Strona główna/ROZMOWA. Artysta na froncie

ROZMOWA. Artysta na froncie

Pierwszy tegoroczny numer Kultury Enter ukazuje się w połowie lutego, więc zamiast wstępniaka proponujemy rozmowę z ukraińskim artystą. To właśnie w lutym mija kolejna rocznica wydarzeń na Majdanie, kiedy rozegrały się najcięższe walki i ginęli obywatele. Pamiętając, że pandemia utrudnia życie na całym świecie, mamy świadomość, że wcale nie jest lżej naszym sąsiadom. Próbują zwalczać pandemię, pracować, tworzyć, normalnie żyć w kraju, gdzie nadal toczy się wojna. Lew Skop jest żywą legendą ukraińskiej kultury. Jest przede wszystkim malarzem. Bywa też tłumaczem, muzykiem, aktorem. Udzielał się na Majdanie, od kilku lat jeździ na wschód kraju, aby wspierać ukraińskich żołnierzy, prowadząc warsztaty artystyczne. Na linii frontu odkrył, że:

Strach daje się przezwyciężyć. Kiedy podróżujesz w grupie osób, widzisz ich poświęcenie, doświadczasz bezinteresowności, wtedy robi się za mało miejsca na strach, on jest gdzieś odpychany, a jego miejsce zajmuje zaufanie, braterstwo.

 

Krzysztof Bąk: Kiedy ostatni raz byłeś na wojnie?

Lew Skop: Miesiąc temu, ale kolejny wyjazd już jest w planach.

Pojechałeś sam?

Podróżujemy w stałej, trzy- albo czteroosobowej ekipie. Zdarza się, że dołącza do nas ksiądz, który regularnie odwiedza żołnierzy – prawdziwy weteran. Na miejscu odprawia nabożeństwa, a chętnych spowiada. My akurat jeździmy do żołnierzy pochodzących z Drohobycza i okolic, znamy się i wspieramy. Na naszej trasie najczęściej są: Stanica Ługańska, Wołnowacha, Awdijiwka, Mariupol.

Jak wygląda teraz sytuacja w Donbasie?

Cały czas jest napięta. Zawarte porozumienia zabraniają ukraińskiej armii strzelać. Żołnierze łamiący zakaz są karani. Nie zawsze daje się utrzymać dyscyplinę. Rosjanie strzelają z różnej broni, w tym karabinów snajperskich, po naszej stronie są zabici.

W ubiegłym roku na obchodach rocznicowych Euromajdanu pojawił się w Kijowie transparent: „Tutaj Rosja rozpoczęła wojnę z Ukrainą”, wróćmy więc na Plac Niepodległości, gdzie wszystko się zaczęło, kiedy w 2013 roku Janukowycz nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Kiedy dołączyłeś do protestujących?

Na Majdanie byliśmy z Tetianą* od początku. Najpierw mieszkaliśmy u znajomych, a kiedy pojawiły się namioty, przenieśliśmy się do nich. Później, po szturmie, czekała nas przeprowadzka do piwnic przy ulicy Kościelnej.

Czym, jako artysta, zajmowałeś się na Majdanie?

Dużo malowałem, pisałem ikony. Sprzedawałem prace, a pieniądze ze sprzedaży przekazywałem na pomoc protestującym. Oprócz takiej bieżącej twórczości organizowaliśmy większe wystawy, aukcje. Pamiętam, że właśnie na Kościelnej znalazłem deski przeznaczone do palenia na ulicach, aby trochę się ogrzać; dla mnie był to pierwszorzędny materiał potrzebny do malowania, więc zabrałem się do pracy. Później przygotowałem wystawę i miała się odbyć aukcja moich prac w Domu Ukraińskim, ale 18 lutego szturmował Berkut i wszystko przepadło. Ikony zaginęły, niektórzy twierdzili, że część spłonęła.

Żona pracowała razem z tobą?

Tetiana tworzyła rysunki, które następnie drukowano na pocztówkach i plakatach. Na jednym z nich był Putin siedzący na toalecie z małym Janukowyczem na rękach. Ten plakat w czasie walk został podeptany przez berkutowców, ale ostatecznie trafił do Muzeum Walki Wyzwoleńczej we Lwowie. Na Majdanie odbywało się wiele artystycznych wydarzeń, w których braliśmy udział z innymi społecznikami.

