Strona główna/Środowisko naukowe i kultura akademicka we współczesnej Ukrainie

Środowisko naukowe i kultura akademicka we współczesnej Ukrainie

Obraz nauki ukraińskiej wygląda znacznie bardziej optymistycznie, kiedy obecny stan porównujemy nie z cudownym stanem u innych, a z bezładem własnej przeszłości. Oto pytanie: Czy ukraińska humanistyka jest zdolna, za przykładem barona Münchausena, wyciągnąć samą siebie z błota?

Dziedzictwo sowieckie i postsowieckie nauki humanistyczne

To, dokąd dojdziemy w znacznej mierze zależy od tego, skąd przyszliśmy. Dzisiejsza Ukraina, nasze społeczeństwo i nauka, wywodzi się z systemu sowieckiego, przy czym wyszła stamtąd w wyjątkowych warunkach zmiany elit. Wedle słów Sergeja Averinceva, wyjątkowość sytuacji polega na tym, że «poprzedni porządek… był demontowany przez przedstawicieli samej elity partyjnej»[1] Wraz ze wszystkimi zaletami (pokojowy charakter transformacji) i wadami (wymienię chociażby brak odpowiednich ustaleń w kwestii przeprowadzenia zasadniczej moralnej i prawnej rewizji spuścizny sowieckiej).

Mówiąc o nauce historycznej, do czego poczuwam się co najmniej kompetentny, chcę zaakcentować wagę różnorodności praktyk intelektualnych, współistnienia różnych motywacji naukowych oraz różnych modeli naukowej samorealizacji w ramach kulturowo-politycznego fenomenu «sowieckiej historiografii ukraińskiej».[2] Umożliwi to nie tylko zasadnicze rozróżnienie takich tworów doby sowieckiej, jak archeograficzne zbiory „Źródła historyczne i ich wykorzystywanie”[3], czy liczne stricte ideologiczne publikacje, a również studia nad ich współwystępowaniem w sferze akademickiej. W rzeczy samej, najwięksi ukraińscy uczeni-emigranci pracujący za granicą, właśnie w sposób analityczno-dyferencyjny podchodzili do oceny sowieckich publikacji.[4]

Przy tym, pojedyncze przykłady nie zmienią faktu usankcjonowanego niszczenia nauki przez system radziecki. Ale tutaj ukryta jest kolejna pułapka metodologiczna. Humanistyka ukraińska ogółem przyswoiła sobie koncepcję totalitaryzmu sowieckiego, w której społeczeństwo było jedynie pasywnym i bezbronnym obiektem wszelkich eksperymentów państwowych. Właśnie z takiego sposobu myślenia wywodzi się uproszczone pojmowanie «sowietyzacji» jako procesu, który dobiegł końca w latach 1930-40-tych, po jakim miałaby już istnieć ujednolicona, ugruntowana historiografia.[5]

Natomiast we współczesnej nauce zachodniej siły nabiera akcentowanie tego, że człowiek w społeczeństwie sowieckim pozostawał aktywnym uczestnikiem procesu historycznego, a za pojęciem „totalitaryzmu” często kryje się punkt widzenia władzy, która wolała upraszczać sytuację do układów „góra – dół”.[6]Takie podejście, jeśli nie będzie się popadać w nim w skrajność, pozwala rozpatrywać i reżim, i jego stosunek do rozwoju nauki, umożliwia spojrzenie na politykę państwową jak na dialog ze społeczeństwem, ze zgnębionym, ale nie zniszczonym dyskursem opozycyjnym, który przy pierwszej możliwej okazji objawił się w śmiałych wystąpieniach pojedynczych uczonych, świadomemu przejściu innych do archeografii czy mediewistyki, w ezopowej mowie publikacji znajdujących się pod cenzurą.

Jednocześnie, w systemie sowieckiego aparatu państwowego, główna misja historii jako nauki była całkowicie pragmatyczna – wychowanie nowego człowieka, «budowniczego komunizmu». Nauka historyczna nie tylko integrowała się w mechanizmie totalitarnym, ale także sama stawała się potężnym orężem represji, «nie tylko gnębiła, a również zmuszała do gnębienia”.[7]

Czym był w tym kontekście sowiecki uniwersytet? Zaraz po rewolucji w 1918 r. jedynym kryterium przyjmowania na uniwersytet był wiek. Rząd przejął na siebie funkcję wyznaczania profesorów, a kierunki prawnicze zostały zamienione na kierunki nauk społecznych. Przy czym nie chodziło o pełne zniszczenie systemu szkolnictwa przez nowy reżim, on pragnął czegoś innego – utylitaryzacji i standaryzacji nauki. Od samego początku przewidywało to podejście do nauk technicznych jak do nauk przydatnych. Na nauki humanistyczne kolej przyszła później, ale także wedle zasad utylitaryzmu – od «najbardziej aktualnej» nowoczesnej historii, do pozornie mniej «aktualnej» historii dawnej. Częścią reform oświaty stało się odebranie uniwersytetom autonomii, szczególnie silnej po rewolucji 1905 r. Nowa władza odgórnie wyznaczała rektorów i prorektorów, «nakładała» na każdą instytucję standaryzowane plany, a od połowy lat 30-tych pojawia się instytut aspirantury oraz instytucja nadzoru publikacji naukowych: Wyższa komisja egzaminacyjna (WAK)[8], do której powrócę jeszcze potem.

