Strona główna/MUZYKA (ROZMOWA). Poruszyciele

MUZYKA (ROZMOWA). Poruszyciele

Rozmowa z Moniką  Mamińską-Domagalską, współzałożycielką Fundacji Muzyka Kresów, śpiewaczką, badaczką kultury tradycyjnej i nauczycielką śpiewu tradycyjnego.

Agata Witkowska: Właśnie zakończyła się XVII edycja Międzynarodowego Festiwalu „Najstarsze Pieśni Europy”. Jest Pani z siebie dumna?

Monika Mamińska-Domagalska: Z siebie to nie, bo moi uczniowie są ode mnie o wiele zdolniejsi, i to, co nam się przydarzyło, ten kawałek wspólnej przygody, był rodzajem impulsu, który każdy z nich dostał. Na szczęście, starali się szybko usamodzielnić, bo chcieli iść dalej i poszerzać wiedzę. Wyszło im to na dobre. Owszem, nagrali z nami [z Fundacją Muzyka Kresów – red.] trzy płyty, ale szybko się okazało, że potrzebują się dalej rozwijać. Trafiło nam się strasznie fajne pokolenie, ze styku tych zmian w Polsce, jeszcze nie takie z parciem na szkło, ale mające w sobie chęć służenia ideałom, potrzebę zgłębiania wiedzy. Widać było, ze potrzebują kontaktu z kimś, od kogo mogą tę wiedzę czerpać, od wiejskich muzyków, z którymi bardzo się zaprzyjaźniali. Dla mnie było to coś bardzo pogłębionego, coś, czemu ufam. Kiedy ci ludzie wychodzą i śpiewają, ja im ufam. Wierzę w prawdę. Słyszę ją. To nauka wielopłaszczyznowa. Jeśli z czegoś mogę być dumna, to z tego, że zrealizowała się wizja Janka Bernada: że musi być ten pierwszy krok, a ci, którzy go stawiają, niekoniecznie muszą być doskonali.

Zatem Państwo byli takimi „pierwszymi poruszycielami” ?

To jest bardzo poważna sprawa. Gdybyśmy nie trafili na ludzi, którym się coś chciało, to nasze wysiłki, żeby być „pierwszymi poruszycielami” spełzłyby na niczym. Znaleźliśmy na szczęście osoby, które odpowiedziały na nasze zaproszenie.

Fundacja Muzyka Kresów nie była pierwsza, jeśli chodzi o rekonstrukcję muzyki tradycyjnej. Wcześniej był choćby Teatr Węgajty.

Tak, teatralne kręgi odegrały tu rolę. Janek pracował w Gardzienicach, gdzie zajmował się oprawą muzyczną (był też aktorem). Jednak w teatrach wykorzystywano muzykę do spektakli, co zresztą wychodziło im znakomicie. Rekonstrukcja nie była celem samym w sobie.

Czy tylko w naszym kraju teatry alternatywne zasłużyły się tak bardzo dla muzyki tradycyjnej?

Podobnie, a nawet znacznie wcześniej, było w Rosji. Istniały tam teatry, które rekonstruowały dawną muzykę. Przede wszystkim, w tym kraju już od XIX wieku badano kulturę tradycyjną, badano teoretycznie i praktycznie. Trwało to przez cały XX wiek, i dopiero w latach 70. zauważyli to Ukraińcy, i zaczęli w podobny sposób podchodzić do swojego folkloru. My zobaczyliśmy to u nich. Pierwszy zespół, który do nas przyjechał, to Drewo [z Ukrainy – A.W.]. Zawsze to podkreślamy. Potem przyjeżdżały zespoły rosyjskie. Rosyjska muzyka jest ogromnie trudna, przez swoją rozbudowaną wielogłosowość i współbrzmienia, oparte na dysonansach, a nie konsonansach. Dla przeciętnego człowieka jest to trudne nawet do słuchania, a co dopiero do śpiewania. Oni tkwili w tym głębiej i oni zapoczątkowali też ścieżkę głębszego wchodzenia w życie społeczne wsi. Tacy wykonawcy, jak zespół Narodnyj Prazdnik – chociaż trudno nazwać to metodą, stosowali metodę „badacze wobec doświadczenia”. To socjologiczne określenie. Życie dyktowało taki, a nie inny sposób przejmowania materiału od tych, którzy go znają. Specjaliści z Rosji i z Ukrainy reprezentowali poziom naukowy, który był najwyższym z możliwych.

Słuchając, przez te trzy dni festiwalowe, koncertów, byłam pod absolutnym wrażeniem warsztatu śpiewaków…

Ja tak samo! Śpiew na poziomie, ale w ogóle, sama muzyka jest przecudna. Często nie zna się polskich pieśni, a jeśli już, to w takich chóralnych, jednakowych, spłaszczonych wersjach. Tutaj mieliśmy delikatny powiew wietrzyku, powiew ducha geniuszu.

Więc jednak może być Pani z siebie dumna.

Ale dlaczego?

Chociażby dlatego, ze to Państwo zebrali razem tych wszystkich ludzi, co było zapewne rzeczą niełatwą.

Tak to się zdarzyło.

Zaproszeni do Lublina artyści to muzycy obecnie kontynuujący pracę w całej Polsce.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której rozmawiałam nawet dzisiaj z Klaudią Niemkiewicz. Powiedziała mi, że specjaliści, których zapraszaliśmy na nasze konferencje i warsztaty, uczyli czegoś bardzo ważnego. Etycznej strony przejmowania materiałów. Takowa istnieje. Jeżeli badacz przyjeżdża na badania i każe 80-letniej babci śpiewać bardzo długo, nie bacząc na to, że babcia jest chora lub zmęczona – to jest właśnie brak etyki. Niestety! Taki model jest częsty w tym środowisku. Powinno się uczyć właściwego postępowania.

Państwa uczniowie mają już swoich uczniów. Wygląda na to, że byli Państwo prawdziwymi poruszycielami.

Dziękuję. Janek Bernad 20 lat temu stwierdził, że po dzieciach jeszcze nic nie można powiedzieć, dopiero po wnukach. Ja już te wnuki widzę, więc jest powód do optymizmu.

4 grudnia 2017

 Agata Witkowska: Relacja z XVII edycji festiwalu Najstarsze Pieśni Europy.

Materiały wideo

https://www.youtube.com/watch?v=pecdpeuKZwY

For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.

Wyrażam zgodę

Monika Mamińska (pierwsza z prawej). Fot. (i kolejne) Michał Marcin Serdeczny.

Monika Mamińska (pierwsza z prawej). Fot. (i kolejne) Michał Marcin Serdeczny.

XVII edycja Międzynarodowego Festiwalu „Najstarsze Pieśni Europy”, 2017.

XVII edycja Międzynarodowego Festiwalu „Najstarsze Pieśni Europy”, 2017.

Jan Bernad podczas prób.

Jan Bernad podczas prób.

XVII edycja Międzynarodowego Festiwalu „Najstarsze Pieśni Europy”, 2017.

XVII edycja Międzynarodowego Festiwalu „Najstarsze Pieśni Europy”, 2017.