Strona główna/A na naszych wsiach kolorowo! Postkolonialna wrażliwość polskiej prowincji w ujęciu alfabetycznym

A na naszych wsiach kolorowo! Postkolonialna wrażliwość polskiej prowincji w ujęciu alfabetycznym

Analiza nowych sytuacji kulturowych byłaby niepełna, gdybyśmy pominęli w niej zjawisko tworzenia się na polskiej prowincji alternatywnych środowisk o potencjale kulturotwórczym i socjologicznym. Na różnorakie sposoby odchodzą one od dominujących wzorów i skostniałych dogmatów na rzecz wypracowywania własnych – konstruktywnych i innowacyjnych – rozwiązań. Postkolonialna przestrzeń sprzyja poszukiwaniom duchowym, inicjatywom ekologicznym i odnajdywaniu nowej jakości życia, która umacnia relacje międzyludzkie. Pozornie senna i szara prowincja skrywa w sobie niemały potencjał: Inne warunki współpracy, zrównoważone działania społeczne czy odporność na manipulacje marketingowe. Poniższy tekst jest tylko hybrydową próbą ujęcia zjawiska i zarysu kulturowego polskich peryferii.

A jak Alternatywne Społeczności Wiejskie

„Mówię do Was ja, Obwąchiwacz ziemi i Włóczydło Polne: dbajcie i szanujcie swoje małe miejsca! Po trzykroć opłaci się szanować to, co pozostawiły babcie, dziadkowie i pradziadowie. To, co pozostawiła przyroda – prastare drzewa. Tych miejsc trzeba strzec jak oka w głowie, to są cenne perły i jeszcze ich trochę w Polsce mamy, w każdej krainie. A każda z nich jest cenna. Zbiór tych krain sprawia, że mamy rozmaitą i wielobarwną Polskę. Tej rozmaitej i wielobarwnej Wam życzę!” – mówi Stach, mieszkaniec Roztocza u bram Parku Narodowego. Kiedyś pracownik naukowy w dużym mieście; teraz mieszkaniec wsi i działacz lokalnych społeczności.

Alternatywne Społeczności Wiejskie to najczęściej grupa ludzi, którym nie odpowiadają obecne standardy cywilizacyjne; poszukują przestrzeni poza miastem, by wieść życie w zgodzie ze sobą, swoim sumieniem i przyrodą. Największe skupiska takich społeczności to: Sudety, pogranicze Gór Izerskich, okolice Lublina, Roztocze, okolice Gór Świętokrzyskich a także pojedyncze rodziny na Mazurach i Bieszczadach.

Styl życia wybierany przez takie grupy zmienia obraz współczesnej wsi polskiej. Przestaje ona być skansenem i wytwórnią Chrystusów Frasobliwych, z których mało który pamięta „Ojcze Nasz…” – a staje się przestrzenią działań artystycznych oraz świadomego współżycia z przyrodą, przynosząc mieszkańcom wiele inspiracji i radości. Przyjeżdżają grupy teatralne lub powstają Wiejskie Teatry. Organizowane są działania ekologiczne. Tworzą się eko-wioski. Szare i ciężkie życie na wsi nabiera nowego wymiaru.

B jak Bartkowo

Bartkowo jest ekowioską (woj. warmińsko- mazurskie), w której po rocznym okresie próbnym może zamieszkać każdy. Artur Jan Miliski – założyciel i rolnik z wyboru – na swojej stronie pisze tak: „Choć mija dopiero rok od naszego wyjazdu z miasta, czuję się tak, jakbym na wsi spędził całe swoje życie. Bardzo polubiłem to miejsce, te proste warunki i ludzi, którzy tu są i przyjeżdżają. Wygląda na to, że słynna idea szczęścia nakreślona przez Tołstoja staje się coraz bardziej wyraźna, odczuwalna i moja. Przeżyłem wiele i myślę, iż wiem, co jest potrzebne do szczęścia. Trochę ustronne życie na wsi z możliwością bycia użytecznym Ludziom, dla których łatwo być dobrym i którzy nie oczekują tego. I praca, która jest użyteczna innym. Potem odpoczynek, książka, muzyka, pogawędka z sąsiadem. Taka jest moja idea szczęścia. Do tego partnerka i prawdopodobnie dzieci. Czego więcej może pragnąć ludzkie serce?”

