Strona główna/HISTORIA. Jakiej polsko-ukraińskiej przeszłości potrzebujemy

HISTORIA. Jakiej polsko-ukraińskiej przeszłości potrzebujemy

Mariusz Sawa
Plemienna czy transnarodowa? Jakiej polsko-ukraińskiej przeszłości potrzebujemy?

W bibliotece Ukraińskiego Wolnego Uniwersytetu w Monachium prowadziliśmy z greckokatolickim kapłanem Wiktorem Hołowaczem luźną rozmowę o polsko-ukraińskiej, łacińsko-bizantyjskiej i unicko-prawosławnej przeszłości. Był to rok 2012, a więc co prawda już po obchodach wołyńskich z 2003 roku, ale jeszcze przed rokiem 2013, kiedy temperatura sporów, także medialnych, znacznie wzrosła. Mimo to już wtedy odczuwaliśmy pewną frustrację. Do tego czasu ukazało się wiele publikacji historycznych, które zgodnie uznawaliśmy za rzetelne, ale w wymiarze społecznym nie powodujące żadnej poprawy atmosfery wokół polsko-ukraińskiego dialogu. Co ciekawe, ani ja jako historyk, ani on jako duchowny nie upieraliśmy się przy tym, aby to właśnie historycy czy duchowni któregokolwiek z Kościołów odgrywali główne role w kształtowaniu przyszłości obu narodów. Rozmawiając o twórczości Jerzego Nowosielskiego i będąc świeżo po premierze spektaklu Aporia ‘43/Dekalog: lokalna wojna światowa, zgodnie doszliśmy do wniosku, że pierwszy etap, czyli zrozumienie, może dać nam sztuka. Moja rozmowa z o. Wiktorem była chyba przejawem jakiegoś przesytu przeszłością oraz podświadomą chęcią uwolnienia się od niej i/lub także nieuświadomioną potrzebą historii afirmatywnej, tj. wskazującej na pozytywy i ukierunkowanej na przyszłość [1]. Ta bowiem, jak pisał Karl Jaspers, „nierozstrzygnięta, stanowi bezgraniczną sferę możliwości”.

Próbuję jako historyk odpowiedzieć na pytanie jakiej przeszłości potrzebuje nasza przyszłość? Skoro przy okazji każdej rocznicy –np. Wołyń (1943), Operacja „Wisła”(1947) – wciąż borykamy się z tymi samymi problemami, a więc genezą konfliktu (kto zaczął?), skalą zadanych strat [2] i odrzuceniem pamięci „przeciwnika” („wybaczymy, jak potępicie swoich zbrodniarzy”), może pora zdać sobie sprawę, że postawione zostały nierozstrzygalne pytania, albo że używamy nieodpowiedniego języka, opowiadając o przeszłości.

Historia transnarodowa, czyli jakiej przeszłości potrzebują historycy 

Podczas XX Zjazdu Historyków Polskich w Lublinie we wrześniu 2019 r. odbyła się debata pt. „Jakiej historii Polacy potrzebują?”. Wzięli w niej udział profesorowie Robert Traba (prowadzący), Andrzej Nowak, Wojciech Wrzosek i Rafał Wnuk. Z długiej dyskusji wynikało, że trudno jest określić, czy faktycznie Polacy potrzebują historii (a może tylko pamięci?), kim są Polacy, jakiej metody użyć, by to sprawdzić, w jakim kontekście kulturowym o to pytamy (kryzys tożsamości? spór o historię w Europie? zagrożenie?), a jeśli już potrzebują, to historii różnorodnej (polifonicznej, „Westerplatte i Jedwabne”), nie uproszczonej, wskazującej we właściwych proporcjach na heroizm, martyrologię i ciemne karty naszych przodków. Wybrzmiały również głosy z sali, że łatwiej jest wskazać, czego Polacy, w tym również historycy, jako społeczeństwo nie potrzebują (np. politycznej presji czy też narzucania jakiejś wizji historii).

„Historia transnarodowa odkrywa zależności i kreśli porównania w przestrzeni” lub bardziej brutalnie (także za Davidem Armitage’em) „odmawia racji bytu ramom narodowym”. Czy zatem o konfliktach w dziejach narodów powinniśmy pisać transnarodowo? Jak trudne to przedsięwzięcie mówi w swojej książce Trójkąt bieszczadzki Jarosław Syrnyk. A pisze w niej przecież nie o „Polakach i Ukraińcach”, ale o ludziach, nie o „likwidowaniu” czy „egzekucji”, ale o zadawaniu śmierci, o zbrodni. Być może ten pewnego rodzaju szok, jaki towarzyszy odkrywaniu wypieranej prawdy wynika z „wychowania na propagandzie nacjonalistycznej” (Bohdan Huk).

