Strona główna/Nie istnieje metodologia badania pamięci

Nie istnieje metodologia badania pamięci

Wołyński dialog w praktyce

W zeszłym roku odbyła się jedyna w swoim rodzaju polsko-ukraińska ekspedycja na Wołyń, której jednym z efektów jest trójjęzyczna publikacja uzupełniająca lukę dotyczącą relacji o ratowaniu Polaków przez Ukraińców podczas rzezi wołyńskiej. Od wiosny tego roku w Polsce i na Ukrainie ruszyła promocja książki Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943. Jak dotąd odbyło się kilkanaście spotkań prezentujących projekt, książkę – wszystko po to, by wspierać polsko-ukraiński dialog, w gorącym okresie 70. rocznicy rzezi wołyńskiej.

Cykl spotkań zainaugurowano we Włodawie. W zeszłym miesiącu spotkania miały miejsce w Łucku, Ostrogu, Równem, Bołszowcach (koło Iwano-Frankiwska, Międzynarodowe seminarium polsko-ukraińsko-żydowskie „Arka”), dwukrotnie w Lublinie. Kolejne promocje będą trwały do końca tego roku (m.in. Warszawa, Kraków, Radom, Kijów, Lwów, Drohobycz). Spotkania cieszą się żywym zainteresowaniem. Wzięło już w nich udział ponad 500 osób. Po prezentacjach w Polsce i na Ukrainie powstała potrzeba powtórnego wyjaśnienia przyczyny podjęcia tej polsko-ukraińskiej inicjatywy szerszemu kręgowi odbiorców. Szczególnie, że w ostatnich dniach słyszymy wiele głosów omawiających zbrodnię wołyńską i zadaje się ciągle pytanie, w jaki sposób należy o niej rozmawiać.

Dlaczego pojechaliśmy na Ukrainę, aby rozmawiać ze świadkami wydarzeń na Wołyniu? Po to, aby autentycznie upamiętnić ofiary, ocalonych, a przede wszystkim ratujących, o których humanitarnej postawie, w obliczu wszechobecnego braku szacunku dla życia ludzkiego, najmniej się dziś pamięta. Również po to, żeby nie snuć kolejnych narracji o pojednaniu, ale działać na jego rzecz – zamiast trwać w oczekiwaniu na nowy spektakl medialny.

Projekt ruszył w 2012 roku, długo przed obchodami 70. rocznicy zbrodni wołyńskiej. W roku okrągłej rocznicy było do przewidzenia, że takie działanie byłoby trudno zrealizować. Jednocześnie to był świadomy akt, który wobec zbliżającej się rocznicy miał przygotować grunt pod lepszą jakościowo rozmowę. Szczególnie chodziło o młodsze pokolenia, aby pokazać im wielowymiarowe spojrzenie na ten problem, dać szansę działania na rzecz polsko-ukraińskiego dialogu. Studenci z Polski i Ukrainy spotkali się najpierw na seminariach naukowych z udziałem historyków i ekspertów z Polski i Ukrainy (Lublin, Łuck, Nowowołyńsk). Następnie przeszli warsztaty praktyki nagrywania wywiadów biograficznych (sięgającej do metody oral history), i – w końcu – wyruszyli na badania terenowe po Wołyniu.

Co wyróżnia to działanie spośród innych? Młodzi Polacy i Ukraińcy badają trudną pamięć związaną z historiami mordu i ratunku wśród Ukraińców ratujących Polaków w okresie czystek etnicznych prowadzonych przez OUN–UPA w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Poszukują nie tylko szlachetnych postaw wśród Ukraińców, ale też wśród Polaków ratujących Ukraińców w czasie akcji odwetowych i wysiedleńczych. Takie dojrzałe podejście z obu stron promuje międzypokoleniowe świadectwo przekazywania pamięci i próby godzenia się z nią ponad narodowymi konfliktami. Taka społeczna akcja przyczynia się do refleksji nad bolesną pamięcią, walcząc przy tym z automatyzmami myślenia, stereotypami narodowymi Ukraińca i Polaka, które wciąż przeszkadzają we wzajemnym zrozumieniu. To istotne, że przy wewnętrznym podziale państwa ukraińskiego, w projekcie wzięli udział młodzi ludzie z Zachodniej Ukrainy, jak i Wschodniej Ukrainy – gdzie wiedza na temat Wołynia jest znikoma, z naturalnych względów geopolitycznych. Najistotniejsze są dla mnie osobiste głosy osób, które już po spotkaniach lub po lekturze książki wyznają, że dzięki takiej akcji i książce odtąd potrafią patrzeć na Ukraińców bez uprzedzeń.

