OMÓWIENIE. Gruzińskie sploty
Wiesława Turżańska
Już samo określenie „Gruzja”, czyli Sakartwelo – jak sami Gruzini nazywają swój kraj, którego początki sięgają połowy I tysiąclecia p.n.e. – uruchamia wyobraźnię. Przed oczami pojawiają się monumentalne szczyty Kaukazu, gdzie według mitu został przykuty do skał Prometeusz. Wspominamy dumnych mężczyzn w narodowych strojach tańczących nasycone symboliką chorumi oraz czarnobrewe kobiety o finezyjnej urodzie. Pamiętamy, że Gruzja to kolebka światowego winiarstwa, a do dziś podczas degustacji towarzyszą wyszukane toasty. W mojej pamięci utkwił jeden, usłyszany wiele lat temu: Pijmy zdrowie drzew, z których będą nasze trumny. Oby żyły 200 lat! W latach 60. ubiegłego wieku wyobraźnię rozbudzała piosenka Batumi, ech Batumi, śpiewana przez dziewczęta z zespołu Filipinki. Dzisiaj, zwiedzając czarnomorski kurort, możemy zobaczyć kilkudziesięciometrowy posąg Medei, trzymającej Złote Runo.
Natomiast w latach 70., dzięki sprawnie działającym DKF – om kinomani poznawali filmy wybitnych gruzińskich reżyserów, m.in. kontestatorski Był sobie drozd Otara Josselianiego czy poetyckie Drzewo pragnień Tengiza Abuładze. A w połowie lat 80. znakomitą Pokutę, w której Abuładze w metaforyczny sposób dokonał gorzkiego rozrachunku z czasami stalinizmu. Od dawna Polacy wyruszają do Gruzji na wycieczki, organizowane przez biura turystyczne. Często ze zdziwieniem przyjmują fakt, że na trasie zwiedzania znajduje się Muzeum Józefa Stalina w Gori. I niewiele w nim mowy o czasach bezprecedensowego terroru, a przed budynkiem stoi pomnik tyrana, którego zbrodnie krwawym cieniem położyły się nie tylko na losy ludzi z byłego ZSRR, ale też na całą Europę Środkowowschodnią.
Jednakże, pomimo dużego zainteresowania Gruzją i jej kulturą, współczesna literatura gruzińska pozostaje mało znana. Stąd też słowa uznania należą się Fundacji i Ośrodkowi „Pogranicze” w Sejnach, gdzie od końca lat 90., w serii Meridan, ukazują się książki wybitnych autorów z Europy Środkowowschodniej. Do nich należy, urodzony w Tbilisi w 1972 r., Arczil Kikodze. Jest on nie tylko pisarzem, ale również operatorem filmowym, scenarzystą, dziennikarzem, działaczem organizacji humanitarnych. Kikodze to także zapalony alpinista i przewodnik ornitologów, co nie pozostaje bez wpływu na jego twórczość. Np. swoją pierwszą powieść, która ukazała się w Polsce w 2015 r., a w Gruzji otrzymała prestiżową Nagrodę Literacką SABA, zatytułował Ptaki i ludzie. Natomiast druga – Słoń południowy, została uznana za najlepszą książkę w Gruzji 2017 roku i do polskiego czytelnika dotarła 2020 r., zaś Jaszczuka na kamieniu nagrobnym, również wyróżniona Nagrodą Literacką SABA, została wydana w Polsce w bieżącym roku. I jak dwie poprzednie przetłumaczyła ją mieszkająca w Tbilisi, antropolożka i kartwelolożka, Magdalena Nowakowska, która opatrzyła publikację przypisami, pomagającymi czytelnikowi zgłębić niuanse kulturowe Gruzji.
