Strona główna/Miasto teokratycznych marzeń

Miasto teokratycznych marzeń

Jeśli gdzieś istnieje teokracja, to tylko na Świętej Górze Atos – dziwacznej pozostałości Bizancjum, zajmującej cały półwysep nad Morzem Egejskim. Tu wszystko jest przesiąknięte wiarą i kultem, zapachem kadzidła i fresków (na przemian z zapachem wodorostów i jodu). Tu wcielono w życie ekstremalne marzenia zakonników: na górze Atos oficjalnymi mieszkańcami mogą być wyłącznie mnisi, kobiety tu, jak wiadomo, nie mają wstępu, a całe życie mikro-państewka jest surowo podporządkowane regułom zakonnym. Oto ona – realnie zbudowana teokracja, lub dokładniej – „teotokokracja”, tj. władza Matki Boskiej, albowiem zgodnie z legendą z Atosu właśnie Bogurodzica została igumienią (przeoryszą) całej góry Atos, wszystkich jej mieszkańców. Właśnie ona jakoby nie chciała obecności innych kobiet…

Wszystko na górze Atos jest niezwykłe. Góra ta nie posiada normalnych, „geograficznych” wymiarów: tutaj podróżnik przemieszcza się w innych wymiarach, nawet czasowych. Na półwyspie, w rzeczywistości, do tej pory istnieje Bizancjum, nie podbite ani przez krzyżowców, ani przez Turków, ani przez „postchrześcijańską” Europę. Jak gdyby wzmacniając te odczucia mieszkańcy góry Atos żyją według kalendarza juliańskiego (daty według „nowego” stylu często są ignorowane), a czas jest odliczany jak kiedyś w Bizancjum – od zachodu słońca, przy czym różnica między zegarem świeckim a zakonnym zmienia się w zależności od pory roku: w lecie jest to w przybliżeniu trzy godziny, a zimą – pięć.

Jednak najważniejsze jest to, iż tutaj są inne wymiary duchowe. Poza granicami półwyspu pozostaje „świat” z mnóstwem, według mieszkańców góry Atos, nieistotnych problemów. Na Górze jest inna przestrzeń życiowa, gdzie występuje jeden jedyny „problem” – zbawienie duszy. Wszystko pozostałe jest nieistotne, razem z telewizją, radio, restauracjami i innymi „osiągnięciami” cywilizacji. Mnisi nie „żyją”, nie „pracują”, oni rzeczywiście zbawiają dusze.

Rozmowy tu od razu przechodzą na inny poziom. Zamiast zwykłego „jak tam praca?”, „ile zarabiasz?”, „co z mieszkaniem?”, tutaj mogą od razu zapytać: „czyś jesteś gotów na Sąd Ostateczny?”. A zapytać tak, jak gdyby ten oto Sąd nastąpi jutro. Na całym półwyspie nie ma osiedli, wsi: tylko klasztory, duże i małe.
Jednak jest miasto, zarazem stolica półwyspu. A zwie się to miasto, jedyne na Górze, Kareis. Również to miejsce nie ma sobie równych w świecie.

Przede wszystkim – to istotnie jest stolica mikro-państewka. W Kareis znajdują się miejscowe władze, Protat – instytucja, rozstrzygająca o losach mnichów, określająca ich stosunki wewnętrzne i zewnętrzne, ze „światem”. Członkowie Protatu są wybierani spośród przedstawicieli dwudziestu „panujących” monasterów i po wybraniu noszą tytuł antyprosopa, lecz zazwyczaj są zwani protatowcami.

Nie ma na świecie innego tak oryginalnego miasteczka, w którym jest tylko jedna główna ulica, a dokoła – kilka zaułków. W centrum znajduje się stary Sobór Uspieński (Zaśnięcia Marii Panny). W górnym miejscu jego ołtarza (prezbiterium) jest przechowywana cudowna ikona Matki Boskiej „Godne Jest” (Axion Esti), patronka całego półwyspu. Sobór ten należy do całego Atosu i msze są odprawiane przez duchownych, wyznaczonych przez Protata.

Przy całej głównej „alei” znajdują się warsztaty, kafejki, sklepiki z wyrobami, sprzedawanymi przez mnichów, ażeby podtrzymać swój skąpy byt zakonnika.

Dookoła rozłożyły się cele (konaki), gdzie mieszkają „dyplomaci” od monasterów, członkowie Protatu. W każdej celi, jest ich dziewiętnaście (monaster Kotłomusz jest położony w pobliżu Kareis i z oszczędności cel nie posiada), znajduje się cerkiew i kilku mnichów. Jest oczywiście i cela „Pantelejmona”, do której zaglądają pielgrzymi rosyjscy. Podczas mojego pierwszego pobytu na górze Atos (ze dwadzieścia lat temu), antyprosopem, tj. przedstawicielem Protatu, był ojciec Mikołaj, który serdecznie mnie przyjął. Pamiętam, jak po rozmowie wziął solidną teczkę: „Czas do pracy”.