Czy jest potrzebny taki projekt? Początkowo nikt nie wierzył w jego realizację, wydawał się niepotrzebny. Nikt się nie spodziewał, że ktokolwiek ze świadków na Wołyniu zechce rozmawiać z młodymi Polakami i Ukraińcami. Tymczasem archiwum projektu dysponuje dziś ponad 150 relacjami i za chwilę zapełni się kolejnymi[1]. Coraz częściej pojawiają się głosy, zarówno polityków, jak ze strony środowisk kresowych czy uniwersyteckich, które wskazują na potrzebę takich inicjatyw oraz na ich siłę. Działanie to upowszechnia w osobliwej formie wiedzę o skomplikowanej historii, której wciąż jest mało w podręcznikach polskich, lub nie ma jej wcale w ukraińskich. Historia mówiona wciąż nie stanowi doskonałego i obiektywnego dokumentu dla wielu naukowców w Polsce, zaś na Ukrainie dopiero się przyjmuje, choć istnieją już osobne ośrodki korzystające z tej metody badawczej.

Praca, którą podjęliśmy wymaga delikatności, ostrożności i odwagi. Zebrane materiały mogą podlegać manipulacjom, np. operowaniem zebranymi relacjami bez kontekstu. Stąd należy ze specjalną troską chronić i przekazywać zebrane świadectwa. Warto mieć świadomość, że promując odpowiedzialne dziennikarstwo, nie zgadzamy się na bezrefleksyjną debatę, podatną na manipulacje polityczne i medialne. Naszym wrogiem jest też czas, ponieważ właśnie umierają ostatni świadkowie.

Narzędzia badania pamięci

Nie tylko w kontekście oceny zbrodni wołyńskiej coraz bardziej odczuwalne są słabości narzędzi przekazu trudnej historii i pamięci o niej. Media i politycy pracują na swój użytek. Trudno wyrwać się z kręgów różnych narracji na ten temat, zwracając się ku praktyce. Bez wątpienia potrzebne są zmiany na szczeblu edukacyjnym. Dotyczą one głównie edukacji państwowej, ponieważ dziś pracę nad pamięcią prowadzi głównie edukacja nieformalna i organizacje pozarządowe. Również działania pozarządowe powinny być mocniej wspierane oraz dofinansowywane. Świadczy o tym choćby przykład trudnej sytuacji Ośrodka „Karta”, który z całym potencjałem badawczym i długoletnim doświadczeniem nie może kontynuować badań, jakie mogłyby być niezwykle owocne przy nowych analizach. Sytuacja ta stoi w rażącej sprzeczności choćby z najnowszymi programami Unii Europejskiej, które kładą szczególny nacisk na rozwój płaszczyzny edukacyjnej. W dalszej perspektywie dążą one do umocnienia dobrej jakości życia w tolerancyjnym środowisku, zwracając się także ku rozwojowi współpracy międzynarodowej.

Tymczasem seria tegorocznych konferencji dedykowanych kwestii wołyńskiej pokazuje siłę ich autotematyzmu. Ich elitarność niestety nie służy obywatelom, którzy chcieliby poznać konkretne efekty dyskusji i obrad panelowych. Na tego rodzaju obrady nie są zapraszani nauczyciele, przedstawiciele młodzieżowych organizacji, uczniowie i studenci. To nie prawda, że konferencja jest otwartym spotkaniem. Większość sympozjów jest obecnie odpłatna, co zawęża liczbę odbiorców. Program jest podawany o wiele za późno, żeby nauczyciel mógł sobie zaplanować możliwość przybycia na konkretny wykład lub dzień obrad. Organizatorzy zawiadamiają o konferencji jedynie potencjalnie zainteresowanych (według własnych przewidywań), często z tego samego kręgu. Nie dba się o społeczną informację medialną, postawienie na intensyfikację wymiany „oddolnej” myśli społecznej. W konsekwencji konferencje przybierają charakter zamkniętych obrad ekspertów.