Osiemnastego lutego następuje eskalacja walk ulicznych, rząd stawia ultimatum, siły porządkowe rozpoczynają szturm. Znajdowałeś się wtedy w epicentrum wydarzeń?

Tego dnia dużo się działo. Do południa atakowaliśmy Berkut, posypały się kamienie, w ruch poszły opony i koktajle Mołotowa. Później nastąpiła kontra z ich strony. W którymś momencie tych walk znalazłem się na ziemi – a wiemy, co to oznacza, kiedy jesteś w tłumie. Niemal zostałem zadeptany. Ludzie potykali się, upadali. W tym chaosie wypadł mi telefon i już nie było szans, żeby go odnaleźć. Na Majdanie szybko rozniosła się plotka, że zostałem zabity, nawet pojawiła się taka informacja na Facebooku. Kiedy dotarłem do naszego namiotu, z pożyczonego telefonu zadzwoniłem do Tani i szybko zdementowałem pogłoski. Następnego dnia przyjechała do Kijowa, przyszła na plac, ku mojemu niezadowoleniu, bo wtedy naprawdę było gorąco, ginęli ludzie. Została. Pomagała na barykadach.

W czasie walk była jakaś koordynacja działań?

Było dużo chaosu. Pamiętam nasze natarcie na ulicy Instytuckiej, które zostało przerwane uderzeniem Berkutu z boku, część ludzi zostało odciętych, inni rozproszyli się. Wydawało mi się – i wtedy, i dziś też tak myślę – że te rozkazy nie do końca były roztropne, wychodzenie poza barykady, co później kończyło się bezładnym odwrotem.

Majdan się kończy, zaczyna wojna w Donbasie.

Zaraz po Majdanie trafiłem do szpitala. Moje płuca wymagały leczenia – berkutowcy stosowali gaz, więc nawdychałem się tej trucizny i trzeba było doprowadzić organizm do porządku. Kiedy poczułem się lepiej zacząłem w szpitalu malować i sprzedawać obrazy, żeby wesprzeć wojsko. Armia ukraińska była w kiepskim stanie, duże braki w sprzęcie, szczególnie potrzebne były urządzenia optyczne, noktowizory. Robiliśmy wystawy artystyczne, oczywiście połączone ze sprzedażą obrazów. Wszyscy staraliśmy się w jakiś sposób zaangażować. Przekazywaliśmy także środki na lekarstwa, opatrunki. To była mobilizacja całego społeczeństwa, manifestacja wolności, bo wolontariusz jest dobrowolnym uczestnikiem, nie działa na rozkaz. A jeśli już mówimy o wewnętrznym nakazie, dużo osób czuło go w sobie.

Na wojnę poszło wielu ochotników.

Rolę batalionów ochotniczych trudno przecenić. Pokolenie Majdanu brało odpowiedzialność za kraj, była też w tym naturalna konsekwencja. Te oddziały szybko stały się częścią odnowionej armii i pomogły zbudować zaufanie społeczeństwa do wojska.

Na początku wojny sytuacja szybko się zmieniała, w niektórych miastach powstała samozwańcza władza, kiedy dokładnie pojechałeś w strefę działań wojennych?

Znalazłem się tam na początku 2015 roku. Przyprowadziliśmy cztery samochody, które były bardzo potrzebne na rozległym froncie. Oczywiście, przywiozłem także swoje obrazy. Jedna z ikon, wręczona kapelanowi, przemierzyła cały front, była w wielu miejscach, gdzie toczono krwawe walki, aż w końcu trafiła do muzeum.

Pojechałeś na wojnę nie jako żołnierz, ale jako artysta zaangażowany, by nie powiedzieć wojujący?