Choć powieści dotyczą nieco innych przestrzeni geograficznych; w Ptakach i ludziach to tereny półpustynne, w Słoniu południowym – Tbilisi, a w Jaszczurce na kamieniu nagrobnym, oprócz Tbilisi, mamy Berlin oraz tereny Gór Pchowskich, będących częścią wielkiego Kaukazu, to układają się w swoistą serię. Łączy je pojawienie się w tytule żywego stworzenie i kreacja pierwszoosobowego narratora, w wieku zbliżonym do autora. Wspólnym dla utworów problemem pozostaje kwestia pamięci, często subiektywnej, złudnej, wymagającej konfrontacji. Toteż narracja nasycona jest siecią przenikających się wspomnień, co momentami przypomina efekt Proustowskiej magdalenki. W Jaszczurce na kamieniu nagrobnym narrator, mieszkający w Tbilisi i z pasją fotografujący zimnokrwiste gady, odwiedza swoją matkę, Mananę, oraz córkę, Kato, spędzającą w wiejskim domku babci wakacje. Przyjazd do matczyzny wyzwala w mężczyźnie istną konstelację wspomnień, sprawiającą, że balansuje on pomiędzy światem żywych a umarłych. Zresztą, z domu Manany: Trasa spacerowa jest tylko jedna – drogą w stronę cmentarza.(s.43)
Co więcej, tytuł powieści wiąże się z cmentarzem i zmarłym ojcem, jednym z trzech najwybitniejszych w Gruzji znawców płazów i gadów. Autor przytacza mało znaną historię pojawienia się na tych terenach jaszczurek libańskich. Ich nazwa pochodzi od łodzi zrobionych z libańskiego cedru, na których przybyły do Zachodniej Gruzji, a którymi Turcy w XVII w. wywozili do swego imperium złapanych tam niewolników. Zaś ojciec, marzący o odkryciu nowego gatunku jaszczurki endemicznej, tropiąc w kazamatach nieznaną mu populację, nieświadomie zdeterminował swój tragiczny los. Nic więc dziwnego, że w świecie bliskich relacji żywych i zmarłych narrator dostrzegając na jednym z kamiennych nagrobków jaszczurkę, uznaje ją za wcielenie ojca. Jest też człowiekiem o dużej wrażliwości etycznej; próbując oswoić z gadami nie tylko swą córkę, ale również wnuczkę Keti. koleżanki z dzieciństwa, dokonuje swoistego aktu zadośćuczynienia. To właśnie przed laty matka Keti, uznając, że padalce przestraszyły dziecko, dokonała wśród nich rzezi. Pomimo upływu czasu obraz nieżyjących rodziców koleżanki pojawia się przed oczami narratora.
Bo też autor obdarzył bezimiennego narratora wyjątkową pamięcią, stad przeszłość stanowi immanentną część jego życia. I dlatego stara się uporządkować dawne wydarzenia, jak n.p., okoliczności, w których pierwszy raz zobaczył swą ukochaną Aldo. Jednakże konfrontacja wspomnień z innymi bohaterami powieści nie zawsze przynosi jednoznaczną odpowiedź. Tak dzieje się w przypadku Giga, przyjaciela z lat szkolnych, malarza, który w latach 90. wyemigrował do Berlina, poszukując swego miejsca wżyciu. Właśnie wątek związany z dramatycznym losem Gigo stanowi jedną z dwóch linii narracyjnych w utworze, zaczynającym się od słów: I znów Gigo zebrał nas razem… A nieoczekiwane spotkanie szkolnych przyjaciół w Tbilisi implikuje śmierć malarza, który zagrał na kacu sześćdziesiąt meczy w ping – ponga i serce mu pękło.(s.10)
Jego historią autor egzemplifikuje problem poszukiwania tożsamości przez tych, którzy po przemianach politycznych dokonują wyborów pomiędzy lojalnością wobec klanu a indywidualną wizją własnego życia. Bo Gigo jako człowiek gór, nie wyobraża sobie, że ktokolwiek, kto opuści ziemię rodzinną, może odnaleźć szczęście.(s.98) Toteż w Berlinie, choć dzięki Frau Volbers, kochance i właścicielce galerii, odniósł sukces, to czuje się jednocześnie wygnańcem i osaczonym. Zresztą, narrator tak ironicznie komentuje komercyjny charakter wernisażu: szczerzący zęby niczym żołnierz Szamila i ubrany w baranią czapkę Gigo oraz jego prymitywistyczne obrazy są najlepszą rzeczą, jaką można dostać w górach Kaukazu.(s.72) Trudno nie zauważyć, iż poczucie wyobcowania towarzyszy Gigo po powrocie z Niemiec do Tbilisi, gdzie chodził do szkoły i studiował na ASP. Nie jest też w stanie nawiązać głębszych relacji z kobietami: w Berlinie uciekał przed Frau Volbers do burdeli, w Tbilisi, w tajemnicy przed Eką szuka samotności nad „tbiliskim morzem” i rozrywek w ekskluzywnym SPA.
