Strona główna/ROZMOWA (POLITYKA). Blokada Leningradu jest zwierciadłem, w którym przegląda się dzisiejsza Rosja

ROZMOWA (POLITYKA). Blokada Leningradu jest zwierciadłem, w którym przegląda się dzisiejsza Rosja

Pisarka, tłumaczka, eseistka, dyrektor petersburskiego PEN Clubu, Jelena Czyżowa jest rdzenną petersburżanką. Losy jej rodziny od kilku pokoleń są związane z tym miastem, które zapisało niepowtarzalną kartę w historii świata i ludzkich losów.
Urodzona w 1957 roku w ówczesnym Leningradzie, z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania tłumaczka i eseistka, zaczęła pisać powieści na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Od tego czasu opublikowała 10 książek. Ostatnia – „Gorod napisannyj po pamiati” („Miasto spisane z pamięci”) – poświęcona historii rodzinnej powieść, jest zarazem przejmującą dedykacją dla ofiar tragedii blokady Leningradu. Poglądy autorki na temat przyczyn tej tragedii stały się powodem ostrego ataku na nią w samej Rosji, a pretekstem był opublikowany w maju tego roku w szwajcarskiej Neue Zurcher Zaitung esej, w którym Jelena Czyżowa oskarżyła Stalina o współsprawstwo na równi z Hitlerem śmierci setek tysięcy leningradczyków. Jej zdaniem, satrapa żywił do tego miasta „kryształową” nienawiść.

„Pamięć blokady w moim pokoleniu to powolny i długotrwały proces uświadamiania całości tej tragedii, prowadzący stopniowo do wniosku, że winę za nią ponoszą Hitler i Stalin. Dwaj najstraszliwsi dyktatorzy XX wieku zagrali swoją tragiczną fugę na cztery ręce. Partia Hitlera jest zrozumiała: żeby ograniczyć straty w ludziach i sprzęcie, które byłyby nieuniknione podczas starć w dużym mieście, podjął on “naukowo uzasadnioną” decyzję wymorzenia leningradczyków głodem i zimnem. Wszystkich, ze starcami i dziećmi włącznie. W oczach Stalina natomiast Leningrad był obiektem kryształowej nienawiści bez żadnych domieszek. Przypuszczam, że przyczyniło się do tego poczucie godności leningradczyków oraz ich zdolność do samodzielnego myślenia, którą Stalin chciał wykarczować z korzeniami, by umocnić swoją bogonaśladowczą władzę. Zniszczyć raz na zawsze. W żaden inny sposób nie da się wytłumaczyć, dlaczego w warunkach, w kierunku <<Wielkiej Ziemi>> podczas blokady jechały z miasta całe składy kolejowe ze sprzętem wojskowym wyprodukowanym przez leningradzkie zakłady, Stalin i jego poplecznicy nie zorganizowali regularnych dostaw produktów do samego Leningradu. Choćby w ilościach ratujących życie. Bo z powrotem, z Wielkiej Ziemi, te zestawy wagonów jechały wypchane surowcami (tysiące ton metali odpowiednich gatunków), narzędziami i częściami przemysłowymi – według szacunków historyków zaangażowano w tę operację nie mniej niż 100 eszelonów. Nie jestem historykiem, ale uważam, że nawet niewielka część tych pociągów mogła uratować dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy istnień” – właśnie ta opinia pisarki przyczyniła się do użycia przeciwko niej całego arsenału państwowych narzędzi walki z inną niż oficjalna interpretacją historii.

