Strona główna/AKTUALNOŚCI. SZKIC o twórczości Wasyla Słapczuka. Don Kichot z ulicy Zacepy

AKTUALNOŚCI. SZKIC o twórczości Wasyla Słapczuka. Don Kichot z ulicy Zacepy

25 października o godz. 18.30 w Krużgankach Klasztoru Dominikanów w Lublinie przy ul. Złotej 9 odbędzie się spotkanie z Wasylem Słapczukiem i jego tłumaczem Bohdanem Zadurą. Przy tej okazji polecamy szkic autorstwa Wojciecha Pestki.

Wasyl Słapczuk (ur. 1961 w Nowym Zboryszowie na Wołyniu) – poeta, prozaik, krytyk literacki, literaturoznawca, tłumacz. Służbę wojskową odbywał w Afganistanie, gdzie został ciężko ranny.
Autor kilkunastu tomików poetyckich, kilku tomów powieści i opowiadań, zbiorów artykułów 
krytycznoliterackich, esejów i książek dla dzieci. Spośród jego dzieł w Polsce drukiem ukazały się
Kobieta ze śniegu (2012) oraz Księga zapomnienia (2014) nominowana do półfinału Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”. Laureat ponad dwudziestu nagród literackich, w tym Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”. Podczas spotkania zaprezentuje swoje wiersze z tomu Wieczorne Słońce. To zbiór poezji wybrany
przez tłumacza Bohdana Zadurę.

SZKIC. Don Kichot z ulicy Zacepy. O życiowych wyborach i twórczości Wasyla Słapczuka

„Pisanie – to nie tylko sprawa techniki, ale i sprawa honoru”
W. Słapczuk
Wojna to proza (Odra 2/2016)

Dla przybysza z zewnątrz architektura rejonu Zadworcowego, który powstał w latach 70. XX wieku na terenie zlikwidowanego poligonu, w niczym nie odbiega od zabudowy europejskich miast. Nawet na pierwszy rzut oka „nowoczesne” (ten przymiotnik na ukraińskiej prowincji kojarzy się z brzydkimi, wykończonymi byle jak blokowiskami z białej i czerwonej cegły) wieżowce nie przypominają w niczym miejskich budowli z czasów Cervantesa. Między blokami (od ulicy Koniakina do ulicy Krawczuka) zygzakiem biegnie ulica Zacepy, nazwana tak na cześć gruzińskiego pilota, bohatera Związku Radzieckiego.

Wasyl Słapczuk, mieszkający w Łucku przy ulicy Zacepy, nie jest błędnym rycerzem z Nowego Zboryszowa, postacią z powieści Miguela de Cervantesa, a jednak ma z Alonso Quijano wiele wspólnego. Nie wspomniałem o swoich podejrzeniach przygotowując notę do polskiego wydania jego powieści Księga zapomnienia. Uznałem, że musi brzmieć oficjalnie: „Wasyl Słapczuk, członek Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy, dr nauk filologicznych, jeden z najbardziej znanych współczesnych ukraińskich pisarzy „straconego pokolenia”, które spłacało swój „internacjonalistyczny obowiązek,” oddając życie i przelewając krew za imperialne ambicje polityków komunistycznej Rosji [ZSRR]. Urodził się w 23.12.1961 roku we wsi Nowy Zoryszew na Wołyniu…”.

„Moje pokolenie wyrosło w cieniu weteranów wojny ojczyźnianej [w Rosji tym terminem określa się II wojnę światową – W.P.], uginających się pod ciężarem medali. Heroiczna śmierć za ojczyznę była marzeniem każdego chłopaka. Byłem dumny, że doczekałem wojny w Afganistanie i mogę spełnić swój obowiązek żołnierza-obrońcy pokoju na świecie. Bałem się nie śmierci, lecz tego, że nie znajdę w sobie dość odwagi, żeby zabijać i stanę się pośmiewiskiem, a o moim tchórzostwie dowiedzą się w domu – powiedział mi, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy w 2005 roku. – Do wojska wzięli mnie w październiku 1980 roku prosto od taśmy Zakładów Samochodowych„ Komunar” w Zaporożu, gdzie produkowano słynne, nie tylko na Ukrainie, samochody osobowe. Zostałem przydzielony do trzeciego batalionu w 66. Samodzielnej Zmotoryzowanej Brygadzie Strzeleckiej, otrzymałem karabin AK-74 i rozkaz: „Jesteś tu, żeby zabijać, jesteś tu, żeby zostać zabity !”. Kałasznikow numer seryjny 80027169 –możesz zapomnieć swoje nazwisko, na wojnie jesteś jak biomasa, anonimowe bydło pędzone na rzeź, cenny jest tylko twój karabin. Helikoptery przerzuciły nas w rejon walk. Ponieważ Afgańczycy nie mieli lotnictwa, nasz pluton przeciwlotniczej obrony rakietowej wyposażono w automatyczne granatniki AGS 17 (z trójnogiem bez amunicji 35 kg wagi). Na miejscu przywitano nas słowami – „Życzysz sobie kuli w zadzie, witamy w Dżalalabadzie”.

