Strona główna/Rewolucja kuglarska. Rozmowa z Basem i Julianem Waglewskim, twórcami portalu „kuglarstwo.pl”

Rewolucja kuglarska. Rozmowa z Basem i Julianem Waglewskim, twórcami portalu „kuglarstwo.pl”

„Kultura Enter” (Grzegorz Kondrasiuk, Monika Kalinowska): Kuglarstwo to…

Bas: Kuglarstwo może mieć mnóstwo znaczeń. To społeczność, trening umiejętności i wyobraźni, filozofia, sposób na życie i zadziwianie innych… Poza tym – to także portal internetowy, którym wspólnie z zespołem moderatorów administruję. Dla mnie i dla Julka kuglarstwo oznacza też naszą manufakturę i nasz sklep internetowy z akcesoriami dla profesjonalistów i amatorów sztuk zręcznościowych.

Jesteście dosyć znani w kręgach kuglarskich. Krążą o was liczne pogłoski poparte artykułami w opiniotwórczych tygodnikach, że porzuciliście niegdyś intratne korporacyjne posady…

B: Jest w tym ziarno prawdy. Jako informatyk przepracowałem w różnych firmach łącznie 15 lat. Tę mało emocjonującą pracę rzeczywiście porzuciłem dla kuglarstwa. Przez pewien czas łączyłem obie działalności – za dnia byłem poważną osobą siedzącą w koszuli przy komputerze, a wieczorami biegałem z pomalowaną twarzą i zabawiałem innych. Nie mam wykształcenia cyrkowego, kuglarstwo jest moją pasją i ciągle daje mi radość.

Julian Waglewski: Ze mną jest nieco inaczej. W tym roku skończyłem Warszawską Szkołę Cyrkową, mam więc wykształcenie cyrkowe. Dołączyłem do Basa, który prowadził już stronę kuglarstwo.pl, działającą też jako sklep i firma. Wspólnie rozwijamy nasz portal, patronujemy różnym wydarzeniom w Polsce, aby kuglarze mogli w łatwy sposób zdobyć jak najwięcej informacji.

Jak zmieniała się przez te wszystkie lata liczba użytkowników portalu?

B: Forum ruszyło w maju 2004 roku. Zaczęliśmy od ekipy jedenastu osób, przez pierwsze miesiące przybywały tylko jednostki, ale już kolejny rok był rokiem rozkwitu. W tej chwili mamy 8500 użytkowników. W najlepszych miesiącach przybywa nam około 1000 postów.

Czy można powiedzieć, że dziś strona kuglarstwo.pl stała się miejscem skupiającym tę społeczność?

B: Wszystkich znajomych kuglarzy poznałem za pośrednictwem forum. Osobiście mam wrażenie, że wszyscy kuglarze są zalogowani na naszej stronie – że stanowi ona centrum, ośrodek. Jeśli poznaję kogoś spoza forum, jestem bardzo zdziwiony.

Określenie „kuglarstwo” zostało (między innymi przez was) wyciągnięte ze średniowiecznego lamusa, otrzepane z kurzu, i obecnie nazywa byt, który w Polsce pojawił się na dobrą sprawę kilkanaście lat temu. Może po to, aby odróżnić je od „zawodowego” cyrku?

B: Są to zjawiska bardzo płynne, wciąż pojawiają się nowe trendy, mody i pomysły, ostatnio na przykład – zabawy ze stołkiem czy stołkami. Nie możemy więc powiedzieć, że kuglarzami są tylko żonglerzy i akrobaci, bo obrazili by się na nas na przykład monocykliści, czy osoby które eksperymentują z manipulacją przedmiotami.

JW: Kuglarstwo i cyrk to bardzo zbieżne pojęcia. Cyrk w większym stopniu wiąże się z miejscem i edukacją, szkołą cyrkową, a w kuglarstwie środek ciężkości spoczywa na samych umiejętnościach.

Bywa, że kuglarze nie lubią być nazywani cyrkowcami.

JW: To sprawy osobiste. Ja jestem cyrkowcem i kuglarzem – nie rozgraniczam tego, gdzie się kończy we mnie cyrkowiec, a gdzie zaczyna kuglarz. Zacząłem od żonglowania. Kiedy już odkryłem całe spektrum możliwości, które daje kuglarstwo, wszystkie rekwizyty, poznałem cyrk. Poszedłem do szkoły cyrkowej, do miejsca, w którym mogę kształcić swoje umiejętności, w momencie kiedy stwierdziłem, że chciałbym żyć z kuglarstwa. Tak jak trafnie mówi Bas, kuglarstwo to zjawisko, a nie każdy chce być nazywany zjawiskiem.

Większość kuglarzy kojarzona jest raczej z amatorstwem, z pasją. Tymczasem mowa o umiejętnościach niekiedy na bardzo zaawansowanym poziomie, a niektórzy potrafią z nich żyć. Dzieje się coś dziwnego z tymi pojęciami…

B: Amator – bardzo ładne słowo. Amator to miłośnik.

Wyraźnie wyczuwalna jest tu pewna filozofia życia. Czy w społeczności kuglarskiej są jakieś niepisane zasady, etos kuglarza?

