Strona główna/Galeria Otwarta

Galeria Otwarta

Marcin Lachowski: Jak wspominasz pierwsze spotkanie z Biurem Wystaw Artystycznych w Lublinie?

Waldemar Tatarczuk: Pierwszym moim spotkaniem z BWA była wystawa i akcja Logomotives – grupy zajmującej się poezją konkretną. Wówczas po raz pierwszy zobaczyłem performans na żywo i było to, jak uderzenie młotem. Wcześniej trochę czytałem o tego rodzaju sztuce, a tutaj pierwszy raz ją zobaczyłem. Przyjechałem do Lublina w 1985.  BWA było wówczas galerią, w której tętniło życie. W 1986 roku odbyła się duża wystawa „Zapisy II”, w której m.in. brali udział Jerzy Bereś, Maria Pinińska-Bereś, Gruppa, Jan Gryka. Pierwszy raz zobaczyłem „Secret performanceMikołaja Smoczyńskiego. Poczułem się jak w środku tygla, w którym wrze sztuka. Te wydarzenia bez wątpienia ukształtowały moją wrażliwość i wpłynęły na późniejsze artystyczne wybory. Wpływ, jaki miał na mnie program Andrzeja Mroczka, był ogromny.

W tym czasie, wraz z Dariuszem Fodczukiem zaczęliśmy prowadzić galerię Kont, z jednej strony stojącą w opozycji do dużych państwowych galerii, o wystawianiu w których mogliśmy jedynie pomarzyć, a z drugiej idącą tropem BWA. To, że zaczęliśmy prezentować w Koncie performans wynikało z atmosfery życia artystycznego w Lublinie, którą tworzyło właśnie BWA. W latach 80. nowa sztuka określona była głównie przez postkonceptualizm i sztukę performans oraz różne odcienie neoawangardy. Galeria Kont była przede wszystkim laboratorium, miejscem pracy. Wokół niej zgromadziło się grono studentów Instytutu Wychowania Artystycznego (IWA). Wystawiali również artyści spoza IWA np. Krzysztof Sołowiej, Wojciech Ćwiertniewicz, Paweł Kwaśniewski, Ewa Zarzycka, Maciej Pisuk. Program był bardzo intensywny, wystawy trwały czasami tylko tydzień lub dwa. Chcieliśmy zrobić jak najwięcej.

M.L. Czy debiuty w Koncie otwierały przed młodymi możliwość prezentacji w Biurze Wystaw Artystycznych?

W.T.: Wejście do BWA było niełatwe. Pamiętam, że jednym z niewielu studentów, którym to się udało był Jerzy Truszkowski. Ja swój pierwszy performans w BWA miałem w 1996 roku, cztery lata po zakończeniu studiów. Z grupy kolegów ze studiów wystawy w BWA mieliśmy tylko ja i Maria Fidor. W pewnym okresie wystawialiśmy tam dosyć regularnie, choć BWA było raczej hermetyczne. Andrzej Mroczek rzadko zapraszał młodych artystów, choć były mocne strzały: Mirosław Bałka, Marek Kijewski, Grupa Koło Klipsa, Gruppa, Włodzimierz Pawlak. Wcześniej, w latach 70., jeszcze w Galerii Labirynt, pokazywani byli młodzi artyści, którzy później ukształtowali artystyczne wybory Mroczka w BWA: Teresa Murak, Krzysztof Zarębski, Józef Robakowski, Zbigniew Warpechowski. Program Mroczka ukształtował się właśnie w latach 70. i w takim kształcie był kontynuowany.

M.L. Od 1999 roku, przez niemalże dekadę, prowadziłeś Ośrodek Sztuki Performance (OSP). Jak wówczas wyglądały twoje kontakty z BWA Andrzeja Mroczka?

