FILM. Rumunia mówi głosem Europy Wschodniej
Marta Leszek
Rumunia mówi głosem Europy Wschodniej. Retrospektywa i nowości kina Radu Judego
Żyjemy w świecie nieodwracalnie przetransformowanych mediów. Rozproszone informacje, deformacje, normalizacja przemocy i treści o znikomej, żadnej albo ultraszkodliwej zawartości nie ułatwiają systematyzowania, potwierdzania i interpretowania przekazów. Łatwiej jest wytwarzać nowe niż przetwarzać i nadążać za już istniejącymi. Komentująca rzeczywistość branża filmowa w oczywisty sposób zaczęła przyglądać się temu zjawisku, ale też całej internetowej estetyce społeczeństw europejskich po fazie postindustrialu, które obcują z tego typu identyfikacją wizualną na co dzień. Dostaliśmy też kilka filmów pandemicznych i postpandemicznych, w których w oczywisty sposób kwestia niekontrolowanego wypływu treści stała się wiodącym motywem. Twórcy stwierdzili, że skoro lud internetowy spędza więcej czasu na oglądaniu reelsów i tiktoków niż filmów, to właśnie obrazy zaczerpnięte z tych platform staną się dla nich pomocą do pracy. A my, oglądając to wszystko, mamy flashbacki z 2020 roku, ale mamy też perspektywę do tego, żeby spojrzeć sobie na te chore mechanizmy, które w związku ze stanem epidemii dostały cieplutkie, szklarniowe warunki do tego, żeby rodzić się i rozmnażać. Do tego dochodzi trafne i zdecydowane punktowanie sytuacji na europejskim kontynencie, szczególnie w jego wschodniej i środkowej części. Jest taki reżyser, który robi to szczególnie dobrze i nadzwyczaj polsko, chociaż wcale Polakiem nie jest.
Najbardziej polskie filmy wcale nie są kręcone przez Polaka?
Radu Jude lubi nadawanie filmom ultradługich tytułów (Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata, Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy), inspiruje się bardzo mocno estetyką internetu i robi filmy, które ogląda się, zupełnie jakby były o Polsce, chociaż w warstwie dosłownej są o Rumunii. A to dlatego, że Jude z wyjątkową trafnością i błyskotliwością potrafi uchwycić wschodnioeuropejskie społeczne i polityczne bolączki, kłopoty i patologie. Pokazuje kwintesencję tego, co kluczowe w krytycznym spojrzeniu na ten obszar świata, a do tego komentuje to wszystko, wykorzystując środki na miarę czasów mediów masowego przekazu – internetowe i memowe, niestroniące od stylizacji na amatorszczyznę, gdy wrzuca wstawki z rolek i odwraca ekran do pionu, kojarzonego z przeglądaniem tiktoków, a nie filmów pełnometrażowych. To właśnie mówi nam Jude – że więcej czasu spędzamy, oglądając treści w mediach społecznościowych niż oglądając filmy, telewizję, słuchając radia, czytając.
Pod koniec 2025 roku premierę miał jego najnowszy film Kontinental ’25, który w całości nakręcił iPhone’em.