Najnowszy szkic poświęcony historii transnarodowej wyszedł spod pióra Krzysztofa Brzechczyna. Wskazał przede wszystkim na różnice w historii porównawczej i transnarodowej („historia transnarodowa postuluje wyłanianie się zjawisk i procesów społecznych przebiegających niezależnie od istnienia państw i społeczeństw narodowych i niepodlegających czynnikom/prawidłowościom określonym na poziomie państw narodowych, lecz oddziałujących na przebieg wydarzeń historycznych w poszczególnych społeczeństwach narodowych”) oraz pułapki, na jakie naraża się historyk, gdy bezkrytycznie podchodzi do problemu transnarodowości w historii („W odmiennych systemach politycznych, np. w zachodniej demokracji i komunistycznym totalitaryzmie, nawet te same zjawiska społeczne mogą pełnić społeczne funkcje, przebiegać według innych mechanizmów i mieć odmienne znaczenie dla działających w przeszłości ludzi” – np. sekularyzacja).

Jak trudno nawet samym historykom wyjść poza matrycę myślenia narodowego, widać doskonale na przykładzie referatów wygłoszonych podczas V Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków, które odbyło się w Czerkasach w październiku 2017 roku. Wielu prelegentów często operowało sformułowaniem (zapewne nieświadomie i mało kogo to razi) „polscy historycy twierdzą”, „ukraińscy historycy piszą”. Wynika z tego, że ukraiński historyk (czyli najczęściej z Ukrainy) „musi” pisać „po ukraińsku”, „jak Ukrainiec”, a polski (najlepiej z Polski) „po polsku”, „jak Polak”. Otóż nie musi. Zmagał się z tym od wielu lat amerykański historyk Tymothy Snyder (analizę metodologiczną jego historii transnarodowej przedstawił Jan Pomorski). Sam pisząc o konflikcie II wojny światowej w Skrwawionych ziemiach, zauważył, że podejście narodowe po prostu nam się utrwaliło (także dzięki Hitlerowi i Stalinowi). Jak zatem pisać o relacjach między przedstawicielami obu narodów w ponadnarodowej perspektywie? Czy to w ogóle możliwe?

Transnarodowo o zbrodni w Sahryniu

Nie zamierzam dokonywać teraz analizy ani tym bardziej krytyki prac swoich kolegów po fachu, ponieważ warsztat i erudycja niektórych budzi mój należny respekt, ale sięgając do własnych prób badawczych, chciałbym odpowiedzieć na pytanie – jak pisać o polsko-ukraińskiej przeszłości? Lub – jak już nie pisać? Kilka miesięcy temu w „Kulturze Enter” ukazał się mój artykuł pt. Sahryń ’44 – w pułapce narracji heroicznej. Z nieskrywanym zadowoleniem przyjąłem jego przekład na język ukraiński oraz odzew, jaki wywołał. Liczyłem się z tym, że wytykając potknięcia w przedstawianiu zbrodni, jakich znajdziemy wiele u historyków, polityków, czy działaczy społecznych po obu stronach granicy (w Polsce jest to głównie heroizacja, na Ukrainie wiktimizacja, a w obu przypadkach, z wyjątkami, zamknięcie się na głos drugiej strony), otrzymam szereg niepochlebnych komentarzy, których autorzy jeszcze głębiej okopią się na swoich pozycjach. Tymczasem otrzymałem podziękowania, w tym zarówno od historyków, publicystów, a także od przedstawiciela środowisk kombatanckich (Armia Krajowa), endeka, poety i tzw. zwykłych ludzi. Wśród nich był komentarz Bogdana Huka, który zwrócił uwagę na język jakiego używam, opisując obie społeczności w Sahryniu, polską i ukraińską. Postulował , by wyzbyć się utartych, powtarzanych bezmyślnie, a świadczących o przyjęciu perspektywy etnicznej (w tym przypadku takiej jaką operowali mordujący w Sahryniu!), sformułowań typu „wieś zdominowana przez prawosławnych”. Starałem się wprowadzić w swoim artykule nowe kategorie, jakich do tej pory w opowieści o Sahryniu nie było, czyli np. cierpienie, odpowiedzialność, wina, kara, czy sumienie, bo przecież mamy ku temu podstawy (źródła), co przecież uzupełni nam dotychczasowy obraz wydarzeń, ale przekonałem się, że mój artykuł pozostawał daleko od tego, co postuluje historia transnarodowa, chociaż towarzyszyło mi poczucie, że materiał źródłowy niejako narzuca przyjęcie transnarodowej perspektywy. Cytowany już David Armitage napisał, że „historia transnarodowa jest sprzeciwem wobec oglądania przeszłości z perspektywy narodowo określonych obserwatorów”. Gdy studiowałem dokumenty, uwagę zwracały zróżnicowane postawy moralne jednego narodu wobec drugiego (wrogiego) – określony czyn skutkował niejednokrotnie ocaleniem albo śmiercią człowieka.
Dokładniejsze poznanie i analiza poszczególnych decyzji i postaw („ukraiński policjant” z Sahrynia, z pochodzenia Polak, mordujący okolicznych Polaków na konto ukraińskie, mieszkańcy Sahrynia, Ukraińcy częstujący Polaka posiłkiem i udzielający mu schronienia w przeddzień mordu, kobiety polskie ukrywające pod podłogą swoje ukraińskie koleżanki, partyzanci uwalniający poza oczami swoich dowódców niedoszłe ofiary) i ich klasyfikowanie ze względu na skutek nie pozwalał na ich prosty podział, czyli „polski”, „ukraiński”, bądź „niemiecki”. Niejednoznaczność ról, do jakich zostaliśmy w przypadku Sahrynia przyzwyczajeni (w historiografii polskiej Polak to bohater, obrońca, a Ukrainiec to wróg, w ukraińskiej zaś Polak jest mordercą, a Ukrainiec ofiarą), wydawała mi się tu szczególnie widoczna.