Co przeszkadzało władzy sowieckiej w niesowieckiej szkole wyższej? Partyjne kontrole uniwersytetu lwowskiego pod koniec lat 40tych ujawniły takie problemy jak: przyjmowanie na studia dzieci «kułaków i banderowców»[9]; wykorzystywanie starych podręczników, włącznie z książkami Hruszewskiego[10]; nauczanie języków obcych w«oderwaniu od realiów radzieckich» oraz «niezdrowe wnioski» studentów broniących dostępu do literatury zagranicznej; przemilczanie «najwybitniejszej roli osiągnięć wielkich uczonych rosyjskich» Łomonosowa, Popowa i innych; «brak programu partyjnego» podczas wielu wykładów, niepraktyczność prac naukowych (na przykład docent Sołodovnikov otrzymał naganę za to, że badał «wpływ tłustego ciała na cykl płciowy komara malarycznego» zamiast «dociekać sposobów walki z tym komarem».[11]

Sowiecka wizja uniwersytetu (realna nauka mogła się przy tym jednak różnić w konkretnych szkołach wyższych) była zdecydowanie niezgodna z klasyczną koncepcją Wilhelma von Humboldta, który twierdził, że uniwersytet to jedność nauczania i badań, i żadna z tych sfer nie może w bezpośredni sposób być na usługach państwa. Oprócz tego, system sowiecki, bardzo pospiesznie unieszkodliwiwszy «wrogie wpływy», zabroniwszy i zniszczywszy tysiące książek, wytworzywszy nową profesurę, wyznaczył także metodologiczne granice pierwszych wystąpień opozycji przeciw niemu. Opozycja, chcąc zaprzeczyć panującej ideologii, zawsze w pewnym stopniu jest od niej zależna, dlatego nie dziwi, że Ivan Dziuba w tekście «Internacjonalizm czy rusyfikacja?» krytykował narodowościową politykę partii w kontekście marksizmu-leninizmu, a Mychajło Brajczevskyj zaprzeczał koncepcji «zjednoczenia» jako niemarksistowskiej[12] (zresztą, obaj mieli rację). Ale jedyną możliwą na Ukrainie legalną i świadomą opozycją w stosunku do ideologicznych wtrętów w nauce historii, była archeografia – publikowanie dokumentów.

Tak więc opozycją dla ideologii było wykraczanie poza metodologię. Jak słusznie zauważył Serhij Biłokiń w artykule «Czy posiadamy naukę historyczną?», tylko publikacje archeograficzne ratowały honor ukraińskiej historiografii w dobie totalitaryzmu.[13] Nikołaj Koposov nazwał ten fenomen sowieckiej nauki «ideologią profesjonalizmu», w której celem nauki są nienaganne badania empiryczne. Oddając co się należy temu kierunkowi, Koposov zwraca uwagę także na to, że ta ideologia, poszerzywszy rozwój badań empirycznych, paraliżowała teoretyczną pracę naukową i była w zasadzie formą kompromisu, broniąc nie tylko naukowców przed systemem, ale i system – przed naukowcami![14]

W warunkach ukraińskich (znacznie mniej sprzyjających niż moskiewskie czy leningradzkie[15]) nawet profesjonalizm archeograficzny miał swoją wagę ideologiczną: Ivan Krypjakevycz oraz Ivan Butycz, przygotowując do druku «Dokumenty Bogdana Chmielnickiego» (1961) musieli włączyć listy hetmana do sułtana tureckiego i chana krymskiego do zbioru «Dokumentów wątpliwych»[16], ze zbioru «Pierwszy drukarz Ivan Fedorow i jego naśladowcy na Ukrainie» (1975) zostało wykreślonych pięć akt dotyczących sprzeczek pomiędzy wrogimi grupami chłopów, które niejako kompromitowały drukarza[17]; we wszystkich dokumentach zbioru «Walka klasowa we wsiach Galicji Wschodniej» (1974) słowo «żyd» zostało zamienione na «karczmarz».[18] Na Ukrainie «ideologia profesjonalizmu» przetrwała rozpad sytemu komunistycznego[19], ale okazała się niewystarczająca by przeciwdziałać nowej fali pseudo partyjnej chałtury. Nawet więcej, brak podejścia metodologicznego sowieckiej historiografii ukraińskiej ułatwił przefarbowanie w 1991 roku, kiedy «historycy partyjni» (których według danych urzędowych, datowanych na połowę lat 80-tych, doliczano się na Ukrainie w liczbie tysiąca sześciuset osób) okazali godną podziwu miłość do ozdabiania okładek swoich książek o «ukraińskiej idei narodowej» kolorami niebieskim i żółtym.

W tym kontekście, komiczną wydaje się rada Oresta Subtelnego udzielona postsowieckim historykom by nie odrzucali pospiesznie metodologii marksistowskiej «którą bardzo dobrze znają», a którą warto by było zastosować do historii Ukrainy «w bardziej twórczy sposób».[20] Ironia tkwi właśnie w tym, że urzędowa historiografia sowiecka nie była marksistowska, w jej rozwoju zamówienia państwowe ceniono bardziej jako scholastykę marksizmu-leninizmu (podam jeden jaskrawy przykład: ewolucja w dyskursie sowieckim postaci Bogdana Chmielnickiego od «zdrajcy i zaciekłego wroga powstałych mas wiejsko-kozackich» oraz pomocnika przy ustanowieniu «kolonialnego panowania Rosji nad Ukrainą» w połowie lat 30-tych, do obrazowego przykładu «oddanego bojownika w walce o zjednoczenie»[21]). Albo, jak całkiem słusznie zauważył Subtelny w innym miejscu tego samego artykułu, masowe odejście historyków od koncepcji «budowy socjalizmu» nie było przejawem zdolności krytycznego przemyślenia stanowisk konceptualnych, a rozwiniętą umiejętnością oceny stanu realiów politycznych.[22]