W rosyjskich mediach propagandowych zawrzało, zaś związana z władzą politolog Natalia Jelisiejewa zażądała od Komitetu Śledczego FR pociągnięcia pisarki do odpowiedzialności z art. 354.1 Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej: „Rehabilitacja nazizmu”, za który grozi nawet kara więzienia o obostrzonym rygorze.
Powieść „Miasto spisane z pamięci” powstała w oparciu o nagrane przez Jelenę Czyżową rozmowy z matką, rodzinne fotografie i osobiste doświadczenia autorki. Pieczołowicie poskładana z małych kawałków, odłamków życiorysów, wspomnień i opowieści saga rodzinna łączy się w pełną dramatycznych splotów, a przy tym spójną petersburską historię, prowadzącą do refleksji nad historią Europy XX wieku i analizy sowieckiego wynaturzenia oraz jego dzisiejszej poststalinowskiej czkawki.
Wcześniejsze książki Jeleny Czyżowej również poruszały tematy trudne, choć nie narażały jej na szykany. Przeciwnie – były nominowane do nagród, w tym do prestiżowej nagrody „Rosyjski Booker”. Powieść „Czas kobiet” została jej laureatem w 2009 roku. Była przyjęta z uznaniem również poza Rosją. W Polsce znalazła się w ścisłym finale Angelusa (2015). Na język polski przetłumaczono również jej „Grzybnię”.
Jelena Czyżowa była sygnatariuszką listu rosyjskich intelektualistów przeciwko aneksji Krymu w 2014 roku oraz odezwy petersburskiego PEN w sprawie uwolnienia Olega Sencowa, a także inicjatorką listu otwartego petersburskiego PEN przeciwko skonfiskowaniu przez rosyjską prokuraturę nakładu wydanych w Petersburgu w 2015 roku esejów Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

ROZMOWA (POLITYKA). Blokada Leningradu jest zwierciadłem, w którym przegląda się dzisiejsza Rosja
Z Jeleną Czyżowa rozmawia Natalia Bryżko

Natalia Bryżko: Recenzenci piszą, że jest Pani wyjątkowo petersburską pisarką, bo wiele uwagi w swoich książkach poświęca mieszkańcom miasta i jego historii. Powieść Miasto spisane z pamięci jest poświęcona miedzy innymi rodzinom, dotkniętym tragedią blokady Leningradu. Pisze Pani o swoim mieście z przywiązaniem, szacunkiem i bólem oraz  jednocześnie ze smutkiem. Czy taki jest właśnie wielopokoleniowy kod tego szczególnego w rosyjskiej i światowej historii miejsca?

Jelena Czyżowa: Petersburg to dla mnie przede wszystkim miasto pamięci – osobistej, rodzinnej, historycznej. Przedstawiając swoją nową powieść, mówiłam, że nie zawarłam w niej wszystkiego, co wiem o Petersburgu i Leningradzie. Ani nawet tego wszystko, co wiem o nim, jako o swoim rodzinnym mieście. Opowiedziałam natomiast to, co o nim zawsze pamiętam. To, co od wczesnego dzieciństwa stopniowo, powoli wchodziło do mojej pamięci – z opowiadań urodzonej w 1885 roku prababci i z jej cichych rozmów z moją mamą. Piły herbatę i półgłosem rozmawiały o przedwojennych czasach, o blokadzie Leningradu, o ewakuacji. Nie mówiły o tym wprost, lecz przez niedomówienia, sądząc, że ich nie rozumiem. Moje dzieciństwo upływało w tle tych cichych i gorzkich rozmów. Moi bliscy nie czynili wysiłków, żeby wpoić mi szacunek do pamięci okresu blokady. Oni po prostu przekazali mi swoją pamięć, naznaczoną traumą i schowaną tak głęboko, że czasem dziwię się wręcz, iż udało mi się coś z tego pojąć.