Zdaniem narratora, przyczyna problemów przyjaciela tkwi w bezgranicznym przywiązaniu do kaukaskich mitów i rytuałów, czego konsekwencją jest przekonanie o pochodzeniu z przeklętego rodu. Zarazem Gigo szuka też oparcia w odnawianiu szkolnych więzi, choć dawni przyjaciele stali się już innymi ludźmi. Jednakże autor wskazuje, iż nić przyjaźni jest na tyle silna, iż zmusza do zachowań wbrew logice i na przekór sobie. Tak dzieje się w przypadku narratora, który na wezwanie Giga wyrusza z nim konno w góry Kaukazu na odprawienie rytuału, mającego nie dopuścić do przelewu krwi między skłóconymi od wieków klanami. A w pradawnych obrzędach, odbywających się w pogańskiej kapliczce, hati, nie mogą brać udziału kobiety, zaś puntem kulminacyjnym jest złożenie ofiary z czarnego byka. Natomiast narrator ma poczucie uczestnictwa w mistyfikacji i niedorzeczności, tym bardziej że przewodzący obrzędowi stary hucesi ciągle zapomina słów modlitwy.
Kikodze dokonując demitologizacji dawnych obrzędów, stara się przeniknąć mentalność kaukaskich górali, których w czasach stalinowskich zmuszono do osiedlenia się w dolinach. Jednocześnie wskazuje, iż pradawne rytuały i zadawnione konflikty osadzają ich w sferze rzeczywistości postulowanej. Autorskiemu zabiegowi służy kreacja narratora, człowieka mieszkającego w Tbilisi i podchodzącego do dawnych obyczajów z dystansem, choć wiernego szkolnej przyjaźni. Najbardziej dobitnie ten problem obrazuje jego udział w pogrzebach Giga, którego ciało krewni porwali z cmentarza w Tbilisi, by pochować je w rodzinnej wiosce, a latem przenieść w góry. Swą decyzję tak uzasadnia: Przyjechałem tu, żeby Giga nie zostawiać samego.(s.135) W związku z tym, na wypominkach słuchając zgromadzonych, którzy w opowieścią łączą fantazję z pełnymi grozy faktami, z sarkazmem konstatuje: O Gigu też zapomną, jak o tym przepołowionym człowieku. (..) Ale to, co zrobili Chwtiso i jego ojciec, pamiętać będą zawsze. Coś w tym życiu zrobili, ich potomkowie będą za nich wznosić toasty i opowiadać o ich czynie. Na moich oczach rodzi się nowy mit.(s.142)
Bez wątpienia opis obu wypraw narratora w góry Kaukazu pozwala czytelnikowi wniknąć w ten skomplikowany świat. Potęga natury i ponad dwa tysiące lat tradycji wytworzyły swoisty amalgamat cech osobowościowych. Stąd na każdym kroku stykamy się z niezwykłą gościnnością, a spotkaniom towarzyszą ogromne ilości znakomitego wina i mocnej czaczy, wypijanych przy wznoszeniu licznych toastów. Ważną rolę pełnią też opowiadacze, przywołujący osobiste doświadczenia bądź te zasłyszane i przekazywane z pokolenia na pokolenie. I trudno w nich odróżnić fakty od konfabulacji, do której skłania zwykła próżność, jak w przypadku perory pijanego górala na temat dziadka. W jego niedokończonej historii jak refren powtarzane są słowa: Wpadnę, wszystkich porąbie i wyjdę…(s.90) Natomiast niezwykle wzruszająca jest historia kobiety, której woda zabrała obydwoje dzieci, mąż zabronił płakać. Taka była jej kara.(s.82)