Nie do końca (śmiech). Nomen omen działałem na rzecz pokoju, bo organizowaliśmy Festiwal Pokoju. Pierwszy festiwal odbył się w maju 2015 roku i organizował go Mykoła Pochodżaj. Na czas trwającej imprezy prosiliśmy o zawieszenie broni. Dowództwo kontaktowało się z separatystami i ustalano warunki na czas trwania rozejmu. Chwila normalności w takiej Stanicy Ługańskiej, dzień bez strzałów, a w ich miejsce muzyka czy wspólne malowanie. Odbywały się spotkania kulturalne, koncerty, objechałem wiele miast na froncie ze swoimi wystawami: Stanica, Awdijiwka, Kramatorsk. Przygotowywałem też warsztaty dla dzieci i dorosłych, na których pisaliśmy ikony. Inny projektem było namalowanie na ośmiometrowej ścianie bloku obrazu Matki Boskiej. Budynek znajdował się naprzeciwko stanowisk separatystów…

… z którymi ustaliliście…

… tak, ale nie masz pewności do końca, czy ktoś z tamtej strony nie wpadnie na pomysł, żeby – nawet jednym strzałem – zerwać porozumienie… A kiedy malowałem, byłem doskonale widocznym celem. Tej myśli nie mogłem od siebie odgonić, ale obraz powstał.

Pracowałeś sam?

Nie, pomagali mi wolontariusze. Ja nadawałem formę rysunkowi i malowałem trudniejsze fragmenty.

Kule omijały wizerunek Matki Boskiej?

Później kiedy wróciliśmy do Stanicy, zauważyłem kilka kul utkwionych w malunku. Zaproponowałem, żeby tak zostawić – rozstrzelana Matka Boska. Jednak mieszkańcy sprzeciwili się, nie chcieli mieć wizerunku rozstrzelanej Bogurodzicy. Rozumiałem ten sprzeciw. Przy nadarzającej się okazji zabrałem obcęgi i wyjąłem kule, mam je do dzisiaj. Może kiedyś znajdą się na wystawie? Na samym graffiti miejsca po kulach zostawiłem.

Trochę inaczej było w Awdijiwce. Tam również malowaliśmy obraz na ścianie domu, a kiedy później odwiedziliśmy miasto, ludzie prosili, żeby takie wizerunki powstały na każdym budynku, bo ten z Matką Boską oszczędzano. Miejscowi pokazywali nam dom w nienaruszonym stanie, na którym widniała nasza praca, pozostałe domy – po jednej i po drugiej stronie – były doszczętnie zniszczone.

Organizując taki projekt, musieliście załatwiać różne pozwolenia – trwa codzienność wojny, a wy przychodzicie w tak niecodziennej sprawie.

Oczywiście, wszystkie pozwolenia załatwialiśmy, SBU [Służba Bezpieczeństwa Ukrainy] nikogo nie wpuściłaby bez odpowiednich dokumentów. Organizowaliśmy nasz festiwal w wielu miejscowościach. Festiwale dalej się odbywają, my tylko coś zaczęliśmy.

Zapraszaliście artystów, ale wszyscy obawialiście się o życie. Ktoś odmówił wyjazdu na festiwal?

Mnie się nie odmawia (śmiech). Oczywiście, strach jest zawsze. Wielu artystów obawiało się przyjazdu. Gdy robi się niebezpiecznie, wtedy zakładamy hełmy i kamizelki.

Często trzeba było zakładać?

Nie, ale bywało, że musieliśmy.

To na zewnątrz, dla ciała, a co z duchem? Jak radziliście sobie ze strachem?

Strach można przezwyciężyć. Kiedy podróżujesz w grupie osób, widzisz ich poświęcenie, doświadczasz bezinteresowności, wtedy pozostaje niewiele miejsca na strach, jego miejsce zajmuje zaufanie, braterstwo.

Kogo można było posłuchać na zapleczu wojny?

Żeby wymienić choćby niektórych: Angelica Rudnycka, zespół Hajdamaki, Jurij Wynnyczuk, Serhij Żadan.

Ludzie odnajdywali się na festiwalach? Przywoziliście inną rzeczywistość, która w tamtej sytuacji została zepchnięta do wspomnień.

To był fragment utraconej normalności. Ludzie różnie myślą i mówią o wojnie, tak jak mamy odmienne zdania na rozmaite tematy – rzecz zwyczajna, i wojna tutaj nie jest wyjątkiem. Swoje zrobiła niezwykle aktywna rosyjska propaganda. Tutejszym mieszkańcom przedstawiano Ukraińców jako banderowców, którzy przyjdą i będą zabijać niewinnych ludzi. Ale spotkałem też inne przypadki. Rozmawiałem z Rosjanką mieszkającą w Stanicy Ługańskiej, mówiła, że wojna przekreśliła dawny porządek między ludźmi. Choć była Rosjanką, czuła niechęć do Rosji za zdestabilizowanie tego porządku, który teraz był wspomnieniem lepszego świata. Spotykałem też ludzi nieidentyfikujących się z żadną ze stron.