Co jest nadzwyczaj ważne w danym kontekście – bezbolesna zmiana sztandarów nie sprowokowała do żadnej głębokiej refleksji nad samym sposobem tworzenia tekstu naukowego[23], który pozostał tak jak i wcześniej, zabarwiony ideologicznie, naznaczony odniesieniami do współczesnego terytorium Ukrainy i jej struktury etnicznej, konfrontacyjnym postrzeganiem przeszłości, w której miejsce «walki klas» zajęła walka z wrogiem zewnętrznym, z przewagą historii politycznej i chaosem terminologicznym, gdzie «ruchy narodowo-wyzwoleńcze» stoją w jednym rzędzie z «rewolucjami burżuazyjno-demokratycznymi» czy «inteligencją dworsko-burżuazyjną».[24] Innymi słowy, spuścizny sowieckiej chciano się pozbyć w sposób sowiecki, tym samym reprodukując ją w trochę zmodyfikowanej formie. Nadto oczywisty, pejoratywny wydźwięk ostatniej tezy, chciałbym zrównoważyć przypuszczeniem, że inaczej być nie mogło i na przekór wszystkiemu, modyfikację kanonu sowieckiego ostatecznie odbyły się.

Zatem postsowiecka humanistyka ukraińska wyniosła z poprzedniej doby jaskrawe, pojedyncze (to słowo jest tutaj kluczowe) przykłady: utrzymania wysokiego standardu badań empirycznych, iście sowieckiego, rozgałęzionego i wzajemnie powiązanego, systemu instytucji i głęboko zakorzenionych ziaren konformizmu, ujednolicenia stylu naukowego oraz państwowo-politycznego katalogowania swoich badań. Oczywiście, zrzucanie wszystkich problemów i wad współczesnej humanistyki na dobę sowiecką jej rozwoju – jest rzeczą niezbyt szlachetną, ale także roztrząsanie współczesnych problemów w oderwaniu od wielkiego wpływu jakie wywarł na nią system sowiecki, jest powiedzmy, mało rzetelne.

Środowisko twórcze i solidarność korporacyjna: warunki powstania i realia ukraińskie

Nie jest nowiną, że ludzka pomysłowość uaktywnia się nie w dowolnym momencie, a w określonym czasie i miejscu, w określonych warunkach socjalno-kulturowych i psychologicznych. Dlatego w badaniach nad historią nauki coraz śmielej używa się kategorii „środowiska twórczego”, analizowane są warunki powstania odkrycia naukowego. W szczególności Carl E. Schorske i Peter Levenberg wyróżniają takie składniki conditions of excellence: wiara i bezpieczeństwo emocjonalne, które ma zapewnić lider grupy naukowej oraz sama grupa; prawnie gwarantowana jawność kulturowa grupy, odczuwanie potrzeby nowych modeli i koncepcji; podział obowiązków administracyjno-formalnych i przewodnictwa badawczego; wysoki poziom integracji i motywacji członków grupy[25]. Spróbujmy przełożyć te kryteria na ukraińskie seminaria i aspirantury.

Ukraińskie „środowiska” naukowe formują się głównie wedle zasad regionalnych. Za jedną z najbardziej groźnych tendencji rozwoju współczesnej nauki historycznej na Ukrainie uważam gwałtowną prowincjonalizację większości z jej ośrodków regionalnych (wraz ze stolicą). Ryzykownie stwierdzę, że ten proces póki co nie stał się przedmiotem refleksji i dosyć słabo jest uświadamiany na prowincjach.

Cechy jemu właściwe:

  • biurokratyzacja działalności naukowej i dydaktycznej (szczególnie w aspiranturach), połączona z formalizacją procesu przygotowywania młodych fachowców;
  • coraz silniejsza tendencja do regionalizacji tematyki badań, jej krajoznawczego wydźwięku, niekiedy upiększonego modnymi frazami o „regionalnej” czy „mikro historii” , często połączona z jawnym gloryfikowaniem dorobku nauki zagranicznej;
  • przetworzenie fachowych publikacji „regionalnych” w samowystarczalne zbiory, gdzie za zazwyczaj obowiązkową opłatą, można wydrukować dowolny artykuł, który z grubsza ma jakikolwiek sens (w obronie dysertacji, dla oceny pracy wykładowcy), tym bardziej, że wskazane „fachowe” publikacje, nawet w mieście, w którym ukazują się drukiem, w żaden sposób nie są upowszechniane[26];
  • czysto formalny charakter większości konferencji, które tylko z nazwy odgrywają rolę „aprobowania” badań naukowych, przemieniający je tak naprawdę w nudne, wielogodzinne odczytywanie dziesiątek referatów, przy nagminnym braku kultury i potrzeby istnienia dyskusji;
  • niezadowalający stan przygotowania językowego studentów;
  • rażące dysproporcje w wyposażeniu bibliotek (brak literatury w innych językach, a nierzadko również i współczesnej literatury ukraińskiej oraz czasopism; brak rozwoju techniki internetowej i brak dostępu, a często i zainteresowania dostępem, do elektronicznych baz danych; sowiecka biurokratyzacja i formalizacja pracy w bibliotece);
  • brak jawnego i równego dostępu do informacji o projektach i programach naukowych.

