Strona główna/Alijewstan – zbliżenie na Azerbejdżan

Alijewstan – zbliżenie na Azerbejdżan

Fotografie: Paweł Laufer

Kultura Enter
2008/10 nr 03

Nachiczewańska Republika Autonomiczna graniczy z Turcją, Armenią i Iranem. Jest częścią Azerbejdżanu, enklawą. Ziemie te należały do Armenii. Po rewolucji październikowej wcielone zostały przez bolszewików do Azerbejdżanu. Ormian wymordowano, a ci spośród nich, którzy przeżyli, wyemigrowali podczas wojny o Górski Karabach. Granic strzeże nachiczewańskie wojsko

Azerowie wyjeżdżają za chlebem do Turcji. Dla Turków są obywatelami drugiej kategorii. Pracują fizycznie lub zajmują się drobnym handlem. Zeinal jeździ co kilka dni do Stambułu i przywozi stamtąd towary, które sprzedaje w Nachiczewaniu. Jak na każdej granicy, nie wszystko wwozi się oficjalnie

Od granicy do tak samo nazywającej się jak republika stolicy Nachiczewania, jest jakieś 80 kilometrów. Droga, główna droga do Turcji na całym tym odcinku jest w budowie. Piach i kamień narzutowy. Buduje ją dwunastu robotników. – Do mojej śmierci nie skończą! Powiedział kierowca, mieszkaniec nachiczewańskiej wioski. Za 30 $ wiózł mnie do stolicy na lotnisko. Z Nachiczewania do Azerbejdżanu można się dostać już tylko samolotem. Enklawa oddzielona jest od Azerbejdżanu pasem ziemi armeńskiej. Od czasu wojny o Górski Karabach (wojna wciąż trwa, w 1994 r. podpisano jedynie zawieszenie broni) Armenia i Azerbejdżan nie utrzymują żadnych stosunków dyplomatycznych. Nie wymieniają się nawet pocztą

Nachiczewan to republika wielkości połowy województwa śląskiego. Ze stolicy wywodzi się klan nachiczewański, politycy rządzący Azerbejdżanem z prezydencką rodziną Alijewów na czele. Kierują państwem od 1993 roku, przejmując prezydenturę na drodze sukcesji. Sukcesji nowoczesnej – w ramach republiki parlamentarnej

W Baku życie toczy się na ulicy. To specyfika krajów o ciepłym klimacie, specyfika narodów tureckich, a więc także Azerów. Rzeczą naturalną jest tutaj trzymanie się mężczyzn za rękę i pocałunki kolegów na powitanie, nawet jeśli nie widzieli się zaledwie od wczoraj

Bakijskie stare miasto. Wąskie uliczki, czasem tak wąskie, że dwoje ludzi musi ustępować sobie miejsca, by się wyminąć. Okno w okno, drzwi w drzwi, labirynt

Upał. Pięćdziesiąt stopni. W nocy bywa i trzydzieści pięć. Wilgotno. Wieczorem woda spływa po karoserii samochodów, z witryn sklepowych. Wszędzie zapach nafty, po kilku dniach zapach obojętnieje, choć siedzisz w saunie, w której rozgrzane kamienie polewa się ropą

Baku jest miastem multikulturowym. – Bakudzian. Niech żyją wszystkie narody bakijskie! – napisał w Timur Rzajew. Z dużą estymą mówi się tutaj o Polsce. Wszak to Polacy zbudowali reprezentacyjne Baku, uprzemysłowili wydobycie ropy. Wspomina się Polskę z czasów radzieckich. „Polskie” znaczy najwyższej jakości i eleganckie. Z nostalgią mówi się o sieci polskich sklepów odzieżowych „Wanda”, do dziś zachował się jeden przy ulicy Nizami (trykotaże, dzianiny, śpiochy). Maryla Rodowicz, Czerwone Gitary i nasze perfumy, za którymi szalała azerska młodzież – „Być może...”

