Strona główna/W dolinie jedności

W dolinie jedności

Relacja Prezydenta International Romani Union z wizyty w Rumunii, spotkania z tamtejszym królem Romów oraz komentarz do wydarzeń związanych z emigrantami romskimi we Francji i polityką Nickolasa Sarkozy’ego. (ac)

Mój pobyt w Rumunii miał na celu nie tylko spotkanie z królem Romów rumuńskich Florinem Cioabą, ale także rozmowę o sytuacji Romów z innymi liderami romskimi. Przyznaję, że takiej frekwencji w czasie moich spotkań z Romami jeszcze nie miałem. To co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tysiące Romów zgromadzonych na kilkuset hektarowej powierzchni doliny okolonej górami zrobiło na mnie duże wrażenie. Jak sięgnąć okiem, wokół miejsca gdzie na niewielkim wzgórzu stał okazały namiot króla Cioaby z jego insygniami i flagą romską, Romowie rozbili różnokolorowe namioty lub zaparkowali swoje nowoczesne pojazdy campingowe.

Mercedes, którym wiózł mnie wraz z królem Romów rumuńskich Florinem Cioabą na spotkanie z Romami, ledwo mógł przecisnąć się wśród pojazdów innych Romów, którzy wcześniej przyjechali na wiec aby zamanifestować swoją jedność, solidarność i zaprotestować przeciwko antyromskiej polityce prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego .

Kiedy wraz z królem Romów rumuńskich wjechaliśmy na plac, orkiestra przywitała nas hymnem Romów „Gelem, gelem”. Uroczyste powitanie i przyjazne gesty oczekujących nas Romów, śpiewany przez nich hymn, wszystko to robiło ogromne wrażenie. Nikt nie potrafił podać mi dokładnej liczby uczestników na tym wiecu. Jedni mówili, że było ich około 300 tysięcy inni, że więcej. Poinformowano mnie, że 700 policjantów i około 200 ochotników romskich pilnowało porządku i regulowało ruch samochodów. Miał przyjechać też prezydent Rumunii, ale z powodu nieoczekiwanej sytuacji w rządzie przysłał swego ministra, który był bardzo podekscytowany ilością zgromadzonych Romów. Jak mnie później poinformowano przybyli tam też Romowie z Mołdawii i Bułgarii.

Liczne stacje telewizyjne przepychały się w naszą stronę i kierowały swoje kamery na króla Cioabę. On jak zwykle uśmiechnięty starał się stawić czoła napastującym go pytaniami dziennikarzom: – Co król Romów myśli o decyzji Francji w sprawie deportacji Romów rumuńskich z Francji do Rumunii? Jakie najważniejsze problemy Romów należy rozwiązać by Romowie w Rumunii nie musieli wyjeżdżać do innych krajów? Dlaczego Romowie rumuńscy wyjeżdżają z Rumunii?

Każdy z dziennikarzy chciał przysunąć się jak najbliżej rozmówcy by nagrać odpowiedzi. Jeden przez drugiego przeciskali się w naszą stronę. Również i mnie nie ominęły pytania. Jedno z nich zadała niemiecka telewizja: – Dlaczego przyjechał pan z Polski tu, do Rumunii? Ze spokojem odpowiedziałem: – Ponieważ to co uczyniła Francja wobec Romów jest łamaniem praw człowieka. Prezydent Francji w sposób dość bezceremonialny obraził Romów i użył obelżywych słów pod adresem nas wszystkich. Dlatego chcę swoją obecnością tu zaprotestować przeciwko antyromskiej kampanii rządu francuskiego i stygmatyzacji wszystkich Romów przez nie byle kogo, ale głowę państwa francuskiego Nicolasa Sarkozy’ego. Taka postawa prezydenta znaczącego państwa europejskiego daje wiele do myślenia innym i przyczynia się do wzrostu rasizmu, ksenofobii i nacjonalizmu w Europie.

Parę zdań musiałem też powiedzieć dla telewizji rumuńskiej. Licznie zgromadzeni Romowie sekundowali nam i spontanicznie brawami reagowali na nasze wypowiedzi.

