Strona główna/Skateboarding – redefinicja przestrzeni miasta poprzez samoekspresję na desce z czterema kółkami

Skateboarding – redefinicja przestrzeni miasta poprzez samoekspresję na desce z czterema kółkami

Niniejszy tekst anonsuje czerwcową publikację książki „Kultura szeroka – księga wyjścia” (wyd. Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”) opisującej środowiska zaliczane do kultury alternatywnej, nieformalnej, niezależnej, fanowskiej lub subkultury pod nowym hasłem „kultury szerokiej” będącym pozytywnym przeciwieństwem „kultury wysokiej”. Należy do niej m.in. skateboarding.

Przydatne słowa

Skateboarding albo deskorolka – tymi słowami określa się również cały ruch, nie tylko sam przedmiot. Osoby, które uprawiają skateboarding nazywa się skaterami. Dużo rzadziej słyszy się słowo skateboardziści. Czasami używa się też słowa skejci, choć po części jest ono często kojarzone z osobami, które go używają, ale zupełnie nie rozumieją na czym polega deskorolka.

Mówiąc o sobie, skaterzy czasami też używają sarkastycznego zdrobnienia „skejciki”, nawet jeśli to dotyczy osoby 30-letniej. Skejcik ma pewne cechy charakteru: jest nieogarnięty, a jednocześnie strasznie uparty, nieugięty i gotowy do ostatniej kropli krwi próbować zrobić swój trick na jakiejś miejscówce (miejscu, w którym się jeździ na desce). Skejcik jest w kompletnym amoku co do swojej pasji. Nie zauważa świata wokół, tak jest skupiony na swojej jeździe na desce. Potrafi śnić o trickach deskorolkowych, o rzeczach po których jeździ na desce, a w połowie ostrej imprezy potrafi kompletnie się odłączyć od reszty towarzystwa, aby z choć z jedną osobą porozmawiać o robieniu danego tricku na deskorolce. W skejciku jest coś z flegmatyka, choleryka i marzyciela.

Skaterzy słuchają bardzo różnej muzyki: od drum’n’bassu, poprzez rock, punk po hip-hop, house i electro. Jedni mają wąskie i obcisłe spodnie, inni lubią szerokie. Wszystkich łączy jedna rzecz – jazda na deskorolce.

Imprezy

Skaterzy są już tak przyzwyczajeni do imprez deskorolkowych, że gdy na którejś z nich pojawiają się ludzie z zewnątrz podekscytowani faktem, że w jednym miejscu jeździ na deskorolce kilkadziesiąt osób, to budzą oni często sporo śmiechu. To, co jest dla nie-skaterów „wydarzeniem”, dla skaterów stanowi część ich tożsamości. Oni muszą jeździć, muszą jeździć wspólnie, muszą jeździć z nowymi znajomymi. Wszystko kręci się wokół jazdy na deskorolce.

Zakładając, że „impreza” dotyczy większego grona osób, które są zainteresowane tą samą czynnością, można rozróżnić trzy rodzaje imprez skateboardingowych. Pierwsze dwa są tak samo rozpamiętywane i emocjonalnie przeżywane. Różnią się jedynie frekwencją uczestników, natomiast frekwencja odbiorców obu rodzajów imprez jest dość podobna, głównie przez to, że skaterzy sporo nagrywają i często publikują swoje montaże. Trzeci rodzaj imprezy ma raczej tylko regionalny zasięg.

