Strona główna/2009/02 nr 07

KULTURA ENTER 2009/02 nr 07

Informacje o okładce

W Biłgoraju ulicę, która miała się nazywać ulicą Issaca Bashevisa Singera, ostatecznie nadano imię księdza Popiełuszki. Sami mieszkańcy często nie wiedzą, kim był Singer, skąd pochodził i dlaczego mają być dumni, że właśnie z Biłgoraja, zaś niektórzy z tych co wiedzą, raczej „wiedzą swoje” i może lepiej, żeby nie wiedzieli. No, może z wyjątkiem Biłgorajskiego Stowarzyszenia Kulturalnego imienia I. B. Singera. Z innych spraw, o których nie do końca było wiadomo – niedawno powstało pytanie, gdzie dokładnie kończył się teren biłgorajskiego kirkutu, a jak już wszyscy się dowiedzieli gdzie, to nikt z tego nie był zadowolony. Jeśli zaś chcemy dowiedzieć się, co o nas wiedzą, myślą i piszą nasi przedwojenni żydowscy koledzy i koleżanki, wystarczy sięgnąć do Churban Bilgoraj. Właśnie ukazuje się polskie tłumaczenie księgi pamięci Biłgoraja – jako jedno z pierwszych w kraju.

W powojennym sowieckim Drohobyczu nieliczni coś tam słyszeli o pewnym Żydzie, który przed wojną uczył prac ręcznych w gimnazjum, i podobno napisał po polsku dwie malutkie książeczki. Wiadomo było, że Bruno Schulza zastrzelił na ulicy jeden gestapowiec, a nie do końca – gdzie pochowano. O życiu i śmierci swojego dawnego nauczyciela wiedział na pewno Alfred Schreyer, ale – tak jak inni ocaleni z drohobyckiego getta – zapewne swoją wiedzą zbyt szeroko się nie chwalił. Kiedy można już było wydawać dziwne książki, bez zbędnych pytań przekraczać granicę świeżo ponownie narodzonej Ukrainy, no i odbywać dziwaczne literackie wycieczki, trochę osób o tym wszystkim chciało dowiedzieć się jeszcze bardziej. Okazało się, że są drohobyczanie, którzy chętnie z każdym się podzielą swoją wiedzą i pamięcią. Z tego całego zamieszania powstała snuta przez Wierę i śp. Igora Menioków, śp. Władysława Panasa, Grzegorza Józefczuka i parę innych person intryga nieskończoności: czyli międzynarodowe nieformalne towarzystwo, które na zawsze już połączył schulzowski bzik, oraz – trzy wielkie festiwale, kilka książek, spektakle teatralne i ciekawość, co z tego będzie dalej.

Tak to prosto po liniach krzywych (a może krzywo po liniach prostych) pisze się ludziom historia. Linie podziału, granice które wyznaczają naszą wiedzę, biegną pionowo i poziomo, przenikając ciała, umysły i dusze. W lutowym numerze „kulturyenter” proponujemy garść wariacji na tematy tożsamości i identyfikacji, spojone skądinąd znanym hasłem „my naród”. Zachęcam do lektury (zresztą nie tylko historii biłgorajskich i drohobyckich) oraz – do polemik. Do myślenia o tym co wiemy, i o tym, co byśmy wiedzieli, gdybyśmy nie byli sobą. Czego sobie i innym życzy –

Grzegorz Kondrasiuk