Jak wspomina romski profesor Marcel Corthiade z Paryża, we Francji już wcześniej, bo 30 października 2002 roku, delegacje wielu romskich organizacji reprezentujących Romów, Sinti i Kale (ANGVC, ARPOMT, ARTNF, Centrum Kulturalne Romów i inne) spotkały się w gmachu ministerstwa z Nicolasem Sarkozym – ministrem Spraw Wewnętrznych Francji. Po tym spotkaniu zespół, mający na celu dalszy rozwój działalności grupy narodowościowej, przeprowadził konferencję prasową w biurze UNISAT. Członkowie zespołu zrelacjonowali przeprowadzoną z ministrem dyskusję o narastających problemach Romów, których rozwiązanie w dużym stopniu zależy od inicjatyw ministra. Za jedną z najważniejszych spraw zespół uznał pilną potrzebę zwiększenia liczby miejsc campingowych dla wędrujących Romów.

Jak się okazuje, zbyt mało miejscowości przestrzega tak zwanego prawa Bessona, według którego każda wieś, miasteczko, dzielnica miasta liczące ponad 5 tys. mieszkańców zobowiązane są udostępnić takie miejsca dla Wędrowców.

Nicolas Sarkozy zdecydował, aby wszystkie departamenty ministerialne przygotowały plan ilości miejsc obozowania i ich geograficznego rozmieszczenia. Inicjatywa ta była odpowiedzią na podobną rządową decyzję podjętą w 1994r.. Decyzja ta niestety nie została wprowadzona w życie. Większość lokalnych władz samorządowych po ingerencji, a nawet pod presją anty-romskich grup,  z reguły odrzucała proponowane plany rozmieszczenia miejsc campingowych dla Wędrowców. Cyganie z grupy Sinti i Kale[1] mogą znaleźć się w podobnej sytuacji, chociaż jest to wbrew podstawowym swobodom demokratycznym.

Większość miejsc campingowych planowana jest (pod różnymi pretekstami) według wzoru „więzienia środowiskowego”  – niewielkiej wysokości i z toaletami bez drzwi. Niektóre z tych miejsc to obiekty z grubego betonu i otoczone ścianami przypominającymi więzienne cele bez sufitu.

Wielu burmistrzów skarży się, że Romowie, Sinti i Wędrowcy oraz inne grupy wędrowne, zachowują się jak wandale, demolując toalety i inne pomieszczenia użyteczności publicznej. Rzeczywistość jest odmienna: kiedy podróżnicy zwracają się o pozwolenie na obozowanie, władze lokalne odprawiają ich z kwitkiem i zbywają pod byle jakim pretekstem lub odsyłają bez żadnego wyjaśnienia. A jeśli sprowokują władze przez okupowanie campingów, to dochodzi do ustępstw i pozwolenia na obozowanie przez kilka lub kilkanaście dni. To znaczy, że w wielu wypadkach demonstracja siły okazuje się skuteczna i prowadzi do dialogu, który powinien być najważniejszą formą kontaktu.

Zabierający głos w dyskusji mówili, iż kilkakrotnie spotkali się z przypadkiem, kiedy to miejsce na obozowisko zostało już wyznaczone, a mieszkańcy terenu protestowali przeciwko temu. Chociaż liczba protestujących nie jest wielka (2 lub 3 proc. ludności zamieszkałej wokół tego miejsca), takie incydenty ciągle się zdarzają.

Zespół jest głęboko zainteresowany także innym problemem: gdy rodzina Wędrowców zdecyduje się na stałe osiedlenie, napotyka na wszelkiego rodzaju utrudnienia, np. ze strony burmistrza stosującego prawo pierwokupu działki, którą Wędrowcy chcą kupić, lub nieumotywowanej odmowy z korzystania energii elektrycznej i wody. Nawet kiedy prace przy budowie zostały już rozpoczęte, to zdarza się, że jeśli ktoś z pobliskich mieszkańców dowie się, że rodzina budująca się tam jest pochodzenia romskiego, wywiera nacisk na władze i prace zostają wstrzymywane. Pełną wolność mają Wędrowcy jedynie podróżując bez zatrzymywania się w jakimkolwiek miejscu.

