punkcie mitu o Kijowie – „mieście rosyjskim”. Dążenie do systematycznego poznawania i reprezentacji miasta przez pryzmat tekstów, uwidoczniono również w infrastrukturze. Na przykład, w 2020 roku, w ramach projektu „Czytać Kijów” (w składzie zespołu: Wiktoria Nazarenko, Daria Łysenko, Natalia Sklarska, Hałyna Werhełes), obok historycznych obiektów oraz większości atrakcji turystycznych umieszczono metalowe tabliczki w kształcie kopert z cytatami o Kijowie, a także kodami QR, dzięki którym można dowiedzieć się więcej o ich autorkach i autorach. Wreszcie, stopniowo zwiększa się liczba lokali gastronomicznych, pozycjonujących się jako restauracje współczesnej kuchni kijowskiej. To wszystko wcale nie jest przejawem zadziornego lokalnego patriotyzmu, lecz poszukiwaniem perspektywy, która najbardziej pasowałaby do miasta o znaczącej historii, tak atrakcyjnej, a zarazem tak niedostępnej dla rosyjskich imperialnych manipulacji.
Po drugie, zmianie ulega sposób postrzegania Kijowa jako tematu wśród samych pisarzy. Jeszcze do niedawna pomysł napisania utworu o tym mieście mógł wydawać się ambitnym. Był zarówno wysoko postawioną osobistą poprzeczką, jak i celem, o który warto powalczyć z kolegami. Każdy miał świadomość solidnej objętości ukraińskiej tradycji urbanistycznej, ale podobnie do marzeń o „wielkiej ukraińskiej powieści”, w powietrzu czuć było pragnienie opowiedzenia o życiu w miejskich dzielnicach w inny sposób, zwracając uwagę na lokacje, postacie oraz epoki historyczne, które nigdy wcześniej nie poddawano dokładnej refleksji. Przede wszystkim chodziło o obalanie rosyjskich roszczeń (że oto niby Kijów, gdziekolwiek się spojrzy, pełny jest znaków obecności Rosjan oraz majestatu ich imperium). Znaczące przykłady to powieść Ołesia Ilczenki Miasto pod Chimerami (2009), która bazuje na biografii polskiego architekta – Władysława Horodeckiego, a także książka Maryny Hrymycz Kławka (2019) o budynku pisarzy ukraińskich Rolit u schyłku lat 1940.
Kilka powieści debiutanckich, które ukazały się w 2025 roku, wyraźnie pokazują: ta tendencja uległa zmianie. Nie, temat Kijowa wcale nie został wyczerpany, podobnie jak nie obniżono wymagań do jego przedstawienia. Zmieniła się potrzeba wewnętrzna urbanistów. Zamiast tego, co epokowe i monumentalne, bardziej atrakcyjnym uważa się to, co płynne i przyziemne, w dobrym znaczeniu tego słowa. Samo wyobrażenie o wiecznym mieście (jest to mit kijowski, znany jeszcze od czasów średniowiecza) jest postrzegane jako seria współczesnych fotografii miasta – carpe diem, idealnego w każdej chwili. Carpe diem nie w sensie krótkowzroczności, konsumpcyjnej zachłanności czy lekkomyślności w ogóle. Chodzi tutaj właśnie o maksymalną otwartość na szczegóły, błyski, półtony, aluzje do barwnych kształtów otoczenia. Niewątpliwie, stolica Ukrainy – to legendy, znane przedszkolakom, a tuż obok – współczesny folklor miejski. Zarówno Sobór Sofijski, jak i dziesiątki biur oraz kawiarni, rozsypanych po przyległych dzielnicach. Nie tylko pamiątki historii, owiane mgiełką książęcej potęgi oraz późniejszej barokowej finezji, lecz także uliczni muzycy obok.
Właśnie o jednym z nich pisze Julia Ptach w powieści Spiw/żyttia – utworze o wysublimowanym psychologizmie i umiejętnie zaprezentowanej polifonii:
„Ten dziadek obok stacji Złote Wrota, którego nazywamy Grajkiem, nigdy nie zmienia swojego repertuaru. Prze-ni-gdy. Wszyscy w biurze zawracają oczami i demonstracyjnie zamykają okna, że niby to pomoże. Ale ja lubię wiedzieć, że o piątej robię sobie ostatnią w tym dniu kawę pod melodię z Tytanika, a za pół godziny do domu, słucham Arkan”.
Pomimo ironii, repertuar autentycznego grajka, którego często można spotkać w pobliżu pomnika Jarosława Mądrego, nie świadczy o zakonserwowaniu kijowskiego świata. Nawet przeciwnie – ten rozpoznawalny bohater przełamuje linearność i przewidywalność opowieści o okolicy Złotych Wrót. Spora część autorów, opisując te miejsca, unikała scen niezręcznych i śmiesznych, aby w żadnym stopniu nie umniejszać potęgi centrum Kijowa. Natomiast w świecie przedstawionym Ptach, pełnej tragicznych podróży, wspomnienie o muzyce za oknem okazuje się być swoistym węzełkiem pamięci o stolicy Ukrainy.