O plemiennym spojrzeniu na przeszłość

Byłbym naiwny, gdybym łudził się, że potrzeba transnarodowej polsko-ukraińskiej historii jest w Polsce powszechna. Może jest też tak, że obiektywnej historii jako jednego ze sposobów myślenia o przeszłości ani Polacy, ani Ukraińcy nie potrzebują. Jakiejś wizji przeszłości, jakiejś narracji o niej, na pewno tak. Wiedzą o tym doskonale ci, którzy sprawują władzę. Kształtowanie określonej polityki historycznej, czy lepiej – polityki wobec pamięci, polega na wybiórczości i przede wszystkim na plemienności. Zwracał wielokrotnie na to uwagę Marcin Kula. Za nim więc uważam podejście plemienne jako zwulgaryzowane etnocentryczne.

Czym się ono charakteryzuje? Grzegorz Motyka zauważył, że jest to przede wszystkim skrajny polonocentryzm i często rewizjonizm, a także niedostrzeganie europejskiego kontekstu, w jakim dokonały się chociażby zbrodnie na polskich cywilach w okresie II wojny światowej. Ponadto jest to wybiórczość (selektywność), zwłaszcza jeśli chodzi o dzieje II Rzeczpospolitej, pomijanie wielonarodowego jej charakteru, heroizm i martyrologia przypisywana jedynie Polakom. Nie trzeba dodawać, że taka „polska” pamięć wchodzi w konflikt z pamięcią „ukraińską”. Plemienność odrzuca też samokrytyczny patriotyzm (pisał o tym swego czasu Basil Kerski). Na niej jest najłatwiej zbudować (w państwie jednolitym narodowo) pamięć zbiorową, czyli zbiorową świadomość pewnych momentów z przeszłości narodu uznanych za ważne. Ta kolektywna świadomość zasadza się na narcystycznym wmawianiu sobie wyjątkowości, a przecież w samej Europie Środkowo-Wschodniej, jak pisze Robert Traba, samych konfliktów i podobnej pamięci o nich można odnaleźć wiele (np. słowacko-węgierski, polsko-niemiecki, białorusko-litewski, czesko-niemiecki, serbsko-chorwacki), przykładów nie zabrakłoby w Europie Zachodniej i na całym świecie. Maciej Janowski pisał, że historia Polski nie jest wyjątkowa, tak jak zresztą historia każdego innego kraju, zarówno pod względem heroizmu jak i głupoty. Historia plemienna nie jest też polifoniczna, czyli nie uwzględnia dyskursów mniejszościowych. W wizji plemiennej historie narodów są zamknięte, nie krzyżują się i unikają wzajemnych porównań/komparatystyki. Historia narodowa w wersji plemiennej prezentuje pewien uproszczony kanon wydarzeń, osób. W dużym więc stopniu jest to podejście kontrafaktyczne, czyli fałszujące, ukazujące wydarzenia nie takimi jakie były (pomijając całą ich złożoność), ale takimi jakimi chcemy je widzieć. To wszystko, zwłaszcza dowartościowywanie się bohaterskimi postawami przodków, jak zauważył M. Kula, świadczy o frustracji, poczuciu zagrożenia i kompleksach. Oprócz tego państwo i jego instytucje wartościują i sakralizują (a także rytualizują, np. rocznice) przeszłość narodu (tj. wybrane wydarzenia, czy postaci) i akcentują „niesprawiedliwie zapomniane cierpienia” (R. Traba). Jest to więc typowe konstruowanie przeszłości (najczęściej mitotwórczość), wzmocnione emocjonalnym do niej stosunkiem.