W.T.: Mroczek sprzyjał działalności Ośrodka, ale nie widział powodu do ściślejszej współpracy (pierwszym projektem zrealizowanym wspólnie, była wystawa retrospektywa Zbigniewa Warpechowskiego w 2009 roku). Pierwszy festiwal organizowany w 2000 roku przez OSP wraz z galerią Kont („Art Kontakt”), bazował na programie BWA. Zaprosiliśmy do udziału starsze pokolenie artystów, które poznaliśmy w BWA. Byli to m.in. Alastair MacLennan, Esther Ferrer, Jerzy Bereś, Zbigniew Warpechowski. „Art Kontakt” miał dwie osie programowe – klasycy i młodzi artyści. Współpraca między Ośrodkiem Sztuki Performance i BWA zawiązała się po kilku latach. Andrzej Mroczek zaczął zapraszać artystów, których sprowadziłem do Lublina, takich jak Adina Bar-On czy Paul Panhuysen. Ośrodek znajdował się w pewnym sensie na obrzeżu pejzażu galeryjnego Lublina, miał za zadanie kontynuować tradycję tworzenia i prezentowania sztuki performans, która w tym czasie nie była już tak intensywnie obecna w BWA. Jego utworzenie wynikało z przeświadczenia, że brakuje podstawowej wiedzy dotyczącej tego obszaru twórczości, swoistej bazy danych, źródeł, które mogłyby pomóc opracować historię sztuki performans. Równie ważne, jak kolejne wydarzenia, było tworzenie archiwum sztuki performance, zabezpieczenie tego, co jest efemeryczne.

M.L.: Jak postrzegałeś swoją rolę, gdy obejmowałeś stanowisko dyrektora Biura Wystaw Artystycznych w 2010 roku, po śmierci Andrzeja Mroczka? Wkrótce zmieniłeś nazwę z BWA na Galerię Labirynt, w jaki sposób kształtuje się tożsamość tego miejsca?

W.T.: Widziałem swój program jako kontynuację linii Mroczka. Składając do konkursu dokument prezentujący moją koncepcję, odnosiłem się do tego, co robił Mroczek w latach 70. Pokazywał wtedy najciekawsze rzeczy, które działy się w sztuce polskiej: sztuka konceptualna, performans, sztuka wideo. Postanowiłem tę jego koncepcję inkarnować, obserwować, co dzieje się w sztuce obecnie, wybierać to, co moim zdaniem jest najwartościowsze. Z drugiej strony, odnosząc się do lat 70., chciałem kontynuować po części program Galerii Labirynt i BWA, czyli pokazywać aktualną twórczość takich artystów, jak Jan Świdzinski, Zbigniew Warpechowski, Józef Robakowski, Jarosław Kozłowski, Teresa Murak, Koji Kamoji, Natalia LL, Marek Konieczny…

Jednak w moim projekcie chciałem również dokonać pewnej korekty programu Mroczka, a właściwie rozszerzyć obszar zainteresowań Galerii. W 2006 roku zorganizowałem w Lublinie wystawę „Terytoria” i byłem kuratorem „Dni sztuki performance” w Kijowie. Był to ważny moment poznawania i budowania relacji z sąsiadami ze Wschodu oraz zwrócenia uwagi na granicę Unii Europejskiej. Wystawa „Terytoria” miała duży wpływ na proponowany przeze mnie program Galerii BWA. Wzięli w niej udział artyści z Ukrainy, Białorusi i Polski. Wśród nich: Oleg Kulik, Tiberiy Silvashi, R.E.P., Sergey Zhdanovich, Bergamot, Sergey Kozhemyakin, Mirosław Bałka, Leon Tarasewicz, Jerzy Bereś, Mirosław Maszlanko, Mikołaj Smoczyński. To był początek moich zainteresowań Wschodem i pierwsza próba prowadząca do spotkania artystów z dwóch stron granicy Schengen.

M.L.: Czy jedną z idei, którą się kierowałeś obejmując stanowisko dyrektora BWA była chęć wypełniania luki na artystycznej mapie Europy Środkowowschodniej?

W.T.: W polskich galeriach program wystaw zawsze był zorientowany na sztukę polską lub zachodnią. Wydawało mi się dziwne, że nie pokazujemy sztuki wschodnich sąsiadów. Myśląc o programie Galerii, uprzytomniłem sobie, że dla instytucji, znajdującej się na wschodzie Polski, jest to podstawowy klucz. Chciałem, żeby była ona miejscem spotkania artystów ze Wschodu i z Zachodu. Interesuje mnie konfrontowanie postaw, inicjowanie dialogu. Z jednej strony interesuje mnie pokazywanie różnic, ale z drugiej wystawy mogą pokazywać to, co łączy odmienne kultury. Ważny jest obszar negocjacji – wspólnoty, która jest zróżnicowana. Tak samo ciekawe jest patrzenie na siebie z dystansu, odnajdywanie się w konfrontacji z innymi. Polska, w zależności od tego, z której strony się na nią spojrzy, może być zarówno Europą Wschodnią jak i Zachodnią.

M.L.: Z czasem poszerzyłeś krąg swoich zainteresowań kulturą Wschodu.