Ostatnie miesiące sprzyjały temu, aby postawić diagnozę, jak aktualnie wygląda pamięć o zbrodni ze strony polskiej i ukraińskiej. Takie diagnozy są potrzebne, ale nie wnoszą do dyskusji nowych elementów. Podczas konferencji zorganizowanej w Warszawie pod koniec czerwca przez Instytut Pamięci Narodowej (1943 – Zbrodnia wołyńska. Prawda i pamięć. Edukacja – Historia – Pamięć) wielokrotnie podkreślano, że Polacy powinni zrozumieć uwarunkowania ukraińskiego doświadczenia, formowanego w nieporównywalnie trudniejszych warunkach niż polskie. Igor Szczupak, dyrektor Ukraińskiego Centrum Badań Holokaustu „Thuma”, słusznie powiedział, że nie można wymagać, aby Polacy czy Ukraińcy w podobny sposób pamiętali o wydarzeniach na Wołyniu w 1943 roku, podsumowując, że nie możemy nawzajem uczyć się swojej historii. Andrij Portnov dzień wcześniej na tej samej konferencji zaznaczył, jakim wyzwaniem dla wolnej Ukrainy było w 1991 roku zderzenie się z wewnętrznym problemem – jak tak naprawdę opowiedzieć historię swojego państwa.

Zjawiskiem powszechnym będzie zawsze pewna osobność w pamięciach indywidualnych, pamięciach rodzinnych, jak i pamięci określonych grup społecznych. Należy pamiętać, że będą one także ograniczone czynnikami geograficznymi, geopolitycznymi etc. Dlatego nie istnieje uniwersalna metodologia badania pamięci, ale całe bogactwo narzędzi badawczych, różnych szkół i metodologii stosowanych z pozytywnym skutkiem przez ekspertów wielu dziedzin – historyków, socjologów, antropologów czy etnografów. Repertuar pojęciowo-metodologiczny nie jest bezstronny i podlega zmianom. W ten sposób pamięci odróżniają równocześnie zmienne elementy kultury, mentalności itd. Dogłębnie mówił o tym 28 czerwca w Pałacu Prezydenckim bezpośredni świadek wydarzeń i ocalony w 1943 r., były Minister Spraw Zagranicznych, profesor Adam Rotfeld:

Dla historyka jest rzeczą zrozumiałą, że pamięć o historii jest niesłychanie ważnym elementem świadomości narodowej, zwłaszcza tej świadomości świeżo okrzepłej, która jest dumą z własnego państwa, ale jeszcze świeżo pamięta te tragiczne doświadczenia, kiedy państwa nie było. W takim ujęciu pamięci o historii, historia jest często idealizowana, to jest historia własnych zasług i cudzych przewin. Jest to spojrzenie na historię, które w naturalny historyczno-socjologiczny sposób ma kłopoty z rzeczywistym obrazem wydarzeń. Powinniśmy, my, Polacy, których przeszłość i narodowe doświadczenie kształtowało się też w dramatycznych, ale jednak korzystniejszych niż ukraińskie warunkach, rozumieć te naturalne, ukraińskie uwarunkowania.[2]

