Strona główna/OBRAZKI. Honor nowej

OBRAZKI. Honor nowej

Z cyklu Zza okna
Mira Ledowska

To się wydarzyło w drugim roku mojej służby wojskowej. Zaczęłam ją po siedmiu miesiącach pobytu w kraju, bo nie miałam szansy na studia. Z początku było mi bardzo trudno. Bo i bariera językowa i zwyczaje, no i mój mało przebojowy charakter – spowodowały, że byłam taką grzeczną „myszą” i można było mnie ustawiać na warty i dyżury, a ja nie miałam odwagi zaprotestować. Z czasem, wraz z postępami w hebrajskim, oswoiłam się ze służbą i z otaczającymi mnie ludźmi. I poczułam ich serdeczność i życzliwość.

Któregoś dnia dowiedziałam się, że zbliżają się mistrzostwa pływackie CaHaLu (Wojsk Obrony Izraela). Zgłosiłam się, bo „sto lat temu” pływałam we wrocławskim AZS. A treningi w czasie służby – to był prawdziwy cud.

Ale już trenując, zostaliśmy zawiadomieni, że mamy obowiązek uczestniczyć w grupowym przepłynięciu kilometra na otwartym morzu.

W dniu zawodów na morzu ciężarówka zabrała nas do Hajfy, bo tam odbywały się krajowe rozgrywki. Na miejscu wywołano cztery uczestniczki z centralnego rejonu wojskowego. To była moja grupa. Ale nie spotkałam tych dziewcząt wcześniej nawet na treningach. A tu los postawił nas razem przed trudnym zespołowym egzaminem. Regulamin określał nasze prawa i obowiązki. Podstawową regułą było to, że jeśli któraś z nas przerwie pływanie – cała grupa traci punktację i zostaje zdyskwalifikowana.

Dzień był listopadowy i pochmurny. Szare niebo i szare morze. Dobrze, że stosunkowo spokojne. Łódź motorowa zabiera naszą grupę na morze. Równocześnie startują i inne łodzie z zawodniczkami. Zatrzymują się gdzieś na morzu. Napięcie rośnie. Nie rozmawiałyśmy ze sobą. Strach się potęgował. Nagle… gwizdek startowy i wszystkie razem wskoczyłyśmy do wody. Łódź się zakołysała, a my połknęłyśmy pierwszy łyk morskiej wody. No i popłynęłyśmy do brzegu.

W międzyczasie fale zaczęły rosnąć. Były długie i spokojne, ale utrudniały widoczność. Szybko straciłam z oczu moje partnerki. Pierwsze setki metrów pokonałam stosunkowo łatwo. Ale z czasem fale robiły się coraz bardziej złośliwe i ściągały do tyłu. Pokonywanie ich stawało się coraz trudniejsze. Rosło napięcie i zmęczenie. Każdy wdech wymagał starcia z falą. Sytuację pogarszała świadomość, że wystarczy wyciągnąć rękę, a podpłynie nasza łódź i wyciągnie mnie z tej piekielnej wody. Ale wtedy wszystkie płynące dziewczyny będą walczyć z falami na darmo. Grupa będzie zdyskwalifikowana.

Czuję, że zbliżamy się do brzegu, bo fale są coraz krótsze, a pokonywanie ich nurkowaniem staje się niemożliwe. Usiłuję utrzymywać długi oddech, aby się uspokoić, bo strach ma już naprawdę wielkie oczy, ale szybkie połykanie wdzierającej się do ust wody zakłóca rytm oddychania. Postanawiam nie poddawać się. Jako nowa i mówiąca po hebrajsku z ciężkim polskim akcentem wiem, że jestem postrzegana jako „ola z galutu” [1], a więc słabeuszka.

Nie dam im takiej satysfakcji, że „ola” podniesie rękę i wyląduje w bezpiecznej łodzi. Płynę dalej. Chyba się przyzwyczaiłam trochę do sytuacji, bo piję mniej wody i oddech staje się prawie regularny. Po chwili okazuje się, że to było złudzenie. Fale są zdradzieckie i chyba zmieniają kierunek i częstotliwość. Nie daję za wygraną… Ledwo żywa dopływam do brzegu. Woda wyrzuca mnie na piach. Leżę nieruchomo, jak śnięta ryba. Daremnie staram się złapać i wyrównać oddech. Naokoło piach i piach…

Po chwili odwracam się, aby zobaczyć, co się dzieje.

Widzę naszą łódź, która właśnie podpływa. A w niej owinięta w koc siedzi jedna z naszej czwórki…

Więc na darmo walczyłam z falami… Honor „nowej” w moich własnych oczach ocalał, ale kogo to obchodziło, kiedy grupa była zdyskwalifikowana?

[1] Ole/ola w języku hebrajskim oznacza ‘wchodzący na górę’; w przenośni oznacza kogoś, kto przybywa do Izraela na stałe. Ole – nowy obywatel Izraela, ola – nowa obywatelka.

Mira Ledowska

Mira Ledowska – z domu Krum, ur. w 1937 r. w Tłumaczu, na terenie dzisiejszej Ukrainy. Ocalona z Holokaustu, nauczycielka języka polskiego w Izraelu. Skończyła hebraistykę i przez 36 lat pracowała jako nauczycielka przedmiotów hebrajskich. Od 2001 r. zatrudniona w Instytucie Polskim w Tel Awiwie. Spotyka się z młodzieżą, aby opowiedzieć o historii swojej rodziny i  Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, którzy ją ratowali.

 

Kultura Enter
2020/01 nr 92

Materiały wideo

For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.

Wyrażam zgodę

Mural w Hajfie, fot. Magdalena Krychowska. Źródło: https://okiemmaleny.pl/