Na takim samym wnikliwym kolekcjonowaniu znaków codzienności opiera się fabuła powieści Wałeriji Babko Winyl. Czułość do prozaicznego świata przedmiotów, gdzie miejska bohema jest na wyciągnięcie ręki i ukazuje całą niezdarność swoich uczynków… Subtelne wychwytywanie tras z obskurnymi salami koncertowymi czy barami, gdzie można najzwyczajniej posiedzieć ze znajomymi… Postrzeganie centrum nie jako perełki turystycznej, ale jako miejsca, gdzie w towarzystwie, pod gołym niebem, smakuje kombucza z sieciówki, albo gdzie student-projektant w wilgotnej piwnicy robi tatuaże. Cała ta estetyka Babko koresponduje z poetyką pisarki Iryny Ciłyk. Jeżeli utwór Ciłyk Powczoraj (2008) – to czuła postpunkowa ballada o Kijowie z okresu pierwszych dwóch dziesięcioleci odnowienia niepodległości Ukrainy, to w Winylu mowa jest o przełomie dwóch pierwszych dekad XXI wieku. Warto podkreślić, że Babko tak samo wnikliwie skupia się na problemie, który do tej pory nie został dokładnie wyartykułowany. „Byliśmy w domu. Mieliśmy dom. Tylko to miało znaczenie” – mówi Ryta – bohaterka powieści, która na wiosnę 2022 roku wraca do Kijowa po wymuszonej ewakuacji. Zaprawdę, dla pisarzy ukraińskich wcześniejszych epok istotnym było ukazanie Kijowa, który staje się domem dla przybyszów, w szczególności z prowincji, poszukujących lepszego życia. Wśród postaci występujących w tekstach o Kijowie, podobnie jak wśród ich autorów, trudno znaleźć rodzimych mieszkańców miasta, tych najdłużej i najgłębiej zanurzonych w lokalną czasoprzestrzeń. Dlatego też Kijów w literaturze niezwykle rzadko oznaczał dom nie symboliczny, ale właśnie realistyczny, mieszkanie w znajomej dzielnicy, jakieś kilkadziesiąt metrów kwadratowych pod opieką bóstw-penatów. Powrót Ryty natomiast jest właśnie drogą do Kijowa, znanego z dzieciństwa, gdzie czekają na nią pierwiosnki w porzuconym kwietniku i gdzie dziewczyna uświadamia sobie: „Obudzili nas, poruszyli, wstrząsnęli. I życie zaczęło z nas tryskać, jak krew z aorty, jak z fontanny”.
Paradoksem jest, że bohaterka powieści Babko, według zamysłu autorki, mieszka niedaleko budynku, w którym żył Stepan Radczenko – główny bohater powieści Pidmohylneho Miasto (1927) – niepodważalnej wizytówki urbanistyki kijowskiej. Jedna z kobiet, z którymi flirtuje ten mizoginista i wczorajszy wieśniak, ma na imię Ryta i jest baleriną z Charkowa. Minęło prawie całe stulecie i motyw ten został odwrócony. Teraz kijowianka Ryta ironizuje ze swojego sąsiedztwa z podręcznikowym Radczenką: „(…) czym tu się chwalić? Raczej nie zostalibyśmy przyjaciółmi”.