Etnocentrycznie (plemiennie?) o zbrodni w Sahryniu

W 2017 roku w hrubieszowskiej gazecie internetowej LubieHrubie.pl opublikowano przetłumaczone na język polski relacje ocalałych z Sahrynia Ukraińców, co wywołało antyukraińskie, rasistowskie komentarze w internecie. Prezes okręgu zamojskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, poseł Prawa i Sprawiedliwości Sławomir Zawiślak zorganizował w Hrubieszowskim Domu Kultury wraz z Towarzystwem Regionalnym Hrubieszowskim spotkanie, w którym wzięło udział kilkaset osób. Uczestnicy podpisali „Oświadczenie” w obronie dobrego imienia żołnierzy AK i BCh, zanegowali wiarygodność relacji i powtórzyli szereg przekłamań propagowanych w duchu etnocentrycznej, heroicznej narracji o zbrodni Sahryniu.

Przykładów konfliktu wizji plemiennej i obywatelskiej można podać więcej. Innej przeszłości o Sahryniu potrzebuje Polak narodowości polskiej, niegdyś wojewoda lubelski, a dzisiaj poseł, prawnik Przemysław Czarnek, innej zaś Polak narodowości ukraińskiej, prezes Towarzystwa Ukraińskiego, historyk Grzegorz Kuprianowicz. Jak ważne są to sprawy i jak daleko może prowadzić spór o przeszłość i o pamięć, świadczą dwa postępowania prokuratorskie wszczęte przeciwko Grzegorzowi Kuprianowiczowi na wniosek Przemysława Czarnka za słowa, które wypowiedział o zbrodni w Sahryniu w lipcu 2018 r.

Na powyższych przykładach widać wyraźnie, że część Polaków potrzebuje plemiennej wersji przeszłości. Historia plemienna, czyli sprymityzowany obraz przeszłości cieszy się popularnością w niektórych środowiskach. Budowana na nim polityka wobec pamięci jest więc „odzwierciedleniem pewnej koniunktury” (R. Traba). Jest to – cytując Rafała Wnuka – „dopasowywanie historii do potrzeb teraźniejszości”. Niestety przekłada się to także na niektóre publikacje historyczne.

Wydaje się, że w Polsce etap etnocentrycznego podejścia do przeszłości, również w nauce historycznej oraz nadużywanie (instrumentalizacja, polityzacja) historii nie powinien mieć miejsca. Jest to bowiem charakterystyczne (m. in. wskazywanie głównie na ciągłość, ale także na wielkość i samowystarczalność), na co zwrócił uwagę Leonid Zaszkilniak, dla większości tzw. narodów niehistorycznych, które mają za sobą państwową podległość ZSRR (np. Ukraińcy). Ta dekolonizacja „dowartościowała – jak stwierdził Pierre Nora w rozmowie z Jackiem Żakowskim – etniczną tożsamość społeczeństw dawnych kolonii”. Nadużywanie historii, co zauważył Georg I. Iggers, nie jest też charakterystyczne tylko dla reżimów autorytarnych, ale także dla społeczeństw demokratycznych. Od kilku lat mamy bowiem do czynienia z etnocentrycznym dyskursem władzy (inni nas krzywdzili, my byliśmy bohaterscy) opartym bardziej na pamięci niż na historii. Doskonałą tego ilustracją był spór o kształt wystawy głównej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Wykorzystanie historii w celach pozapoznawczych przekroczyło dobre i przyjęte w naszej cywilizacji praktyki, jak choćby oddanie szacunku ofiarom poprzez opiekę nad grobami wojennymi.