Woda, fajki, lody. Co kilkaset metrów stoją drobni handlarze. Przy swoich lodówkach spędzają całą dobę, w nocy drzemią na krzesłach. Nie znasz azerskiego zapłacisz za wodę sześć razy drożej. Trzeba się targować, bo tu się wszędzie targuje cenę. Jest jednak szybszy sposób na zbicie grabieżczej kwoty. Wykrzyknąć jakieś siarczyste słowo międzynarodowe i ruszyć przed siebie. Zawoła za tobą, dostaniesz towar po cenie hurtowej

Ruskie i chińskie barachło. Matrioszki z wizerunkiem Putina, odznaki czerwonoarmiejców, posklejane romanse, oblane złotolem kindżały, różowe pantofelki perskiej księżniczki z pomponikiem na końcu zawiniętego czuba, muzułmańskie różańce plastiko-kościo-słoniowe. I jeszcze coś, co oprócz dywanów należy kupić będąc w Azerbejdżanie. Popularny w Turcji i na Kaukazie talizman – oko. Chroni przed złym spojrzeniem. Mały za jedyne trzy manaty

W Azerbejdżanie nie wypowiada się na głos słowa „milicja”. Nie pokazuje się palcem na wizerunki miłościwie panujących, a nazwisko prezydenta Alijewa szepce się do ucha, zasłaniając je ręką. Tak czule. Alijewstan. Kraj aksamitnego reżymu. Hejdar NKWD KGB Alijew doszedł do władzy w 93 roku. Na dwa miesiące przed śmiercią przekazał tron synowi Ilhamowi. Ten rządzi niepodzielnie w królestwie jednej partii i klanowych układów. Panuje tu kult prezydenta i jego rodziny. Miasta zdobią billboardy z wizerunkiem władców. Nad przejściami podziemnymi i zejściem do metra widnieją patetyczne motta autorstwa wielkiego zmarłego wodza. Wiadomości w państwowej Az TV, to skrót z codziennych otwarć i przecięć wstęg, których hurtowo dokonuje prezydent Ilham z okazji oddania do użytku nowych parków, basenów i szkół imienia – rzecz jasna – Hejdara NKWD KGB Alijewa. Albo też matki Ilhama. Szanuje się klan nachiczewański, bo to on doprowadził do zawieszenia broni

Reżymy idą z duchem czasu. Satrapowie nie noszą już leninówek, ale dobrze skrojone garnitury. Żony władców wychodzą z ich cienia. Prowadzą fundacje dobroczynne, całują się przed kamerami z prostym wiejskim ludem, fotografują z małymi dziećmi, najlepiej z domów dziecka i z kalekami. Im chory bardziej żałosny tym lepiej dla sprawy. Tak też czyni żona Ilhama Alijewa – Mehriban. Na fotografii kobieta uboga przed drzwiami szpitala

Tak piecze się tanbir. Podłużne ciasto chlebowe przykleja się do wewnętrznych ścian pieca. Wcześniej rozgrzewa się ściany rozpalając na dnie pieca ognisko. Ciasto rośnie, temperatura sprawia, że tworzą się charakterystyczne przypieczone bąble

Niedaleko centrum Baku położone są stare osiedla kwadratowych domków zbudowanych z pustaków w kolorze khaki. Kilka domów skupionych koło siebie wydziela podwórze po środku. Tu się pracuje i odpoczywa

Na targu nieopodal centrum Baku, na widok odmiennej urody wszyscy, którzy do tej pory sprzedawali morele, granaty, oliwki, baraninę i sanitariaty, stają się wnet sprzedawcami azerskiego złota, jesiotrowej ikry. Wieczorem ceny spadają. Można kupić dwa kilogramy bryndzy w cenie jednego. Popularne są też jeże i nieduże małpy w klatkach

Olga. Pierwsze skrzypce Azerbejdżanu. Przez dwadzieścia pięć lat grała w filharmonii w Baku. Ekspertka od instrumentów smyczkowych. Wielka postać nie tylko dla bakijskiej Polonii, której przewodzi

