Strona główna/OBRAZKI. Koleżanka

OBRAZKI. Koleżanka

OBRAZKI. Koleżanka
Z cyklu Zza okna
Mira Ledowska

To była moja pierwsza w życiu koleżanka.

Po przyjeździe z Monasterzysk do Jeleniej Góry, gdzie będąc w pierwszej klasie, zachłannie się uczyłam i czytałam każdy znaleziony ścinek gazety (bo nie miałam książek), wybrała mnie na koleżankę śliczna Bożenka W. – blondynka z dwoma warkoczykami i z piegowatym noskiem. Zawsze ładnie ubrana i z wielką kokardą we włosach. Miałam koleżankę! Pierwszy raz w życiu, bo w pierwszej klasie byłam ubogą „Żydówą”, świetną uczennicą, grzeczną i nieśmiałą dziewczynką i – na domiar złego – córką nauczycielki z naszej szkoły. Nie znałam dzieci, bo i skąd? Nie miałam odwagi podejść,nie umiałam się z nimi bawić… I tu nagle: sama Bożenka mnie wybrała! Kiedyś nawet zaprosiła mnie do domu.To się dotąd nie zdarzało.

Państwo W. mieszkali w pięknym mieszkaniu w centrum miasta. Onieśmielał mnie ten „pałacowy przepych” znany jedynie z bajek opowiadanych mi przez moja matkę w „piwnicznej izbie” młynarza, pana Dwolińskiego, w Beremianach. Wspaniałe firanki, aksamitne kotary, obrazy i ciasteczka! Raj. A najbardziej rajskim widokiem była Bożenka na kolanach jej ślicznego tatusia. Boże, jak ja jej zazdrościłam! Nawet pomyślałam, że może bym usiadła na drugim jego kolanie, ale zabrakło mi odwagi. Tylko patrzyłam z cielęcym zachwytem na ten obrazek. Zazdrościłam wszystkiego: pięknego mieszkania, całej rodziny – matka i ojciec, starsza siostra, babcia – i możliwości, by usiąść na kolanach tatusia i przytulić się do niego.

Któregoś dnia, w czasie zabawy prawdziwymi lalkami (a mojej mamy nie stać było na kupno chociażby najmniejszej lalki, więc szyła dla mnie szmaciane laleczki), mama Bożenki zaprosiła mnie na imieninową,uroczystą kolację. Byłam szczęśliwa, choć kupno prezentu dla solenizantki było wielkim wydatkiem.W dzień imienin weszłam do salonu.Przepięknie nakryty stół i rajskie nieznane mi zapachy. Posadzono mnie koło Bożenki i zaczęły się gratulacje i śpiewanie nieznanej mi piosenki „Sto lat”.

W pewnym momencie Pan W. wziął do ręki piękny lśniący nóż, obejrzał go ze wszystkich stron i powiedział ni stąd, ni zowąd: „a ja to bym Żydów tępym nożem dźgał…”.

Byłam przerażona. Ale nie mogłam uciec, jeszcze okazałoby się, że jestem Żydówką i straciłabym moją pierwszą koleżankę. Jakoś wytrzymałam, jedząc tort widelczykiem, w czym naśladowałam innych. Po wyjściu z domu państwa W. rozpłakałam się i płacząc, pobiegłam do domu. Mama przeraziła się, że ktoś mi zrobił krzywdę. Opowiedziałam jej o tym, co się stało przy stole. A ona najspokojniej w świecie powiedziała: „Misiuniu! Nigdy więcej nie pójdziesz do Bożenki”. Rozpłakałam się jeszcze bardziej…

I przez długie lata nie miałam bliskiej koleżanki. Zazdrościłam innym dziewczynkom, że mają przyjaciółki, chodzą do nich do domu, gdzie razem się bawią, wymieniają książkami i śmieją. A najbardziej tego, że mają tatusiów, którzy biorą je na kolana i przytulają.

Ja byłam z boku. Ratowały mnie książki.

Mira Ledowska

Mira Ledowska – z domu Krum, ur. w 1937 r. w Tłumaczu, na terenie dzisiejszej Ukrainy. Ocalona z Holokaustu, nauczycielka języka polskiego w Izraelu. Babka i siostra matki, Ludwika Hartenstein, w czasie likwidacji dzielnicy żydowskiej zostały wywiezione do obozu zagłady w Bełżcu. Z Tłumacza wraz z rodzicami mała Mira uciekła dzięki pomocy miejscowego rolnika, który wywiózł ich z getta furmanką. Tuż przed opuszczeniem getta tłumackiego zginął tragicznie jej nowo narodzony brat. Po ucieczce z getta wraz z ojcem i matką ukrywała się w młynie u pana Dwolińskiego w Beremianach. Potem Krumowie ukrywali się w lesie. W wyniku donosu polskiego leśniczego ojciec Miry Ledowskiej został zastrzelony przez niemieckiego żołnierza na oczach ukrytych matki i córki. Następnie obie trafiły do miejscowości Pużniki, gdzie przyjęte zostały przez Antoninę Działoszyńską. Działoszyńska z pomocą miejscowego proboszcza załatwiła kobietom fałszywe dokumenty. W jej domu, jako kuzynki zmarłego męża gospodyni, Adela Krum i jej córka, jako Adela i Maria Kowalik, przeżyły okupację. Po pobycie w Monasterzyskach i Jeleniej Górze, przeprowadziły się do Wrocławia. Mira Ledowska ukończyła tam seminarium nauczycielskie i rozpoczęła studia polonistyczne, jednak po antysemickim incydencie na uczelni w 1957 r. zdecydowała się przerwać naukę i wyemigrować do Izraela. Tam wyszła za mąż za pochodzącego z Łodzi Bronisława Ledowskiego, którego rodzina przeżyła tamtejsze getto. Skończyła hebraistykę i przez 36 lat pracowała jako nauczycielka przedmiotów hebrajskich. Od 2001 r. zatrudniona w Instytucie Polskim w Tel Awiwie. Spotyka się z młodzieżą, aby opowiedzieć o historii swojej rodziny i  „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

PIOTR ŁUCJAN: "Pogrom kielecki", 141x111, 1988 (olej).

PIOTR ŁUCJAN: "Pogrom kielecki", 141x111, 1988 (olej).

A co byś Ty napisał/napisała? Karta edukacyjna w kieleckim miejscu pamięci przy ul. Planty 7. Fot. Aleksandra Zińczuk.

A co byś Ty napisał/napisała? Karta edukacyjna w kieleckim miejscu pamięci przy ul. Planty 7. Fot. Aleksandra Zińczuk.