Ta niecodzienna wioska jest przede wszystkim:

– inicjatywą społeczną dążącą do osiągnięcia lokalnej samowystarczalności przy zachowaniu pełnej harmonii z naturą;
– centrum wdrożeń, rozwoju i promocji ekologicznych technologii opartych na licencji open-source;
– przestrzenią życia, pracy, twórczości, zabawy i wypoczynku dla mieszkańców, gości, przyjaciół oraz wolontariuszy;
– miejscem spotkań, szkoleń, warsztatów, inspiracji a także artystycznej ekspresji.

Podobnych wiosek oraz odważnych, świadomych ludzi, którzy porzucają miasto i rozpoczynają życie na wsi – z roku na rok przybywa.

C jak Cohabitat

Cohabitat działa na rzecz przyspieszenia rozwoju i wdrażania alternatywnych rozwiązań, które nie tylko radykalnie poprawiają jakość życia ludzi, ale także przyczyniają się do zwiększenia żywotności ekosystemów. To społeczność ludzi o dużej wrażliwości i dojrzałości, pośród których można spotkać budowniczych, hakerów czy majsterkowiczów, dzielących się swoim doświadczeniem i pasjami. Sieć Cohabitat jest dobrze zorganizowanym system łączności pomiędzy osobami, które wspólnie organizują warsztaty, konferencje i konwenty z zakresu budownictwa naturalnego, premakultury, open-design czy budowania lokalnych społeczności. Ten ruch społeczny zadziwia innowacyjnością i inspiruje do tworzenia nowego paradygmatu dotyczącego relacji człowieka z naturą. Większość spotkań odbywa się na polskiej prowincji, gdzie zjeżdżają się pasjonaci z całego kraju (często również goście zza granicy) i wspólnie szuka się alternatywnych rozwiązań i zastosowań. Wikipedia podaje: „W dniach 10-20 sierpnia 2012 w Kwidzynie k. Łodzi odbyły się warsztaty dla ok. 40 osób z zakresu budownictwa domu w technice „straw bale”, połączone z wykładami prowadzonymi przez specjalistów architektury naturalnej. W 10 dniowych warsztatach „Zrób-to-sam-2.0” wzięło udział w sumie 80 uczestników. Zbudowano: kolektor słoneczny, toaletę kompostującą, kompostownik, suszarkę do owoców i małą turbinę wiatrową.”

D jak Deska Waldemar

Deska Waldemar to propagator niezależnej kultury, muzyk, współzałożyciel zespołu DAAB, który po odrodzeniu się Nowej Polski w roku 1990 udał się na wewnętrzną emigrację. Bez pozwolenia na budowę na własnym gruncie pod Kazimierzem zbudował (m.in. z desek i foli) ekologiczną szopę, w której zamieszkał wraz z żoną. Koszt całkowity budowy – wliczając w to benzynę na codzienne stutrzydziestokilometrowe dojazdy, piwo i rachunek za rozmowy telefoniczne – wyniósł trochę powyżej 30 tys.zł. Jednakże z tego ok. 14 tys.zł. to przymusowe opłaty administracyjne – projekty przyłączeń, same przyłącza, oczyszczalnia i wyłudzona przez biurokratów łapówka! Czyli koszt samego budynku to ok. 12 tys. zł.