„Literatura pragnie oswoić wojnę po to, żeby usprawiedliwić śmierć zabitych, by ci, którzy z niej wrócili, mogli dalej żyć z większą lub mniejszą spokojną pewnością, że ich następcy także bez wahania będą gotowi umrzeć…”– takie oskarżenie wypowiada narrator-pisarz na pierwszych stronach powieści Księga zapomnienia Wasyla Słapczuka (Kijów 2013). Sześć lat temu podjąłem się tłumaczenia tej niezwykłej książki, odwołującej się do osobistych przeżyć autora związanych z wojną. Miałem już pewne doświadczenie, jeśli chodzi o tłumaczenie jego prozy: w 2011 wspólnie z Iwoną Marczuk-Wasilewską przełożyliśmy jego książkę Żinka zi snihu (Kijów 2008), która rok później ukazała się w lubelskim wydawnictwie „Polihymnia” pod polskim tytułem Kobieta ze śniegu. To dwie zupełnie różne formalnie i tematycznie powieści. Po prawie trzydziestu latach od tragicznej, mającej dla niego wymiar bardzo osobisty wojny w Afganistanie wraca do tamtej rzeczywistości, próbuje znaleźć dla niej miejsce w otaczającym nas świecie i odpowiedzieć sobie na pytania o sens istnienia. W Księdze zapomnienia Słapczuk poddaje wojnę analizie, rozkłada na czynniki pierwsze, odziera z heroizmu i ideologicznych usprawiedliwień dla zabijania, pokazuje od strony kulis: technologii i strategii prowadzenia zbrojnych działań, manipulacji społeczną świadomością. Rzeczywistość wojny odbiega od wszelkich teorii i wyobrażeń, jest brudna w każdym szczególe, pozbawia nas ludzkich odruchów, jest dla człowieka najstraszniejszą próbą. Autor dystansuje się do swego bohatera przyznając się do bezradności i porażki: „Czuję się zdezorientowany. Tak jakbym tym tekstem zamierzał uratować komuś życie, a teraz przekonał się, że to bezsensowny pomysł. […] I po co nam to, kurwa, było potrzebne?”

Księga zapomnienia Wasyla Słapczuka ukazała się w 2014 roku nakładem Wydawnictwa Wysoki Zamek – nominowano ją do „Angelusa”- Literackiej Nagrody Europy Wschodniej i uhonorowano Międzynarodową Nagrodą Literacką im. Józefa Łobodowskiego w 2015 roku.
Jej wydanie zbiegło się z aneksją Krymu i wojną na wschodzie Ukrainy. Pamiętam gorzkie słowa Wasyla Słapczuka, który na blogu wyrzucał ukraińskim literatom bierność i brak reakcji na rosyjska agresję. „Ukraińska literatura od odzyskania niepodległości jest aż zaskakująco cnotliwie-pacyfistyczna. Temat wojny ani wśród literatów, ani wśród czytelników nie jest „w cenie”. Czy nie dlatego, że społeczeństwo ukraińskie nie miało w głowie wojny, która by go (społeczeństwa) dotyczyła? Całkowita obojętność, pełna niegotowość do współprzeżywania i ponoszenia ofiar. Powiedzmy otwarcie, że kiedy pisałem o Afganistanie, to wyglądało to tak, jakbym pisał to tylko dla tych nieudaczników, którzy nie potrafili się od tego kłopotu „wykręcić”. Od krytyków (ludzi, którzy czytają z obowiązku) przyszło mi słyszeć zarzuty, że to jest trudne do czytania. Mówiąc krótko: temat wojny, pozostałość po radzieckiej historii, spał pod ruinami imperium. Ukraińska literatura razem z nowo narodzonym państwem rozpoczynała od czystej karty”. Zastanawiam się, na ile ta niezachwiana wiara w sprawczą moc literatury jest poetycką obroną absolutu, ideałem błędnego rycerza spoglądającego na otaczający świat z grzbietu Rosynanta.