Kilka lat temu, gdy moja mama ciężko zachorowała, a ja zrozumiałam nagle, że wraz z nią odchodzi przeszłość – mojej rodziny, miasta, kraju. Na szczęście mama wyzdrowiała, ale ja nie mogłam się już pozbyć tej myśli. Wzięłam dyktafon i zaczęłam nagrywać wszystko, co miała do opowiedzenia. Na moje szczęście mama ma świetna pamięć. Spędziłyśmy ze sobą na takich rozmowach całe lato. Mówiłyśmy o życiu, o mieście, o tych którzy umarli albo zginęli. I niespodziewanie dla nas obu, zrozumiałyśmy, że to nie jest po prostu rodzinna historia, ale strategia przeżycia jednej, w tym przypadku, naszej rodziny. To historia powstawania „świadomości miasta”, a jej głównymi cechami są opór wewnętrzny i zewnętrzny.

Najbardziej zaskakujące dla mnie było zdumienie w oczach mamy, gdy opowiadając o swoim życiu nagle uświadomiła sobie całą logikę XX wieku, który przemielił naszą rodzinę. Zdradziła mi wówczas nawet pewną rodzinną tajemnicę, przechowywaną od kilku pokoleń. Teraz jest szczęśliwa, że powieść się ukazała. Wcześniej mówiła: „Mieliśmy najzwyklejsze życie. Jak wszyscy inni. O czym miałabyś pisać?”. A ja odpowiadałam, że w Leningradzie-Petersburgu nawet „najzwyklejsze życie” i tak jest szczególne.

Jak Pani zdaniem powinna traktować historię blokady Leningradu dzisiejsza Europa? Przeważnie odnosiliśmy się do tych wydarzeń tylko jako do jednego z rozdziałów II wojny światowej.

Oczywiście, blokada Leningradu to jeden z rozdziałów tamtej wojny, lecz rozdział straszny. Bardzo straszny. Głęboko tragiczny. Z mojego punktu widzenia, można go porównywać z Holokaustem. W Europie, o ile wiem, wszyscy pamiętają Stalingrad. Dla europejczyków stał się momentem przełomowym. A Leningrad pozostał w cieniu. Według mnie, niesprawiedliwie…

Wkrótce po ukazaniu się książki opublikowała Pani w szwajcarskiej Neue Zuercher Zeitung esej, po którym w Rosji rozpętała się burza. Do Komitetu Śledczego trafiło doniesienie o złamaniu artykułu KK o „rehabilitacji nazizmu”. Tylko dlatego, że oskarża Pani Stalina o współodpowiedzialność za tragedię mieszkańców Leningradu, którzy masowo umierali z wycieńczenia i głodu w osaczonym mieście. Dlaczego akurat teraz taka teza wywołała brutalny atak na Panią oraz realne zagrożenie procesowymi zarzutami?

 W tej historii zbiegło się wiele wątków. Między innymi stosunek rosyjskiego społeczeństwa do postaci Stalina. Według badań socjologicznych, każdego roku w Rosji rośnie dla niego akceptacja. Według mnie przyczyną tego nie jest „tęsknota” ludzi do masowych represji, lecz rażąca nierówność w zastosowaniu prawa czy też poziomie konsumpcji którą Rosjanie widzą na co dzień. Kiedy „jedni mają wszystko, a inni nic”, w społeczeństwie górę bierze mit, że za panowania Stalina takich różnic nie było, że niby to nie było korupcji i że, przeciwnie, był porządek i „pewność jutra”. Oczywiście, trudno żebym i ja podzielała takie wyobrażenia, ale zgadzam się z tymi, którzy uważają, iż Rosja zabrnęła w ślepą ulicę. Niestety, zamiast poruszania się do przodu, wielu próbuje cofnąć czas, wrócić do przeszłości. Jedyne wydarzenie, które – zdawałoby się – może łączyć ludzi, to pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Ale nie łączy. Właśnie dlatego, że rosyjskie władze „osiodłały” ten bolesny dla społeczeństwa temat w jedyny znany sobie sposób – kiedy wojna nie oznacza straszliwej tragedii, która odebrała życie milionom, a wyłącznie zwycięstwo. Z tego, w moim przekonaniu, biorą się szaleńcze hasła: ”A może by tak powtórzyć!”. Niestety wojna staje się swojego rodzaju społeczną religią. Ten, kto się na nią nie zgadza, ryzykuje, że państwowa propaganda nazwie go „heretykiem”, albo wręcz „biesem”. I to się przydarzyło również mnie. Z drugiej strony, otrzymałam mnóstwo listów poparcia, w tym także od ludzi, którzy przeżyli blokadę. Dziękowali mi za esej oraz książkę, w którą włożyłam nie tylko swoją, ale i rodzinną pamięć.