Potrzeba uczenia pamiętania

Mówiąc o relacjach polsko-ukraińskich w kontekście Wołynia, wybitny specjalista w tym zakresie tematycznym – Grzegorz Motyka – jasno i wielokrotnie podkreślał szereg zagadnień, które należy brać w całości pod uwagę. To ostatecznie odpowiedzialna kontekstualizacja, której wielu autorom brakuje, kiedy skupiają się na jednym z czynników, nie zaś na zespole faktów, które doprowadziły do zbrodni wołyńskiej. Autor obecnie wydanej także na język ukraiński książki Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła” niejednokrotnie przestrzegał badaczy przed powierzchownym traktowaniem szeregu innych okoliczności, jakie miały potencjalny wpływ na przebieg wydarzeń w 1943 roku i później. Stanowisko jasno określone przez Grzegorza Motykę jest wytyczną, która powinna być przyjęta przez nauczycieli, którzy zechcieliby poświęcić młodzieży czas na przekazanie tej trudnej wiedzy XX wieku. Poza tym, w sferze nie tylko badawczej, ale pedagogicznej, często w nauczaniu o miejscach pogranicza (będących swoistym tyglem narodowościowym) zapominamy umiejscowić w tym kontekście topograficznym historię. W przypadku nauczania o tym, co wydarzyło się na Wołyniu, warto umieścić różne postawy i zachowania wobec zła, akcentując specyfikę regionów niehomogenicznych pod względem kulturowo-narodowo-wyznaniowym. W kontekście samego Wołynia grupy społeczne poza polskimi i ukraińskimi obywatelami były bardzo różne, stanowili je: Żydzi,Niemcy, Czesi, a także w mniejszym stopniu Ormianie, Karaimowie, Rosjanie, Białorusini, Litwini, Węgrzy,czy potomkowie Holendrów.[3]

Mamy wciąż wiele do przepracowania na własnym gruncie. Profesor Jolanta Choińska-Mika, autorka podręczników historycznych, jasno postawiła potrzebę refleksji współczesnej. Poza koniecznością przedstawiania stanowisk ze strony polskiej i ukraińskiej, zaznaczyła problem powstawania kolejnych książek i podręczników, które narażają się zawsze na dyskusje sejmowe. Konsekwencją jest obawa autorów przed drukowaniem publikacji, ciągle zależnych od polityki historycznej. Szczególnie cenne było spostrzeżenie pani profesor przypominające o tym, że odrzuciliśmy w Polsce refleksję popeerelowską, nie zastępując ją nowymi przemyśleniami

Sprawiedliwi” Ukraińcy

Istnieją głosy opowiadające się za próbą przeniesienia na aktualną koncepcję nauczania o zbrodni wołyńskiej metodologii opowiadania o Zagładzie. Budzą one moje wątpliwości. Niewątpliwie badanie ludzkich postaw wobec zła ma zalety pedagogiczne, z tym zastrzeżeniem, że kontekst określenia „Sprawiedliwy” odnosi się ewidentnie do tytułu „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata” – tytułu oraz medalu przyznawanego przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Jad Washem w Jerozolimie.

Pierwsza wątpliwość: czy na pewno zrozumiała jest transpozycja wypracowanej metody mówienia o postawach wobec ludobójstwa na ludności żydowskiej i innych narodowościach w wyniku ideologii nazistowskiej i czy może mieć swoje odzwierciedlenie w mówieniu o relacjach polsko-ukraińskich. Poza tym w sensie znaczeniowym „Sprawiedliwy” nie jest uniwersalnym dookreśleniem historii ratunku drugiego człowieka. Jeśli już odwołujemy się do koncepcji medalu, to mówmy o historiach ratunku przez „Sprawiedliwych” w cudzysłowie. Nie jestem także przekonana, czy niesienie pomocy drugiej osobie, w dodatku pod groźbą śmierci, dobrze oddaje przymiotnik „sprawiedliwy”. Bowiem co oznacza, dziś czy w tamtych czasach, bycie sprawiedliwym? Analogie są – rzecz jasna – zrozumiałe, ponieważ każdy indywidualny czyn człowieka narażającego swoje życia, ratując drugiego, jest etycznie jednoznaczny i nie podlega żadnej definicji czy przynależności narodowej.[4]