Od czasu postawienia ekologicznego domu, czyn Deski Waldemara jest traktowany jako niezgodny z prawem; wystosowano wniosek o rozbiórkę nielegalnej szopy i grzywnę w wysokości 60 tys. zł., która ponad dwukrotnie przekracza całkowite koszta budowy. Sprawa została nagłośniona przez lokalne media i alternatywne grupy społeczne, powstała Grupa Poparcia Dla Waldemara Deski, zbierane są podpisy pod licznymi apelacjami do sądu. Muzyk na swojej stronie pisze: „Uważam, że każdy ma niezbywalne prawo do zbudowania sobie na własnym gruncie domu o funkcji schronienia, realizującego elementarne potrzeby. Oczywiście jeśli tym nie naruszy przyrody, krajobrazu lub wartości innej osoby”.

Jego walka o dom wciąż trwa. Gra toczy się ciągle o najwyższe wartości w demokratycznym państwie: Wolność, Własność i Godność obywatela.

E jak Emilcin

Emilcin (województwo lubelskie) to jedyna wioska w Polsce, którą regularnie od 1978 roku odwiedza UFO. 10 maja owego roku doszło tu do jednego z najlepiej udokumentowanych Bliskich Spotkań III stopnia w histori świata! Wioska doczekała się wyremontowanej drogi, odświeżonych przystanków, licznych turystów – tropicieli niewyjaśnionych zagadek oraz pomnika upamiętniającego to podniosłe wydarzenie.

Emilcin to bardzo mała wioska, która może poszczycić się również nowoczesnym portalem internetowym, na którym umieszczane są zdjęcia (bo co jakiś czas UFO odwiedza mieszkańców) oraz odczucia tubylców, a także gości wizytujących to ciekawe miejsce. Emilcin jest sławny na skalę ogólnoświatową i często wspominany w prasie branżowej.

K jak Kooperatywa Spożywcza

Zjawisko nienowe: od lat w kraju (ostatnio coraz liczniej) powstają koperatywy spożywcze, których członkowie – najczęściej nie zrzeszeni formalnie – kupują zbiorowo i przede wszystkim taniej niż w hurtowni (bo od rolnika, a nie od pośrednika). Oszczędzają więc pieniądze, czas (robią większe zakupy raz na jakiś czas) i do tego jeszcze dają zarobić lokalnym dostawcom, z którymi nierzadko negocjują ceny. Jest to inicjatywa lokalnej społeczności, która stawia na sprawiedliwą, demokratyczną i ekologiczną gospodarkę. Społeczność tę tworzą zwykle przyjaciele, sąsiedzi, eko-entuzjaści, którzy zamiast robić zakupy w centrach handlowych czy okolicznych konwencjonalnych sklepach spożywczych, samodzielnie tworzą miejsce zaspokajające ich potrzeby jako konsumentów, bez nastawiania się na zysk. Dzięki temu, że kooperatywę może założyć każdy, dziś prawie we wszystkich województwach znajdują się takie grupy dające szansę lokalnemu rolnikowi i konsumentowi.

P jak Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot

Natura nie należy do człowieka; to człowiek należy do natury. Czy dzika przyroda polskiej prowincji ma szansę przetrwać najazdy spychaczy, koparek, nielegalne wycinki drzew, toksyczność odpadów komunalnych pozostawianych w lasach czy dezintegrację populacji niektórych gatunków w wyniku budowania autostrad i rurociągów? Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot od połowy lat 80-tych (wcześniej jako: Pracownia Architektury Żywej) staje w obronie rzek, lasów gór i zwierząt je zamieszkujących, które same przecież się nie obronią!

Kampania w obronie Puszczy Białowieskiej, zwalczanie nielegalnych rajdów samochodowych w miejscach ochrony przyrody, kampania „Góry nie dla rury!”, tworzenie Mapy Dzikiej Polski (od 1996r.) czy umieszczenie wilka i rysia na liście gatunków chronionych – to tylko niektóre działania tej organizacji. Pracownia Na Rzecz Wszystkich Istot zajmuje się przede wszystkim edukacją i ukierunkowaniem na głębokie przeżywanie oraz doświadczanie natury a także czynnie uczestniczy w rozwiązywaniu problemów ekologicznych. Większość zajęć odbywa się w terenie, ponieważ skutecznie można uczyć się od przyrody tylko wtedy, gdy doświadcza się jej bezpośrednio.