 Od kilku lat w Rosji coraz częściej wykorzystuje się  ustawy o „rehabilitacji nazizmu”, „ekstremizmie”, „fałszowaniu historii” albo tworzy nowe,  by stały się  bronią propagandowo-polityczną przeciwko innemu niż oficjalne myśleniu o rosyjskiej historii XX wieku. Czy tak pojmowana walka z „rehabilitacją nazizmu”, również w świetle tego, co Pani już mówiła, nie prowadzi szybko do faktycznej rehabilitacji stalinizmu? Do tamtych metod sprawowania władzy?

Oczywiście. To jest poważne zagrożenie dla świadomości społecznej. Zwłaszcza takiej, którą dotknęła trauma. Jednocześnie, w ostatnich latach można zaobserwować, że wpływ propagandy telewizyjnej stopniowo maleje. Coraz więcej ludzi w Rosji zaczyna rozumieć, że „duchowe spoiwa”, o których dzień i noc nadają propagandyści, w rzeczywistości są fikcją, zasłoną dymną, która ma zamaskować brzydkie strony dzisiejszego reżimu politycznego. Na tle spadającego poziomu życia to jest szczególnie widoczne. W dzisiejszych czasach coraz częściej „lodówka wygrywa z telewizorem”. Oczywiście wolałabym, żeby procesy w naszej świadomości zachodziły niezależnie od lodówki, ale dla większości ludzi wychowanych w czasach władzy radzieckiej, to jest raczej ponad siły. Cała nadzieja w młodym pokoleniu, dla którego prawa i swobody jednostki nie brzmią już jak pusty dźwięk.

Pani była sygnatariuszką listów sprzeciwu rosyjskich intelektualistów wobec aneksji Krymu, potem również widzieliśmy Pani nazwisko pod listem przeciwko uwięzieniu Olega Sencowa. Wydawałoby się, że w świecie współczesnych technologii nie trzeba walczyć z izolacją informacyjną, tak jak to miało miejsce w drugiej połowie XX wieku. Tymczasem ten środowiskowy głos w istocie niczego nie zmienił w żadnej z tych spraw. Jak wobec tego intelektualna elita w Rosji może utrzymać komunikację i docierać do zbiorowej społecznej świadomości? Bez tego trudno sobie wyobrazić powrót do wartości, które dominowały w Rosji lat 90.

Istnieje powiedzenie: „W Rosji trzeba żyć długo”. Aby doczekać zmian. Nie możemy wiedzieć, kiedy i jakim echem odbije się nasze słowo. Podpisując listy protestacyjne zwykle nie liczę na to, że przyniosą szybki efekt tu i teraz. Ale nie podpisywać nie można. Nie podzielam zdania niektórych intelektualistów, że pisarz nie powinien mieszać się do bieżących wydarzeń. Że ma być „ponad zwarciem”. Z moich obserwacji wynika, iż tak postępują ludzie, którzy mają nadzieję coś otrzymać od państwa. Niekoniecznie w sensie materialnym. Może to być inne wsparcie. Zresztą, nie będę nikogo osądzać. W świadomości każdego człowieka historia XX wieku przełamała się na swój własny sposób. A my jedynie zbieramy tego owoce.