Inaczej traktuje klasyków literatury Anna Bezpała. W jej powieści Kasandra pali papierosy występuje charyzmatyczna Wer. To nietypowe dla Ukrainki imię posiada również główna bohaterka jeszcze jednego znaczącego tekstu o Kijowie – powieści W. Domontowycza (Wiktora Petrowa) Doktor Serafikus (1928–1947). Bezpała opisuje dwa tygodnie roku 1918 – okresu, który związany jest z szeregiem historycznych wstrząsów dla Ukrainy oraz jej stolicy. Jednakże nie tylko rozmyślania nad traumami z przeszłości są przyczyną wyboru przez pisarkę właśnie tego konkretnego tła wydarzeń. Paralelę między ukraińską rewolucją na początku XX wieku a obecną wojną za suwerenność Ukrainy zarysowano wyraźnie, ale bez nadmiernego patosu, często charakterystycznego dla prozy historycznej. Autorka postawiła na pieczołowitą rekonstrukcję wewnętrznego świata mieszczan oraz atmosfery samego miasta, z którym łączą ich rodzime więzi. Na pierwszym planie ukazani są ci, którzy odczuli na swoich plecach ciężar zarówno potężnych wstrząsów (przyjście Rosjan oraz ich marionetek nigdy nie wróży niczego dobrego), jak i rozkosze nowoczesności (ileż tego było chociażby na górnym tarasie restauracji w hotelu Praga!), a także próby wytrzymałości wewnętrznego kręgosłupa (od zachowania sumienia i zdrowego rozsądku pomimo większych i mniejszych kataklizmów, aż do przyjęcia swojej tożsamości etnicznej). Fakt, że autorka opisuje, na przykład, Wasyla Czuczupakę, Mychajla Semenkę, Jarosława Haszka, Mychajła Hruszewskiego, a także inne realne osoby, które mogą się wstydzić albo żartować – to dodatkowy bonus, a nie przykre zobowiązanie. Właśnie takie ujęcie umożliwia zręczne przeniesienie opowieści z burzliwej przeszłości do epicentrum współczesnych rozterek. Dlatego też Kijów traktowany jest jako miejsce, gdzie chce się żyć, wbrew wszelkim wyzwaniom. Przestrzeń, do bólu podobna do Troi. Miasto, które mogłoby nazywać się nie od imienia legendarnego księcia Kija, lecz od jego siostry – Łybedzi (nie bez powodu Bezpała kładzie nacisk na portrety delikatnych, wykształconych młodych kobiet).
Bohaterki w akcji mają znaczenie nie tylko dla przytaczania refleksji na temat przeszłości, ale także i przyszłości. Potwierdzeniem tego jest powieść Ulany Krywochatko Atramenty – bodajże najbardziej udany debiut w dziedzinie ukraińskiej fantastyki w ciągu ostatnich lat. W wydarzeniach z początku lat 2030-tych dużo jest Kijowa, albo raczej wspomnień o nim, przyprawionych estetyką antyutopii. Przyczyną takich nastrojów jest okupacja, lecz nie za sprawą dosłownych Rosjan lub ich pomagierów – następstwa takiej wersji zostały ostatnio opisane przez Pawła Szykina w powieści z gatunku historii alternatywnej Rozkopane groby (2024). Proza Krywochatko, według jej własnych słów, to fantastyka socjalna, co oznacza możliwość wielorakich interpretacji oraz doszukiwania się licznych ostrzeżeń. Fabuła opowiada o inwazji pozaziemskich przybyszów, którzy ukrywają swój odrażający wygląd pod iluzoryczną powłoką, zabraniają robić zdjęcia, zacierają toponimy oraz nazwy miejscowości (Chreszczatyk zmienia się w nijaką Pierwszą ulicę, a tuż za Placem Niepodległości zaczyna się dołujący plac budowy). Dzielnice są przebudowywane, popadając w monotonię (sama tylko myśl o trzypiętrowych szeregowcach rozciągających się od Placu Sofijskiego aż do Bessarabki przyprawia o mdłości). Ostatecznie, wyzwanie okupantom-„atramentom” rzuca odważna Tonia, która uzbrojona jest dosłownie w aparat fotograficzny Kijów. Każde jej zdjęcie – to wychwytywanie prawdziwych twarzy, a dodatkowo też – dokumentowanie ulotności. W rezultacie powieść staje się pewnego rodzaju zaklęciem mającym utrwalić nienaruszalność prawdziwych, niesfałszowanych toponimów oraz nieokiełzanego, pagórkowato-kwiecistego krajobrazu kijowskiego. Nawiasem mówiąc, to jest ten przypadek, gdy warto podkreślić: styl Krywochatko to solidna konstrukcja architektoniczna w jej książce opisującej miasto.
Nienaruszalność… Po tym słowie, nie sposób zaprzeczyć, że wytrwałość Kijowa symbolizują nie tylko mury średniowiecznych i barokowych klasztorów, jak kiedyś, ale także ściany ze sklejki i zdolność pokonywania pustki, w każdy możliwy sposób. O prawdziwości domu oraz innych sensów, które nigdy nie tracą swej wartości. O moim najlepszym na świecie mieście – carpe diem, które pozostaje wieczne.
Zresztą, w momencie, kiedy dopisuję ten artykuł, przez okno słychać odgłosy ochrony przeciwlotniczej.
Wczoraj Rosja ponownie zaatakowała Kijów rakietami i dronami. A pamiętam, że zaczynali od literatury…
Wiaczesław Łewycki (urodzony w 1988 roku) – ukraiński poeta, tłumacz, literaturoznawca. Doktor nauk humanistycznych. Autor czterech tomików wierszy (najnowszy z nich – Unplugged w tłumaczeniu Ryszarda Kupidury, Warszawa: Anagram 2023) oraz współautor pięciu monografii. Członek ukraińskiego PEN. Mieszka oraz pracuje w Kijowie.
Kultura Enter
2025/04 nr 116