Zawody deskorolkowe

Są różne formuły zawodów deskorolkowych, m.in. skatejam, przejazdy, Best Trick. Dla skatera, najważniejszą rzeczą w zawodach jest możliwość wspólnej jazdy w jednym miejscu z wieloma różnymi skaterami z innych miast. Po to się jedzie na zawody. Nie po to aby wygrać, ale po to, aby spotkać znajomych z innych miast i wspólnie dobrze się bawić na desce. W przeciwieństwie do np. piłki nożnej, w deskorolce nie ma podziałów na miasta które się lubią, lub nie lubią. W skateboardingu wszyscy się lubią. Jeśli się nie lubią, to tylko dlatego, że się nie znają, co jest tylko kwestią czasu. Inną ciekawostką w zawodach deskorolkowych jest fakt, że zawodnicy dopingują i wspierają swoich konkurentów. W trakcie zawodów jest punktacja, są sędziowie (ocenia się najczęściej: styl jazdy, technikę, prędkość, skuteczność wykonywanych tricków, wykorzystanie elementów do jazdy), a zawodnicy starają się jak tylko mogą żeby wygrać. Wszyscy nastawieni są jednak na jak najwyższe podciągnięcie poziomu jazdy poszczególnych skaterów. Z lepszych tricków cieszą się wszyscy, a to oznacza lepszą atmosferę całej imprezy. Stąd obustronna motywacja między konkurentami w trakcie zawodów.

W tym miejscu pojawia się oczywiście pytanie czy w takiej sytuacji mamy do czynienia z „konkurentami”. Oraz, czy skateboarding to „sport”? Osobiście uważam, że być może jest to sport, ale na pewno jest to coś więcej niż sam sport.

W Polsce liczba uczestników w zawodach może się wahać od kilkudziesięciu osób na mniejszych zawodach, do kilkuset na większych imprezach. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na dużą mobilność skaterów. Nie jest tak, że na daną imprezę przyjdą tylko osoby z osiedla, na którym się odbywają zawody. Odległość nie stanowi większej przeszkody dla pasjonatów. Oznacza to, że można zrobić dobrą reklamę miasta przyjezdnym skaterom, poprzez stworzenie fajnej atmosfery.

Skatetripy

Skatetrip to wyjazd deskorolkowy w celu jazdy na deskorolce w jakimś nowym lub ciekawym miejscu. Skaterzy organizują się w mniejsze lub większe grupy, od kilku do parunastu osób, pakują deski i wyruszają w podróż w celu zobaczenia nowych miejsc do jazdy. Skatetripy mogą być jednodniowe lub kilkutygodniowe, zależnie od planowanego zakresu wyjazdu. Mogą być z Lublina do Krasnegostawu albo do Wrocławia. Mogą też być z Lublina do Berlina lub Portugalii – wszędzie gdzie jest ciekawego miejsce do jazdy na desce. Zazwyczaj skaterom towarzyszy osoba z kamerą, która nagrywa wszystkie wydarzenia w trakcie wyjazdu, a następnie publikuje montaż w internecie. Montaże z lepszych skatetripów cieszą się dużą oglądalnością, przez co cała społeczność skaterów jest poinformowana o tym, który skater zrobił jaki trick w jakim mieście na skatetripie. Kolejnym etapem są oczywiście komentarze osób, które oglądają montaż, na temat wykonanych tricków, np. że coś jest bardzo trudne do zrobienia na danej miejscówce.

Premiery filmów deskorolkowych

Większość firm z branży deskorolkowej co parę lat wypuszcza na rynek swój film (skatevideo) na którym jeżdżą osoby sponsorowane przez daną firmę. W takim filmie każdy z teamriderów ma swój osobny przejazd – part. Niektóre firmy mają bardzo dobre teamy, czyli sponsorują bardzo utalentowanych skaterów. W takiej sytuacji, duża rzesza skatepubliczności oczekuje na nowe nagrywki teamriderów danej firmy. Kiedy już pojawi się film jakiejś lepszej firmy (czyt. „firmy sponsorującej fajniejszych skaterów”), zazwyczaj organizuje się jego premierę. Firma robi to sama w okolicy swojej siedziby (np. w Los Angeles), i bardzo często też poprzez swoich dystrybutorów w każdym kraju. Z kolei dystrybutorzy starają się, aby dany film obejrzało jak najwięcej osób, więc wspierają lokalnych pasjonatów deskorolki w ich staraniach o organizację lokalnej premiery takiego filmu. Liczba uczestników premiery filmu deskorolkowego waha się od kilkudziesięciu osób do kilkuset, zależnie od promocji filmu.