Bardziej znaczące w tych odwołaniach jest pomijanie pewnej osobliwości polityki pamięci, którą wypracowało państwo Izrael. (Zresztą etymologia tytułu „Sprawiedliwy…” ma swoje oparcie w tradycji judeochrześcijańskiej, a także przypowieściach o sprawiedliwych. Na medalu „Sprawiedliwy…” widnieje motto z Talmudu: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat”.) Dekretem Knesetu z 1963 roku medal ten stanowi najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne przyznawane wyłącznie narodowościom nieżydowskim pomagającym Żydom. Krótko mówiąc, nazwa i kontekst historyczny powiązane są ściśle z tradycją żydowską. Dlaczego rozwiązanie pochodzące z tejże tradycji miałoby pomóc w określeniu złożonych stosunków polsko-ukraińskich, które tyle lat wymykały się historykom? Zarówno czystka etniczna Polaków na Wołyniu i w Galicji jak historia Wielkiego Głodu długo pozostawały w ukryciu. W Europie wciąż jest niewielka wiedza o tych wydarzeniach i wszelkich kontekstach przedwojennych oraz powojennych na pograniczu polsko-ukraińskim.

Inną sprawą jest próba mówienia o edukacji na temat tej problematyki, włączając wzorce przeniesione z modelu mówienia o postawach podczas II wojny i Holokaustu. Nauczyciele poza wzorcami „Sprawiedliwych” często unikają omówienia postaw oprawców, szmalcowników lub obojętnych postaw wśród swoich rodaków. Analiza takich postaw sprawia więcej problemów. Niemniej jednak omijając niewygodny fakt, zatraca się tym samym element wychowania oraz piętnowania postaw negatywnych. Te moje wątpliwości i uwagi podyktowane są wieloletnią pracą edukatora w Bramie Grodzkiej, gdzie przecieraliśmy ścieżki nauczania o Holokauście, zajmując się właśnie postawami „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. Stawialiśmy sobie pytanie – jak wychowywać, aby nie opierać się wyłącznie na jednostronnym punkcie widzenia ofiar? Nauczanie o odmiennych zachowaniach i postawach w obliczu zła uwrażliwia, pod warunkiem, że daje możliwie najpełniejszy obraz, w kontekście miejsca, czasu, warunków społecznych.

Na relacjonowanej konferencji Agnieszka Jaczyńska z lubelskiego oddziału Edukacji Publicznej IPN proponowała w omówieniach kwestii rzezi wołyńskiej podawać informacje z zakresu polityki sowieckiego okupanta wobec Polaków,Ukraińców i Żydów. Obowiązkowo poświęciłaby więcej czasu na lekcjach historii, tłumacząc państwowotwórcze próby Ukrainy oraz Polski. Dodałabym omówienie postaw i złożoności partyzantki, po obu stronach, opierając się chociażby na istniejących już gruntownych pracach na ten temat, jak choćby Pany i rezuny autorstwa Grzegorza Motyki i Rafała Wnuka. Konieczne także jest wspieranie programów obejmujących cały szereg wymian polsko-ukraińskich, z przeznaczeniem nie tylko dla uczniów, ale i studentów, doktorantów, nauczycieli oraz artystów. Tą potrzebę, także po ukraińskiej stronie, wskazał podczas konferencji Andrij Portnov:

Historia UPA nie ogranicza się do Wołynia, natomiast nie może być opowiedziana w sposób odpowiedzialny i adekwatny bez tego tematu. Niestety na Ukrainie bardzo często mamy właśnie takie próby opowiedzenia tej historii bez Wołynia. Mamy ciekawe zjawisko, kiedy tak naprawdę te wszystkie najważniejsze dyskusje, publikacje, pojawiały się w kontekście ukraińskim w dużym stopniu pod wpływem różnych inicjatyw po stronie polskiej.

Podobnie mówienie tylko dobrych przykładach, tj. o „Sprawiedliwych” jest bardzo ryzykowne. Opowiadanie historii tylko poprzez takie wzorce może zniekształcać ogląd rzeczywistości. Humanitarne zachowania zawsze występują, chociaż w mniejszości. Instytut Jad Washem ustalił wiele relacji o ratowaniu, nagrał świadków, zebrał dokumentacje wielostronnie się im przyglądając i je weryfikując. Natomiast w zbiorach naszych instytucji mamy niewiele materiałów dotyczących przykładów ratowania. Jak taką pełną dokumentację szczegółowo zebraną w Jerozolimie można przełożyć na nasze doświadczenie dotyczące historii ratunku Polaków przez Ukraińców. Nie zgodzę się, że tylko dlatego mamy problem z tymi archiwaliami, które spoczywają w ukraińskich czy rosyjskich departamentach. Mamy sporo źródeł w Polsce, które są rozproszone i ciągle nie opublikowane.