Jak nie pisać plemiennie?

Myślę, że przy zachowaniu tradycyjnej rzetelności warsztatu historycznego, na co wielokrotnie zwracała uwagę Ewa Domańska, warto spojrzeć w sposób nieszablonowy na polsko-ukraińską przeszłość, choćby właśnie transnarodowo – zarówno w kwestii podmiotu oraz przedmiotu badań czyli narodu (o czym pisze J. Syrnyk) oraz w kwestii języka opisu, jeśli oczywiscie jest to możliwe. Na pewno nie jest wskazane podejście plemiennie – mimo iż plemienność zaspokaja w człowieku naturalną potrzebę przynależności. Czyny członka wrogiego plemienia, zwłaszcza te moralnie złe, zostają zapamiętane jako czyny moralnie złe przedstawiciela tego plemienia, a nie człowieka. To zostaje potem wpisane w przekaz pokoleniowy i pamięć kulturową, czyli zbiorową i w ten plemienny, czy też „narodowy bębenek” najłatwiej jest potem uderzać.

Po co nam transnarodowość?

Tymczasem we współczesnej Europie, jak wskazuje Robert Traba, potrzebny jest dialog również w oparciu o nasz stosunek do przeszłości (np. poprzez „wyjście z kręgu własnej tragedii”), a zwłaszcza do własnej narodowej pamięci i empatia wobec „innego” w imię zwalczania narodowego egoizmu. Na tego rodzaju ekscentryzm, czyli oskarżenie siebie i usprawiedliwienie innego zwrócił uwagę Marek Czyżewski przy okazji sporu o zbrodnię w Jedwabnem. Historyk ten mówi, że świadomość „obcej” spuścizny kulturowej (uznanej za swoją, własną), czy wpisanie we własną pamięć tzw. niewygodnych tematów sprzyja integracji kulturowej i mentalnej. Bo czy – jak zauważył Maciej Janowski – „spoiwem wspólnoty […] musi być koniecznie pamięć czynów heroicznych”? Najbardziej wskazany wydaje się tutaj patriotyzm krytyczny (tak, uważam, że historyk może być patriotą), o którym pisali i Marcin Kula i Rafał Stobiecki, a więc taki który traktuje naród nie etnicznie, ale jako wspólnotę polityczną, obywatelską i szanuje innych. Jan Pomorski dodaje z kolei, że historia transnarodowa jest współcześnie „naturalną strategią obrony świata wartości”. Ostre widzenie problemów, w tym błędów przodków, ma zapobiec powtórzeniu się zła.

Mariusz Sawa

[1] O czym wielokrotnie mówiła, za Haydenem Whitem, Ewa Domańska.[2] Robert Traba nazywa to „buchalterią ofiar”, Tymothy Snyder „rywalizacją na polu martyrologii”.

Mariusz Sawa – doktor nauk humanistycznych, historyk, w kręgu jego zainteresowań leży historia Chełmszczyzny w XIX-XX w., publikował m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Ukraina Moderna”, „Ukraińskim Almanachu”. W 2016 r. wydał książkę Ukraiński emigrant. Działalność i myśl Iwana Kedryna-Rudnyckiego (1896–1995).

Bibliografia:

Armitage D., Transtemporalne i transnarodowe hosryzonty historii, “Historyka. Studia Metodologiczne”, t. 16, 2016.
Bliska historia. O badaniach historii lokalnej i regionalnej, red. P. Wiszewski, Warszawa 2018.
Brzechczyn K., Wstęp. Transnarodowa perspektywa w badaniu komunizmu, w: Nowe perspektywy badawcze w transnarodowej historii komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, red. K. Brzechczyn, Poznań-Warszawa 2019.
Domańska E., Historia egzystencjalna. Krytyczne studium narratywizmu i humanistyki zaangażowanej, Warszawa 2012.
Domańska E., Kierunki rozwoju strategii badawczych w historii najnowszej, w: Klio na wolności. Historiografia dziejów najnowszych po 1989 roku, pod red. M. Kruszyński, S. Łukasiewicz, M. Mazur, S. Poleszak, P. Witek, Lublin 2016.
Domańska E., Wiedza o przeszłości – perspektywy na przyszłość, „Kwartalnik Historyczny”, R. CXX, 2013, 2.
Grzywacz M., Jak o historii pisać, by ludzie to czytali, w: Historia w przestrzeni publicznej, red. J. Wojdon, Warszawa 2018.
Historia – dziś. Teoretyczne problemy wiedzy o przeszłości, red. E. Domańska, R. Stobiecki, T. Wiślicz, Kraków 2014.
Historia Polski od-nowa. Nowe narracje historii i muzealne reprezentacje przeszłości, red. R. Kostro, K. Wóycicki, M. Wysocki, Warszawa 2014.
Historycy i politycy. Polityka pamięci w III RP, red. P. Skibiński, T. Wiścicki, M. Wysocki, Warszawa 2011.
Huk B., Między walką a porozumieniem, w: UPA i WiN w walce z totalitaryzmem 1945-1947. Dokumenty. Wspomnienia, red. B. Huk, Przemyśl 2018.
Kula M., Naród, historia i… dużo kłopotów, Kraków 2011.
Kula M., O co chodzi w historii?, Warszawa 2008.
Motyka G., Cień Kłyma Sawura. Polsko-ukraiński konflikt pamięci, Gdańsk 2013.
Pamięć i polityka historyczna. Doświadczenia Polski i jej sąsiadów, red. S. M. Nowinowski, J. Pomorski, R. Stobiecki, Łódź 2008.
Pamięć i zapomnienie, „Polska Sztuka Ludowa Konteksty” nr 3-4, 2003.
Pamięć, etyka i historia. Anglo-amerykańska teoria historiografii lat dziewięćdziesiątych (Antologia przekładów), red. E. Domańska, Poznań 2002.
Pomorski J. Polityzacja/mitologizacja historii, czyli w czym neuronauka (i metodologia) może pomóc badaczowi historii najnowszej? https://pressto.amu.edu.pl/index.php/ht/article/view/12542/12364 [dostęp z dn. 24.07.2019] Przestrzenie pamięci. Świat wartości w przekazie kulturowym, red. A. Barska, K. Biskupska, I. Sobieraj, Opole 2016.
Radomski A., Historiografia a kultura współczesna, Lublin 2006.
Skłokin W., Spory o rolę historii w sferze publicznej na współczesnej Ukrainie, „Kultura i Społeczeństwo”, t. LIX, nr 2, 2015.
Snyder T., Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, Warszawa 2015.
Stryjek T., Ukraina przed końcem Historii. Szkice o polityce państw wobec pamięci, Warszawa 2014.
Syrnyk J., Historia incognita. O pożytkach z (auto)rekonceptualizacji powojennych dziejów Ukraińców w Polsce, mps.
Syrnyk J., Trójkąt bieszczadzki. Tysiąc dni i tysiąc nocy anarchii w powiecie leskim (1944-1947), Rzeszów 2018.
Traba R., Polityka wobec historii: kontrowersje i perspektywy, „Teksty Drugie”, nr 1/2 (121-122), 2010.
Traba R., Przeszłość w teraźniejszości. Polskie spory o historię na początku XXI wieku, Poznań 2009.
Wnuk R., Wojna o wojnę. Spór o wystawę główną Muzeum II Wojny Światowej, „Res Historica” nr 46, 2018.
Współczesne oblicza przeszłości, red. A. Marciniak, D. Minta-Tworzowska, M. Pawleta, Poznań 2011.
Wywiad dr Ewy Solskiej i dr. hab. Piotra Witka z prof. Timothym Snyderem: Historia prawdziwa – naukowa i wielostronna – jest najlepszą polityką historyczną http://ohistorie.eu/2019/02/03/wywiad-dr-e-solskiej-i-dr-hab-p-witka-z-prof-timothym-snyderem-historia-prawdziwa-naukowa-i-wielostronna-jest-najlepsza-polityka-historyczna/ [dostęp z 28 czerwca 2019 r.]

 

Kultura Enter
2020/02 nr 93

Pamiątkowa tablica w Sahryniu, fot. Krzysztof Bąk.

Stary cmentarz na terenie dzisiejszego obwodu lwowskiego, fot. Krzysztof Bąk.

Widok na zdziczałe drzewa owocowe w miejscu dawnych gospodarstw nieistniejącej wsi Jamna Górna w Bieszczadach, zamieszkałej przez większość grekokatolicką. Fot. Krzysztof Bąk.

Widok na zdziczałe drzewa owocowe w miejscu dawnych gospodarstw nieistniejącej wsi Jamna Górna w Bieszczadach, zamieszkałej przez większość grekokatolicką. Fot. Krzysztof Bąk.