Strona główna/Święto, które może się jeszcze wydarzyć – ukraiński ruch festiwalowy

Święto, które może się jeszcze wydarzyć – ukraiński ruch festiwalowy

Termin „festiwal”, wywodzący się z łaciny, oznacza zorganizowane święto masowe. Nasze festiwale można już niekiedy uznać za masowe, muszą jednak mieć jeszcze okazję do tego, aby mogły być uznane za zorganizowane oraz były traktowane jak święto.

Informację na temat ilości festiwali w Ukrainie ciężko znaleźć w jakimkolwiek źródle z jednej prostej przyczyny: tak naprawdę nie wiadomo, co liczyć. Festiwal nie posiada żadnych jasno określonych kryteriów oraz wyznaczników – zarówno jako gatunek działalności kulturowej, sposób spędzania wolnego czasu czy forma organizacji oraz samoorganizacji przedstawicieli pewnych profesji lub zwolenników pewnych poglądów, czy nawet jako rodzaj działalności biznesowej. Festiwal nie jest więc jedynie przestrzenią do różnego rodzaju improwizacji, ale stwarza możliwość przekształcenia wszelkiego rodzaju nieładu w formę.

Wierząc Wikipedii, do której można się odwoływać w warunkach braku jakiejkolwiek uporządkowanej informacji odnośnie ukraińskich festiwali, w Ukrainie odbywa się niemal pięćdziesiąt festiwali muzycznych, czternaście festiwali filmowych, około dziesięciu teatralnych, a także festiwale kultury średniowiecznej i Trypolskiej, lalki autorskiej, festiwal autostopu, piłki nożnej, zdrowego sposobu życia, sztuk walki i jeszcze jakieś dwadzieścia festiwali wszelkiej maści. Jest też bodajże jedna osoba, która odczuła potrzebę oraz ochotę, aby to wszystko policzyć, usystematyzować i uwiecznić w artykule. I nawet jeśli uwadze temu nieznanemu entuzjaście całkiem uszły festiwale literackie, prawie nic nie wie on o festiwalach tańca, rekonstrukcji historycznej, festiwalu kwiatów, sztuki kowalskiej, festiwalu Jezusa, rzeźby czy performansu, jego praca i tak wskazuje na fakt, że festiwali u nas nie brakuje. Fakt ten jest szczególnie widoczny dla tych, którzy choć w niewielkim stopniu orientują się w problemie, a więc zdają sobie sprawę, że lista ta nie jest nawet czubkiem góry lodowej a jedynie falami, wywołanymi przez ruch jej ogromnej masy na przestrzeni oceanu.

W związku z brakiem jakichkolwiek fundamentalnych badań na temat ruchu festiwalowego w Ukrainie, jedynym źródłem informacji pozostają media oraz portale społecznościowe. Najwięcej informacji można w nich znaleźć o festiwalach muzycznych i nie dziwi ten fakt, ponieważ jest to ta sfera sztuki, która jest dostępna i ciekawa dla szerokich warstw społeczeństwa. Poza tym właśnie za pomocą dźwięku i rytmu w łatwy sposób można dotrzeć do świadomości mas; media z kolei pokazują te wydarzenia, które są większe i bardziej masowe.