Głos rumuński
Bohaterowie u Radu Judego mierzą się z rynkiem deweloperskim (Kontinental ’25), łamaniem praw pracowniczych (Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata), ostracyzmem (Niefortunny numerek lub szalone porno), a systemowe problemy, opresje i katastroficzna natura świata wpędzają ich w egzystencjalne kryzysy, poczucie wykluczenia, przemęczenia, wypalenia i bycia pożeranymi żywcem przez nieczułe na jednostkę ustroje, prawa, polityczne reguły gry, kapitalistyczne zapędy i korporacyjne trendy. Brzmi znajomo? Dla niektórych tak bardzo, że uważają Radu Judego za najbardziej polskiego reżysera. Z jednej strony uwolnienie się od sowieckich wpływów, zwracanie się w kierunku Zachodu, z drugiej obserwowane dziś ponowne zwroty w stronę skrajnie konserwatywnych ugrupowań, silnych społecznych podziałów, dzikiego konsumpcjonizmu i dławiącego kapitalizmu. Błędne koło historii uderza w codzienność, pokazuje zwyczajność, klasę średnią, czasem niższą, ludzi pracujących, przepracowujących się, pokrzywdzonych, wypalonych. Ich kłopoty z mieszkaniami, z pracą, z pieniędzmi są nieistotne z perspektywy włodarzy, korporacji, ale dla jednostek mogą być końcem świata, po którym nie ma co oczekiwać zbyt wiele. Wszystko to opakowane jest na dokładkę w śmieszki, absurdy, które tak jak memy i inne niezobowiązujące treści w internecie potrafią szybko oswajać nawet katastrofy, które stają się łatwiejsze do przetrawienia. To, co wyróżnia Judego, to bycie bardzo na bieżąco z tematami, trybem życia i estetyką w sieci. Szybko zrobił film o pandemii, pokazując życie w czasie obostrzeń i zagrożeń, a przy okazji zakwestionował to, co powszechnie uważane w naszym kręgu kulturowym za wstydliwe, pokazując tę stronę ludzkiej natury, której znacznie bliżej do wstydu niż mówienia o sprawach intymnych i cielesnych. Mowa tutaj o akceptowalności pewnych sytuacji dopóki dzieją się w ukryciu, nie są wypowiedziane na głos, wyniesione na światło dzienne. Niefortunny numerek mówi o tym, że ludzie lubią wypominać innym perwersję i oburzać się cudzą prywatnością, że lubią angażować się w te sytuacje z czyjegoś życia, w których sami za żadne skarby świata nie chcieliby zostać przyłapani. Chociaż sami za zamkniętymi drzwiami mogą robić dokładnie to samo, to póki nikt nie wie, nadają sobie prawo do komentowania innych.
A co gdyby inni zobaczyli, co robisz i oglądasz, kiedy nikt nie patrzy?
Pandemia COVID niewątpliwie odbiła się mocno na przemyśle filmowym. Popularność zdobył streaming, który czasami stawał się przestrzenią premier filmowych jako zamiennik kina. W związku z tym sposób percepcji filmu mógł zmieniać się ze względu na to, na jakim urządzeniu był oglądany. Do tego doszła kwestia możliwości ingerowania w to, co w kinie było nie do ruszenia, przyspieszenie, zatrzymanie, cofanie, przewijanie. Ale i tak większość czasu pochłonęło ludziom oglądanie innych rzeczy, które są w internecie. Instagramowe, tiktokowe i inne socialkowe algorytmy zaczęły podtykać pod nos coraz więcej. A skoro tak, to znaleźli się tacy filmowcy, którzy postanowili z tego skorzystać, bazując na researchu i odniesieniach już nie z innego filmu lub dziedziny analogowej, a właśnie z obrazków internetowych, które obecnie przejęły czas i uwagę społeczeństwa. Radu Jude reprezentuje tę estetykę internetowego shitpostingu koncertowo. Jednocześnie podchodzi do filmików i memów znalezionych na TikToku jak do innych tekstów kultury. Radu mówi: hej, nie możemy udawać, że TikToka nie ma, że nowe pokolenia nie patrzą już na treści audiowizualne całkiem inaczej. Nie chodzi o to, żeby od razu ocenić i wartościować ten zwrot, ale o to, żeby uwzględnić go w swojej twórczości, w społecznym komentarzu, w myśleniu o kondycji świata. Wypieranie zmiany do niczego nie prowadzi i nasila przepaść miedzy przeszłością a teraźniejszością, a żeby trafnie interpretować i rozliczać jedno, trzeba najpierw zrozumieć drugie. Dlatego Radu robi filmy, które wywlekają na wierzch to, co lubimy oglądać w internecie, wywołując pewien dyskomfort, kiedy z treściami oglądanymi zazwyczaj pod kołderką musimy zderzyć się na dużym ekranie. Wtedy nagle zaczynają być peszące albo i gorszące, a Radu mówi, że właśnie takiej hipokryzji powinniśmy się wystrzegać, bo ewentualny ciężar wstydu, zażenowania, oburzenia i niezgody powinien znaleźć się zupełnie gdzie indziej. Niefortunny numerek lub szalone porno dokładnie to robi, witając widza pierwszym aktem w postaci amatorskiej sekstaśmy nauczycielki. W dobie pandemii, w związku z jej wyciekiem, na zebraniu spotykają się różne typy ludzi, których łączy przede wszystkim chęć oceniania bohaterki filmiku, który obiegł sieć. Zgromadzonych bardziej oburza fakt samego aktu między nauczycielką a jej partnerem niż realne problemy, do których omówienia mogłaby skłonić ich ewentualnie zaistniała sytuacja.