W.T.: Zaczęło się od moich artystycznych wyjazdów do Azji. Moja refleksja o roli Galerii kształtowała się w odniesieniu do powszechnie deklarowanej wielokulturowości Lublina i jego roli „bramy na Wschód”. Wschodniość Lublina od czasu, kiedy zacząłem jeździć do Azji, zaczęła mi zgrzytać. Zmusiło mnie to do zastanowienia się, jak zredefiniować ten Wschód. Dla nas Wchodem jest Ukraina, dla artystów z Wietnamu czy Chin ta Ukraina jest takim samym Zachodem, jak Polska czy Niemcy. Chodziło mi o rozszerzenie obszaru „wschodniości”. Można obserwować wpływy w obie strony. Artyści ze Wschodu posługują się formą, która jest odkryciem Zachodu. Jednocześnie od dawna artyści europejscy czerpali inspiracje ze Wschodu, na różnych płaszczyznach, od filozoficznej po formalną.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że niewiele jest galerii, które pokazują sztukę z Azji, sztukę o innej genezie, źródłach, tle kulturowym. Chcę tworzyć program Galerii, który rozbija europejską pewność siebie, europocentryczność, jako wartość najwyższą z możliwych. Pokazywanie odmiennych wartości, obecnych na innym kontynencie, wydaje mi się nie tylko potrzebne, ale i inspirujące.

M.L.: Czy zakładasz systematyczne opracowywanie tego problemu, definiowanie także na tej drodze miejsca Galerii Labirynt wśród innych instytucji?

W.T: Oczywiście, że tak, ale w tej chwili bardziej interesujące jest dla mnie tworzenie faktów, które stanowią program galerii. Później przyjdzie moment na to, żeby spojrzeć wstecz, podsumować to, co się wydarzyło, określić bardziej dokładnie kształt działalności Galerii – może go zrewidować. Jak już mówiłem, staram się nie tylko pokazywać artystów ze Wschodu, ale także konfrontować ich z artystami z Zachodu. To jest ciekawe z punktu widzenia programu Galerii, szukanie tego, co jest wspólne i odmienne. To jest również interesujące dla artystów. Wśród wystaw, które odbyły się do tej pory można wymienić „Próbę rozmowy” He Chengyao (Chiny) i Elżbiety Jabłońskiej, czy „AY-YA” chińskiej artystki, mieszkającej w Niemczech Yingmei Duan i Francuzki mieszkającej w Singapurze Andree Weschler.

M.L.: Jaka formuła, w twoim przekonaniu, jest najlepsza dla prowadzenia galerii, Galerii Labirynt?

W.T.: Interesuje mnie współpraca z wieloma kuratorami. Dotychczas większość wystaw, które odbyły się w Labiryncie, były moimi propozycjami, ale to ma się zmienić i już powoli się zmienia. Kuratorkami wystawy „Opowieści dziwnej treści” z udziałem bardzo młodych polskich artystów były Marta Bosowska i Iga Gosiewska. Magda Linkowska zainicjowała włączenie do programu Galerii festiwalu „Transeuropa” i przygotowała wystawę Katarzyny Hołdy „Madonny”, a jesienią zrealizuje wystawę „Trzy róże” z pracami Marii Pinińskiej-Bereś, Maurycego Gomulickiego i Basi Bańdy.

Zależy mi na multitożsamości Galerii, na tym, by nie była zamknięta w wąskich ramach. Zależy mi na nieprzewidywalności działań. Galerię postrzegam jako żywy organizm. Nie chciałbym zamykać jej w jednym, własnym wymiarze zainteresowań, chociaż czasami bywa to dosyć trudne.

Model publicznej galerii, jaki uważam za optymalny, powinien dopuszczać kształtowanie programu przez różne osoby. Będę dążył do tego, żeby ograniczyć się do roli selekcjonera, komponującego program z rożnych propozycji.

M.L.: Które z form aktywności Galerii, poza działalnością wystawową, są dla Ciebie ważne?

W.T.: Duże znaczenie mają wykłady, dyskusje. Dotychczas w Galerii Labirynt odbyło się wiele spotkań i wykładów w ramach zaproponowanego przez Magdę Linkowską cyklu „Różnice/Granice”: wykład Tomka Kitlinskiego na temat ciała w filozofii i sztuce, Piotra Celińskiego, dotyczący spotkania ciała i nowoczesnych technologii, wykład Piotra Piotrowskiego na temat funkcji muzeum krytycznego czy wykład Anny Markowskiej poświęcony procesowi konstruowania męskiej tożsamości i cielesności.  Cykl ten porusza problemy ważne nie tylko dla teoretyków sztuki, ale dla wszystkich zainteresowanych udziałem w debacie społecznej. Sama koncepcja „Granic/Różnic” dobrze wpisuje się w zakreśloną wizję programową Galerii. Podobnie współorganizowany przez nas Festiwal „Transeuropa” ujawnił zainteresowania Galerii tematami „granicznymi”: zagadnieniem wykluczenia, tolerancji, wolności wypowiedzi artystycznej.