Plagą miast Azerbejdżańskich są bezdomne koty. Bezpańskich psów nie ma, bo do psów się strzela. Koty pozostawia się przy życiu, bo tak nakazuje tradycja religijna. Pewnego dnia Mahomet usiadł aby odpocząć. Przyszedł do niego kot i położył się na brzegu płaszcza. Nie ruszał się gdy Mahomet chciał wstać. Święty odkroił więc kawałek płaszcza, pozostawiając kota w spokoju. Na oczach Mariji rakarz strzelił do bezpańskiego szczeniaka, którym Marija się opiekowała. Bardzo płakała po małym Tarzanie. Leila Ali Zade jest pionierką. Chce stworzyć pierwsze w Azerbejdżanie schronisko dla bezdomnych zwierząt. Władze uznały jej pomysł za fanaberię. Odmawiają pomocy. Leila ma kilka kotów i ślepego białego pudelka. Po pracy karmi bezdomne zwierzęta w swojej okolicy. Na fotografii Leila

Od chwili wybuchu wojny o Górski Karabach (przełom 87/88 roku) z Armenii i Karabachu uciekło ponad 500 tys. osób. Niektóre źródła podają liczbę 750 tys. Uchodźcy mieszkają na obrzeżach miast, w opuszczonych domach i szkołach. Żyją z dnia na dzień, bez pomocy państwa. Żona Alijewa nigdy nie przyjechała do nich, aby zrobić sobie zdjęcie. Liczyć mogą jedynie na swoich sąsiadów

Życie uchodźców to prowizorka. Nie ma rzeczników ich sprawy

„Dni styczniowe”. Styczeń 1990 rok. Wybuchają kolejne zamieszki antyormiańskie. We wszystkich wcześniejszych interweniowała armia rosyjska uspokajając sytuację. Na kanwie pierestrojki i dążeń niepodległościowych bratnia do tej pory Rosja stała się dla Azerów intruzem, elementem niepożądanym. Ludowy Front Azerbejdżanu z Etibarem Mammedowem na czele, głosi nacjonalistyczne i szowinistyczne hasła. Wzywa Azerów, aby nie dopuścili do wejścia armii rosyjskiej do Baku, aby zablokowali swoimi ciałami główną drogę z Rosji do Baku. Na szczęście Rosjanie znając sytuację odbili przed miastem i główne siły rzucili od strony lotniska. 19 stycznia wjeżdżają rosyjskie czołgi i mielą (sic!) gąsienicami tych, którzy stali murem na drodze do Rosji. Od strzałów i pod kołami ginie 200-300 osób, w tym Polak Marchewka. „Męczeńska Droga” znajduje się na wzgórzu wznoszącym się nad Starym Miastem. Upamiętnia poległych w walkach o Karabach i tych, którzy zginęli w „dniach styczniowych”. Upamiętnia wydarzenia wcale nie jednoznaczne

Po wybuchu wojny o Górski Karabach Ormianie burzyli świątynie Azerskie pozostające na ich terenach. Azerowie pozostawili cerkwie ormiańskie znajdujące się w Azerbejdżanie. Po wielkiej migracji cerkwie te stały puste. Zamurowano drzwi i okna, aby nie niszczały. Z myślą o przeznaczeniu ich na cele świeckie? Może z szacunku, czekając na pozytywne rozwiązanie?

Ze Stambułu do Nachiczewańskiej Republiki Autonomicznej wiedzie szeroka droga. To jeden z trzech szlaków lądowych, którym z Polski można dostać się do Azerbejdżanu. Mieszkańcy miejscowości położonych na tureckiej trasie służą podróżnym bogatą ofertą. W jednym sklepie załatwisz wszystko. Załatwiają. Nie turyści, których tu w ogóle nie ma, ale pracujący w Turcji Azerowie z Nachiczewania i Azerbejdżanu