Patorynki powodują zmęczenie
W jednym z kolejnych filmów Jude decyduje się pociągnąć dalej temat bycia w mediach i korzystania z mediów społecznościowych, tym razem już po pandemii. W Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata Angela spędza większość życia w pracy, gdzie jako asystentka producenta przeprowadza castingi do kampanii o zasadach BHP. Łamanie praw pracowniczych, przemęczenie i kapitalistyczny wyzysk są tutaj wiodącymi problemami, bo bohaterowie, którzy mają szansę potencjalnie wystąpić w spocie, to osoby poszkodowane w wyniku wypadków w miejscach pracy. Ich wypowiedź nie ma pomóc im, a firmie odpowiedzialnej za uszczerbek na ich zdrowiu, a nawet niepełnosprawność. Poszkodowany powie, że nie miał kasku i dlatego uderzył w barierkę, i wszystko będzie pięknie. Ta praktyka to jeden z przykładów, jakimi Radu Jude pokazuje fałszywe mechanizmy działania reklamy i internetu. Obok niej pokazuje nam tu inne natręctwa aktualnego społeczeństwa: szyldozę, samochodozę i betonozę. Do tego, na dokładkę, podziały klasowe, chory rynek pracy i mieszkań i obrzydliwą propagandę polityczną. Brzmi znajomo. No pewnie, że tak, bo jak już od dawna wiemy, nikt nie robi filmów tak bardzo o nas i o Polsce jak Radu. W ciężkich warunkach internet i jego wytwory towarzyszą człowiekowi, czasami jako jedyna tak łatwo dostępna forma rozrywki. Główna bohaterka Angela coś o tym wie, bo dzień w dzień spędza długie godziny w samochodzie, wykonując swoje obowiązki za marne pieniądze, czasem gdzieś w czasie postoju przeglądając telefon. Ale do tego sama nagrywa mocno wulgarne, dosadne i dosłowne filmiki, posługując się swoim internetowym alter ego. Bobita (postać wymyślona zresztą przez grającą Angelę Ilinicę Manolache już wcześniej, zanim w ogóle zaczęły się prace nad filmem. Aktorka nagrywała filmiki z charakterystycznym filtrem i publikowała na Instagramie. Motyw ten został z ochotą podchwycony i pociągnięty dalej w filmie w jeszcze bardziej podkręconej wersji) to proputinowski seksita i zboczeniec o prymitywnych zapędach, którego przesadzony wizerunek ma uwypuklać to, co Angela uważa za chore, i uświadamiać, na jakie patologiczne zjawiska ludzie dają przyzwolenie w mediach, jakim toksycznym streamerom dają zasięgi i jakie śmieciowe treści chłoną, słuchając pseudocelebrytów. Jest to zresztą postać wymyślona przez grającą Angelę Ilincę Manolache już wcześniej, zanim w ogóle zaczęły się prace nad filmem. Aktorka nagrywała filmiki z charakterystycznym filtrem i publikowała na Instagramie. Motyw ten został z ochotą podchwycony i pociągnięty dalej w filmie w jeszcze bardziej podkręconej wersji.
Poza tym Radu Jude, poprzez zmienianie klasycznych zasad montażu i konwencji, przełamuje doniosłość, desakralizuje, urealnia problemy przez znajomą z internetu estetykę i nawiązania. Klasyczny horyzontalny ekran miesza z pionowym widokiem, który dziś jest dla nas bardziej intuicyjny i domyślny. Poszukując nowych środków wyrazu, sięga nie do telewizji, ale na TikToka i do amatorskich filmów w internecie. Dlatego wzorem tych wytworów tnie filmy, przeskakuje w montażu, nawiązując do sposobu scrollowania, przelatywania między treściami. Do tego dochodzą inne wizualne zabawy rodem z internetowych kamerek, komunikatorów, postów i screenów, albo nawet amatorskie porno jak w Niefortunnym numerku. Ekrany są wszechobecne, wpisane na dobre w aktualny krajobraz.