Właściwie to Romowie, Sinti i Wędrowcy są przyzwyczajeni do borykania się z tymi problemami w codziennym życiu i nie przypuszczają, aby przygotowany przez Nicolasa Sarkozy’ego projekt ustawy był w stanie rozwiązać większość z tych problemów. Jakkolwiek ostatnio wytworzyło to wzrost nastrojów antyromskich, które powodują, że żaden polityk nie czuje się skrępowany w wyrażaniu oskarżeń i zniesławianiu Romów bez jakichkolwiek ograniczeń. Na przykład podczas dyskusji w parlamencie francuskim, posłowie wygłaszali antyromskie wystąpienia, które ze względu na swoją wymowę mogły być kierowane do sądu, gdyby oskarżycieli nie chronił immunitet.

Niektórzy urzędnicy na łamach prasy oskarżali Wędrowców, używając typowo rasistowskiej terminologii, zarzucając im, że są przestępcami ze względu na kulturę i własną tożsamość. Wzrastająca tolerancja – a raczej pasywny współudział – wobec tego rodzaju incydentów jest co najmniej tak alarmująca, jak nagłośniony projekt ustawy Nicolasa Sarkozyego, który przyniósł w końcu rezultaty w postaci debaty i spotkania w ministerstwie, doprowadzając do współdziałania francuskich Wędrowców z Romami, Sinti i Kale, mieszkającymi we Francji oraz w całej Europie i pobudzając ich do bardziej skutecznego korzystania z prawnych środków uzyskania sprawiedliwości.

Nasilanie się tych problemów na poziomie europejskim jest szczególnie widoczne w Albanii, Grecji Jugosławii, Rumunii itd.. Wędrowcy francuscy, którzy brali udział w spotkaniu angażowali się we współpracę ze wszystkimi romskimi grupami, wykazując gotowość do rozwiązywania tych spraw.

Wszyscy uczestnicy zgodzili się, że mają ze sobą wiele wspólnego, chociaż byli rozdzielni przez wieki i że porozumiewają się z wielką łatwością, jak członkowie tego samego narodu, połączonego jakby naszyjnikiem z duchową nicią. Wynika z tej relacji, że Romowie już wcześniej dostrzegli narastający problem i sygnalizowali go byłemu ministrowi, a obecnie prezydentowi Francji Nicolasowi Sarkozy’emu. Ale ten o tym zapewne zapomniał.

Romowie na wiecu w Rumunii w rozmowie ze mną podkreślali, że deportacja Romów Rumuńskich z Francji to wynik nieudolnej polityki Nicolasa Sarkozy’ego i jego spadającej w sondażach popularności. Dlatego trzeba było czymś to zatuszować. Znaleziono tzw. kozła ofiarnego, czyli Romów, którzy byli przyczyną tych niepowodzeń. Prezydent znaczącego państwa, członka Unii Europejskiej, dla ratowania swojej popularności nie zawahał się użyć w tym celu populistycznej polityki a zarazem stygmatyzacji Romów, łamiąc tym samym podstawowe prawa człowieka.

Takie opinie były ciągle powtarzane przez większość moich rozmówców. Dziennikarze z ochotą filmowali zastawione stoły na pikniku romskim i wyszukiwali z tłumu najbardziej bogato odzianych Romów, pokazując później w telewizji, że europejski kryzys nie dotarł do Romów w Rumunii, że życie Romów jest OK. i Romowie mają się dobrze. Natomiast żadna stacja telewizyjna zapewne nie pokaże w tym dniu tych biedaków, tysięcy Romów Rumuńskich mieszkających w urągających godności człowieka warunkach, głodnych i zmarzniętych, codziennie spotykających się z odrzuceniem i marginalizacją, żyjących na skraju nędzy. Widziałem to na własne oczy.