Festiwal Czerwona Ruta, który umownie został uznany za pierwszy ukraiński festiwal i od 1989 roku do początku XXI wieku pełnił rolę papierka lakmusowego w kwestii określenia bardzo współczesnej, undergroundowej i ukraińskiej muzyki, jest do dziś obecny we wszystkich światłych rozmowach oraz materiałach dotyczących ukraińskiego ruchu festiwalowego. Los tego festiwalu jest symboliczny: odbywa się on do dziś, jednak nie zdążył przetransformować się zgodnie ze zmieniającymi się potrzebami społecznymi. Mówi się o nim głównie w czasie przeszłym i udział czy zwycięstwo w Czerwonej Rucie nie ma już żadnego znaczenia dla zespołu – ilość odtworzeń klipów z występów na serwisie YouTube jest bardziej istotna dla producentów, studiów nagraniowych czy potencjalnych inwestorów. Na początku lat dziewięćdziesiątych Czerwona Ruta była chyba jedynym z masowych wydarzeń, podczas których miała szansę zaistnieć współczesna muzyka ukraińska i dać o sobie znać, jako o Współczesnej Muzyce Ukraińskiej. Mówiąc inaczej, muzycy pragnęli zyskać odbiorcę, który głośno powie, że woli rock czy pop, otwarcie poświadczy, że jest Ukraińcem i pragnie tego, co ukraińskie. Czerwona Ruta była festiwalem, który dawał wykonawcom właśnie takiego odbiorcę. Słuchacze pragnęli w muzyce tego, co znane, młode, szalone i najlepiej, gdyby odbywało się to w towarzystwie starć z policją, ekstremizmu i romantyki. Festiwal był miejscem, gdzie słuchacze dostawali tego, czego chcieli – milicja wyprowadzała ze stadionu dziewczęta w żółtych bluzkach i niebieskich spódniczkach, a na pierwszej Czerwonej Rucie w Czerniowcach zabrakło prądu podczas występu Kostia Pawlaka i koncert zakończył on a cappella, bez mikrofonu i w całkowitej ciemności. Festiwal, który kiedyś był dla wielu wyznacznikiem jakości i autentyczności oraz skupiał wokół siebie zbuntowaną młodzież, pełniącą dziś w większości rolę liderów i kreatorów opinii społecznej, nie posiada teraz żadnej wagi ani prestiżu. Wszystko dlatego, że uwadze organizatorów oraz osób związanych z festiwalem umknął moment, w którym słabnąć zaczęła fala emocji, wywołana odzyskaniem niepodległości i nowymi perspektywami, a po którym to momencie należało dalej żyć oraz oddychać spokojnie. Muzykom zaczęło zależeć na promocji, honorariach, przyzwoitym sprzęcie oraz spełnianiu wymagań w stosunku do swoich występów. Ważne stały się kwestie dotyczące logistyki i marketingu; odbiorcy z kolei zaczęli domagać się dobrego dźwięku i niezłego show, czystych toalet oraz gwiazd o randze światowej. Dzisiejsza Czerwona Ruta nie może dać ani jednym ani drugim tego, czego potrzebują.

Poruszając temat festiwali muzycznych, zapewne drugim na liście, ze względu na częstotliwość mówienia o nim, oraz pierwszym, biorąc pod uwagę poziom zorganizowania i ilość środków przeznaczonych na jego realizację oraz rozwój, był festiwal Tawrijski Ihry. Wydarzenie to w mniejszym stopniu jest powiązane z jakimikolwiek ideologiami (np. tożsamością polityczną i narodową, deklarowaniem określonego sposobu myślenia oraz stylu życia itp.) i w większym stopniu ma charakter rozrywkowy. Od 1993 roku wydarzenie to starało się odzwierciedlać, w niełatwych realiach ukraińskich, standardowy schemat udanego festiwalu masowego w otwartej przestrzeni – miejsca, gdzie można było się pobawić i spotkać gwiazdy. Festiwalowy parowiec, który przypływał do Dniepru, załadowany przeważnie ukraińskimi gwiazdami, konkurs piękności, festiwal piwa oraz udział znanych na całym świecie artystów w całkiem udany sposób zbliżały festiwal w Kachowce do wymarzonego schematu. Rok po roku Tawrijski Ihry coraz bardziej zbliżały się do wzorca z 1993 roku, podczas gdy poziom podobnych wydarzeń na scenie międzynarodowej wzrastał i – trzeba to przyznać – odbywało się to w sposób dużo bardziej dynamiczny. W ciągu 17 lat organizacji festiwalu wystąpiło na nim 237 wykonawców z 17 państw z całego świata, jednak to nie pomogło. W 2012 roku festiwalu Tawrijski Ihry, wreszcie, nie będzie – mówię „wreszcie”, ponieważ obserwacja męczących prób zmian kształtu oraz lokalizacji festiwalu, była już autentycznie bolesna. Aktualność oraz atrakcyjność festiwalu została zaprzepaszczona jeszcze w ciągu pierwszych dziesięciu lat jego istnienia, ponieważ nie był on ani ogólnie dostępny, ani nie odznaczał się wysoką jakością. Równocześnie z Tawrijskimi Ihrami startował, na przykład, węgierski Siget, uznawany oficjalnie za najlepszy festiwal w Europie. Wnioski dotyczące efektywności założonych schematów rozwoju oraz zarządzania projektami nasuwają się same.

Inne, różnej wielkości festiwale muzyczne, funkcjonujące już od jakiegoś czasu, także przejawiają tę smutną tendencję: nie rozwijają się, a zamiast rozwoju tradycyjnie raz czy dwa razy w roku, zgodnie z przyjętym porządkiem, manewrują na szczątkach tego, co kiedyś było popularne, znajdując się w sytuacji niemalże kompletnego braku wyboru.