Ważną częścią programu Galerii jest program edukacyjny dla dzieciaków. Większości wystaw, które organizujemy, towarzyszą warsztaty. Są one różnorodne, polegają na współdziałaniu, interakcji, w żadnym wypadku nie są to lekcje. W soboty i niedziele organizujemy zajęcia rodzinne.

Kolejnym ważnym polem aktywności Galerii jest program rezydencji artystycznych. O wadze tego programu przekonuje mnie własne doświadczenie. Wyjazdy, z których byłem najbardziej zadowolony to przede wszystkim te dłuższe, podczas których realizowałem prace na miejscu. Program rezydencyjny jest wyjściem naprzeciw potrzeb artystów, umożliwieniem pracy z dala od miejsca zamieszkania. Pozwala to inaczej spojrzeć na własną twórczość, w kontekście nowego otoczenia. Przy okazji w mieście pojawiają się nowe osoby, które poprzez sztukę i dialog nawiązują kontakt z otoczeniem, próbują się zadomowić. Staramy się stworzyć jak najlepsze warunki pracy, chcemy wprowadzać do miasta tych Innych. Artyści oprócz tego, że pracują nad wystawą, realizują warsztaty, spotykają się z publicznością. My stwarzamy ramy, zaś oni wypełniają je w różny sposób swoją aktywnością.

Program rezydencyjny dopiero się rozwija, chciałbym go prowadzić w kierunku działań artystycznych w przestrzeni publicznej, wzbogacać o prace, które bezpośrednio odnoszą się do miasta. O przestrzeni miejskiej myślę od pierwszej edycji Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej „Open City/Otwarte Miasto”[1], którego w 2009 roku byłem kuratorem. Planowałem ten festiwal, jako otwarcie sztuki na miasto i na odwrót, sztuki na miasto. Dla mnie istotne jest rozwinięcie idei „open city”, żeby to „open” nie ograniczało się do pustej nazwy jednego spektakularnego wydarzenia.

Tak właśnie rozumiem ideę galerii, jako miejsca będącego wyraźnym, znaczącym głosem sztuki w przestrzeni publicznej. Jako Galeria Otwarta powinna także tę przestrzeń kształtować, również poza własną siedzibą – w obszarze miasta.

Waldemar Tatarczuk – ukończył Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, dyplom w pracowni prof. Mariana Stelmasika i adiunkta Mikołaja Smoczyńskiego. Artysta performance, założyciel i kurator Ośrodka Sztuki Performance (1999–2010), kurator projektów z obszaru performance, dyrektor Galerii Labirynt (od 2010).


[1] Coroczny festiwal organizowany przez Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża”.

He Chengyao, 99 Igieł, fotografia, Pekin, 2002, z wystawy w Galerii Labirynt, 2011. Fot. Diana Kołczewska

Sol LeWitt, rysunki, wystawa z kolekcji Galerii Lisson w Londynie, „Lewa: pasy horyzontalne / Prawa: pasy wertykalne”, gwasz na papierze, 45,7 x 76,2 cm, 1990, Galeria Stara BWA w Lublinie, 1994. Fot. Andrzej Polakowski

Sol LeWitt, rysunki, wystawa z kolekcji Galerii Lisson w Londynie, „Lewa: pasy horyzontalne / Prawa: pasy wertykalne”, gwasz na papierze, 45,7 x 76,2 cm, 1990, Galeria Stara BWA w Lublinie, 1994. Fot. Andrzej Polakowski

Jason Lim, wystawa i performance „Duet with still/life”, Galeria Labirynt, Lublin, 2011

Jason Lim, wystawa i performance „Duet with still/life”, Galeria Labirynt, Lublin, 2011

He Chengyao, „Świadectwo”, tryptyk fotograficzny, 2001-2002, Chongqing, z wystawy w Galerii Labirynt, 2011. Fot. Diana Kołczewska

Yingmei Duan, „Dream and reality”, prezentacja Yingmei Duan w Galerii Labirynt, 2011. Fot. Diana Kołczewska

Yingmei Duan, Travelling, wideo, 2011, prezentacja w Galerii Labirynt, 2011. Fot.Diana Kołczewska