Oczywiście przytoczonej charakterystyce można zarzucić akcentowanie jedynie zagrożeń, a nie odrębnych tendencji pozytywnych[27] w określonych ośrodkach, albo budowę nadto stanowczej dychotomii centrum-prowincje.[28] Warto zaznaczyć również całkiem banalną rzecz, że wskazywane problemy dotyczą również Kijowa i Lwowa. Chociaż rozpatrując intelektualną mapę Ukrainy w kontekście porównawczym, mamy wrażenie, że „wybierając” pomiędzy modelami, powiedzmy, niemieckim (zdecentralizowanym) i rosyjskim (scentralizowanym) , my już wstąpiliśmy na szlak rosyjski, gdzie standardy intelektualne wydzielane są z Moskwy i Sankt Petersburga, a ogólny stopień rozwoju humanistyki w stolicach zasadniczo wyprzedza rozwój na prowincjach.[29]

Nawet więcej, w warunkach katastrofalnie niskich nakładów publikacji naukowych, jeszcze bardziej katastrofalnego ich rozpowszechniania i obiegu między ośrodkami regionalnymi, sztucznie zwiększanych wskaźników produkcji naukowej (naukowej?), czy można prowadzić rozmowę na temat ukraińskiej historiografii, literaturoznawstwa czy socjologii, zawężoną do tylko jednego z tych tematów? Albo nieco transformując pytanie Viktora Żyvova adresowane do humanistyki rosyjskiej: Wokół czytania i dyskusji nad jakimi pismami są zjednoczone nasze kręgi akademickie? Ukraińskiego czasopisma historycznego? Ukraińskiego przeglądu humanistycznego? A o Krawędziach, Piśmie Humanistycznym, Borystenie[30]i dziesiątkach innych „publikacji fachowych” w ogóle coś słyszeliście? Jeszcze raz akcentuję rzecz oczywistą: to pytanie i przytoczona wyżej teza, skierowane są nie przeciwko badaniom regionalnym czy tematyce regionalnej, a przeciw takim tendencjom ich rozwoju, które wydają się niemożliwymi do przemilczenia.[31]

Doszukując się odpowiedzi na pytanie co łączy ukraińskich historyków, nie można nie postawić na pierwszym miejscu doświadczeń sowieckich: stylistycznych[32], metodologicznych, behawioralnych i – od razu zaznaczam – są to doświadczenia niejednoznaczne. Wymogi WAK dotyczące dysertacji do dnia dzisiejszego pozostają faktycznie jedynym wspólnym wyznacznikiem dla ukraińskiej historiografii.

Bowiem ogólnie w ukraińskiej przestrzeni humanistycznej nadal jedyną gwarancją zachowania chociażby jakiś standardów odpowiedzialności intelektualnej, uczciwości i fachowości, są nie instytucje, a indywidua, które rzucają wyzwanie systemowi, a rolę korporacyjnej solidarności w przeciwdziałaniu chałturze przejmuje sumienie każdego badacza z osobna. A pytanie: kiedy i w jakich warunkach na Ukrainie utworzy się „ krytyczna masa ludzi z sumieniami”? (wg. słów Marii Zubryckiej) pozostaje nadal bez odpowiedzi.

W tym kontekście pytanie, jak systemowi sowieckiemu udało się zrujnować naukową solidarność korporacyjną, nie jest wcale retorycznym. Ciekawe pole dla rozważań komparatystycznych stwarza sowietyzacja krajów po Drugiej Wojnie Światowej. Rozumiem, że porównywanie sytuacji panującej na Ukrainie z państwami Europy Środkowej, jest nietrafne z tego powodu, że Polska, Czechy, Niemcy Wschodnie czy Węgry nie zaznały terroru lat 1920-30-tych, a powojenny stalinizm był tam dość nietrwały.[33] Lecz jeśli patrzeć na analizę samej natury zdolności wspólnoty intelektualnej do oporu, takie porównanie ma pewien sens.

Tak więc analiza sytuacji powojennej[34] pozwala wysnuć tezę, że Polska była jedynym państwem w regionie, w którym inteligencja gruntownie sprzeciwiała się systemowi. Składnikiem tak silnej solidarności korporacyjnej była rozwinięta, elitarna, szlachecka samoświadomość polskiej inteligencji, która przyjmowała na siebie rolę duchowego przewodnictwa narodu. Polska inteligencja wystąpiła przeciw nazizmowi, a później – komunizmowi, i co ważne: odrzuciła komunizm nie jako system społeczno-polityczny, ale jako formę rosyjskiej okupacji. Nie mniej istotnym był wpływ Kościoła Katolickiego. Nieprzypadkowo pierwszym otworzonym po wojnie uniwersytetem był Katolicki Uniwersytet Lubelski, a w pierwszym wydaniu gramatyki rosyjskiej, odmiana rzeczowników była prezentowana na przykładzie odmiany słowa „Bóg”. Jednym ze źródeł moralnej siły polskiej inteligencji była ich postawa antynazistowska, utworzenie podziemnych uniwersytetów – części unikalnego zjawiska – polskiego państwa podziemnego. Natomiast profesura niemiecka w pełni podtrzymywała nazistowskie kierownictwo, czeska elita intelektualna w latach okupacji zachowała zarówno możliwość pracy zarobkowej, jak również druku czasopism naukowych. Dlatego ani niemiecka, ani czeska profesura nie mogła odczuwać i pielęgnować solidarności korporacyjnej pod naciskiem systemu sowieckiego, tak jak miało to miejsce w Polsce.