Natomiast o wartościach społecznych, które dominowały w latach dziewięćdziesiątych, trzeba powiedzieć, że wcale nie były jednorodne. Ktoś marzył o wolności, a ktoś o materialnym dobrobycie, o tym, żeby żyć „jak na Zachodzie”. Dla większości moich rodaków te pragnienia nadal pozostały tylko marzeniami. Powiem więcej – ludzie zderzyli się z takimi trudnościami, których nie było w czasach breżniewowskich. Dzisiaj przestało mnie dziwić, gdy ktoś z moich czytelników porównuje okres pieriestrojki z blokadą Leningradu. W latach dziewięćdziesiątych, zwłaszcza w rosyjskiej prowincji, wielu ludzi dosłownie głodowało. Dzieci mdlały z głodu. A przecież nie oznacza to, że trzeba wrócić do wcześniejszego systemu wartości. Radzieckiego albo postradzieckiego. Lepiej byłoby powiedzieć sobie, że pokonaliśmy problemy, trzeba iść do przodu.

 A jednak patrząc wstecz, można powiedzieć, że rozpętana wokół pani twórczości burza dopisała zgodnie z wielowiekową tradycją Pani nazwisko do listy rosyjskich pisarzy, traktowanych przez władze jako zagrożenie. „Miasto spisane z pamięci” jest rodzajem osobistej spowiedzi, między innymi o syndromie posttraumatycznym potomków ofiar tragicznych wydarzeń rosyjskiej historii XX wieku w ogóle i blokady Leningradu w szczególności. Od lat prowadzi się badania tego mechanizmu wśród dzieci i wnuków ofiar Holokaustu, ale w Rosji o podobnym syndromie mówi się niewiele. A temat wydaje się ważny, choćby dla zrozumienia dzisiejszego społeczeństwa. Czy zamierza Pani kontynuować mimo szykan swoje dociekania, które można było odnaleźć także w Czasie kobiet i innych Pani powieściach?

Kiedy pisałam powieść, nie mogłam rzecz jasna nie myśleć o Holokauście, który stał się główną traumą europejskiej świadomości. Przynajmniej mnie się tak wydaje. W ZSRR pamięć o ofiarach bolszewizmu – zarówno dosłownych jak i dotkniętych nim pośrednio – przez wiele lat istniała w ukryciu. Mam na myśli zarówno wspólną, jak i osobistą lub rodzinna pamięć. Ja, urodzona po wojnie, jestem oczywiście nosicielem tego, co teraz nazywają „postpamięcią”. Nie jestem świadkiem największych tragedii ubiegłego stulecia, ale jednocześnie są one częścią mnie. Wszystkie moje powieści tak czy inaczej są z tym związane. Dla siebie określam to tak: „Moja muza to nie Euterpe, lecz Klio”. Jak wiadomo, odpowiada za historię. Wspomniała Pani Czas kobiet. Na język polski przełożono również Grzybnię, w której moja bohaterka przypłaca życiem próbę wyrwania się z rodzicielskiej, radzieckiej przeszłości. A żeby uogólnić, mogę powiedzieć, że piszę o tym, o czym milczeli moi rodzice, babcie, dziadkowie. Moja prababcia, która mnie wychowywała. Dla mnie to najlepszy sposób, by rozporządzać własną pamięcią. I jednocześnie wnieść swój wkład w przyszłość.

Jelena Czyżowa – ur. 1957 r.,  rosyjska pisarka, tłumaczka, eseistka, dyrektorka petersburskiego PEN Clubu, petersburżanka.

Natalia Bryżko – tłumaczka literatury rosyjskiej i ukraińskiej.  Były radca Ambasady RP w Kijowie i dyrektor Instytutu Polskiego w Petersburgu. Przełożyła m.in.: Riwne/Rowno: niby powieść (2006) i Choroba Libenkrafta (2013, nominowana do finału Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”) Ołeksandra Irwanecia, Proces wykluczenia Lidii Czukowskiej (2015), Wasi, nasi oraz inni Ołeksandra Bojczenko (2018).

 

Kultura Enter, 2019/03 nr 89

Jelena Czyżowa.

Jelena Czyżowa.