S jak Słoma

Jerzy „Słoma” Słomiński to jedna z najbardziej barwnych postaci polskiej prowincji. Znany muzyk, bębniarz, architekt. W 1978 roku dostał się na ASP. Miał indywidualny tok studiów u Oskara Hansena. Po wprowadzeniu stanu wojennego wyjechał z Warszawy i osiadł w Lasach Kozłowieckich (woj.lubelskie), gdzie jako pierwszy w Polsce zajął się wytwarzaniem profesjonalnych bębnów typu conga. Założył też muzyczną społeczność złożoną z około 20 rodzin zamieszkujących przestrzeń wiejską. Twierdzi, że zaczął robić bębny, żeby mieć na czym grać. Słoma jest także doświadczonym konstruktorem drewnianych domów ekologicznych wznoszonych na planie wielokąta. To pionier nowoczesnych technologii proekologicznych w Polsce!

W wywiadzie dla „Dzikiego Życia” (czasopismo wydawane przez Pracownię Na Rzecz Wszystkich Istot) powiedział:

„Druga sprawa to uświadamianie władzom lokalnym, jak ogromny potencjał drzemie w lokalnych społecznościach alternatywnych. Na stojących wodach kultury wiejskiej, gdzie młodzież odjeżdża i zostają starsi, nagle pojawiają się grupy rozbudzonych intelektualnie i emocjonalnie ludzi, którzy może na początku trochę „frikują” ale gdy ich dzieci dorastają, zaczynają chodzić do szkoły, to ludzie ci włączają się w lokalne sprawy i biorą odpowiedzialność za więcej niż tylko swoje podwórko, a wnoszą zawody i umiejętności unikalne na wsi, a bardzo przydatne dla podwyższania jakości tego „umierania”.

Dzikie Życie: Powiedziałeś: umierania?

S.: Przecież tradycyjna struktura wiejska umiera. Kiedy ci starzy ludzie odejdą, to ich kultura nie będzie kontynuowana. Alternatywne społeczności dają szansę przetrwania starym zawodom, które mogą się okazać bardzo przydatne, kiedy wskutek zapaści cywilizacji technicznej zabraknie na przykład prądu (śmiech), ale przede wszystkim są fundamentem kultury.”

Jerzy Słoma Słomiński często podróżuje po Polsce razem z zespołem Słoma i Przedwietrze, w którym na różnych instrumentach grają również jego dzieci. Prowadzi liczne warsztaty muzyczne z zakresu nauki gry na bębnach jak i technik ich wykonywania.

W jak Wiejskie Kluby Tańca

Z dawna działo się przecież tak, że remiza głucha nie stała, bo zabawy w niej bywały huczne: z dobrą orkiestrą i bufetem. Dziewczęta się stroiły, chłopaki lakierkami błyskali – wieś chętnie pląsała i nuciła. Wiejskie Kluby były miejscem spotkań sąsiedzkich, szkołą tańca i śpiewu. Tu podczas odpoczynku i przerwy na papierosa dyskutowano o polityce, postępach w rolnictwie i najbliższych imprezach kościelnych. Dziś dalej tradycja Wiejskich Klubów Tańca pozostaje żywa. Mało kto wie, że wciąż organizowane są zabawy taneczne w dawnym stylu z udziałem najznakomitszych muzykantów z okolicy. Wielbiciele wiejskiej muzyki, co mają chęć w towarzystwie mazurków potańczyć i pośpiewać wciąż mają szanse na znakomite wyrywasy! Zabawy organizuje się w różnych wsiach, głównie w centralnej Polsce – ogłoszeń nie należy szukać na przydrożnych słupach tylko na największych portalach społecznościowych. Bilety na te imprezy można kupić zazwyczaj w przyjaznej cenie a na miejscu posmakować frykasów przygotowywanych przez wiejskie gospodynie.

Izabela Kubiak

Jerzy Słoma Słomiński/ archiwum prywatne

wiejskie potańcówki/ źródło: Dom Tańca Poznań