Sztuka filmowa przejawia tutaj lepszą tendencję, ale nie należy tego uważać za paradoks – muzyki ukraińskiej jest mimo wszystko dużo i robi ona postępy, rośnie jej poziom i oryginalność, podczas gdy sztuka filmowa zrodziła się w czasach niezależności sama z siebie. Kijowski Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Mołodist” specjalizuje się w kinowych debiutach oraz produkcjach studenckich. Festiwal ruszył w 1970 roku i od tego czasu odbywa się co roku w ostatnią niedzielę października w Kijowie. Na „Mołodisti” debiutował szereg uznanych dziś europejskich reżyserów, takich jak: Fred Kelemen, Tom Tykwer, Danny Boyle, Aleksiej Bałabanow, Jacques Audiard, Francois Ozon, Stephen Daldr, Serhij Masłobojszczykow i wielu innych. Wśród uczestników „Mołodisti” w latach dziewięćdziesiątych było wielu laureatów najbardziej prestiżowych nagród filmowych świata, jednak także dziś festiwal pokazuje co roku blisko 240 filmów z ponad 40 państw świata. „Mołodist” jest jednym z największych festiwali w Ukrainie, ponadto wydarzenie to jest organizowane naprawdę w dojrzały sposób, o czym świadczą takie elementy jak: światowe gwiazdy, premiery, strefa festiwalowa, czerwone dywany.

Źródło jego witalności, a nawet sukcesu, tkwi, moim zdaniem, w trzech głównych zasadach. Po pierwsze, nie pojawił się on mimo wszystko raptownie wraz z pojawieniem się niepodległej Ukrainy na politycznej mapie świata. Dwadzieścia lat istnienia festiwalu, jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, dało podstawę do tego, aby jego organizacja przebiegała w sposób przemyślany, nie odbywała się spontanicznie czy pod wpływem emocji. Po drugie, brak konkurencji w porównaniu do rynku festiwali muzycznych – festiwale filmowe w Ukrainie można policzyć na palcach jednej ręki, a muzyczne rosną jak grzyby po deszczu, rozsierdzając zarówno publiczność, jak i sponsorów oraz organizatorów. Trzecia przyczyna sukcesu „Mołodisti” na tle innych festiwali ukraińskich to, co nie dziwne, właśnie zachowanie wszelkich rytuałów oraz kształtu festiwalu. Finansowanie oraz wsparcie festiwalu wcale nie jest stabilne, jednakże organizatorzy starają się utrzymać poziom – wytrwała praca informatyków oraz osób odpowiedzialnych za PR, aktualizowana strona internetowa, tłumaczenia wydarzeń oraz filmów, obecność zagranicznych gwiazd oraz, oczywiście, czerwone dywany, stroje wieczorowe, uroczysty charakter. Nie poruszam tutaj kwestii jakości filmów oraz obecności w programie festiwalu innych wydarzeń. Biorąc pod uwagę wyłącznie pierwotny, „zewnętrzny” wymiar wydarzenia o takim charakterze, okazuje się, że warto starać się spełniać oczekiwania publiczności, potencjalnych partnerów, sponsorów czy uczestników. „Mołodist” z sukcesem dowodzi o możliwości utrzymania poziomu oraz zaspokojenia przynajmniej tego, czego się od niej oczekuje, a może i czegoś więcej. Niemniej jednak potencjalnych partnerów zabiera młody w porównaniu z festiwalem „Mołodist” międzynarodowy festiwal filmu dokumentalnego o prawach człowieka Docudays.UA oraz, najmłodszy, Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Odessie. Nie odnośmy wrażenia, że odsuwam w tym momencie parametr jakości na drugi plan – nie, bez wątpienia ważna jest zarówno jakość proponowanych filmów jak i ilość akcji towarzyszących – seminariów, dyskusji, prezentacji, okrągłych stołów, a także poziom ekspertów. Po prostu do tego, aby móc się tym cieszyć także potrzebne jest spełnienie pewnych warunków. Irpiński Festiwal Filmowy „Widkryta Nicz”, lwowski KinoLew tracą możliwości rozwoju właśnie dlatego, że w ich przypadku widzowie oraz partnerzy często nie wiedzą, czego mogą oczekiwać.