Ale aby zakończyć pierwsze wątpliwości, należy uwzględnić, że odznaczenia nadawane w Jerozolimie mają swoistą rangę – są przekazywane w trakcie podniosłej ceremonii w Izraelu (albo w kraju zamieszkania Sprawiedliwego, gdzie działają dyplomatyczni przedstawiciele Izraela). Dodatkowo, istnieje w Izraelu ustawa upoważniająca instytut Jad Washem do nadania Sprawiedliwemu, w uznaniu jego zasług, honorowego obywatelstwa państwa Izrael, a jeśli już nie żyje, nadania mu pamiątkowego obywatelstwa. Tymczasem jaką rangę mieliby ukraińscy „Sprawiedliwi” pomagający Polakom podczas rzezi wołyńskiej? W żaden sposób nie zostali uhonorowani przez polskie państwo. Były takie próby, z inicjatywy śp. arcybiskupa Józefa Życińskiego został zaprojektowany nawet specjalny medal (Medal Memoria Iustorum (pamięci sprawiedliwych). Niestety, odszedł w zapomnienie, podobnie jak Aleja Róż Solidarności w Horodle, dedykowana ratującym. Nie rozumiem braku powszechnego zainteresowania takimi upamiętnieniami. Skoro polska strona przyznaje, że wiedzę o tragicznych wydarzeniach trzeba upowszechniać na Ukrainie, można tego dokonać w wyważony sposób, honorując „Sprawiedliwych” Ukraińców, szczególnie w tak znaczącym momencie.

Ponadto odwoływanie się do budowania tożsamości narodu na byciu ofiarą, czyli ideologii Jad Washem, też niesie poważne konsekwencje. Wspomniał o tym Rafał Wnuk podczas debaty (Nie)pamięć o ratowaniu, zorganizowanej głównie dla polskich i ukraińskich uczestników projektu, w maju 2012 roku.[5]

Dalej, jeśli chcemy nauczać o sprawiedliwych Ukraińcach, to jak opowiemy o sprawiedliwych Polakach, którzy pomagali Ukraińcom podczas akcji odwetowych czy przesiedleńczych? Nie zafunkcjonowało ani razu w dotychczasowym dyskursie określenie „Sprawiedliwych Polaków” – sprawiedliwych wobec Ukraińców (poza pomocą niesioną Żydom). Takie przypadki są równie godne upamiętniania. Kilka z nich znalazło się w książce Pojednanie przez trudną pamięć. Przykładem tych skomplikowanych i wielowątkowych historii ratunku jest wybrana relacja małżeństwa Kołodeć, prezentowana jest w niniejszym numerze „Kultury Enter”.[6]

Metodologie a narracje pamięci

Nie da się przełożyć metodologii mówienia o pamięci na inne narody, inne warunki historyczno-społeczne. Nikt nie życzyłby sobie formowania naszej tożsamości. Jakkolwiek byłaby ona binarna, i tak zależy od świadomego wyboru ograniczonych elementów, z repertuaru na które składa się jednostkowa tożsamość. Niebezpieczeństwem może być moment, w którym niepostrzeżenie przenosi się metodologie warsztatu historyka na narzędzia badania pamięci. Tymczasem ona wymyka się wszelkim próbom systematyzacji. Jej mechanizm pomagają zrozumieć takie metodologie jak: kognitywistyka, filozofia umysłu, psychologia. Pamięć wymyka się usystematyzowaniu, ponieważ jest osobista, jednostkowa, a także społeczna. Niepamięć łatwiej zbadać, zarzucić jej wybiórczość i apatie. Niepamięć łatwiej ocenić i potępić. Pamięć nie zawsze.

Przywołany już Portnov trafnie wskazywał korzyści płynące z zastosowania różnych, wzajemnie przenikających się koncepcji metodologicznych, które mogłyby się pojawić w dalszym dyskursie o Wołyniu. Ukraiński badacz zauważa, że dzisiaj istniejący zakres publikacji o zbrodni wołyńskiej w dużym stopniu ogranicza się do opisu pewnych wydarzeń, który często pozostawia dużo do życzenia w sensie interpretowania faktów, pomijając bardzo ciekawe analizy psychologiczne czy badania oparte o mikrohistorie.