Tak wygląda historia z bliska, inaczej niż w podręcznikach. Jeszcze chcę dopytać o żołnierzy: właściwie trwa wojna pozycyjna, trzeba wypełnić czas, jak żołnierze z tym sobie radzą?

Jest zakaz strzelania, a strzelanie to żołnierska robota, kiedy tego nie ma, zaczynasz zastanawiać się nad sensem siedzenia tutaj – w zimnym okopie, w prowizorycznym pokoju czy kuchni – naturalnie myślisz wtedy o swoim domu i powrocie.

Oprócz wyjazdów, zaangażowania w pomoc, pracujesz intensywnie, malujesz, wydajesz książki. Drohobycz to twój dom, więc nie sposób nie zapytać Cię o najsłynniejszego Drohobyczanina, Brunona Schulza, z którym łączy Cię zarówno twoja malarska i pisarska twórczość. Masz swoje zasługi w przywracaniu należnego miejsca tej postaci.

Dziełami Brunona Schulza interesuję się od 1985 roku. Zorganizowałem pierwszą wystawę w Ukrainie poświęconą Schulzowi w rocznicę jego 90. urodziny. Bruno inspiruje mnie swoim słowem, grafikami, rysunkami, a najpełniej obcuje się z tą twórczością, właśnie łącząc literaturę i plastykę. I jest w tym wolność dopowiadania czegoś od siebie i ja tak dopowiadam treści swoimi obrazami, łączę swoją wyobraźnię z wyobraźnią Schulza. Namalowałem wiele prac ilustrujących jego opowiadania, a wraz z żoną wydaliśmy przetłumaczone przez nas PtakiSklepy cynamonowe, w których także są moje obrazy inspirowane historiami Schulza.

Patrzę na ustawione w twojej pracowni ikony – przybyło ich od wczoraj, sypiasz w ogóle?

Na wszystko jest czas.

A teraz na co masz czas?

Piszę artykuły naukowe o historii ikon w Drohobyczu. Zamierzam opublikować książki naukowe napisane przez Tanię. Ciągle tworzę ikony dla żołnierzy, dla matek, które straciły swoich synów.

* Ukraińska malarka i historyczka sztuki zmarła po długiej chorobie w Lublinie w 2020.

Z Lwem Skopem rozmawiał Krzysztof Bąk
Rozmowa odbyła się w języku ukraińskim (tłum. KB)

Kultura Enter
2021/01 nr 99

Mężczyźni trzymają obraz i flagę niebiesko-żółtąUkrainy.

Po lewej Lew Skop z żołnierzami trzymającymi namalowany przez artystę obraz. Fotografie dzięki uprzejmości artysty.

Mężczyźni trzymają flagę Ukrainy.

W Batalionie "Ajdar", 2018 rok.

Mężczyźni z ikonami na tle ściany bloku z namalowanym wizerunkiem Matki Boskiej.

Stanica Ługańska, 2016 rok.

Wizerunek ikony Matki Boskiej Opieki na tle różowej ściany budynke mieszkalnego.

Pokrowa na elewacji domu w Stanicy Ługańskiej, namalowana w maju 2015 roku, z widocznymi śladami po pociskach. Budynek znajdował się około 400 metrów od stanowisk separatystów.

Kobieta i mężczyzna na proteście w Kijowie.

Z żoną Tetianą Duman-Skop, Majdan.

Lato, 2015 roku, Lew Skop z przyjaciółmi pracuje nad ikoną na fasadzie budynku w Awdijiwce.

Uzbrojeni mężczyźni z tarczą z kolorowym wizerunkiem świętego.

Ołeksandr Chrapczenko trzyma tarczę z wizerunkiem Św. Jerzego namalowanym przez Skopa.

Ołeksandr z tarczą...

Uzbrojeni mężczyźni na ulicy Kijowa.

... zginął na Majdanie 20 lutego 2014 roku.

Wsparcie Ukraińców przez grupę Polaków na Majdanie.