Ci, którzy tu przybyli, to można powiedzieć romska elita. Oczywiście ich też należy filmować. Byli wśród nich znaczący przedsiębiorcy, osoby kreatywne, aktywne zawodowo. Takie postacie należy ukazać, bo to pokazuje pewien przekrój społeczności Romów.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w Rumunii żyje ponad 4 miliony Romów, to nie będziemy się dziwić, dlaczego tak liczna grupa Romów zamanifestowała swoją jedność na tym dniu. Przybycie na ten wiec wielu znanych działaczy dawało Romom większe poczucie siły w tym, co chcą wyrazić. Odgłosy dobiegającej muzyki romskiej, spontaniczne przemówienia Romów nagłośnione przez potężną aparaturę, było słychać w wypełnionej po brzegi Romami dolinie. Należy podkreślić, że według mnie pod względem organizacyjnym Romowie zasłużyli na wysoką notę.

Po oficjalnych powitaniach król Cioaba wreszcie zaprosił mnie do swego obszernego namiotu na poczęstunek. Ale na tym się nie skończyło. Po chwili witali się z nami licznie przybyli tam Romowie: biznesmeni, liderzy organizacji. Każdy chciał chociaż przez chwilę, symbolicznie gościć króla i jego gości pod swoim namiotem. Musieliśmy odbyć dość długą, ale przyjemną wędrówkę by spotykać się ze znaczącymi vajdami rodów romskich. Przy tej okazji gospodarze swoje zadowolenie z możliwości goszczenia nas okazywali muzyką lub tańcami młodych Romów. To było niezwykłe widowisko. Przypomniało mi dawne czasy, tabory i gościnność romską, która według zwyczaju i tradycji jest nie tylko świadectwem szacunku dla innego Roma, ale także pewnego rodzaju manifestacją jedności romskiej i uszanowaniem tradycji – respektem dla romanipen.

To był po prostu wielotysięczny tabor romski, który w tym dniu został się symbolem harmonii, jedności romskiej uwiecznionej w pamięci wielu Romów i nie tylko ich.

Dla wielu spośród 12. milionowej rzeszy Cyganów/Romów żyjących w państwach Wspólnoty Europejskiej warunkiem takiej harmonii jest to, aby rządy tych państw wzięły ich pod uwagę przy tworzeniu swoich polityk i strategii ekonomicznej, edukacyjnej, socjalnej, zdrowotnej i kulturalnej i umożliwienie Romom udziału w życiu społecznym i politycznym oraz korzystania z praw przysługujących wszystkim obywatelom Unii Europejskiej. Plany, które miały wejść w życie w roku 1992 przewidywały aktywizację Romów/Cyganów. Istnieje więc szansa złagodzenia ciężaru ich egzystencji na marginesie społeczeństwa, ciężaru, który musieli dźwigać przez ponad 600 lat swojego przebywania w Europie.

Od czasu, gdy przed 800 laty Cyganie rozpoczęli swoją wędrówkę z północnych Indii w kierunku zachodnim, byli ofiarami dyskryminacji i przesądów. Pół miliona Cyganów zginęło w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Na przedramieniu wielu spośród tych, którzy przeżyli Holocaust widoczne są do dziś wytatuowane litery „Z” (Cygan to po niemiecku Zigeuner).

Obecnie Cyganie muszą nadal znosić pogardę ludzi, którzy w najlepszym razie uważają ich za wróżbiarzy i cyrkowych błaznów, a w najgorszym – za żebraków i złodziei.

Do dziś „Carmen”, namiętna Cyganka z opery Georga Bizeta, jest zlepkiem stereotypów, które pragnie obalić wiele organizacji romskich i nie romskich działających na rzecz praw człowieka. „Stopniowo staramy się przystosować do współczesności. Chcemy osiągnąć postęp i żyć w harmonii z ludnością osiadłą” – powiedzieli mi na spotkaniu młodzi aktywiści romscy.