To, jak ważne jest utrzymywanie poziomu i sam fakt istnienia w corocznym kalendarzu kulturalnym, doskonale ilustruje historia znanego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Majowy Kijów”, który narodził się swojego czasu z inicjatywy miast partnerskich. Gwiazdy teatru oraz grupy z wielu państw świata odwiedzały Kijów corocznie wiosną, choć niekiedy funduszy było mało, a czasem to „mało” nieuchronnie zbliżało się do „nie ma wcale”. Jednak sam fakt tego, że coś się odbywa i musi się odbywać, stymulował do dalszego działania, dopóki festiwal nie został zlikwidowany rozporządzeniem ówczesnego mera Kijowa w przeddzień poprzednich wyborów prezydenckich – Kijów miał być bowiem rzekomo niebezpieczny dla zagranicznych gości w okresie oczekiwanego starcia „niebieskich” i „pomarańczowych”. Jeden z najbardziej popularnych festiwali teatralnych w kraju, który utrzymywał wysoki poziom nie odbył się raz i, o ile mi wiadomo, od tej pory ponownie nie odbył się już nigdy. Do tego, aby ponownie się zmobilizować i razem coś stworzyć, zaczynać pracę od początku, potrzeba dużo więcej wysiłków niż do kontynuowania życia festiwalu, jego poziomu, podtrzymywania wcześniejszych kontaktów i ustaleń.

Analiza pokazuje, że łatwiej jest funkcjonować oraz adaptować się do współczesnych realiów tym festiwalom, które zostały zapoczątkowane stosunkowo niedawno. Odnieść można wrażenie, że ich organizatorzy są bardziej skłonni do planowania strategicznego, dobrej logistyki, marketingu, rozsądnego pozyskiwania funduszy, adekwatnego PR­‑u i trzeźwej oceny swoich możliwości. Wydaje mi się, że nie jest to problem wieku, ale problem pokolenia – ludzie, których usamodzielnienie przypadło na lata po 2000 roku, nie myślą już tak bardzo o tym, że coś im się należy; a jest to schemat, który był dotychczas szeroko rozpowszechniony. Uważano więc, że organizatorom należy się coś od państwa i sponsorów, uczestnikom od organizatorów, partnerom od uczestników, sponsorom od odwiedzających, odwiedzającym od wszystkich, łącznie z innymi odwiedzającymi i tak w kółko. Nie zaskakuje więc fakt, że przyziemne, biznesowe i w mniejszym stopniu natchnione oraz ideowe podejście do sprawy daje niezwykle dobre rezultaty.

Jeden z największych festiwali kowalskich we Wschodniej Europie Święto Kowali w Iwano­‑Frankiwsku istnieje od 2001 roku i swoją działalność zaczynał jako regionalne, niekomercyjne oraz amatorskie wydarzenie, skierowane do osób zawodowo zajmujących się kowalstwem, głównie działaczy Związku Mistrzów Sztuki Kowalstwa Ukrainy. Jednak fachowi kowale byli rzecz jasna w pełni świadomi, że jest to coś interesującego dla innych fachowców oraz tych, którzy kowalstwem zajmują się jako hobby. Zaledwie w ciągu kilku lat festiwal zyskał miano międzynarodowego wydarzenia dużej rangi oraz jednego z kluczowych stymulantów turystki kulturowej w Iwano­‑Frankiwsku. I to pomimo tego, że kowalstwo nie jest muzyką, kinem czy teatrem i potencjalnie zrzesza mniejsze grono zainteresowanych. Obecnie festiwal odwiedzają mistrzowie z ponad 35 państw świata, a zainteresowani kowalstwem potencjalni turyści z Europy dobrze znają daty jego organizacji.