Porażki, gry i zabawy
Dominacja mediów społecznościowych, dezinformacja i estetyka internetu przebudowały nasze społeczeństwa i zmieniły nasze parametry percepcyjne. Postsieciowe społeczeństwo zdążyło zaznać globalizmu, zabłądzić w internecie, przewinąć się przez masę deepfake’ów, memów, trywializmów, manipulacji, zabobonnych nutek strachu, teorii spiskowych i realnych zagrożeń, obaw o własne dane i ogólnie pojęte bezpieczeństwo. Te same lęki, eskalujące w mediach, wychodzące poza internet, wzmagały podziały w realu i prowadziły do poznawczej kapitulacji na różnych polach. Twórcy zachęcają w tej kwestii do zachowania zdrowego rozsądku, bo wiadomości będziemy dostawać tylko więcej i więcej. W ich filmach kluczowa poza treścią jest forma, sama w sobie niosąca znaczenia, podobnie jak gatunkowe miksy odbijające klimat chaosu. Zwracają uwagę na to, że brak czujności, krytycznego myślenia i uwagi pogłębia różnice, absurdy i nierówności. Drażnią ludzi, mówiąc, że człowiek jest podatny na głupoty, ale zachęcają też do wybicia sobie z głowy tych głupot i uświadomienia sobie, co tak naprawdę jest głupie. Punktując to wszystko, Jude stawia na europejską i światową aktualność. Filmy tworzy szybko – w niedługich odstępach, raczej mieszcząc się w niewielu dniach zdjęciowych. Do środka dorzuca elementy dynamizujące, dające momentami klimat scrollowania treści w telefonie, a więc czegoś, co dziś jest codzienne, kompulsywne, odruchowe, jest tym, od czego zaczyna się dzień, i czynnością, która w jego trakcie wielokrotnie, mimowolnie powraca, stając się głównym źródłem informacji o kraju i świecie. We wklejanych do filmów Judego filmikach, screenach, reelsach, podczas rozmów w zoomowych okienkach i wrzucania kolejnych postów, wybrzmiewają głosy o Ukrainie, o Gazie, o rosyjskim reżimie, o lokalnych reżimach, o wpływie technologii, o problemach ustrojowych. Reżyser pokazuje tym samym, że dziś strefa interesów w znaczącym stopniu przenosi się do internetu (bo przecież na przykład wojna w Ukrainie jest określana tiktokową), w którym możemy śledzić relacje na żywo, posty i narracje omijane przez tradycyjne media i władze, do tego filmiki i zdjęcia z dronów, memy, które dziś także komentują wojenne rzeczywistości, możemy to skomentować, udostępnić albo nagrać i wrzucić coś własnego. A kiedy absurdalność, chaos, hipokryzja i manipulacja sięgają zenitu, łatwiej się pomylić, łatwiej też przekazać ludziom to, co się chce.
Tak jak internet pokazuje ludziom to, czego nie pokaże im telewizja, tak Jude punktuje to, co niewystarczająco pokazuje kino. Można powiedzieć, że w sferze kina filmy Radu Judego pełnią tę funkcję, jaką w sferze mediów spełniają media społecznościowe. Pokazuje wideoesje o życiu trudnym, biednym, opresyjnym, absurdalnym, śmiesznym, zwykłym, męczącym, kiczowatym, czasem głupim, z tym, co ważne, i z tym, co niskie i wstydliwe, o życiu, w którym na szybką randkę z facetem trzeba umawiać się w aucie między służbowymi spotkaniami, na których spędzasz kilkanaście godzin dziennie, a i tak nie masz szczególnie dużo pieniędzy. Na tle wschodnioeuropejskich krajobrazów, które zakorkowane są wieloma takimi samochodami, w których niektórzy praktycznie zamieszkali, lub zabudowanych niewiele większymi mieszkankami, wyłuskuje mentalność naszych kultur, przemawiając do sumień, jednak bez obciążania ich zbyt mocno przez ironiczne mrugnięcia okiem i opakowywanie katastrofy w trochę dobrej zabawy. Przypomina, że apokalipsy, które co rusz na chwilę podrywają ludzi i medialne koncerny na równe nogi, równie szybko jak się pojawiają, przechodzą do zwykłości i są przyjmowane z coraz mniejszymi emocjami. Radu Jude stwierdza, że w sytuacji, kiedy i tak cały czas będziemy czuć na karku oddech tragedii, która jest nieuchronna, bo każde pokolenie ma swoją traumę, kryzys, wojnę albo zarazę, może nas uratować humor, niepohamowany, przesadzony, a nawet wulgarny, czasem nawet prostacki i kiczowaty, a jednak podany z ułańską fantazją, sugestywny i bezwstydny.
Kultura Enter 2026/02
nr 118