Skomplikowane prawo wyborcze skutecznie uniemożliwia Romom udział w głosowaniu. W państwach Unii Europejskiej jedynie 30 procent romskich dzieci uczęszcza systematycznie do szkoły. Większość rządów niezbyt interesuje się potrzebami swej wędrownej ludności. Wskutek tego ma ona utrudniony dostęp do usług służby zdrowia oraz mało szans na to, by żyć w przyzwoitych warunkach sanitarnych.

„Cyganom wolno przebywać wyłącznie na gruntach uznanych za nieprzydatne do innych celów. Przeważnie są one położone tuż przy szosach, w okręgach przemysłowych, w pobliżu słupów wysokiego napięcia”, mówi Mary Waterson, członkini utworzonej przez Cyganów organizacji stawiającej sobie za cel walkę o ich prawa.

Unia Europejska, która zdaje sobie zapewne sprawę z tego, iż Romowie są grupą ludności, której liczebność w Europie rośnie bardzo szybko, chce to wszystko zmienić.

Dużą zasługę w tym, iż sprawą Romów zajmują się politycy romscy, mają m.in. Juan de Dios Ramirez Heredia, hiszpański Rom i były członek Parlamentu Europejskiego, czy też inna była deputowana Parlamentu EU, Mohachi. Juan de Dios Ramirez zwalcza z całą energią niewiedzę i obojętność gadżo („obcych” – w języku romani), którzy w instytucjach UE w Brukseli zajmują się planowaniem przyszłości Europy.

„Młodzież romska chce być częścią społeczeństwa, nie przestając jednak być Romami” – powiedział niedawno Ramirez w audycji BBC.

Teraz, gdy granice między państwami są zniesione, nawet ci Romowie, którzy prowadzą osiadły tryb życia, zaczynają wracać do życia koczowniczego (co dziesiąty Rom w UE przekracza granice państwowe przynajmniej raz w roku). Aby uciec przed bezrobociem i przed niedostatkiem opieki społecznej, Cyganie z południa emigrują na północ. W tym kierunku udaje się wielu spośród czterystutysięcznej społeczności Romów hiszpańskich. Być może te migracje skłonią poszczególne klany romskie do wzajemnej tolerancji, takiej, jakiej oczekują one od gadżo. Nie ulega jednak wątpliwości, że w związku z tymi migracjami powstaną nowe konflikty.

Jednym z nich była deportacja Romów z Francji, która spotkała się z krytyką Unii Europejskiej, a wcześniej Włoch, za usuwanie tzw. campów, miejsc postojowych dla wędrujących Romów. Narastająca niechęć do Romów na Węgrzech i na obszarze byłej Czechosłowacji wskazuje, że w Europie należy podjąć istotne decyzje, które zapobiegną łamaniu praw człowieka.

Rozmowy Romów w „dolinie jedności”, bo tak nazwał to miejsce później jeden z Romów, mimo późnej pory trwały, ale stopniowo zaczęła je zagłuszać romska muzyka. Jakiś nastrój optymizmu wstąpił w Romów, bo coraz żwawsze tańce można było zobaczyć przy ogniskach. Czyżby tak szybko zapomnieli zniewagę i to co się wydarzyło we Francji? Jeden z Romów, który siedział obok mnie w namiocie króla zwrócił się do mnie i tak, aby wszyscy słyszeli, gromkim głosem powiedział: – Jesteśmy wiecznymi wędrowcami i zawsze będziemy wędrować. My Romowie kochamy wolność i to jest najważniejsze. Spojrzałem na Króla Cioabę. Wydawało mi się, że na jego twarzy pojawił się uśmiech. Był wieczór. Ogniska romskie jak gwiazdy na niebie rozświetliły dolinę swoim blaskiem. Moja wizyta u Romów dobiegała końca. Spotkana wielotysięczna grupa Romów nie zamierzała opuszczać miejsca tego niezwykłego spotkania. Nadal trwała w swojej jedności i tradycji.

Stanisław „Stahiro” Stankiewicz


[1] Grupy pochodzenia cygańskiego. Sinti utożsamiani są z zamieszkiwaniem na terenie Niemiec, Kale z terenem Francji.