JW: Kiedy spotykają się kuglarze od razu wytwarza się między nimi duża bliskość, nawet jeśli się nie znają. Często wspierają się wzajemnie tylko ze względu na wspólną pasję, jeżdżą razem na festiwale, dzielą się rzeczami…

B: Jest taka niepisana zasada, że kiedy zostawiam sprzęt na sali, czy w miejscu publicznym, to dzielę się nim. Mamy różne spotkania kuglarskie w Polsce i kiedy ogląda się je z zewnątrz, to wyglądamy na grupę cyrkowców lub wielką rodzinę. Ludzie zastanawiają się skąd przyjechaliśmy, jaką mamy nazwę. Jeśli ktoś pyta, mówię wtedy, że każdy może bez problemu do nas dołączyć. Kiedyś podczas spotkań na Polu Mokotowskim robiliśmy statystykę nowych osób. Okazało się, że mniej więcej jedna trzecia osób za każdym razem była nowa, a mimo to nie odstawali od reszty.

Czy sprawy zarabiania pieniędzy powodują, że pomiędzy grupami wywiązuje się konkurencja? Jeśli ktoś specjalizuje się w czymś, to czy dzieli się umiejętnościami?

JW: To kolejna sprawa rozróżniająca kuglarza i cyrkowca. Cyrkowcy, czyli osoby, które zostały wyszkolone, żeby wykonywać ten zawód, nie zawsze dzielą się swoimi umiejętnościami, rzadko chcą pokazywać swoje sekrety i sztuczki. Wszystko dlatego, żeby odróżniać się od konkurencji, by nie zabierać sobie chleba. U kuglarzy nie ma czegoś takiego. Kuglarz kuglarzowi pomaga, nawet jeśli sam nie zarabia, to uczy innych.

B: Mamy przykłady kuglarzy, czy buskerów, artystów ulicznych, którzy szkolą innych, dzielą się własną wiedzą i zdradzają część swoich sekretów pozwalając ich używać. Spotkałem się z sytuacjami, w których kuglarze proszą swoich adeptów, aby nauczyli się własnych rzeczy, ale przez pewien czas mogą używać sztuczek nauczyciela.

Po raz pierwszy w Polsce odbyła się właśnie EJC, Europejska Konwencja Żonglerska (35. Edycja!). Jakie wrażenia?

B: Pierwszy raz widziałem dwa tysiące kuglarzy w jednym miejscu – to robi wrażenie. Chociaż było nas dużo – można było odczuć bliskość każdej osoby. Mnóstwo rzeczy działo się jednocześnie, wiele znakomitych pokazów, z których wiele mnie ominęło. Ale z drugiej strony: gdzie nie poszedłem, tam spotykałem coś ciekawego. Potrzebowałem dwóch tygodni, żeby dojść do siebie i znów żyć normalnie. Budziłem się w domu i szukałem suwaka, żeby rozsunąć namiot.

JW: Mnie najbardziej fascynowało to, że dzień trwał całą dobę. Można było iść potrenować w halach (co chwilę spotykałem tam ludzi posiadających zadziwiające umiejętności), podejść do kogokolwiek, nauczyć się ich trików. Nierzadko zdarzało mi się spotykać sławy, z którymi bez problemu dało się porozmawiać. Dobre doświadczenie.

W związku z powszechnie znaną na świecie książką Isaaka B. Singera „Sztukmistrz z Lublina”, odbyło się sprytne wpisanie kuglarstwa w promocyjną narrację miasta. Lublin świadomie chce uczynić z niego swoją markę. Czy z waszego punktu widzenia nie jest to kontrowersyjne posunięcie, promocyjne zawłaszczenie?

B: Nie czuję, żeby ktoś mi coś zabierał. Przeciwnie – to cudownie, że są miejsca, w których ktoś się tym interesuje. Cieszy mnie, że miasto uważa kuglarstwo za coś, czym można się pochwalić. Wielu uczestników EJC z zagranicy dzięki pokazom w mieście chwaliło sobie Lublin, wynieśli stąd bardzo dobre wrażenie o Polsce. Od lat przyjeżdżam tu na Carnaval Sztuk-Mistrzów i jestem przyzwyczajony do widoku takiego miasta, w którym wiele osób na ulicy nosi w plecakach maczugi.

To właściwie szersze zjawisko: sztuka jest obecna w przestrzeni tego miasta. Powiedziałbym, że mamy w Lublinie do czynienia ze stałym performatywnym zamieszaniem – zaginanie czasoprzestrzeni jest tu na porządku dziennym. Chociaż dwutysięczna, ekstatyczna parada długości sporej ulicy, złożona z osób żonglujących czymkolwiek, improwizujących akrobacje na rusztowaniach i tak dalej, nie zdarza się codziennie.

Cóż, jesteśmy w trakcie rewolucji. Już nikt jej nie powstrzyma!

Bas, Julian Waglewski, Monika Kalinowska, Grzegorz Kondrasiuk  

redakcja: Katarzyna Piwońska, Grzegorz Kondrasiuk

współpraca: Katarzyna Plebańczyk

Bas i Julian, Battle na SlotFescie 2011

Bas, Molo w Ostródzie, Festiwal Ognia

Bas, Gliwice 2010

Bas podczas morsowania nad Łachą Wisły

Bas i Stiwen, Kabaret Młodszych Cyrkowców, Carnival 2011

Bas jako glinolud, Gliwice 2011