Ukraińska inteligencja w latach 1930-tych i w 1990-tych była w zupełnie innej sytuacji, co trwale odbiło się na stopniu jej odporności na ucisk administracyjny. Dodam, że obecnie na specyfikę ukraińską (niełatwe dziedzictwo doby sowieckiej z bukietem nauki niewoli) składają się ogólne tendencje rozwoju humanistyki w dzisiejszym społeczeństwie masowym – utrata wiary w zdolność poznania globalnych schematów , coraz bardziej odczuwalna fragmentacja nauki, rozpad wspólnoty historyków na słabo powiązane ze sobą grupy, z których każda mówi zrozumiale tylko dla wtajemniczonych. Jedna z cech naszego czasu, czasu nieprzeczytanych książek – samotność humanisty w granicach jego specjalizacji, uświadomienie sobie, że tak naprawdę to wszyscy piszemy tylko sami dla siebie. Zmieniło się także(niezauważalnie dla większości kolegów) postrzeganie roli i miejsca uczonego w społeczeństwie. Zamiast „władców myśli”, „przewodników mas”, „budowniczych narodu” albo po prostu wpływowych intelektualistów, coraz bardziej potrzebnym staje się ideał eksperta, gotowego oddać swoje kompetencje na usługi społeczeństwa, ale nie wymagającego od tego społeczeństwa wyboru jakiegoś szlaku prowadzącego ku przyszłości.[35]

Rzeczywiste instrumenty kontroli poziomu naukowego i proponowane reformy

Problem rozróżnienia nauki od jej profanacji (prawdziwych profesorów od legionu «proFFesorów»[36]) w kontekście ukraińskim jest szczególnie bolesny. Totalna dewaluacja społeczna wagi stopni naukowych oraz tytułów, rozklejane na każdym słupie ogłoszenia o sprzedaży wszelkiego rodzaju prac pisemnych (od referatów do dysertacji), praktycznie zerowy próg oburzenia społecznego w kwestii plagiatu, nawet w odniesieniu do wiceprezydenta Akademii Nauk,[37] przywołują w pamięci słowa Umberto Eco: „aby móc być tolerancyjnym, najpierw trzeba położyć kres temu czego znieść nie można”.

Najsmutniejsze w danym kontekście jest to, że w ukraińskiej przestrzeni akademickiej, wszystkie rozpoznawalne oznaki fachowości i cnoty intelektualnej zostały już rozmyte: pod szyldem Ministerstwa Oświaty wydawane są i pionierskie prace z zakresu historii Ukrainy autorstwa Natalii Jakovenko i Jarosława Hrycaka, i książki Petra Kononenka z rozważaniami dotyczącymi Welesowej księgi,i Konstytucja Pyłypa Orłyka; Instytut literatury Akademii Nauk Ukrainy udziela swojego szyldu agresywnemu pamfletowi Petra Iwanyszyna Interpretacja narodowo-egzystencjonalna[38]; nawet wśród publikacji, rekomendowanych do druku przez radę naukową Akademii Kijowsko-Mohylańskiej znajdziemy eklektyczne Podstawy hermeneutyki[39] Serhija Kwita.[40] Ostatnie wybory członków-korespondentów i akademików Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, wyraźnie świadczą o głębokiej korupcji wśród elit naukowych.

Można się zastanawiać: dlaczego ukraińska nauka humanistyczna nadal działa zgodnie z formalnymi wymogami socjalizmu? Dlaczego instytuty naukowe wciąż kierują się przestarzałymi «Twierdzeniami o normach kosztów pracowniczych, pracowników naukowych» wedle których roczne «obliczenie kosztów pracowniczych przedstawiane jest za pomocą autorskich arkuszy» (zazwyczaj, 6 arkuszy dla doktorów nauk[41], starszych pracowników naukowych; 5 arkuszy dla kandydatów nauk, starszych pracowników naukowych; 3 arkusze kandydatów nauk, młodszych pracowników naukowych, wreszcie 2 – dla młodszych pracowników naukowych nie posiadających tytułu naukowego). A WAK wyznacza w urzędowym postanowieniu z 9 lutego 2000 roku «obowiązkowe elementy» jakie ma zawierać artykuł naukowy.[42] I później o inaczej sformułowanych pracach oświadcza, że «otwarta obrona dysertacji powinna mieć charakter dyskusji naukowej»![43]

Głosy dotyczące zamknięcia lub reformy WAKu są słyszane coraz częściej. Zacytuje tu mniej znane na ogólno-ukraińskim poziomie źródło – tekst historyka z Dniepropietrowska, wyrażającego jaskrawe poglądy lewicowe – Wiktora Jakunina: «Uważam, że przyszedł czas by zlikwidować tą haniebną pozostałość po czasach stalinizmu i stworzyć przy Ministerstwie Oświaty komisję do prawnej kontroli działalności specjalistycznych komisji, zajmujących się przeprowadzaniem obron dysertacji. Standardy naukowe powinna wyznaczać komisja działająca w systemie NAN.[44] Powinna ona mieć prawo rekomendacji i przeprowadzania ekspertyzy naukowej… Postanowienia komisji specjalistycznych oraz rad uniwersyteckich powinno być ostatecznym w kwestii przyznania stopni i tytułów naukowych»[45]Jak wcielić w życie ostatni postulat jest zrozumiałe, ale co do utworzenia komisji proponuję się zastanowić: kto będzie wyznaczał skład tych komisji? To pytanie wypływa również w wielce słusznej myśli Natalii Jakowenko, że problematyka dysertacji powinna decydować o doborze członków rady naukowej.[46] Pytanie jedno: kto wyznaczy ten dobór, kto oddzieli ziarna od plew, ukrytych za takimi samymi, jeśli nawet nie wyższymi tytułami, orderami, nagrodami?[47]

Wątpię czy ktoś zaprzeczy, że WAK nie jest obecnie efektywnym instrumentem kontroli jakości publikacji naukowych, Akademia Nauk styka się z licznymi błędami systemowymi, a szkolnictwo wyższe jest zbyt zbiurokratyzowane i daleko mu do światowych standardów. Wszystko to wywołuje niesmak, oburzenie, nawet rozpacz. Ale proponuję, by poważnie potraktować proponowaną alternatywę: likwidację WAKu, oddzielenie NAN-u od państwa, stworzenie autonomii dla uniwersytetów. Przy czym, bardzo ważne jest by pamiętać o typowej dla systemu sowieckiego, plątaninie powiązań strukturalnych pomiędzy licznymi instytucjami. Wspomnę jedynie o zależności akredytacji szkół wyższych od liczby kandydatów i doktorów nauk w składzie kadrowym. Uświadommy sobie, do czego doprowadzi danie wszystkim uniwersytetom (bo po raz kolejny: kto miałby wyznaczać granice?) prawa przyznawania stopni naukowych.