Mniej więcej taka sama historia sukcesu jest udziałem festiwalu historyczno­‑rekonstrukcyjnego Terra Heroica (obecnie festiwal­‑następca nosi nazwę Ziemia Bohaterów), który od 2005 roku odbywa się w Kamieńcu Podolskim. Jest to wydarzenie spektakularne: stare miasto zamienia się w prawdziwe karnawałowe show, turyści mogą zobaczyć obozy wojskowe, musztry oraz życie XVII­‑wiecznej armii, występy kobzarskich cechów, tańce historyczne, uliczne teatry oraz feerie. Rekonstrukcja historyczna to hobby stosunkowo drogie i czasochłonne, wymaga bowiem przygotowania zbroi oraz kostiumów w oparciu o specjalistyczną i dokładną wiedzę historyczną. Ich uczestnicy nie spotykają się jedynie po to, aby pomachać szablami, a po to, by nauczyć się wojskowych realiów oraz manewrów z XVII wieku. Jednak wydarzeniu nie brakuje ani uczestników, ani widzów. Ziemia Bohaterów nie jest wydarzeniem medialnym, jednak informacja o festiwalu w wystarczającym stopniu rozpowszechniona jest wśród zainteresowanych – w ośrodkach i centrach rekonstrukcji historycznej różnych państw oraz przy okazji innych podobnych wydarzeń. Festiwal rekonstrukcyjno­‑historyczny Bitwa Narodów w Chocimiu istnieje już kilka lat i powtarza udany schemat Terra Heroica – ustrukturyzowane wydarzenia skierowane do koneserów, które przeplatają się z imprezami, zwiększającymi atrakcyjność turystyczną – koncertami, występami, marszami – odpowiadają zarówno potrzebom uczestników, jak i widzów. Oba festiwale odgrywają istotną rolę w rozwoju turystyki kulturowej regionu. Udział w festiwalu lub dostęp do wszystkich wydarzeń oczywiście kosztuje, ale w żadnym wypadku cena ta nie przewyższa kwoty dwudziestu euro. Z drugiej strony, Kamieniec Podolski czy Chocim, w których w okresie festiwalu swoją siedzibę mają średniowieczne armie, przekształcają się w wielkie sceny teatralne i stanowią atrakcję nawet dla osób nieuczestniczących w festiwalu. Jest to doskonała okazja dla turystów do przeżycia weekendu w oryginalny sposób i niemalże za darmo.

Festiwali, jak już wcześniej powiedziałam, jest u nas dużo i to dużo graniczy niekiedy z „za dużo”. Niemalże każde poważne kino inicjuje cykle i przeglądy pt. „festiwal jakiegoś gatunku filmu” – włoskiego, hiszpańskiego, izraelskiego czy francuskiego. Często odbywa się to zgodnie z zasadą wilk syty, i owca cała – powstaje bowiem możliwość pokazania wartościowych, jednak niekasowych filmów kina artystycznego oraz sprzedania biletów na te produkcje, których w innych okolicznościach nikt nie obejrzałby na dużym ekranie.

Festiwali muzycznych wystarcza w zupełności, aby w warunkach dostatecznej mobilności móc uczestniczyć w nich przez cały rok non­‑stop. Jednak ich problem polega na tym, że poza kilkoma znanymi i dobrze zorganizowanymi (na przykład Koktebel Jazz, Kazantip oraz Z­‑Gamez na Krymie, Stare Miasto we Lwowie, Best City, który pojawił się w Dniepropietrowsku w 2012, pokazując po raz pierwszy nieznany dotąd w Ukrainie poziom organizacji oraz przygotowania), które zostaną omówione nieco później, przyjeżdżają na nie ci sami artyści oraz ci sami goście i wspólnie przeżywają oni na nowo te same problemy oraz doświadczenia. Nie dziwi więc fakt, że z tego błędnego, zamkniętego koła wykrusza się coraz więcej osób.

Festiwale literackie, festiwale poezji oraz wideo­‑poezji często funkcjonują nieco oderwane od środowiska, do którego tak naprawdę należą – środowiska wydawniczego oraz księgarskiego, ponieważ ludowa sztuka przekazu ustnego straciła swoją aktualność już kilkaset lat temu. Wychodzi na to, że festiwale festiwalami, a rzeczywistość idzie swoją drogą – goście przyjeżdżają, pisarze występują, wydawcy dyskutują, a rozwój i popularność literatury, jako sztuki, wśród społeczeństwa nadal jest hamowany z prostych przyczyn: drogie, mało wartościowe książki, kiepskie i nieczęste tłumaczenia, brak możliwości utrzymania się wyłącznie z pisania oraz niechęć ludzi do tego, aby czytać, ponieważ tak naprawdę nikt nie wyjaśnił im w przystępny sposób, dlaczego warto.

Festiwale teatru i tańca przeżywają niełatwe czasy w związku z małą atrakcyjnością tych dziedzin sztuki w Ukrainie. W ostatnich latach, co prawda, w wyniku starań kilku regionalnych entuzjastów oraz zagranicznych centrów kultury, ożywiła się sytuacja wokół współczesnego dramatu, co jest możliwe dzięki takim festiwalom jak: Drabyna, Drama.ua oraz Tydzień Aktualnej Sztuki Teatralnej (ukr. Тиждень актуальної п’єси), ale póki co nie można powiedzieć, że są one masowe i mają duże znaczenie.