Kikodze nie pomija też bolesnych faktów z przeszłości, które przełożyły się obecne relacje międzyludzkie, często pełne nienawiści.. Toteż, kiedy na wypominkach za malarza pojawia się Dżambakur, potomek szlacheckiego rodu Eristawich, który rządził na tych terenach do czasów sowieckich, atmosfera zagęszcza się. Zebrani nazywają go paniczem, a wielu z nich zapewne odczuwa niepokój. Gdyż, jak czytamy, kiedy komuniści odebrali rodowy majątek, rozstrzelali dziadka, ojca wysłali do gułagu, okoliczna ludność rozkradła to, co pozostało. Zaś Dżambakur stwierdza: Ja wróciłem i osiedliłem się tutaj – im na złość. Zbudowałem dom, posadziłem winnicę. Im nie można ufać, ale ja się nie boję.(s.156) Dodając po chwili: (…) po prostu nienawidzę tego miejsca, ale i tak tu siedzę. To jest moja ziemia. Dlaczego nie mogę tu być? Oni? Oni mnie nie zastraszą.(s.158) Jednocześnie przypomina, że w 1930 r. okoliczni chłopi z zazdrości zabili brata wybitnego poety Waży Pszaweli: Cała wieś zatłukła go kindżałami, zatłukła pałkami.(s.157) Toteż, choć przyznaje, że wybrał ścieżkę wina, jest pewien, iż nie uniknie śmierci. Dramatyczny charakter tych scen wzmacnia fakt, iż wioska znajduje się blisko granicy z Federacją Rosyjską. A mieszkańcy zagrożeni są pełzającą okupacja, gdyż nocą granica bywa przesuwana w głąb Gruzji.
Postsowiecką rzeczywistość, Kikodze, zwolennik zachodnioeuropejskiej demokracji rozlicza także w innych fragmentach powieści. Wskazuje przykład Jurgena, komunistycznego nauczyciela, bijącego uczniów i prześladującego ich za przynoszenie pisanek na Wielkanoc, a w wolnej Gruzji dyrektora do spraw programowych w tbiliskiej szkole. Zaś dawny aparatczyk, startuje w wyborach i nawet cieszy się uznaniem. Keti z podziwem mówi o zbudowanych przez niego cerkwiach, monastyrach i organizacji akcji charytatywnych. O programie obiecującym przywrócenie chwały i godności. Wobec takiego dictum narrator pozostaje bezradny: Logiki używają politycy wieszający plakaty wyborcze na ścianach stodół i wieżowców, swoją logikę ma również chamstwo, bandytyzm i konformizm. Co mam temu przeciwstawić?(s.119) Jego irytację pogłębia fakt, że plakaty wyborcze wiszą w leżącej na uboczu wiosce, w której mieszka Manana.
Dla narratora miejscowość stanowi enklawę spokoju w targanej sprzecznościami współczesnej Gruzji, o której Frau Volbers, wyjeżdżając po pogrzebie Giga w Tbilisi, mówi: Wasz kraj jest jednym wielkim chaosem. (s.95) Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż oba pogrzeby malarza odbywają się w czasach niemal nam współczesnych, w początkach wybuchu w Chinach epidemii COVID – 19. Jednakże jest to osąd powierzchowny i dość częsty w ustach ludzi z Europy Zachodniej. Pełniejszy obraz gruzińskiego świata uzyskujemy dzięki drugiej linii narracyjnej związanej z Mananą, narrator prowadzi z nią długie rozmowy i przywołuje te sprzed lat. Wioskę, w której mieszka, nazywa czule matczyzną, choć wspomnienia związane z tym miejscem nie są sielankowe. Jako dorosły mężczyzna nie może zapomnieć tragicznej śmierci kolegi – epileptyka, który w dzieciństwie straszył go opowieściami o duchach, a którego Manana podziwiała jako wspaniałego opowiadacza.
