Strona główna/FELIETON. Memoria futuri

FELIETON. Memoria futuri

Na naszej okładce, jak w ludowych przysłowiach, diabeł nie taki straszny.  Tymczasem komentować niedemokratyczną, antyukraińską, antyizraelską i antypolską ustawę o nowelizacji Instytutu Pamięci Narodowej, czy lepiej od razu szykować walizki, zanim na dobre zaczną się kolejna Wielka Emigracja czy enta alija?

Nie ma wątpliwości, że zaproponowane zapisy w ustawie o IPN działają na szkodę przede wszystkim naszemu społeczeństwu: psują relacje międzynarodowe, naruszają wolność słowa, zagrażają społeczeństwu obywatelskiemu i wszelkim ruchom społecznym, związanym, chociażby z osobiście dla mnie ważnymi inicjatywami badania białych plam w naszej historii i związanymi z tym akcjami upamiętniającymi, pogłębiają podziały i wewnętrzny konflikt polsko-polski, dając pożywkę dla obu, coraz bardziej zantagonizowanych stron.

Jedenaście lat temu nieśmiało zabrałam głos na seminarium poświęconym historii mówionej, dopytując niemieckich organizatorów o etykę zawodową badaczy, pracujących ze świadectwami. Pytanie zrodziło się pod koniec sesji, jako że przez trzy dni seminarium wśród ludzkich postaw wobec Zagłady omawialiśmy przykłady tylko dobrych Niemców, Polaków-szmalcowników i niepokornych Żydów. Zapytałam wobec tego o dobór przykładów, gdzie w proponowanej formie edukacyjnej powinny się znaleźć przede wszystkim jasno doprecyzowane fakty związane z odpowiedzialnością za zbrodnie oraz – jak najbardziej – całe spektrum postaw, łącznie z niehumanitarnymi i haniebnymi zachowaniami różnych narodowości. Jeśli umrze ostatni świadek i pozostaną nam świadectwa wideo i audio, gdzie w wyselekcjonowanym materiale przedstawia się tylko pozytywne zachowania jednego narodu, odpowiedzialność sprawców za Holokaust zostanie rozmyta. Tak jest zresztą z każdą inną zbrodnią. Odpowiedzi nie dostałam, koledzy i koleżanki po cichu przytakiwali. Rozumiem, że nie chcieli zabrać głosu na forum, mając w planie partnerskie projekty finansowane przez niemiecką stronę. A ja znalazłam się na czarnej liście z odmową uczestnictwa w kolejnej konferencji w Berlinie. Powodów brak. Natomiast pytanie niestety jest nadal aktualne, jak  w takiej atmosferze chronić przed nadużyciami zebrane dotąd opowieści świadków pamięci i samych opowiadających oraz badaczy, rzecz jasna tych niezapisanych do żadnej słusznej partii naukowców lub partii artystów. Dlatego walizki zostawiam na inną okazję, ja zostaję.

Dotychczas o daty i liczby spierali się historycy. Dziś z niezwykłym zaangażowaniem i bez minimum podstawowej wiedzy historycznej zastępują ich politycy. A wiadomo, że to dobrze nie wróży. Dzieją się wtedy rzeczy przedziwne, słupki skaczą wbrew faktom i ustalonym zapisom, by wspomnieć jedynie święto Sześciu Króli itp.

Zatem proponujemy nie zatrzymywać się na powierzchni i poddać refleksji konkretne mikroświaty i postaci (Józefa Rotha w eseju Dawida Szkoły i Aleksandra Sołżenicyna w rozważaniach Anny Jawdosiuk-Małek), krajobrazy (esej Lothara Quinkensteina), obrazki z przeszłości (Miry Ledowskiej, dziecka Holokaustu) czy znaczące lektury (szkic Łukasza Marcińczaka).

Bowiem im bardziej tego rodzaju pomysły na politykę historyczną będą zbliżać się do modelu turecko-węgierskiego, tym bardziej należy przypominać o innych wydarzeniach i rocznicach, kierując punkt ciężkości w stronę codziennych bohaterów. Zwłaszcza, że ten rok będzie mijać nie tylko pod znakiem rocznicy 100-lecia Niepodległości Polski (i innych krajów, o czym więcej w kolejnych numerach).  Nawiasem mówiąc, ostatnią książką, którą marszałek Józef Piłsudski czytał był Lord Jim Conrada. Wracamy do tej powieści w eseju profesor Jadwigi Mizińskiej.