Poza tym, chciałbym zaakcentować, za słowami Wiktora Żyvova, że «żaden zapożyczony wzorzec kontroli poziomu naukowego nie jest bezpieczny».[48]Wspomnijmy ukraińską implementację tak zwanego „systemu Bolońskiego”, by zrozumieć, jak nasz system jest zdolny do przyswojenia modeli zewnętrznych, pozbawiając je właściwej treści. Typologicznym odpowiednikiem takiego przystosowania są liczne przykłady metodologii dekoracyjnej, wewnętrzne warianty „rodzajów studiów” bądź „mikro historii”.

Przypuszczam, ze mechaniczna likwidacja WAKu czy nadanie autonomii uniwersytetom, nie rozwiąże problemów nauki przedstawionych powyżej. Innymi słowy, oczywista potrzeba zmian współistnieje z nie mniej oczywistym brakiem gotowości na zmiany większości instytucji i samych naukowców. Uważam, że branie pod uwagę tej kwestii, jak również uświadomienie sobie wagi zachowania przynajmniej elementów rzeczywistej, chwiejnej równowagi szkolnictwa wyższego, jest ważne dla wszelkich rozważań dotyczących reform.

Przy tym wszystkim, niezauważanie pewnych tendencji pozytywnych, jest tak samo nierzetelne, jak przymykanie oczu na nieustającą tendencję rozwoju większości instytucji humanistyki ukraińskiej. W wypadku Ukrainy wielce stosownymi są spostrzeżenia Wiktora Żywowa odnośnie nauki w Rosji: obraz wygląda znacznie bardziej optymistycznie, kiedy obecny stan porównujemy «nie z cudownym stanem u innych, a z bezładem własnej przeszłości».[49] Pytanie: Czy ukraińska humanistyka jest zdolna, za przykładem barona Münchausena, wyciągnąć samą siebie z błota? chciałbym pozostawić dla dalszej dyskusji.

Tłumaczył z ukraińskiego Darek Figura

Andrij Portnow


[1] Аверинцев, Сергей. Связь времен. – Kijów, 2005. – s. 390

[2] Tezę o uproszczeniu postrzegania sowieckiego dorobku naukowego do jednego nurtu, wysuwali uczeni, których działalność naukowa przypadała w znacznej części na te czasy. Patrz: Ковальський, Микола. Деякі теоретичні питання української історіографії // Джерелознавчі та історіографічні проблеми історії України.Dniepropietrowsk, 1995 – s. 10-1; Ісаєвич, Ярослав. Наші три відродження – не лише здобутки, але й втрати // Сучасність. – Nr 12. – Kijów, 1998. – s. 136; tegoż:Іван Крип’якевич – історик і організатор наукового життя // Україна: культурна спадщина, національна свідомість, державність. – Т. 8. – Lwów, 2001. – s.12 i inne.

[3] W oryginale: Історичні джерела та їх використання – przyp.tłum.

[4] Na przykład, wysoką ocenę rzetelności naukowej prac I. Krypjakevycza, M. Brajczevskiego, J. Isajewycza, M. Marczenka wystawił Jarosłav Pelenski: Pelenski, J. Soviet Ukrainian Historiography after World War II // Jahrbücher für Geschichte Osteuropas. – B. 12. – H. 3. – München, 1964. – P. 384. Por.: czasopismo harwardzkie Recenzja poświęcone recenzowaniu sowieckich publikacji naukowych.

[5] Przykład stwierdzenia nienaukowego charakteru wszystkich prac historycznych wydawanych na Ukrainie od drugiej połowy lat 40tych do końca lat 80-tych możemy znaleźć[w:] Потульницький, Володимир. Основні етапи розвитку української історичної думки в європейському контексті (1800-1991) // Схід-Захід. – Wyd. 2. – Charków, 1999. – s.42,

[6] Друбек-Мейер, Нина. Mass-Message/Массаж масс: советские (масс-)медиа в 30-ые годы // Советское богатство: Ст. о культуре, литературе и кино. – Sankt Petersburg, 2002. – s. 126. Również – analiza radzieckich praktyk totalitarnych w kontekście porównawczym: Holquist, Peter. To count, to Extract and to Exterminate // The State of Nations, Empire and Nation-Making in the Age of Lenin and Stalin. – Nowy York, 2001. s. 111-44.

[7] Афанасьєв, Юрий. Феномен советской историографии // Советская историография. – T. 2. – Moskwa, 1996. – s.9.

[8] W oryginale: Вища атестаційна комісія (ВАК) Dalej w tekście posługuję się transkrypcją fonetyczną „WAK” – przyp. tłum.

[9] Kułacy (w oryginale „куркулі”) – określenie stosowane w odniesieniu do bogatych chłopów, których w czasach komunizmu uważano za wrogów proletariatu i starano się przejmować ich majątki. Banderowcy – popularna nazwa frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Nazwa pochodzi od nazwiska przywódcy Stepana Bandery – przyp.tłum.

[10] Mychajło Hruszewski – ukraiński historyk i polityk, przywódca Ukrainskiej Rady Centralnej w czasie rewolucji 1917-18. Autor dzieła „Historia Rusi-Ukrainy”, które głosiło narodową wizję historii historii rozwoju państwowości ruskiej i Ukraińskiej. – przyp.tłum.