Festiwale etnograficzne (najbardziej udane to ArtPole oraz Kraina Marzeń (ukr. Країна Мрій) uderzają we wszystko i w nic – cały czas przyciągają one wystarczającą liczbę widzów, jednak gubią nieco kierunek oraz sam cel istnienia, bo im dalej, tym mniej wiadomo, kto i czego ma na nich szukać – muzyki, lalki­‑motanki, lekcji tańca, sztuki ziemi czy prawdziwych trunków? Zorganizowana i zróżnicowana rozrywka ma perspektywy oraz sens tylko wtedy, kiedy jest naprawdę zorganizowana i w odpowiedni sposób zareklamowana, podczas gdy w naszym przypadku jest to raczej jedynie bałagan. W jednym roku festiwal przebiegł dobrze, w innym – nie udał się w ogóle.

Wszystkie inne festiwale, niereprezentowane tak masowo w swoim gatunku, są organizowane ogólnie niby nie „dla” a „wbrew” czemuś, komuś. Trudno wymagać od nich jakiegoś przyzwoitego poziomu, kiedy głównym celem, na którym się skupiają, jest próba przezwyciężenia wszystkich niesprzyjających okoliczności i zorganizowania ostatecznie wydarzenia na poziomie jakimkolwiek.

Ogólnie rzecz ujmując, nie trudne jest określenie przyczyn niepowodzeń ukraińskich festiwali, nie trudno także zdefiniować kryteria sukcesu, jednakże w każdym przypadku decydują niezwykle specyficzne detale. Przyczyną niepowodzeń jest niedostateczne finansowanie, nieumiejętność zespołu do stworzenia strategii i jej realizacji, brak rozsądnego planowania działań oraz aktywności, niechęć dostosowania się do oczekiwań odbiorców, uczestników, partnerów oraz potencjalnych sponsorów. Do tego dochodzi niechęć odbiorców do włączania się w proces usprawnienia ich ulubionego wydarzenia, nierozumienie potrzeby konieczności wspierania festiwali poprzez ich współfinansowanie (bilety) oraz, w końcu, niezrozumienie społecznej roli festiwali, ich znaczenia przez państwo oraz ukraińskie struktury biznesowe (wydaje mi się, że nie popełnię błędu mówiąc, że najwięcej pieniędzy na wszelkiego rodzaju festiwale ukraińskie pochodzi z funduszy zagranicznych, centrów kultury oraz struktur komercyjnych).

Wszystko to w dyskusji na płaszczyźnie filozoficznej mogłoby sprowadzić się do jednego pytania, pytania o poziom świadomości. Kiedy przeczytałam, że uczestnicy festiwalu Burning Man w Stanach Zjednoczonych w ciągu ośmiu dni zbierają i wożą ze sobą zużytą wodę, ponieważ wylewanie jej na pustyni jej zabronione, złapałam się na myśleniu, że gdybym miała zapłacić za wstęp na festiwal 300 dolarów to oczekiwałabym, że ktoś zadba o moją zużytą wodę i w żadnym wypadku nie przejmowałabym się problemami pustyni. Cały czas nie dorośliśmy jeszcze do szerokiego rozumienia tego, że nikt, oprócz nas, niczego za nas nie zrobi. Priorytetem dla organizatorów jest najczęściej wyjście „na zero” (rzadko kiedy zysk), utrzymanie dobrych relacji z partnerami, rozgłos medialny, a dopiero potem troska o programy, interesy uczestników (najważniejsze, aby się zgodzili) i prawdziwa opinia widzów. Dla uczestników najważniejsza jest z kolei możliwość nawiązania korzystnych kontaktów oraz promocja siebie, honoraria i możliwość zaprezentowania swojego repertuaru, dopiero potem społeczne znaczenie wydarzenia, jako takiego, pozytywne emocje widzów i wkład w rozwój tego, co wszyscy nazywamy „kulturą ukraińską”. Widzów interesuje przede wszystkim relacja cena­‑jakość w nieco zniekształconej formie. W naszej okaleczonej ciągłym brakiem pieniędzy świadomości, (przypadki indywidualne są różne, ale trudno zaprzeczyć okresowi ogólnonarodowej biedy w latach 90.) zgodnie z licznymi informacjami w mediach oraz opiniami publikowanymi na portalach społecznościowych, idealny festiwal posiadać powinien wszystko i bez ograniczeń, słowem, czego dusza zapragnie: odpowiednio zaplanowaną przestrzeń z wszelkimi wygodami, dostęp do jedzenia oraz napojów, dobry koncert, obfitość gwiazd, zorganizowaną rozrywkę, ustrukturyzowaną i dostępną w różnych formach informację, dobrą organizację logistyczną i do tego wszystko to za darmo. Dla sponsorów (i zdaje się, że dla określonych struktur państwowych) najlepszy festiwal to oczywiście taki, który niczego od nich nie wymaga i nie oczekuje. Ciągle jeszcze nie wykształciła się u nas tradycja sponsoringu oraz mecenatu, poza tym nie da się przecenić społecznej funkcji festiwali, ich atrakcyjności i potencjału, jako narzędzia PR­‑owego.