To właśnie osobiste wspomnienia składane przez świadków Holokaustu przyczyniły się do wzbogacenia historiografii Holokaustu. Sprawiły, że takie podejście może być ciekawsze, o wiele głębsze. Przez emocje i empatię można wychowywać przyszłe pokolenia w trosce, aby nie doprowadziły do podobnych nieszczęść. Wspomnienia przechowują indywidualne losy i tragedie, ale także, jak zauważył ukraiński historyk, obecny wykładowca na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie – mogą „naprawdę głębiej dotrzeć do tego, co się stało z człowiekiem”. Bardzo jest mi bliski ten pogląd myślowy Portnova. Charakter projektu Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943 zawiera w sobie właśnie te elementy – wpisuje się w metodę zbierania relacji (mikrohistorii), rozwija interdyscyplinarne narzędzia, a w efekcie skłania do refleksji nad etyką i przemyśleniem złożonych mechanizmów ludzkich postaw. Słowem, próbuje rozpatrzeć różne punkty widzenia i złożoności.

Poza polifonią w omawianej kwestii, podczas panelu edukacyjnego powracały odpowiedzi na pytanie: Jak o tym mówić? Precyzyjnie, odważnie mówić prawdę – powtarzano. Nie wypracowano jednak koncepcji metodologicznej pozwalającej nauczycielom przekazywać wiedzę o tych dramatycznych wydarzeniach. Ciągle więcej inwestuje się w stawianie pomników, niż edukację obywateli. Co stanowi większe wyzwanie, pozostawię w domyślnym niedopowiedzeniu.

Przywoływany już Adam Rotfeld mówił znacząco:

Wiele rzeczy pamiętam, już choćby dlatego, że był to czas pogardy (..) dla ludzkiego życia i czasu trudnego zła, które się rozlało w różnych miejscach, ale w szczególności w tym miejscu, wtedy na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. (…) Próba zapomnienia, amnezji, daje bardzo negatywne rezultaty. Prawda, która nie jest powiedziana, nazwana, oceniona, potępiona, ona powraca ze znacznie większą siłą i ma bardzo negatywne skutki. (…) Pamięć narodów jest różna. My możemy się zgodzić co do faktów, zdarzeń, wyjaśnić je. Natomiast mamy prawo, każdy z naszych narodów, każda rodzina, ma prawo do zachowania swojej własnej pamięci.

Na jednym ze spotkań trasy książkowej Leon Popek powiedział: „Trzeba było kilkunastu lat od wydania książki Leona Karłowicza Ludobójcy i ludzie, pierwszej książki w Polsce o sprawiedliwych Ukraińcach. Romuald Niedzielko swoją książkę napisał kilka lat temu, i w pewnej mierze korzystał z tej pracy wcześniejszej. Bardzo cieszę, że powstał projekt <<Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943>>. Jest dalsza potrzeba stawiania krzyży i pomników, ale ta książka stanowi też swoisty pomnik”[7].

Niestety kiedy myślę o kontynuacji badań i przyglądam się codziennym nowym relacjom prasowym z obu stron, zastanawiam się coraz bardziej, w jakich niedobrych, zafundowanych nam przez media i polityczne rozgrywki warunkach, będziemy teraz zbierać relacje na terenie byłej Galicji. Na jaką niechęć narażamy się zapraszając ukraińskich uczestników do badań terenowych na Lubelszczyźnie, które są kontynuacją projektu. Znowu będę musiała tłumaczyć Polakom, żeby mieli więcej zrozumienia dla Ukraińców, którzy – jak trafnie zauważył Roman Kabaczij podczas promocji swojej książki w Lublinie – „My nie mamy jeszcze w ukraińskim słowniku takiego modnego wyrażenia językowego jak Polacy. Nie mamy możliwości przetłumaczyć tego zwrotu, które u Was nazywa się rozliczanie się z pamięcią”.