Czasami filmy nagrywają też skaterzy z danego miasta lub grupa znajomych z kilku miejscowości. Tak też jest na Lubelszczyźnie. Przykładowo w Lublinie jest ekipa Punishment, która wydała już osiem filmów w ciągu ostatnich 10 lat. Na północ od Lublina, grupa skaterów z Lubartowa, Parczewa i Białej Podlaskiej prowadzi w całej Polsce znany videoblog Łap Gołębia. Natomiast w Świdniku od kilku lat działa Skateświdnik, publikujący sporo krótkich filmików głównie ze skatetripów. A znany w całym województwie zamojski OSS, publikuje z uporem filmy pełne deskorolki i wygłupów.

W kwestii częstotliwości imprez – wydarzeń deskorolkowych – trudno jest odróżnić dane miasto, ponieważ skaterzy z różnych miast mają ze sobą tak dobry kontakt, że przykładowo ludzie z Poznania, Wrocławia i Lublina mogą wspólnie wybrać się na tydzień na deskę do Barcelony i nagrać tam dobry materiał, który później w internecie obejrzy kilka tysięcy osób. Gdyby podzielić kraj na województwa, to na Lubelszczyźnie jest rocznie około 10-20 większych i mniejszych imprez deskorolkowych. Od zawodów w skateparkach w Kraśniku, Świdniku, Chełmie, Krasnymstawie poprzez Dzień Deskorolki w Lublinie, skatetripy wielu ekip w różne miejsca, po premiery filmów w Puławach i Lublinie.

Liczebność

Przy ocenie liczby skaterów, należy pamiętać, że ci ludzie są bardzo mobilni. Np. w Świdniku jest tylko 50-60 skaterów, natomiast na świdnickim skateparku czasami jest więcej osób, z czego większość nie ze Świdnika. Wielu skaterów bez przerwy jeździ w innych miejscach. Z Piask i Lubartowa przyjeżdżają do Lublina, a ze Świdnika jeżdżą do Chełma. Stąd aby oszacować liczbę skaterów w Lublinie, należałoby wziąć pod uwagę skaterów z całej aglomeracji Lublina.

Oprócz kwestii mobilności, warto ich też podzielić na „aktywnych” i „nieaktywnych”. Aktywni jeżdżą często (np. kilka razy w tygodniu), natomiast „nieaktywni” jeżdżą rzadziej, głównie z powodu wymówek typu „nie mam czasu”, „za stary jestem”, „boli mnie”. Natomiast gdy zdarzają się jakieś fajne zawody deskorolkowe, następują cudowne ozdrowienia i na zawodach pojawiają się osoby, których nikt nie widział od kilku miesięcy na miejscówkach. To samo dotyczy premier filmów, lub imprez „okołodeskorolkowych”, na których pojawiają się „pochodne” aktywnych skaterów.

Aktywnych skaterów w samym Lublinie szacuję na około 150-200 osób. 1/3 z nich to dzieci, które traktują deskorolkę jako modę a nie jako styl życia. Wielu z nich za zostanie przy deskorolce i będą nadal jeździć, ale inaczej patrzeć na to, co robią. Grupę nieaktywnych skaterów w Lublinie szacuję również na 150-200 osób. Jeżeli chodzi o aglomerację Lublina, aktywnych skaterów jest około pół tysiąca, nieaktywnych drugie tyle.

Warto dodać, że mówimy tylko i wyłącznie o osobach które mają, lub miały do czynienia z fizyczną jazdą na deskorolce. Natomiast większość skaterów ma spore poważanie w gronie swoich znajomych i przyjaciół, przez co na imprezach deskorolkowych często zjawia się dużo osób, które fizycznie nie mają styczności z deskorolką. Tych ludzi w samym Lublinie szacuję na około 1 000 osób. Często tacy ludzie łączą się w nieformalne grupy, których „centrum” składa się jedynie z paru jeżdżących osób. Przykładem jest TSC z Bronowic, ekipy z Czechowa skupionej wokół LBN ALL DAY lub grupy skaterów i przyjaciół z LSM.