Nie jest wcale tak trudno sformułować kryteria, jakim winno się zadośćuczynić, aby festiwal odniósł sukces. Trudniej jednak kryteria te spełniać. Punktem wyjścia powinno być nie ukierunkowywanie się na końcowy rezultat, (takie podejście automatycznie programuje i ostatecznie rodzi dysonans pomiędzy tym, czego się pragnie, a tym, czego ostatecznie się dokonało) a oceną dostępnych środków i możliwości ich wykorzystania. Tak postąpili na przykład: Kazantip i Jazz Koktebel, wykorzystując potencjał nadmorskiej lokalizacji oraz sezon turystyczny; Terra Heroica i Bitwa Narodów, wykorzystując autentyczny krajobraz miejski, który w sposób organiczny zwiększył atrakcyjność wydarzenia, czy festiwal poetycki Meridian Czernowitz, czerpiący z potencjału wieloznaczności i wagi Czerniowców na mapie literatury światowej, jako miejsca krzyżowania się kultur.

Innym ważnym aspektem momentu wyjściowego jest zrozumienie potrzeb oraz perspektyw. Brak dobrze skrojonego festiwalu w otwartej przestrzeni, zorganizowanego na poziomie europejskim, na który nie baliby się przyjechać artyści, festiwalu spełniającego odpowiednie warunki komfortu dla jego uczestników, przydaje kilka punktów więcej organizacyjnej stronie The Best City, a pod adresem festiwalu etnograficznego Uniż, który co prawda nie istniał długo, swego czasu spływał cały potok podziękowań i pochwał tylko dzięki temu, że na terenie festiwalu znajdowała się wystarczająca ilość czystych toalet i pryszniców.

W tym miejscu warto zatrzymać się i zastanowić dogłębnie nad potrzebami oraz oczekiwaniami tych, którzy mogą wesprzeć festiwal materialnie lub organizacyjnie. Nie ma niczego złego w staraniu się o to, by zaspokajać te potrzeby, nie ma to nic wspólnego z ograniczaniem wolności twórczej, a jest to najprostszy sposób zabezpieczenia materialnego fundamentu tej wolności. Zrozumienie tła społecznego oraz tendencji światowych pomaga w nawiązaniu współpracy międzynarodowej oraz kreowaniu pozytywnego wizerunku Ukrainy za granicą (w tym kontekście wyróżnia się festiwal filmu dokumentalnego o prawach człowieka Docudays.UA), a rozumienie potrzeb zaproszonych uczestników oraz ekspertów może być przeciwwagą dla chaosu organizacyjnego (na festiwalu literackim, organizowanym przy Forum Wydawców we Lwowie, którego program z każdym rokiem jest coraz bardziej przesycony i w mniejszym stopniu uporządkowany, przed szaleństwem broni jedynie fakt, że właśnie tam pisarze ad hoc nawiązują znajomości z tłumaczami oraz przedstawicielami zagranicznych wydawnictw, rok po roku literaturoznawcy odkrywają nowe warstwy różnych tendencji literackich, autorzy wymyślają wspólnie międzynarodowe projekty, muzycy znajdują autorów tekstów, u ilustratorów rodzą się pomysły na książki, a poeci i romantycy układają sobie niekiedy swoje życie osobiste – chaos bowiem temu wszystkiemu sprzyja).