Aleksandra Zińczuk
4 lipca 2013


[1] Całość zebranej dokumentacji wymaga jeszcze specjalistycznego opracowania i stanowi bogaty materiał badawczy na kolejne lata. Osoby zainteresowane mogą korzystać z materiałów prezentowanych częściowo na stronach: www.pojednanie.org.pk.pl oraz w bibliotece cyfrowej: www.biblioteka.teatrnn.pl (na bazie wybranych materiałów przekazanych bezpłatnie i w celach edukacyjnych Ośrodkowi „Brama Grodzka – Teatr NN”). Szczegóły dotyczące całości zgromadzonego archiwum pod adresem: archiwum@pk.org.pl

[2] Zapis cytatów nieautoryzowanych za wypowiedziami panelistów podczas konferencji 1943– Zbrodnia Wołyńska. Historia-Pamięć-Edukacja. W przededniu 70. rocznicy, 27–28 czerwca 2013, Warszawa.

[3] Zob. statystyki w kontekście wszystkich województw okupowanych przez ZSRR w latach 1939–41: Marek Wierzbicki, Zmiany społeczne i gospodarcze wsi kresowej w latach 1939–1953, w: Tygiel narodów. Melting Pot of Nations, red. Krzysztof Jasiewicz, Warszawa–Londyn 2002 s. 95. O stosunkach liczbowych mieszkańców Wołynia w okresie międzywojennym pisze m. in. Ryszard Torzecki, Kwestia ukraińska w Polsce w latach 1923–1929, Kraków 1989, s. 11–14.

[4] W zrozumiały i użyteczny sposób dla tytułu publikacji posługuje się terminem „Sprawiedliwych” Romuald Niedzielko. Zob. Kresowa Księga Sprawiedliwych 1939–1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji OUN i UPA, Warszawa 2007, s. 13.

[5] Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943. Поєднання через важку пам’ять. Волинь 1943. Reconciliation through Difficult Remembrance. Volhynia 1943, redakcja, wybór, wstęp: Aleksandra Zińczuk, tłum. zbiorowe, Lublin 2012, s. 169.

[7] Wypowiedź ze spotkania promocyjnego książki, 1 lipca 2013, Lublin.

Daria Danyluk, Czerniejów, córka ratującego, który został zamordowany w odwecie przez Polaków fot.Taras Shumeyko "Ojciec jeszcze podniósł ręce i mówi: „Panie, wasi jesteśmy!” – że niby się poddaje, myślał, że może jacyś czernihowscy Polacy są, że powiedzą: „Nie ruszaj go, bo on chował [Polaków]”. Ale ten pierwszy [Polak] zastrzelił [ojca], drugi nie strzelał."

Czerniejów. W naszych rozmowach uczestniczyły czasem kolejne pokolenia. Fot. Aleksandra Zińczuk

Halyna Romanowna Boguszewska (Bilsk, ze wsi Błażowe), fot. Beata Wydra "U mnie w domu byli tam gdzie ja mieszkałam, tam i oni mieszkali z nami. Adam Bober mówili do niego."

Mikołaj Wawrusiewicz z żoną (Włodzimierz Wołyński) Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, uratował z rodzicami 15 Żydów, fot. Aleksandra Zińczuk "Ojciec powiedział do Żydów: „Kopajcie pod tymi niewykończonymi dwoma mieszkaniami, róbcie sobie schron”. (…) Uratowanych było piętnaście ludzi. Wszystkie piętnaście osób przeżyło."

Ratująca Ołena Filimoniwna Kosiuk, fot. Aleksandra Zińczuk "U nas przez długi czas była Polka. Chowała się, żeby nie zabili. W domu u nas. Trzymaliśmy ją, nikt nie wiedział. (...) Była zamężna, też męża zabrali..."

Pomnik w centrum Lubomla. Fot. Beata Wydra

Rozmowy międzypokoleniowe. Fot. Beata Wydra

Wiejska chata na Wołyniu. Fot. Beata Wydra

W Muzeum Krajoznawczym w Torczynie znajdują się prasowe informacje o Ukraińcach ratujących Polaków podczas rzezi wołyńskiej. Fot. Aleksandra Zińczuk