Miejsca

W centrum Lublina, od wschodniej strony Zamku przy ul. Unii Lubelskiej powstał pod koniec 2008 pierwszy skatespot. Podobnie jak hotspot, w którym można korzystać z internetu, skatespot jest miejscem, w którym można jeździć na deskorolce. Skatespot pod zamkiem nie byłby niczym ciekawym, gdyby nie napisy wyciśnięte w elementach betonowych służących do jazdy na deskorolkach (i nie tylko), nawiązujące do tożsamości Lublina. Są to słowa po łacinie i w starożytnej grece, przedstawiające przeciwieństwa bizantyjskiej (wschodniej) i łacińskiej (zachodniej) cywilizacji. Napisy w starożytnej grece znajdują się od wschodniej strony skatespotu, natomiast napisy po łacinie znajdują się po zachodniej stronie obiektu. Więcej na ten temat: „Rola skateboardingu w rozwoju przestrzeni miasta (cz. I)” i „Lubelskie skatespoty (cz. II)”.

Kolejną ciekawostką na mapie Lublina, jest zadaszony skatepark 1st Floor, który powstał wyłącznie z inicjatywy lubelskich skaterów. 1st Floor jest pierwszym skateparkiem w Polsce, który został wybudowany w squacie – w opuszczonym przemysłowym budynku przy Dr. Męczenników Majdanka. W trakcie tworzenia skateparku 1st Floor miłośnicy deskorolki uprzątnęli 30 m2 gruzu, wciągnęli wiaderkami na pierwsze piętro budynku 28 ton betonu oraz zużyli dziesiątki sztuk narzędzi w trakcie prac. W całe przedsięwzięcie było zaangażowanych ponad 50 osób.

Potrzeby

Praktycznie wszyscy skaterzy mają jedną potrzebę: jeździć na deskorolce. Z jednej strony wydaje się to dość proste i łatwe do zaspokojenia. Natomiast w rzeczywistości w Lublinie ci ludzie nie mają gdzie się podziać. Rewolucyjne „nie-wsiowe” myślenie jeszcze nie dotarło do UM Lublin, przez co wszystkie chodniki nadal są brukowane tandetną i nierówną kostką. W takiej sytuacji nasze miasto tłumi rozwój skateboardingu. Przeciwnie jest w Krakowie, Łodzi czy Warszawie, gdzie powstają równe chodniki z płyt a nawet place nie posypane żwirkiem i nie wybrukowane kostką, lecz wyłożone płytami granitowymi – zupełnie jak w cywilizowanych miastach świata.

Rozwiązaniem problemu tej szybko rosnącej grupy mieszkańców Lublina jest zmiana stosowanych materiałów w małej architekturze. Z tandetnej i zapadającej się kostki brukowej na trwałe płyty granitowe. Z prowizorki na solidność. Z myślenia „jakoś będzie” na „co będzie w tym miejscu za 20 lat?”. Tylko tyle.

Budowa skateparku jest zawsze mile widziana i naprawdę bardzo potrzebna, ale nic nie zastąpi jazdy na deskorolce w mieście, w interakcji z miejską przestrzenią.

W kwestii skateparków: Kielce mają nowo wybudowany skatepark, Białystok ma 2 – jeden zadaszony i nową skateplazę – a Rzeszów właśnie kończy budować swoją skateplazę za 2 mln pln. Porównywanie się do skateparków w większych miastach Polski A byłoby jeszcze większym wstydem. Może wystarczy to, że z Lublina do najbliższego normalnego skateparku trzeba jeździć do Kraśnika i Świdnika.

Boniek Falicki