Obecność profesjonalnego zespołu oraz fachowy podział obowiązków to cały czas nietypowa sytuacja, nawet w przypadku dużych festiwali międzynarodowych. Jako przykład może tu posłużyć Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Odessie, którego różnego rodzaju zespoły oraz departamenty pracują cały rok. Po drugiej stronie bieguna znajduje się Arsenał Książkowy (ukr. Книжковий арсенал) – fenomen Zachodniej Ukrainy, wydarzenie znaczące we wszystkich aspektach – zarówno jako targi książki, jak i festiwal literacko­‑twórczy. Organizowany jest rękami jednej osoby, legendarnej dziś kurator Olhy Żuk. Znamiennym może być tutaj wypowiedziany jednym tchem komentarz jednej z moich przyjaciółek, która bezpośrednio brała udział w organizacji tak dużego wydarzenia, jakim jest „Arsenale 2012”: „tak dobrze wyszło, sama nie wiem jak, ale udało się!” Wynika więc z tego, że planowanie przygotowań oraz przewidywanie rezultatów, a także systematyczna realizacja planu nie są na razie naszą domeną, co znacząco szkodzi, szczególnie w przypadku współpracy z instytucjami międzynarodowymi. Pomogłyby tu prawdopodobnie granty na edukację dla managerów kultury, które zaczęły ostatnio pojawiać się w Ukrainie (bycie menagerem kultury jest to mimo wszystko w większym stopniu inny rodzaj działalności niż hobby), szkoły oraz seminaria z zarządzania festiwalami. Na przykład główną częścią Międzynarodowego Festiwalu Literackiego w ramach Międzynarodowego Forum Wydawców we Lwowie w 2012 roku był projekt „Kontekst”, czyli edukacyjny kompleks wydarzeń, którego celem było stworzenie sieci literackiej, ukierunkowany wyłącznie na organizatorów oraz kuratorów w dziedzinie literatury. Ogłoszono ponadto przygotowanie jeszcze kilku analogicznych projektów edukacyjno­‑konsolidacyjnych.

Uznanie faktu, że PR oraz marketing są niezbędne w działalności kulturalnej na wysokim poziomie, także może pomóc w polepszeniu sytuacji festiwali. Nie ma niczego złego w badaniu oraz analizowaniu potrzeb publiczności, informowaniu i zachęcaniu jej za pomocą dostępnych oraz znanych publice sposobów, wzbudzaniu jej uwagi, tworzeniu wartościowych oraz intrygujących wydarzeń, dzięki którym festiwal pamiętany będzie przez cały rok.

Owocne partnerstwo oraz efektywna współpraca mogą w przyszłości przyczyniać się do zmniejszenia ilość festiwali, jednak obecnie, w warunkach festiwalowego boomu, taka sytuacja nam nie grozi. Zestrojenie narzędzi organizacyjnych z umiejętnym zarządzaniem publicznością, sponsorami, potencjalnymi uczestnikami oraz partnerami, może przybliżać w znacznym stopniu do tego wymarzonego schematu, w którym festiwal z czasem zaczyna zarabiać sam na siebie, stając się wydarzeniem dobrze zorganizowanym i cieszącym się pozytywnym wizerunkiem. Wydarzeniem, cieszącym się zainteresowaniem społecznym.

Ostatecznie to powszechna świadomość odpowiedzialności za przebieg oraz rezultaty wydarzenia, do których dążymy, jest w stanie przemienić organizacyjny chaos w konstruktywny proces nabywania doświadczeń. W tym miejscu ponownie powraca w mojej pamięci zużyta woda zbierana na pustyni, skargi, żale i zarzuty wygłaszane w co drugim wywiadzie przez organizatorów czy ekspertów, pod adresem państwa, które nie wspiera i sponsorów, którzy nie przyznają dofinansowań. Jeśli wszyscy zrobiliby to, co w ich mocy, zaczynając od dostawców sprzętu, (dźwięk dobrej jakości na festiwalach w Ukrainie nie jest standardem, a ewentualnym bonusem) kończąc na odbiorcach, którzy nie będą załatwiać swoich potrzeb gdzie popadnie, rezultaty przyjdą same. Ilość zamieni się w jakość.

Kateryna Babkina − z wykształcenia i częściowo z zawodu dziennikarka; ukraińska poetka i pisarka, autorka tomików wierszy Wohni swiatoho Elma i Hirczycia oraz wyboru prozy Lilu pisla tebe. Współautorka licznych antologii i almanachów. Jej wiersze zostały przetłumaczone i opublikowane w czasopismach oraz innych wydawnictwach w Ukrainie, Rosji, Polsce, Niemczech, Szwecji. Kateryna Babkina zajmuje się wideo-poezją, pisze scenariusze filmów i telewizyjnych show, jako dziennikarka i felietonistka współpracuje z ukraińskimi i zagranicznymi tytułami („Biznes”, „Focus”, „Le Monde” itp.), jest fundatorką i dyrektorką Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Dokument”.

tłum. Mateusz Zalewski