„Zaświadczenie. Słapczuk Wasyl Dmytrowycz, rok urodzenia 1961, dokument NO 3929222, wykazując się bohaterstwem i męstwem podczas wypełniania bojowego zadania 18 czerwca 1981 r. został ciężko ranny…”. Po kilku wyczerpujących, ryzykownych operacjach i dwóch latach leczenia mógł siąść na wózku. Matka napisała do Breżniewa, I sekretarza Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. I Breżniew dał im w Łucku mieszkanie. Armia wypłaciła mu 80 rubli odszkodowania (równowartość kilku butelek wódki) tytułem rekompensaty za trwałe kalectwo, dała Order Czerwonej Gwiazdy (1987) oraz „Dyplom uznania Rady Najwyższej ZSRR dla żołnierza-internacjonalisty” (1988), władze Afganistanu medal „Żołnierzowi-internacjonaliście od wdzięcznego narodu afgańskiego” (1988), zaś Łukaszenka odznaczenie „W 10 rocznicę wyjścia wojsk radzieckich z Afganistanu”(Białoruś, 1999). Gdyby nie ta wojna, pewnie byłby kimś zupełnie innym. Może – jak mówi prowokacyjnie, zanosząc się śmiechem – piłby na umór i przesiadywał po rowach. Zaczynał od szkoły średniej i pracy w spółdzielni weteranów przy składaniu ryżowych szczotek. Przeszedł długą drogę: od chłopaka z podstawowym wykształceniem, pracującego przy taśmie w fabryce Zaporożca, do doktora nauk filologicznych. Jest laureatem najwyższej ukraińskiej literackiej Państwowej Nagrody im. Tarasa Szewczenki (2004). „Afganistan dokonał wielkich zmian w światopoglądzie Wasyla Słapczuka. Przeżycia i przemyślenia stały się znaczną częścią tego gruntu, na którym zaczęła kiełkować jego poezja i humanistyczna artystyczno-filozoficzna koncepcja świata i człowieka” napisała o jego twórczości prof. Luiza Olander z Wschodnioeuropejskiego Państwowego Uniwersytetu im. Łesi Ukrainki.

Zdjęcia Natalii, którą Wasyl uczynił damą swego serca, rzadko pojawiają się na Facebooku. Ten wybór był kwestia rzeczywistych uczuć a nie częścią roli przypisanej do postaci błędnego rycerza. Znam i cenię wiersze Natalii, serdeczność i gościnność z jaką przyjmuje w domu przyjaciół Wasyla, więc chciałbym oszczędzić jej skojarzeń z Dulcyneą z Toboso. Ostatnio na Facebooku moją uwagę zwróciła informacja o promocji najnowszej powieści Wasyla Słapczuka Roman & Roman (Kijów 2019) podczas 26. Forum Wydawców we Lwowie. To już dziesiąta powieść w jego dorobku, przypomnę tylko niektóre z nich: Slipyj doszcz (Ślepy deszcz, 2003), Dyki kwity (Dzikie kwiaty, 2004), Osin’ za szczokoju (Jesień za policzkiem, 2005), Klitka dla neba (Klatka dla nieba, 2006), Ta sama kuriawa dorohy (Ten sam kurz drogi, 2015) i oczywiście wspomniane wcześniej: Żinka zi snihu (Kobieta ze śniegu, 2008) i Knyha zabuttia (Księga zapomnienia, 2013). Dane statystyczne odnoszące się do twórczości Słapczuka nie byłyby kompletne bez informacji o siedmiu książkach dla dzieci, trzech zbiorach esejów, trzech – rozpraw krytycznych o współczesnej poezji oraz szesnastu tomach wierszy. Z szacunku dla nauki nie mogę nie wspomnieć o monografii naukowej: Nacionalnyj obraz switu u tworczosti poetiw-szistdesiatnykiw (M. Wingranowskyj i A. Woznesenskyj) (Narodowy obraz świata w twórczości poetów sześćdzziesiatników (M. Wingranowski i A.Wozneseński, 2016).

Wiersze Wasyla Słapczuka zasługują na szczególną uwagę – to za twórczość poetycką otrzymał w 2004 roku Państwową Nagrodę im. Tarasa Szewczenki. Debiutował tomikiem wierszy Jak dowho cia wijna trywała (Jak długo ta wojna trwała, 1991). Do tematyki „niszczenia i zabijania” w imię wojny wrócił w kolejnych tomikach: Nima zozula (Niema kukułka, 1994), Nawproty teczii trawy (Przeciw nurtowi trawy, 2001), Ptah z obpalenym kryłom (Ptak z nadpalonym skrzydłem, 2002). Po 1996 roku w poetyckiej twórczości Wasyla Słapczuka nowe wątki: odwołania do tematyki chrześcijańskiej, idei filozoficznych Wschodu (konfucjanizm, zen). Ukazują się kolejne zbiory poetyckie, między innymi: Mowczannia adresowane meni (Milczenie adresowane do mnie,1996), Ukoł hodynnykowoju striłkoju (Ukłucie strzałką zegara,1998), Krapka zceredyny (Kropka w środku, 2000), Suczok na kosturi podorożnoho (Sęk na kosturze wędrowca, 2002). Znakiem rozpoznawczym poezji Wasyla stają się ironia, sarkazm, niejednoznaczność, odwołania filozoficzne. Dr Jewhen Baran z Iwano-Frankiwska podsumowując jego twórczość napisał:

„Słapczuk wciąż bardziej i bardziej mówi paradoksami. To jego światopoglądowa zasada i artystyczna realizacja. Wszystko w tym: wzajemnym powiązaniu, wzajemnym przeciwstawieniu rzeczy”.

Mimo że w jego twórczości coraz większą rolę zaczęła odgrywać proza nie zrezygnował z poezji,: w kolejnych latach ukazały się między innymi poetyckie książki: Sołomiana striha Witczyzny (Słomiana strzecha Ojczyzny, 2003), i Так!…(Tak!…, 2005), Dwanadciat niu (Dwanaście aktów, 2005), Nowenkyj rower starenkoho pensne (Nowiutki rower starego binokla, 2007), Zołoti kupoły (Złote kopuły, 2008).

„Te wiersze są jak on, on jest jak one. Mądre, subtelne, ironiczne, życzliwe, sarkastyczne, filozoficzne, wchodzące w interakcję ze współczesnością, uniwersalne i ukraińskie, zdystansowane” – napisał Bohdan Zadura o poezji Wasyla Słapczuka.

Pierwszą próbę spolszczenia tych wierszy podjął Marek Wawrzyński: jego nakładem ukazał się zeszyt poetycki Tak to jest (Kraków 2016), jednak pierwszym pełnym zbiorem poezji Wasyla Słapczuka ukazującym się w Polsce jest Kropka w środku (Częstochowa 2018) w przekładzie Bohdana Zadury. Zdaniem Hałyny Dubyk, autorki recenzji „Wykropkowanie” (Nowe Książki 4/2019) „Tom ukraińskiego poety Wasyla Słapczuka Kropka w środku dokonuje pewnego przełomu w polskiej percepcji twórczości jednego z najciekawszych ukraińskich autorów”. Dwujęzyczny wybór wierszy Wieczorne słońce w przekładzie Bohdana Zadury, który ukazał się w serii wydawniczej „Wschodni Express” (Warsztaty Kultury Lublin 2019) zdaje się to potwierdzać. Znalazły się w nim wiersze z tomów: Niema kukułka, Milczenie skierowane do mnie, Ukłucie wskazówki zegara, Naprzeciw nurtowi trawy, Sęk na kosturze wędrowca, Słomiana strzecha Ojczyzny, Dwanaście aktów. Dopiero sięgając po ten autorski wybór przygotowany przez tłumacza jego wierszy można docenić skalę talentu Wasyla Słapczuka.

„Piszę o rzeczach najważniejszych: o tym, co jest w człowieku, o tym, co jest pomiędzy człowiekiem a jego wyobrażeniem o sobie i o człowieku, który żył przed nim oraz o tym, który zajmie jego miejsce” – powiedział mi Wasyl Słapczuk, kiedy w 2016 rozmawialiśmy o jego udziale w Festiwalu Conrada. Wtedy obowiązywał reżim wizowy, polski konsulat mimo imiennego zaproszenia od organizatorów odmówił wydania wizy kierowcy, który miał przetransportować Wasyla do Krakowa. Przyjął to z filozoficznym spokojem i niezrozumiałą dla mnie wyrozumiałością, chociaż decyzja konsulatu była niemiłym zaskoczeniem. – O ile pisarza nie zawiedzie i nie sprowadzi na manowce intuicja, cała reszta, czyli czytelnicy i sława, przyjdzie sama w stosownym momencie. Chciałbym uwolnić się od książek, w których szukam uzasadnień dla swojego istnienia, od tej wrażliwości na kobiety, wokół których zbudowany jest mój świat, od wojny, która tkwi we mnie głęboko jak pocisk, wciąż szukam sposobu, żeby się z nią uporać. Jak powiedział Ernst Junger:

„Ze wszystkich miar, które pozwalają zmierzyć znaczenie człowieka, ból jest największą próbą w łańcuchu nazywanym przez nas życiem”.

Cóż można powiedzieć więcej? Don Kichot z ulicy Zacepy!
Wojciech Pestka