[11] Wszystkie cytaty podane za publikacją: Культурне життя в Україні. Західні землі. Документи і матеріали / pod red.: J. Sływka. – T. 1 (1939-1953). – Kijów, 1995.

[12] W pracy «Dołączenie czy zjednoczenie» (1996) /„Приєднання чи возз’єднання”/ Brajczevskyj pisał, że koncepcja «zjednoczenia» wyprowadza naród rosyjski poza granice prawidłowości, które są treścią historycznego materializmu, ponieważ wszystkie zjawiska historyczne są rozpatrywanie nie z punktu postrzegania ich natury klasowej, ale ze względu na odniesienie do Rosji. Patrz: Brajczevskyj, Mychajło. Вибрані твори. –Kijów, 1999. – s. 493, 498.

[13] Білокінь, Сергій. Чи маємо ми історичну науку? // Літературна Україна. –3, 10 stycznia. – Kijów, 1991.

[14] Копосов, Николай. Хватит убивать кошек! Критика социальных наук. – Moskwa, 2005. – s. 168-9, 192.

[15] Jest faktem, że podczas gdy historyków ukraińskich karano za cytowanie Hruszczewskiego, naukowcy moskiewscy nigdy nie zaznali podobnych problemów i właśnie w Moskwie udało się obronić wiele dysertacji, które Kijów uchylał ze względu na «nacjonalizm». Paradoksalnie, ale dzięki bezpośredniemu podporządkowania uniwersytetu w Dniepropietrowsku Moskwie, a nie ministerstwu (ze względu na strategiczny charakter prac nad rakietami kosmicznymi) Mykoła Kovalskyj zdołał stworzyć tam w latach 70tych, prawdziwy ośrodek badania źródeł z zakresu historii Ukrainy XVI-XVIII w.

[16] Дашкевич, Ярослав. Іван Крип’якевич – історик України // Крип’якевич, Іван.Історія України. – Lwów, 1992. – s.14.

[17] Ковальський, Микола. Джерелознавчі аспекти історії культури України XVI-XVIII [w:] Ярослава Ісаєвича // Україна: культурна спадщина, національна свідомість, державність. – Wyd. 5. – Lwów, 1998.– s. 324.

[18] Ustna informacja od Ołeha Kupczyńskiego

[19] Jeden z charakterystycznych przejawów – powszechne w publikacjach (w szczególności takich znanych fachowców jak Jurij Mycyk czy Viktor Brechunenko), a także w formie przekazów ustnych tezy, mówią o tym by najpierw wydawać źródła, a dopiero potem brać się za teoretyzowanie zagadnień.

[20] Subtelny, Orest. The Current State of Ukrainian Historiography // Journal of Ukrainian Studies. – 1993. – T. 18. – Nr 1-2. – s. 42.

[21] Szczegóły w: Гриневич, Владислав. Як гетьман-”зрадник” став героєм, або Дещо про совітські маніпулювання історією // Памятки України. – Nr 5. – Kijów, 1991. – s. 4.

[22] Subtelny, Orest. The Current State… s.39.

[23] Por. z faktycznym artykułem programowym na ten temat, opublikowanym [w:]Вопросами истории: Гуревич Арон. О кризисе современной исторической науки // Вопросы истории. – Nr 2-3. – Moskwa, 1991.– s. 21-36.

[24] Ciekawą ilustracją próby złagodzenia dialogu historiografii postsowieckiej ze światową historiografią są materiały międzynarodowego seminarium «Ukraińska dydaktyka historyczna», na której autorzy ukraińscy mówili głównie o «tradycjach państwowych» i «odrodzeniu narodu», a zachodni – o odmiennościach kulturowych, pluralizmie i zwracaniu uwagi na idee innych. Na przykład Wilfred Ilge analizując przedstawienie w ukraińskich podręcznikach Rusi Kijowskiej akcentował brak nacisku ze strony autorów na alternatywność i kontrowersję występujące w procesie historycznym, ale już w następnym referacie Marija Karmazina dowodziła tezy, że idee ukraińskiej państwowości «nie utraciły swojego twórczego potencjału aż do dzisiaj», a troszkę dalej Serhij Lytvyn zastanawiał się na tym, by «idee S. Petlury obowiązkowo zostały zawarte w szkolnych podręcznikach». Patrz: Українська історична дидактика. Міжнародний діалог. – Kijów, 2000. – s. 107, 113, 133.

[25] Patrz: Brix, Felix. „Środowisko twórcze” jako przedmiot badań historycznych” //Historyka. – T. 25. – Wrocław, 1995.– s. 43-53.

[26] Powołam się na przykład Dniepropietrowska, gdzie wielce problematyczną, nawet w bibliotekach naukowych, jest możliwość zapoznania się z wydawanymi w tymże Dniepropietrowsku (!) publikacjami WAKowskimi.

[27] Patrz: (szczególnie na komiczną replikę, wygłoszoną przy użyciu tej samej listy problemów, w moim artykule «Історіографії на краях»: Вирський, Дмитро. Історіографія у пошуках крайнього // Критика. – Nr 6. – Kijów, 2006. – s. 12.

[28] Sądzę, że moja charakterystyka nie jest „absolutyzacją kulturalno-intelektualnego dystansu pomiędzy prowincjonalnym a centralnym poziomem historiografii”. Савченко, Сергій. Сучасна українська історіографія. Спроба характеристики // Сучасність. – Nr 11. – Kijów, 1999. – s. 130. Jeszcze raz podkreślę, że prowincjonalność przejawia się nie w miejscu życia historyka (jako przykład ambitnych i fachowych publikacji “spoza stolicy” można wymienić charkowski Збірник Харківського історико-філологічного товариства , zaporoskąПівденну Україну czy też drochobyckie Франкознавчі зошити).

