Strona główna/FELIETON. Od redakcji

FELIETON. Od redakcji

Uff, zimowa depresja zbiera żniwo. Posiedliśmy w redakcji umiejętność rozciągania czasu − deadline, choć dawno temu wyznaczony, ciągle się przesuwał. „Dziś” nie chciało nadejść − co dzień była tylko mglista obietnica „jutro”. Co gorsze, zbliżał się blue monday − styczniowy spleen osiągnął apogeum. Żeby nie marnotrawić czasu na rozmyślania, postanowiłam zgłębić, czemu świadomość „niedotrzymania postanowień noworocznych” i „konieczności spłaty kredytu zaciągniętego na prezenty” w jednym roku dołuje mnie 19 a w innym 25 stycznia (blue monday to data ruchoma) i czemu w ogóle mnie dotyczy, skoro dawno temu nauczyłam się żadnych obietnic noworocznych nie składać, zwłaszcza sobie, a kredytu na prezenty nie zaciągnęłam i mam nadzieję, nie zaciągnę. Takiego prostego wytłumaczenia nie umiałam pojąć i blue monday faktycznie mnie przygnębił. I jeszcze ten brak ochoty na jogging. To niemożliwe, żeby to było zwykłe lenistwo, to się musi jakoś nazywać. Dziś wszystko się jakoś fachowo nazywa, a człowiek nie ma wad, ma syndromy.

Tak na zdrowy rozum, cierpiałam na syndrom skandynawski (nie mylić ze sztokholmskim), czyli lenistwo z braku słońca. Ale akurat takiej dolegliwości jeszcze nie zdiagnozowano, natomiast zimową depresję ciągle trochę bagatelizujemy. A przecież sytuacja była poważna − zdrowemu człowiekowi nie mogło się chcieć tak niechcieć. W dodatku dookoła wszyscy cierpieli na to samo − jakby choroba przenosiła się drogą kropelkową. Należało natychmiast rozpoznać bakcyla, żeby ograniczyć skutki epidemii. Na szczęście mamy internet i nie takie schorzenia ludzie sobie diagnozują. Sprawa okazała się łatwiejsza niż zrozumienie blue monday − kilka kliknięć wystarczyło, by symptomy zostały przyporządkowane do określonej jednostki chorobowej. Otóż, cytuję za Wikipedią: „patologiczna tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później (…) trudności z zabraniem się do pracy” nazywają się PROKRASTYNACJĄ, prościej zwlekaniem. ”[leczenie] Bardzo trudne, ale możliwe. Środki farmakologiczne zwykle mało skuteczne”. Wikipedia zaleca raczej metody psychologiczne, w tym „zmuszanie się do pracy”. Kamień z serca, więc to jednak nie lenistwo. A leczenie… Ee tam, samo przejdzie, katar też sam przechodzi.

A jak już zwalczycie, Drodzy Czytelnicy, zimową depresję, zwłaszcza że tegoroczny blue monday za nami, zapraszam do Kultury Enter. W nowym numerze dość rozbudowany Dział Wschodni. Oczywiście piszemy o Ukrainie, ale doszedł głos z Litwy i bardzo oryginalne spojrzenie z Białorusi na reakcje na literackiego nobla dla Swietłany Aleksijewicz w ojczyźnie pisarki. Kontynuujemy serię artykułów o przyjaznym mieście i o fantastycznych rozrywkach pasjonatów fantastyki, którzy świetnie się bawią nie tylko w karnawale. W ramach wielokulturowości dwa artykuły o Romach w Polsce − o edukacji i romskich NGOsach. Temat Romów nabrał aktualności − 25 stycznia 16 osób członków romskiej społeczności zaskarżyło do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu − Wrocław, za wyburzenie nielegalnego koczowiska. O felietonach nie będę pisać, bo do czytania klasyków nie trzeba zachęcać.

A ta surrealistyczna fotka przy wstępniaku? Po pierwsze surrealistyczna, a po drugie, cóż, trochę mi się kojarzy z zimą, a trochę z Europą Wschodnią. To dobra metafora naszej geopolitycznej sytuacji. Podziemne niewidzialne źródło dostarcza energii i fontanna tryska strumieniami. Ale każde ujście otacza czapa lodu. Dopóki wodociąg jest drożny, woda tryska. Zaczopowanie rury w jakimś miejscu nieuchronnie skończyłoby się całkowitym oblodzeniem. Ten wodociąg to wspólny interes państw Europy Wschodniej. Nasze kanały komunikacyjne muszą być drożne, dlatego wciąż piszemy i będziemy pisać o Białorusi, Litwie, Ukrainie…

Barbara Odnous

Stożki lodowe wokół dysz fontanny w centrum handlowym w Łodzi, luty 2012. Fot. Zorro2212 za: Wikipedia

Stożki lodowe wokół dysz fontanny w centrum handlowym w Łodzi, luty 2012. Fot. Zorro2212 [za: Wikipedia]