…W Kareis skupiona jest cała działalność zewnętrzna. Kiedyś w każdą sobotę przyjeżdżali tu ludzie, z wiosek spoza Św. Góry, sprzedawać różne towary, a pustelnicy przynosili swoje rękodzieła, nierzadko kunsztownie wykonane: krzyżyki rzeźbione, ikony i inne rzeczy.

Mianowicie tu, w stolicy „republiki mnichów”, z przedstawicielstwami „dyplomatycznymi” monasterów, z rezydencją Protatu, jaśniej zdajemy sobie sprawę ze złożoności funkcjonowania państwa świętogórskiego.

Opowiem dokładniej o jego ustroju. Na Św. Górze jest dwadzieścia monasterów, szesnaście skitów i około siedmiuset cel i cel kaliwa. Należałoby wyjaśnić różnice między tymi instytucjami zakonnymi. Monaster jest to instytucja etatowa, wszechwładny gospodarz jednej dwudziestej części półwyspu oraz wszystkich tam zabudowań. Wszystkie pozostałe siedziby wchodzą w skład monasterów. Skit posiada trochę więcej swobody działania, cela – mniej. Kaliwa jest najmniejszą „strukturą”, nie posiada nawet własnej cerkwi. Zwykle jest to niewielka chatka, którą zamieszkują mnisi, w większości rzemieślnicy. W dni świąteczne chodzą do pobliskich cerkwi znajdujących się w celach lub skitach. Oprócz tego istnieją kawioci, tj. mnisi lokatorzy, jak również siromachy, mnisi bezdomni oraz żebracy, mieszkający gdzie popadnie.

Różnorodne monastery wzrastały i przestawały istnieć, rozwijały się i podupadały w zależności od przyczyn wewnętrznych oraz politycznych zmian w państwach, do których należał w różnym czasie Atos. Ważniejszymi momentami w historii Św. Góry było zajęcie przez krzyżowców Konstantynopola, zmuszenie mnichów do przejście na katolicyzm (XIII wiek) oraz upadek Imperium Bizantyńskiego (misi ze Św. Góry uniknęli pogromu dzięki lojalności wobec sułtana). Niemało było i innych, mniej znaczących wydarzeń – najazdy Maurów i Katalończyków, trzęsienia ziemi, ekspedycje karne osmańskiego rządu.

W zamierzchłych czasach na górze Atos oczywiście nie było monastycznej hierarchii. Wszyscy mnisi byli wtedy równi, tak jak i powinno być. Okazywali posłuszeństwo swoim świątobliwym starcom, którzy spośród siebie wybierali głównego zwierzchnika Świętej Góry, prota. Powierzano mu „ster” i prawo do rozpatrywania nieporozumień. Działała ogólna reguła zakonna. Jednak potem szereg monasterów, korzystając z przychylności cesarzy bizantyńskich, zaczęło podporządkowywać sobie sąsiadów, stopniowo całe terytorium półwyspu przeszło we władanie dwudziestu monasterów.

Jeszcze na początku XX wieku monastery te posiadały prawa władców feudalnych. Za opłatą pozwalały urządzać na swoim obszarze skity i cele, oddawały ich w dzierżawę, a po śmierci dzierżawców zabierały ich majątek do monasteru i znów wydzierżawiały. Bez błogosławieństwa zakonników klasztornych mieszkańcy małych eremów nie mogli nawet ściąć drzewka na swojej działce. A trzeba było udzielić święceń kapłańskich uczniowi, naprawić cieknący dach, potrzebne było drzewo na opał, należałoby zbudować nową szopę – a więc świątobliwy starzec szedł do klasztoru i prosił o „błogosławieństwo”.

Obecnie, dzięki Bogu, te czasy minęły i zależność małych eremów od „macierzystych” monasterów w większości wypadków stała się prawie formalną. Bardzo wielu mnichów woli teraz „zbawiać duszę” mianowicie poza monasterami, które bardziej są narażone na wpływy „świata”. Doświadczeni pielgrzymi także wolą zatrzymywać się w skitach i celach, bliżej do świątobliwych starców i życia zakonnego. Jednak ani jedno państwo, nawet mnichów, nie może obyć się bez stolicy. Nawet pustelnicy czas od czasu odwiedzają ją – po pocztę od swoich duchowych świeckich uczniów.

Michaił Grigoriewicz Tałałaj
przekł. Nina Sajewicz

 

Kultura Enter
2008/08 nr 01

Atos, fot. A. Kitaev

Atos, fot. A. Kitaev