[29] Szczegóły dotyczące sytuacji rosyjskiej można znaleźć [w:] Гудков, Лев; Дубин, Борис. Российские библиотеки в системе репродуктивных институтов: контекст и перспективы // Новое литературное обозрение. – Nr 4. – Moskwa, 2005. – s. 166-202.

Szczególnie Ł. Hudkov i B. Dubin kontestują „ostre oderwanie się głównej masy wykształconego i humanistycznego społeczeństwa od ogólnego poziomu ich zachodnich kolegów oraz tych nielicznych uczonych rosyjskich, którzy zajmują się normalną, pozytywną pracą naukową”.

[30] W oryginale: Українського історичного журналу; Українського гуманітарного огляду Грані; Гуманітарний Журнал, Бористен – przyp. tłum

[31] Zgadzam się z Oksaną Kis, że fragmentacja nauki historycznej ma także zalety. Co więcej, przypuszczam, że inną niż fragmentaryczną, współczesna nauka po prostu być nie może. Ale nawet nauka we fragmentach, musi być zgodna z wyznaczonymi standardami akademickimi.

[32] Bohaterowie większości współczesnych tekstów historycznych, tak jak za czasów „budowania socjalizmu”, zazwyczaj wiodą „wyczerpującą walkę”, „wytyczają szlak swojego narodu”, przeżywają „proces dogłębnej odnowy”, jęczą pod „uciskiem absolutyzmu”, „przyjmują jako oręż arsenał teoretyczno-metodologiczny”, kochają Ukrainę „za jej rozśpiewany i uduchowiony lud, cudowną przyrodę itp.”, nie zważają na „wysiłki obcego kapitału” i innych „warstw wyzyskujących” i oczywistym jest, że „nadzwyczajne osobowości” mają swój „istotny wkład” w historię

[33] Na uwagę zasługuje teza Andrzeja Walickiego, że 1956r., koniec stalinizmu, stał się faktycznie rokiem ostatecznego przejścia Polski do posttotalitarnej fazy rozwoju i de facto niekomunistycznej wersji «realnego socjalizmu». Patrz: Walicki, Andrzej. Polskie zmagania z wolnością. – Krakόw, 2000.

[34] Przedstawiając ten temat opieram się na badaniach: Connelly, John. Captive Universities. The Sovietization of East German, Czech and Polish Higher Education, 1945-1956. – Chapel Hill – London, 2000.

[35] Dokładna analiza tych tendencji [w:] Копосов, Николай. Хватит убивать кошек!… s.120-41.

[36] W oryginale „проФФесор” – odniesienie do pomyłki Wiktora Janukowycza, który kandydując na fotel prezydenta Ukrainy w 2004r., zrobił błąd ortograficzny (poprawnie: „професор”) podpisując się swoim tytułem naukowym. Ogólnie „proFFesor” Janukowycz w tekście informującym o jego kandydaturze zrobił 12 błędów na 90 słów. Słowo „proFFesor” stało się również symbolem tego, jak za pomocą przekupstwa i szachrajstwa można niezasłużenie zdobywać tytuły naukowe – przyp. tłum.

[37] Patrz: Толочко, Олексій; Яковенко, Наталя. Потрапили в історію // Критика. – Nr 7-8. – Kijów, 2006. – s.22-5.

[38] W oryginale: Національно-екзистенційна інтерпретація – przyp. tłum.

[39] W oryginale: Основи герменевтики – przyp. tłum.

[40] Uwagę na rekomendowanie do druku dwóch ostatnich prac, słusznie zwrócił Mark Holberg w liście do Hryhorija Hrabowycza: Задавнені хвороби української гуманістики // Критика. – Nr 11. – Kijów, 2006. – s. 30.

[41] Doktor nauk – stopień naukowy odpowiadający polskiemu stopniowi naukowemu doktora habilitowanego – przyp.tłum.

[42] Dla zainteresowanych, podaję w całości listę tych «obowiązkowych elementów»: „przedstawienie problemu w ujęciu ogólnym oraz jego związku z ważnymi kwestiami naukowymi lub praktycznymi; analiza ostatnich badań i publikacji, w których została zapoczątkowana kwestia danego problemu i na których bazuje autor, zaznaczenie nierozpatrywanych wcześniej aspektów ogólnego problemu, którym poświęcony jest artykuł; sformułowanie całości artykułu (ujęcie problemu); przytoczenie głównego materiału badań z pełnym uzasadnieniem otrzymanych wyników; wnioski wyciągnięte z danego badania i perspektywy dalszego rozwoju danej kwestii”. Op.cit.:http://www.vak.org.ua/docs/vymogpubl.doc

[43] Patrz: „Порядoк присудження наукових ступенів і присвоєння вчених звань”. Op. cit.: http://www.vak.org.ua/docs/stupen.doc

[44] Narodowa Akademia Nauk Ukrainy – przyp.tłum.

[45] Якунин, Виктор; Мартынов, Николай. Клио и Сталин. – Dniepropietrowsk, 1998. – s. 151.

[46] Яковенко, Наталя. Нариси кризової історіографії // Критика. – Nr 1-2. – Kijów, 2006. – s. 27.

[47] Idee lustracji kadr naukowych i włączenia ukrainistów zagranicznych w charakterze arbitrów , głoszoną szczególnie przez Hryhorija Hrabowycza, uważam za nierealną ze względu na podkreśloną na początku tego artykułu postsowiecką specyfikę ukraińskiej transformacji.

[48] Живов, Виктор. Российское общество и его научные институции // Новое литературное обозрение. –Nr 6. – Moskwa, 2001. – s. 113.

[49] Живов, Виктор. Российское общество и его научные институции… s.112.

Kultura Enter
2009/01 nr 06