Fragmenty poświęcone matce to swoisty hymn na jej cześć. Poznajemy ją w różnych etapach życia jako kobietę charyzmatyczną, bezkompromisową, pełną empatii, kształtującą osobowość syna, gdyż mąż większość czasu spędzał na wyprawach badawczych. Potrafiła w czasie komunizmu zachować niezależność, nie zapisując się do partii, biorąc udział wielkanocnych nabożeństwach. Później, w okresie konfliktów zbrojnych, zrezygnowała z kariery uniwersyteckiej i podjęła pracę w organizacjach pomocowych. Zaś będąc w podeszłym wieku, wyniosła na plecach sąsiadkę z płonącej chałupy. Narrator wspomina, jak w dzieciństwie drżącym głosem czytała mu wzruszający wiersz Waży Pszawela, List pchowskiego żołnierza o młodziutkim Gruzinie, który podczas I wojny światowej modlił się do Laszkari, lokalnego bóstwa o opiekę.
To właśnie Manana, znawczyni dawnych kultur, wprowadza syna w krąg archaicznych wierzeń. Opowiada o Matce – Słońcu, najważniejszym bóstwie w gruzińskim panteonie czy o synkretyzmie dawnych religii z chrześcijaństwem, zgodnie z którym pogański Kopala na górskiej ścieżce próbuje swoich sił z Jezusem. Zadziwia też syna niezwykłą empatią wobec wszystkich istot żyjących. Nawet tarczówka marmurkowata, największa zmora pól i lasów, nie jest jej wrogiem. Łasice to jej dobre znajome, o jaszczurkach nawet nie wspominam .(s.121) I co może niektórych czytelników zaskoczyć, wszystkie rozmowy prowadzone są przy nieodłącznym papierosie i kawie, kiedy zaś Manna krąży po domu, którym zegar wskazuje tylko jedną godzinę, w myślach tworzy swą nienapisaną powieść.
Urokowi matczyzny ulega także Aldo, uznając odwiedziny w opuszczonej i pełnej zdjęć gwiazd filmowych cerkiewce, za zaślubienie narratora. A historia tego niezwykłego miejsca ujawnia paradoksy mentalności mieszkańców wioski. Konferansjera, który tak przyozdobił opustoszałą świątynię, uznawano za dziwaka, nikt też nie pofatygował się na jego pogrzeb. Kiedy jednak przysłany ksiądz, w imię walki z pogaństwem, kazał spalić fotografie grzesznych kobiet, wieś stawiła opór. Nie tylko pochowano je pod cmentarnym płotem, ale też urządzono huczną stypę, wznosząc liczne toasty. I co warte odnotowania, ukochano suczka Kato wabi się Ava, na pamiątkę Avy Gardner, jednej z owych grzesznych kobiet. Wydaje się, głębokie uczucie, jakim narrator darzy partnerkę, to pokłosie jego bliskich relacji z matką i pełnego czułości małżeństwa rodziców. Zaś postawa Aldo nie jest typowa w konserwatywnej Gruzji, gdyż lęka się ona stracić niezależność i konsekwentnie odmawia sformalizowania związku.
To właśnie pragnienia wspólnego życia z ukochana kobietą pobudza narratora do wyrwania się z zapiekłej pamięci. Podczas drugiego pogrzebu Giga uświadamia sobie: Nigdy nie udało mi się uratować żadnego z moich zmarłych, dlatego teraz uganiam się za ich ciałami i duchami.(s.174) Wtedy podejmuje walkę z obezwładniającymi mitami, narażając się na agresję całego otoczenia. Można jednak przyjąć, iż doznaje oczyszczenia. Zresztą, niezwykle bogaty w symbolikę jest tytuł tej fascynującej powieści. Oczywiście, jaszczurka kojarzy się narratorowi ze zmarłym tragicznie ojcem, ale przecież także symbolem Logosu (Słowa), ciągłego odradzania się, dążenia do światła, wiosny…
Arczil Kikodze; Jaszczurka na kamieniu nagrobnym. Tłum. Magdalena Nowakowska. Fundacja „Pogranicze”, Ośrodek „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”. Sejny 2025, ss. 187.
Kultura Enter
2025/04 nr 116