Kiedy będziemy czasem przybliżać na łamach pisma trudniejsze tematy, to po to, aby próbować zrozumieć potrzebę współodpowiedzialności czy funkcjonowanie mechanizmu zła. Znajdziemy miejsce na udzielenie głosu świadkom zbrodni wołyńsko-galicyjskiej (w tym roku przypada  75. rocznica) i orędownikom dialogu polsko-ukraińskiego (30. rocznica śmierci Józefa Łobodowskiego). Już w tym numerze przybliżamy problem Hołodomoru, gdyż upływa właśnie 85 lat od ludobójstwa dokonanego na ukraińskim narodzie (fragment najnowszej książki Anne Applebaum). Sporo jest w aktualnym numerze kontekstów rosyjskich, bez których trudno byłoby dziś rozeznać się we współczesnej sytuacji Ukrainy (felieton Mykoły Riabczuka, analiza o migracjach Andrzeja Szabaciuka).

Mamy czas, w którym zbiegają się, dla wielu nieznane lub niewygodne, „lecia” i rocznice. Nie przejdziemy obojętnie obok emigracji marcowej, palenia cerkwi, zajęcia Zaolzia.

Kiedy zaczęłam komponować ten numer, jeszcze nie było burzy medialnej. Jeszcze żył, walcząc z chorobą ks. Stanisław Dadas, którego przykład podaję podczas swoich wyjazdów na Ukrainę. On właśnie zaopiekował się poukraińską cerkwią w Suchawie i z nim robiliśmy we Włodawie upamiętnienia lokalnej społeczności, opowiadając o prawosławnych i żydowskich mieszkańcach.
Jeszcze wówczas literackie zapisy wspomnień Pani Miry Ledowskiej leżały w szufladzie w słonecznym Tel Awiwie, a ja tradycyjnie w wolnej chwili uprawiałam włóczęgostwo.

Cmentarz żydowski w Chęcinach leży na wschodnim, łagodnie opadającym, zboczu Góry Zamkowej. Idąc lasem, zauważyć można zarysowany kształt pierwszowojennego okopu.  Żeby do dotrzeć na kirkut trzeba iść najpierw stromo pod górkę, mijając wyryte jeszcze między drzewami szańce. Potem ostrożnie w dół. Po prawej stronie widać w dole boisko do piłki nożnej. Zazwyczaj jest tutaj pusto, ale tego dnia spotkaliśmy rodzinę z Izraela. Poszukiwali śladów swojej przeszłości. Drugie i, zdaje się po wieku dziewczynek, trzecie pokolenie między macewami. No i my, Polacy. Izraelczycy w poszukiwaniu korzeni i my, w poszukiwaniu dziedzictwa historycznego. Długo dyskutujemy wśród nagrobków. Zaczęła się właśnie Chanuka. Tłumaczymy sobie wzajemne stereotypy i zaszłości. Ażeby znowuż wyjść z terenu cmentarza na południową stronę góry, trzeba podejść pod bardziej strome urwisko. W drodze powrotnej podajemy sobie ręce, podpierając jeden drugiego, żeby bezpiecznie zejść z powrotem na główną ścieżkę. Rozchodząc się, zawołam jeszcze, machając im na pożegnanie: „Pamiętajcie, że macie wielu przyjaciół w Polsce”.

Pamiętajmy, że mamy również przyjaciół w Izraelu. I na Ukrainie.

18 lutego 2018

Aleksandra Zińczuk

 

Kirkut w Chęcinach, 2017. Fot. Aleksandra Zińczuk.

Kirkut w Chęcinach, 2017. Fot. Aleksandra Zińczuk.

Miejsce upamiętniające mogiłę zbiorową żydowskich mieszkańców Zaklikowa. Źródło: z archiwum Grupy Mowa Żywa.

Miejsce upamiętniające mogiłę zbiorową żydowskich mieszkańców Zaklikowa. Źródło: z archiwum Grupy Mowa Żywa.

Katolicki ksiądz Stanisław Dadas (1955-2018), który zaopiekował się dawną cerkwią w Suchawie. Po pożarze w 2012 r. odremontował ją zgodnie z jej oryginalnym wyglądem. Fot. Aleksandra Zińczuk.

Katolicki ksiądz Stanisław Dadas (1955-2018), który zaopiekował się dawną cerkwią w Suchawie. Po pożarze w 2012 r. odremontował ją zgodnie z jej oryginalnym wyglądem. Fot. Aleksandra Zińczuk.